Trochę jedwabiu, tiulu, koronki - 5 000 zł. Za co tak naprawdę płacą przyszłe panny młode?

Wybór sukni ślubnej nigdy nie jest prosty... Prawo autorskie: halfpoint / 123RF Zdjęcie Seryjne
Nie oszukujmy się – ślub to pięć minut podniosłej atmosfery i kilka godzin stresu czy na pewno wszystko pójdzie zgodnie z planem. A im większa "pompa", tym więcej stresu, bo z uroczystości robi się skomplikowany i złożony event wymagający wprawy organizacyjnej, którą może się pochwalić jedynie Monica z serialu "Przyjaciele". Nic więc dziwnego, że państwo młodzi po zaręczanych długo zwlekają, by powiedzieć sobie "tak". Zakochani i zapracowani, jak to młodzi w dzisiejszych czasach, nie mają głowy do poszukiwań sali idealnej czy wertowania kolejnych ofert menu.

Ale jest coś od czego organizację wesela chętnie zaczyna każda przyszła panna młoda – SUKNIA. Musi być wymarzona, ta jedyna, niepowtarzalna, najpiękniejsza, tuszująca mankamenty urody i niedoskonałości figury. To w końcu ciuch, w którym raz na zawsze skończysz z byciem panną i wyjdziesz za mężczyznę swojego życia (tego wam życzymy)! Producenci dobrze o tym wiedzą...
Poszukiwania idealnej sukni ślubnej (jak wszystkiego dziś) zazwyczaj zaczynają się od wyszukiwarki Google. Na początku nie liczy się cena, lecz krój. Przeglądasz grafiki, zdjęcia, katalogi, to, co wpadnie ci w oko dodajesz do ulubionych i starasz się wyobrazić sobie, która z nich idealnie podkreśli charakter tego wyjątkowego dnia. Masz kilka typów, czas na krok drugi. Cena. Producenci w większości przypadków nie podają ich na stronach internetowych, nawet w tzw. widełkach. Nie ma też informacji o dostępności konkretnych wzorów w salonach. To, co przyszłej pannie młodej pozostaje to telefoniczne śledztwo, które... postanowiłam wykonać za was. Wybrałam pięciu różnych producentów. Są to firmy polskie, i takie z pierwszej strony googlowskich wyników po wpisaniu hasła "suknia ślubna", i takie mniej znane, które poleciły mi znajome. Ale zanim o tym, czego się dowiedziałam, kilka słów o pieniądzach.

Szacowany budżet




Ile Polki wydają na suknię ślubną? Jeden z portali o tematyce weselnej podaje, że ok. 13% całego weselnego budżetu. Weźmy wersję minimum, czyli zwykłe przyjęcie bez poprawin dla ok. 70 gości (to mało!), którzy na wasze wesele dojeżdżają sami. Tak jak z resztą i wy – kilka chwil w efektownym wozie cabrio kosztuje kilka tysięcy, więc z rozsądku pomijam również tę pozycję w swoim kosztorysie. Policzmy tylko to, co być musi, czyli: sala, catering (ok. 150 zł za osobę), tort, alkohol i napoje, kwiaty, garnitur dla pana młodego, wynagrodzenie fotografa, wynagrodzenie kapeli lub DJ-a, obrączki, no i suknia = 30 tys. może się okazać kwotą minimalną. Zwłaszcza, że nie policzyłam kosztów samej ceremonii – o ile ślub cywilny to koszt ok. 80 zł, tak kościelny może kosztować was nawet i 1500 zł.

Przyjmijmy jednak, że potraficie zaoszczędzić, macie jakieś znajomości i możecie zrezygnować z pięciopiętrowego tortu na rzecz dwupiętrowego, a na stołach staną cięte polskie kwiaty sezonowe zamiast sprowadzanych zza granicy. 13% z 30 tys. to 3900 zł! Tak, macie prawie 4 tysiące, by się do ślubu godnie ubrać! Pomyślicie: "wystarczy na pewno!", a ja wiem swoje: niekoniecznie...
I to nie dlatego, że szukam bezy z naturalnego jedwabiu z kryształkami Svarowskiego. To dlatego, że suknię ślubną za kilka stów kupicie wyłącznie w promocji i to "gotowca" – żaden salon za kieckę w tej cenie za darmo wam poprawek krawieckich nie zrobi. Przynajmniej ja takiego nie spotkałam. Ceny w salonach zaczynają się średnio od ok. 2 500 zł, ale i za niecałe 2 tysiące w promocji uda się coś znaleźć. Ta cena obowiązuje wyłącznie jeśli zaspokoi was odpustowa wersja a'la Barbie przed ołtarzem lub całkiem pozbawiona ozdób suknia z syntetycznej tkaniny, za którą żal byłoby zapłacić nawet kilkaset złotych... Ale aby na wstępie nie tworzyć podziałów na tle różnic gustu i preferencji tkanin, moje typy są zróżnicowane. Oto one.

Anna Kara

W pierwszej kolejności wykonuję telefon do warszawskiego salonu Anny Kary. Do zdjęć tych sukien wzdychają całe rzesze zaręczonych internatuek, tak jak przed erą Anny Kary wzdychały do włoskich sukien Le Spose Di Gio... Wzdychające narzeczone na ziemię sprowadziła dopiero cena tych drugich. A jak jest z Anną Karą? Trochę lepiej (nie musimy mieć kilkunastu tysięcy...), ale i tak te suknie okazują się być poza moim budżetem.

Anna Kara, czyli lekkość, naturalność, dobry styl po polsku. W salonach autorskich tej projektantki sukienki na wieszakach są w rozmiarach 38, więc generalnie każdą sztukę szyje się na zamówienie. Z powodzeniem ubrałabym się tu, gdybym przed urzędnikiem Urzędu Stanu Cywilnego miała stanąć jeszcze raz. No i gdybym miała nieco więcej niż przewidywane 3900 zł... I to o wiele! Za sukienki z bieżącej kolekcji (2016) Anna Kara liczy sobie od 3 500 do 7 000 zł! Co więcej, jeśli nie zdecyduję się do końca sierpnia na uszycie którejkolwiek, ceny wzrosną o kilkaset złotych. Na najtańszą się załapię, ale to wersja przed kolano, więc dla mnie odpada. Bardziej ozdobne modele, długie i kilkuwarstwowe (ale nie są to bezy) kosztują ok. 5 tys. (Tanya 4 800 zł, Louisse 5 400 zł).

Zaskoczona wysokością kwot pytam wprost – czy cena wynika z jakości tkanin? "Głównie tak, szyjemy z naturalnego jedwabiu, bawełnianej koronki, a jeśli którykolwiek z użytych materiałów jest syntetyczny - tam gdzie potrzebna jest objętość sukienki - to i tak jest on bardzo wysokiej jakości." "Głównie?" Odpowiedź: "Liczy się też unikalny projekt." Nie da się ukryć – takich sukien w przeciętnych salonach nie ma. Drogo, ale przynajmniej wiadomo za co płacimy. Moje ostatnie pytanie to czy jest opcja uszycia sukienki projektu Anny Kary z materiałów zastępczych, tańszych – inne salony to oferują. Niestety, nic z tego. Szukam dalej.
Salony autorskie Anna Kara znajdziecie w Krakowie i Warszawie. Ponadto, firma współpracuje z salonami ze Szczecina, Poznania, Gdańska, Częstochowy, Białegostoku, Barlinka i Jarosławia.

Gala

Kieruję się na pierwszą stronę wyników w wyszukiwarce Google z nadzieją, że jeśli wybiorę mniej niszowego producenta to i ceny będą niższe. Z oferty Gali wybieram najprostszą na świecie suknię Paloma i nieco bardziej ozdobną Piwone. Pierwsze, czego się dowiaduję od pani z salonu autorskiego, to że "mają zakaz podawania cen na odległość." Dziwne. Czy to oznacza, że cena jest elastyczna w zależności od zamożności klienta ocenianej na pierwszy rzut oka podczas wizyty w salonie...? Po takim komunikacie mam prawo się tego obawiać.

Jestem jednak uparta i proszę, by podała mi chociaż ceny orientacyjne i ceny dwóch modeli, które wybrałam. A zatem ceny plasują się między 2 000 a 3 500 zł. Niby niewiele w porównaniu z poprzednią marką, ale umówmy się – modowy Mount Everest to nie jest. Wybrane suknie są bardzo oszczędne i stylem bliżej im do wspomnianej wcześniej lalki Barbie niż panny młodej z klasą. Nie wyglądają na takie, które wymagają wiele materiału (syntetycznego!) i pracy (zero ozdób). I nie są to naturalne tkaniny jak w przypadku poprzedniej marki. Za co więc te 2 000 zł? "No wie pani, to dużo pracy, idealne dopasowanie i jednak trochę materiału schodzi." Czyli mamy odpowiedź: za fakt, że to suknia ślubna, a nie na jakąkolwiek inną okazję. Kropka.
Lista salonów współpracujących z marką Gala jest naprawdę imponująca. W Warszawie suknie te znajdziecie w trzech sklepach. Poza tym na liście jest kilkadziesiąt polskich miast. Salon firmy znajduje się w Płocku.

Anabelle

Choć oferta tej marki średnio mi odpowiada to chcę sprawdzić ile kosztuje suknia jednego z "wiodących producentów sukien ślubnych w Polsce" (cytat z opisu na stronie internetowej). Ceny mnie nie zaskakują – od 2 000 do 3 000 zł w zależności od modelu. Czyli wygląda na to, że moje 13% budżetu wystarczy.

Podaję nazwę upatrzonej kiecki i znów dowiaduję się, że dokładnej ceny przez telefon nie usłyszę (?!) Otóż: zaprojektowali ją "nasi projektanci", a wykonana jest z takich materiałów, jakie sobie wybiorę. To coś nowego. Zasada w Anabelle jest taka, że przychodzisz, wybierasz, mierzysz i wprowadzasz modyfikacje. Teoretycznie im skromniej tym taniej, ale jeśli na gładką suknię schodzi więcej materiału niż na prostą całą w koralikach to będzie z pewnością droższa. Pani informuje, że jeśli wybiorę najprostszą suknię bez zdobień cena może spaść nawet do 1800 zł. Czyli wygląda na to, że liczy się robocizna i materiały – niby logiczne, ale za co w tym wypadku zapłacę 2 tysiące złotych? "To i tak mało" – słyszę bez żadnego uzasadnienia. Domyślam się, że chodzi dokładnie o to samo, co w poprzednim salonie. Następny proszę.
Salony z sukniami Anabelle znajdziecie w Warszawie, Poznaniu, Bytomiu i Tarnowskich Górach, zaś salony autorskie w Opolu, Gliwicach, Pyskowicach i Strzelcach Opolskich.

Agnes

Tracę nadzieję, ale sprawdzam prawdziwego giganta. Sukienki od Agnes można kupić w salonach w całej Europie. Są księżniczkowate do bólu, skromnych krojów raczej tu nie znajdziecie. Wiem czego się spodziewać, ale potrzebuję ostatecznego potwierdzenia, że jeśli chcę zapłacić za sukienkę wiedząc, że było warto, u dużego producenta nie mam czego szukać. I tu zaskoczenie – w tym salonie mój budżet wystarczyłby na suknię w koronce od góry do dołu, a jakby mi wpadła w oko ogromna beza z koronkową górą to również. Suknie, które wyglądają na pracochłonne i "materiałochłonne" kosztują tu ok. 3 000 zł. Fakt, to syntetyki, ale one też kosztują, więc jeśli komuś styl księżniczki z diademem odpowiada to polecam serdecznie! W czym problem? To proste: gdybym szukała tej sukni na serio dla siebie nie zwróciłabym uwagi na modele Agnes.
Salony autorskie Agnes znajdziecie w Poznaniu, Gdyni, Bielsko-Białej, Krakowie i Świdninie.

Boso.nu

Wracam na trop sukienek niestandardowych, od mniej znanych projektantów i wpadam z deszczu pod rynnę. Boso.nu na stronie internetowej przyznaje się do cen! To wielki plus. Tylko co z tego, skoro kiecka podobna krojem i wykończeniem do letniej propozycji z H&M, kosztuje tu 3100 zł... (model Chantal)? Nieco lepiej z elegancją jest w przypadku modelu Kazumi, ale za nutę szyku w kroju musimy dopłacić 700 zł. Moim "faworytem" jest model Makena, który wygląda jak koszula nocna, a kosztuje 3400 zł.

Producent pisze, że to ręcznie wykonane wykończenia, surowy jedwab, prawdziwa koronka... W porządku, ale liczy się też efekt końcowy. Hasło producenta brzmi "ślub na boso", czyli dzika przyroda, sielski klimat wsi, świeże kwiaty, a po stylizacji modelki wnioskuję, że również zero makijażu i fryzjera. Cenię prostotę i dobrą jakość, ale w przypadku idei i wykonania sukienek od boso.nu widzę tylko przerost formy nad treścią. Dla mnie to zbyt ekstrawaganckie podejście do sprawy. No i zdecydowanie zbyt kosztowne. Choć mój budżet wystarczyłby na najelegantszą z sukien tego salonu, nigdy nie zapłaciłabym za kawałek białej tkaniny z kawałkiem ręcznego haftu tyle pieniędzy.
Sklep Boso znajduje się przy Rynku Podgórskim 9 w Krakowie.

Juda i Pietkiewicz

Warszawskie projektantki, których propozycje nie odbiegają klasą i stylem od oferty Anny Kary. Każda suknia szyta jest na wymiar i kosztuje od 3500 do 4000 zł. Strzał w dziesiątkę! Z moim budżetem wystarczy mi nawet na najbogatszą wersję! Ale czy warto? Wygląda na to, że tak – użyte materiały to połączenie tkanin naturalnych i syntetycznych. Z wierzchu widzimy prawdziwy jedwab i koronkę, a tkaniny użyte pod spodem to syntetyki. Czyli w końcu jakiś kompromis i głos rozsądku, bo cena nie rośnie w nieskończoność. Wykonanie jest bardzo staranne, wszystkie suknie wyglądają jak z przeznaczeniem na TEN dzień, a nie weekend na wsi. Minusy? Dość długo się czeka. Jeśli wychodzicie za mąż w maju, pomyślcie o wizycie tej jesieni.
Pracownia autorska Juda&Pietkiewicz znajduje się w Warszawie przy ul. Nowogrodzkiej.

Podsumowanie

Suknia ślubna, jak każdy inny produkt musi zarabiać na firmę, czyli w jej cenie jest wszystko to, co w cenie każdego innego produktu: zużyte materiały, koszt utrzymania zakładu, pensje pracowników, projekt i marka. W zależności od producenta zmieniają się tylko proporcje. Alternatywa? Znajdujesz idealny projekt, szukasz zwykłej krawcowej, ryzykujesz, że uszyje ci coś na podobieństwo. Kiedy dwa lata temu wychodziłam za mąż uznałam, że prosta (ale przepiękna!) suknia od Anny Kary za 4500 zł to szaleństwo, na które mnie nie stać. Kupiłam materiał (dobry syntetyk), zaniosłam znajomej krawcowej razem z wydrukiem i po miesiącu odebrałam niemal identyczną wersję Anny Kary dla mnie. Nie w eleganckiej torbie, lecz zwykłej siatce, bez metki, za... 250 zł! Ale nie oddałabym jej za żadne pieniądze i w tym kwi szkopuł...

W cenę każdej sukni ślubnej wliczony jest pierwiastek sentymentu i marzenia. Po prostu – płacimy więcej, bo to suknia ślubna. Nie na studniówkę, nie na sylwestra, ale na TEN dzień. Ile jesteśmy w stanie dopłacić za to, że suknia, w której powiemy sakramentalne "tak" została stworzona właśnie w tym celu? Jak się okazuje naprawdę sporo, bo w powszechnej opinii 2 tysiące zł za suknię ślubną to grosze! Wniosek nasuwa się sam - każdy produkt jest warty tyle, ile klient może za niego zapłacić.

napisz do autorki: ewa.bukowiecka-janik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...