„Jestem wyzwoloną kobietą, ale na pierwszej randce do łóżka chodzą tylko zdziry” – zdarzyło ci się tak kiedyś pomyśleć?

Jak szybko, to za szybko? 123rf zdjęcie seryjne / Eldad Carin
Uważasz się za nowoczesną i wyzwoloną. Chodzisz na manifestacje w obronie praw kobiet, rozmawiasz o seksie i nie płonisz się przy tym rumieńcem. Dostrzegasz też ograniczenia i nakazy generowane przez płeć kulturową. Mimo to fakt, że jedna z twoich koleżanek nie ma problemu z wyskoczeniem z bielizny na pierwszej randce budzi w Tobie mieszane uczucia. Na tyle mieszane, że nie jesteś ich w stanie precyzyjne zdefiniować. Jednego jesteś za to pewna – TY byś tak nie zrobiła. Zaraz...a właściwie to dlaczego nie? Nie, bo nie? Potrafisz podać argumenty wykraczające poza mieszczańskie „co kto o mnie pomyśli"? Takie, które dotyczyłyby tylko i wyłącznie ciebie? Otwieramy dyskusję i czekamy na opinie!


Bariera nr 1: Nieodrodne córki patriarchatu

Pierwszy trop zadeklarowanej feministki, która ze zdziwieniem będzie próbowała przyjrzeć się swojemu obrzydzeniu będzie wiódł najprawdopodobniej ku wychowaniu. Niezależnie od przemyśleń i wolności, które zdołamy wypracować na skutek lektur i kontaktów z innymi kobietami, zostałyśmy wychowane w określonym społeczeństwie. Chodziłyśmy do szkoły i do kościoła, gdzie słuchałyśmy o „najświętszej Maryi, zawsze dziewicy” stawianej kobietom i dziewczynkom za wzór. Uczyłyśmy się o chorobach wenerycznych i AIDS, kodując w sobie strach przed przygodnymi kontaktami seksualnymi. Zapobiegliwe nauczycielki dbały o naszą cnotę zakazując minispódniczek czy wręczając aceton do zmycia przedwcześnie, w ich odczuciu, pomalowanych paznokci.




Można powiedzieć, że piętnowanie na każdym kroku rozwijającej się kobiecej seksualności i nobilitowanie cnoty, miało niegdyś praktyczne zastosowanie. Jego zadaniem była ochrona młodych kobiety przed pochopnym wyborem partnera i wczesnym zajściem w ciążę. Dziś przed przynajmniej jednym z dwojga złego może nas uchronić antykoncepcja, a mimo to pogardę, i to nawet dla domniemanej rozwiązłości, niektóre z nas zdają się wysysać z mlekiem matki. Nie ma co przesadnie dyskutować z faktem, że tak po prostu zostałyśmy wychowane, szczęśliwie jako dorosłe osoby też mamy coś do powiedzenia. Pierwszy krok do wyrugowania z siebie pogardy wobec innych kobiet, to przewalczenie w sobie stereotypu, że kobieta, która uprawia seks na pierwszej randce, bo ma na to ochotę, podobnie jak miewają ją tysiące mężczyzn jest "zła", a już na pewno "gorsza" od tej, która zagryza zęby
Bariera nr 2: Coś za coś?
Z wolnością seksualną jest trochę tak, jak z wolnością w społeczeństwie kapitalistycznym. Niby ma się wybór, ale wystarczy odrobinę zagłębić się w mechanizmy funkcjonowania, żeby odkryć, że nie jest to takie proste. Od pełnej wolności dzieli nas bowiem pragmatyczna konieczność dbania o własne interesy. Mężczyźni, podobnie jak my, dorastali w społeczeństwie patriarchalnym i ich poglądy dotyczące wolności seksualnej mają podwójną naturę, z jednej strony większość z nich dąży do szybkiego zbliżenia z nowo poznaną dziewczyną i nie ma to najczęściej za wiele wspólnego z szacunkiem czy z jego brakiem.


– Z jednej strony wydaje mi się hipokryzją robienie podziałów na zasadzie pierwsza randka – zdzira, trzecia randka – łatwa, seks po półtora miesiąca – porządna dziewczyna, ale wiem, że wielu mężczyzn tak myśli, przyznam, że mi także się zdarzyło. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że podejście do dziewczyny po seksie na pierwszej randce zależy od tego, jak ona zachowa się post factum. Jeśli traktuje to jako coś naturalnego, to nie zmienia się w żaden sposób mój stosunek do niej. Nie lubię za to, kiedy kobiety zaczynają się tłumaczyć „bo wiesz, pierwszy raz zdarza się coś takiego”, czy oczekują jakiejś deklaracji z mojej strony, mam wtedy wrażenie, że do zbliżenia nie doszło, bo oboje jesteśmy dorośli i mieliśmy na to ochotę, tylko, że to jakiegoś rodzaju handel wymienny. Trochę na zasadzie „przespałam się z tobą, więc masz okazać wdzięczność, podać śniadanie do łóżka, przynieść kwiaty, a nazajutrz zaprosić na wystawną kolację”. Wydaje mi się, że facetom tak naprawdę obrzydliwe wydaje się takie, wcale nie należące do rzadkości, podejście, a nie sam fakt natychmiastowego skonsumowania znajomości – tłumaczy mi znajomy, 27-letni analityk.

Jeśli decydujesz się wpuścić dopiero do poznanego mężczyznę do alkowy, powinnaś być na taką decyzję gotowa, a owa gotowość objawiać się będzie między innymi świadomością, że chwila może być, słowiki mogą śpiewać, a księżyc świecić, ale jest to w pierwszej kolejności rodzaj konsumpcji. A konsumować powinny chcieć obie strony na równych prawach i zdawać sobie sprawę, że w konsumpcji uczestniczą.
Bariera nr 3: Ile randek jesteś warta?
Na jednej z grup dla kobiet czytam, że wstrzymywanie się z seksem to po prostu kwestia sprawdzenia faceta. Każdego podrzędnego zaliczacza z Tindera zniechęci konieczność odfajkowania miesiąca spotkań bez wielkiego finału. Jedna z dziewczyn o pseudonimie foxy999 pisze, że ona lubi wiedzieć ilu randek jest warta i że to poprawia jej samoocenę znacznie mocniej, niż to, że jakiś obcy koleś chce ją zabrać do domu. Poczucie własnej wartości zdaje się odgrywać w preferencjach dotyczących szybkości zrzucenia ubrań kwestię kluczową. Ciężko jednak ocenić czy kobieca szybkość w tej kwestii oznacza jego brak, czy wręcz przeciwnie. Większość dziewczyn z którymi rozmawiałam, mówi wprost, że nie chciałyby być oceniane przez kogoś, kto ich nie zna. Nie chodzi tu bynajmniej o ocenę moralności czy niechęć do bycia uprzedmiotowioną, ale o rodzaju wstydu.

Lwia część młodych kobiet nie definiuje siebie jako superseksownych lasek, ani gorących kochanek i zdaje sobie sprawę, że dla obcego faceta nie będą Anią, która ma miły uśmiech i ciekawe zainteresowania, ale raczej dziewczyną u której liczy się jędrność pośladków i częstotliwość jęków. Być może niewystarczające. Można rozwodzić się długo nad tym, w jakich to powierzchownych czasach żyjemy, ale nikt nie chce okazać się w cudzych oczach nieatrakcyjny, nawet jeśli oficjalnie i racjonalnie gardzi depilacją brazylijską, czy robieniem pleców na siłowni. Umówmy się, że trzeba niespotykanej dawki humanizmu i odporności na medialne przekazy, żeby otoczyć uwielbieniem zapadniętą klatkę piersiową i krótkie palce u stóp, u kogoś z kim nie łączy nas romantyczne uczucie.

– Szczerze? Bardzo chciałabym umieć zaszaleć w ten sposób, ale jakoś nie potrafię się przełamać. Polscy faceci, zwłaszcza ci z młodszego pokolenia, do szarmanckich nie należą. Nie potrafią prawić subtelnych komplementów, tworzyć erotycznej atmosfery na granicy niedopowiedzenia. Mam wrażenie, że zaopiekowanie się kobietą na jedną noc stanowi dla nich wyzwanie nie do przejścia, znacznie większe niż zbudowanie związku. Myślę, że uwodzenie na jedną noc to swego rodzaju sztuka i to, jak kobieta czuje się nazajutrz zależy od tego, czy dany mężczyzna tę sztukę opanował. Erotyczna przygoda brzmi pociągająco, ale częściej to tylko przygodny seks. Byle jak i z byle kim – mówi mi Edyta, lektorka hiszpańskiego, która uważa, że strachu przed byciem ocenioną to kwestia atmosfery wytwarzanej przez mężczyzn.

Bariera nr 4: Zamążpójście i chłopak na stałe

Darek, od dwóch lat szczęśliwy mąż i ojciec mówi, że nie ocenia kobiet, które chodzą do łóżka na pierwszej randce i że sam często ciągnął swoje randki do sypialni, jednak zaznacza, że kobiety powinny mieć się na baczności, jeśli szukają kogoś na stałe. Jego zdaniem wielu mężczyzn skreśla „kochanki od pierwszego wejrzenia” jako kandydatki do stworzenia związku. Częściowo chodzi tu o to, że faceci są zazdrośnikami, lubią czuć się ważni i szczególni. No i oczywiście czują się tacy przez moment, kiedy prześpią się z dopiero co poznaną dziewczyną, ale potem zaczynają się zastanawiać ilu ona miała partnerów.

– Z jednej strony zastanawiałbym się potem czy taka kobieta nie jest bardziej doświadczona niż ja i czy jest jej ze mną dobrze, a z drugiej kwestionowałbym swoją wyjątkowość. Pewnie zastanawiałbym się czy moje miejsce mógłbym zająć ktokolwiek inny. I zapewniam cię, że nie jestem w takim myśleniu odosobniony – mówi Darek. Kiedy sugeruję, że to nieuczciwe, w tym sensie, że przecież przyznał, że często namawiał dziewczyny na kolację ze śniadaniem chwilę jest skonsternowany, po czym klaruje – Widzisz, ja naprawdę wierzę w równość, ale w poprawność polityczną już mniej. Mogę być za parytetami i ustawą antyprzemocową, bo uważam, że to ważne i dobre inicjatywy, ale myślenie o sferze prywatnej jest mi zmienić znacznie trudniej. Mógłbym Ci teraz opowiadać, że chodzenie na pierwszej randce do łóżka nie zmienia męskiego myślenia o kobietach, ale w moim pokoleniu niestety tak nie jest.

Czy kobiety powinny wobec powściągnąć swoje chucie w imię przyszłego „i ogłaszam was mężem i żoną” (lub przynajmniej „i żyli długo i szczęśliwie”), dopierając ilość cnotliwych randek w zależności od poszukiwanego efektu? I tu dochodzimy do kwestii dyskusyjnej numer 5.

Bariera nr 5: Kobietom nie jest dobrze na początku

Wśród kobiet unikających zbliżeń na pierwszych randkach panuje też przeświadczenie, że osiągnięcie orgazmu z nieznanym partnerem jest niemal niemożliwe. Chodzi im rzecz jasna nie tyle o nieznajomość duchową, co fizyczną. Rzucam to twierdzenie mojej bodajże najbardziej otwartej seksualnie koleżance, pracującej w agencji PR. Kiwa tylko głową z politowaniem i mówi, że gdyby zrobić badanie statystyczne, to pewnie rzeczywiście okazałoby się, że kobiety dochodzą częściej z partnerami, którzy dobrze znają ich ciała, ale można też być w związku 3 lata i nigdy nie mieć orgazmu ze swoim chłopakiem, co wydaje się jej o wiele smutniejsze niż brak paru kilku okrzyków podczas one night standu.

– Łatwość osiągania orgazmu, to nie tylko kwestia umiejętności partnera, ale też tego jak dobrze kobieta zna swoją seksualność. Kiedyś myślałam, że orgazm to bardzo skomplikowane równanie, gdzie niewiadomymi są moment w fazie cyklu, liczba kieliszków wina czy rozmiar penisa partnera. To oczywiście ważne czynniki, ale o wiele ważniejsza jest znajomość mojego ciała i tego co lubię, a czego nie – precyzuje Patrycja i dodaje pół żartem, pół serio, że trening czyni mistrza.

W filmie „Przed zachodem słońca” z 1995 roku, młody Amerykanin spotyka w pociągu studentkę z Paryża. Ponieważ żadne z nich nigdzie się nie spieszy i świetnie im się rozmawia, postanawiają wysiąść w Wiedniu i spędzić tam dzień. W tym niespiesznym filmie bez gagów i zwrotów akcji, Jesse i Celine jeżdżą tramwajem, piją piwo, chodzą po kawiarniach, a w międzyczasie rozmawiają. O jego byłej dziewczynie i o babci do której jedzie Celine, o studiach, muzyce i przyszłości. Potem kochają się w parku, a o świcie żegnają się na dworcu kolejowym. W tym uroczym, nieefekciarskim filmie został uchwycony ulotny romantyzm chwili i to, że bliskość z drugim człowiekiem nie zawsze musi mieć stadia i fazy, czasem jest chwilowym wrażeniem. Nie znaczy to, że przez to mniej wartościowym czy prawdziwym.

Seks na jedną noc może być super, ale w pierwszej kolejności musisz zastanowić się czy akurat dla ciebie. Jeśli nie masz problemów psychicznych, będzie to raczej forma przygody, niż docelowy pomysł na życie (seksualne). Chcemy być silnymi, niezależnymi kobietami. Tak, dokładnie tymi, które sfrustrowani kolesie z przerażeniem wykpiwają w internetowych memach (bo przecież nie na żywo). Żeby zostać tą superbohaterką powinnyśmy nauczyć się brać od życia, to na co mamy akurat ochotę, jeśli nikogo to nie rani. Tyle, że z nowej umiejętności można cieszyć się tylko o ile jesteśmy świadome konsekwencji. W tym akurat przypadku są one potencjalne. Związki, miłość i seks miewają reguły, ani nigdy nie są one żelazne.

Napisz do autorki: helena.lygas@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...