Matematyka przeczucia. Rozmawiamy o tym, czy intuicja to mit, czy też działa naprawdę

Mimo że matematyka, jako nauka ścisła jest powiązana z typem myślenia logicznego i racjonalnego, to paradoksalnie – najwięcej znanych odkryć matematycznych miało ścisły związek z intuicją. Filozofowie twierdzili, że dzięki intuicji można zobaczyć oczywiste prawdy nie tylko matematyki, lecz także moralności. Obecnie intuicja bywa bardziej kojarzona z trzewiami niż z mózgiem co spowodowało, że częściej traktowana jest jako obszar na pograniczu wiary i magii, niż powstała w toku ewolucji zdolność mózgu. O intuicji rozmawiam z Tomaszem Kudelskim, jednym z najlepszych polskich psychoanalityków.

Czym jest intuicja?

Intuicja jest jednym ze sposobów poznawania rzeczywistości. Przy czym należy dodać, że jest to taki sposób, który w dużym stopniu pomija świadomość. W codziennym doświadczeniu jest postrzegany jako tajemniczy, ponieważ odzywa się nagle poprzez myśl, rodzaj przebłysku czy skojarzenia. Wtedy mówi się często, że intuicja nam coś podpowiedziała. Intuicja jest też rodzajem przeczuć, mających różną formę, które nie są wynikiem racjonalnego, świadomego myślenia. W ogóle jest powiązana z procesem nieświadomym.



Co to znaczy?

To znaczy, że nieświadomie, czyli nie zauważając tego z różnych powodów, zbieramy rozmaite dane w postaci sytuacji, ludzi, miejsc, emocji, wspomnień czy obrazów. Gromadzimy pewnego rodzaju ‘materiały’, z których potem w przebłysku intuicji pojawia się myśl, dzięki której wiemy, co zrobić, jak się zachować lub potrafimy przewidzieć co się wydarzy. Przesłanki do tego przebłysku odkładane są właśnie w części nieświadomej, do której bardzo rzadko mamy dostęp.

O ile łatwo mi przełożyć to co Pan mówi na – powiedzmy lekarza, któremu mimo braku objawów u pacjenta, intuicja wynikająca z wieloletniego doświadczenia podpowiada, że to właśnie ta, a nie inna choroba, o tyle trudno wytłumaczyć sytuację, w której coś mi mówi, że właśnie dziś wieczorem spotkam osobę, o której ostatnio myślałam, ale nie miałam z nią zupełnie kontaktu. Albo, że powinnam zwolnić, bo za rogiem będzie właśnie policja. Jak Pan to wytłumaczy, przecież to myśli z zupełnego kosmosu.

(śmiech) W kontekście, w jakim rozmawiamy, to myśli z Pani wewnętrznego kosmosu. Nieświadomość to właśnie wewnętrzny kosmos myśli i doświadczeń, którego wyrazem jest proces prowadzący do tego, co Pani nazwała przeczuciem. Można też powiedzieć, że intuicja to umysł, który gwałtownie przyśpiesza. W ułamku sekundy analizuje zgromadzone dane, by na koniec dać Pani sygnał do zdjęcia nogi z gazu. W końcu przecież ta droga, mogła być dla Pani znajoma, policja mogła tam już kiedyś stać,lub zakręt, za którym się ukryli mógł przypominać inny, za którym kiedyś stali.

To dość tajemnicze, chciałabym tę magię rozbroić, bo bliższe jest mi jednak racjonalne pojmowanie świata.

Tego nie da się zupełnie rozbroić czy rozłożyć na czynniki pierwsze. Z punktu widzenia naukowego, coś już wiemy o tym, jak funkcjonuje nieświadomość, ale większość nadal pozostaje niezbadana. To samo dotyczy działania intuicji. Z mojego doświadczenia zawodowego wynika, że Pani przeczucia wzięły się jednak z wiedzy, którą miała Pani miała zgromadzoną ale nie w pełni uświadomioną.

A skąd czerpiemy taką wiedzę?

Z obserwacji i doświadczenia życia w ogóle.

Czy intuicję się miewa czy się ją po prostu ma?

Powiedziałbym raczej, że podobnie jak jedni mają zdolności matematyczne tak inni mają otwartość na przeczucia.

A skąd taka umiejętność? Matematyki można się nauczyć, intuicji również?

Nie wiem czy można nazwać to umiejętnością, raczej dobrym kontaktem ze sobą, zaufaniem do siebie, otwartością na swój wewnętrzny świat przeżyć, który często w sposób niejasny i mglisty podpowiada nam w różnych kwestiach.

Ale przyzna Pan, że jedni mają lepszy dostęp do tego wewnętrznego świata, inni gorszy. Czy to wynika właśnie z tego jak bogate i dobre życie mamy sami ze sobą?

Tak to właśnie potocznie można nazwać. Intuicja dobrze działa wtedy, gdy dopuszczamy do siebie wszystkie myśli, stany emocjonalne czy fantazje. Nawet te, który są przykre czy zawstydzające nas samych. Kiedy nie cenzurujemy ich, ale po prostu uznajemy, że są, stanowią jakąś naszą część.

Pojawia się również wtedy, kiedy nie potrzebujemy tak bardzo polegać na racjonalnym myśleniu ani na tym, co mówią inni. Mam na myśli sytuację, w której mamy jakąś myśl ale zamiast siebie słuchamy innych, odsuwając na bok to co przeczuwamy. Więc intuicja jest też kwestią tego na ile ufamy sobie.

Poruszył Pan ciekawą kwestię, a mianowicie zaufania sobie. Znane są słowa niemieckiego matematyka, Carla Gaussa, na temat intuicyjnej antycypacji – „Wyniki mam już dawno, nie wiem tylko, jak do nich dojdę”. Lub inny przykład francuskiego matematyka, E. Galoisa, który zginął tragicznie mając niespełna dwadzieścia lat, ale zostawił po sobie pomysły i odkrycia, z wartości których uczeni zaczęli sobie zdawać sprawę dopiero piętnaście lat po jego śmierci.

Przypadek Carla Gaussa pokazuje znaną psychoanalitykom sytuację, w której rozpoznajemy jakąś treść psychiczną jako obecną w naszym umyśle, ale niedostępną czasowo dla naszej świadomości. Freud nazywał taką sytuację "topografią umysłu". Uważał, że (większa) część naszych doświadczeń jest nam stale lub czasowo niedostępna (nieświadoma), a (mniejsza) część dostępna – możemy sobie dowolnie coś przypomnieć, poczuć, pomyśleć itd. Pomiędzy nimi istnieje rodzaj "łącznika" który Freud nazywał przedświadomością, w którym mogą pojawiają się treści, które jeszcze świadome nie są, ale takimi się mogą stać. Jest to jak gdyby "przedsionek" naszego świadomego umysłu, rodzaj "poczekalni" przez którą muszą przejść te doświadczenia, które mają stać się świadome. Myślę, że wyniki prac Gaussa czekały już w takim psychologicznym "przedsionku".

Często mówi się o kobiecej intuicji, ile w tym prawdy, a ile ludowej mądrości?

Mam kłopot z przyporządkowywaniem intuicji tylko do jednej płci. To sugeruje, że istnieje kobieca intuicja, a męską właściwie nie wiadomo jak określić. Każdy człowiek w mniejszym, lub większym stopniu posługuje się intuicją, z tą różnicą, że jedni są bardziej tego świadomi, inni podchodzą bardziej analitycznie do rozwiązywania problemów. Niekiedy intuicyjnie wyczuwamy to, z czego nie zdajemy sobie sprawy.

Kiedyś bardzo znany autorytet w zakresie HR – mężczyzna – zdradził mi, że decyzje, którego kandydata zatrudnić podejmuje w dużej mierze w oparciu o swoją intuicję. Innego znajomego, prezesa dużej spółki obserwowałam w sytuacjach, w których podejmował decyzje uzasadniając je swoją umiejętnością ‘czytania’ ludzi, która w mojej ocenie była intuicją. Ale wg mnie to rzadkość, w końcu mężczyźni są podobno znacznie bardziej logiczni.

W jakimś sensie to stereotyp, z drugiej jednak strony mężczyźni mogą mieć kłopot z przyznawaniem się do cechy, powszechnie uważanej za kobiecą. Jakby to ujmowało im coś z ich męskości. Przekornie jednak powiem, że w przypadku mężczyzn, w dużej mierze zależy to od obrazu siebie jaki mają. Mężczyźni mają też przecież swoją kobiecą stronę, tak jak i kobiety męską. Pytanie, na ile mogą i chcą z niej korzystać i ją rozwijać. W końcu intuicja towarzyszy człowiekowi od zawsze, jest dla nas tak samo naturalna jak instynkt dla zwierząt, jednak wraz z rozwojem cywilizacji została wyparta na rzecz myślenia racjonalnego.

A kiedy intuicja zawodzi?

Wtedy, kiedy jesteśmy przyzwyczajeni do trzymania się tego co bardzo racjonalne i konkretne. Chcemy mieć literalnie wyłożone, że dwa plus dwa daje cztery i poczucie kontroli nad tym co poznajemy, jaka jest natura rzeczy i jak ją rozumieć. Mam tu na myśli pewną sztywność, która pozwala widzieć świat jedynie w czarno białych kolorach, bez odstępstw, odcieni szarości.
Wszyscy mniej lub bardziej obawiamy się tego nieznane.

Czarno-biały, uproszczony obraz świata pozwala nam redukować poczucie niepewności i lęku związane ze sprawami, których nie rozumiemy i które mogą nas zaskoczyć, wywołać w nas konflikt, poczucie winy itp. Podam przykład z wydanej ostatnio u nas powieści australijskiego pisarza Richarda Flanagana "Ścieżki północy". Autor opisuje obóz jeńców wojennych w okupowanej przez Japończyków Birmie podczas drugiej wojny światowej. Australijscy jeńcy zmuszani są do niewolniczej pracy, wielu z nich ginie w okropnych warunkach. Flanagan stara się opisać umysł japońskiego dowódcy obozu, który stosuje okrucieństwa by zmotywować jeńców do pracy. Pokazuje jak japoński oficer jest przekonany, że to co robi jest absolutnie racjonalnie uzasadnione, ponieważ jeńcy budują ważną dla japońskiego wysiłku wojennego linię kolejową i taka jest wola cesarza. Uważa, że jest dobrym i obowiązkowym człowiekiem. W ten sposób unika świadomości tego, co naprawdę robi i związanego z tym okropnego poczucia winy. Dopiero pod koniec życia, wiele lat po wojnie, zaczyna mieć niejasne (intuicyjne) przeczucie, że robił coś bardzo złego i bardzo długo oszukiwał siebie.

Dlaczego ludzie tak robią?


Z lęku przed tym co nieznane. Życie jest skomplikowane, bardzo złożone i przez to trudne do zrozumienia i ‘ogarnięcia’. Z jego złożonością, sprzecznościami i meandrami radzimy sobie w ten sposób, że niepewność staramy się redukować do prostych kategorii, takich właśnie czarno białych.

Czy intuicja temu przeszkadza?

Myślę, że po prostu nie za bardzo pasuje do tego co znamy, w końcu trochę nam burzy obraz spraw albo poczucie, że wiemy jak jest i jak będzie.

O sobie czy o świecie?

I o sobie i o świecie. Poza tym duży poziom lęku, który w sobie nosimy, i który często nie jest świadomy, działa zakłócająco na intuicję. I w takiej sytuacji trudno być otwartym nie tylko na świat ale przede wszystkim na siebie. Wtedy człowiek bardziej koncentruje się na ochronie siebie, na działaniach, które mają służyć redukcji zagrożenia. Często ludzie mylą intuicję z lękiem.

Jakie to są sytuacje?

Na przykład takie, w których innym nieświadomie przypisujemy własne uczucia. Freud nazwał to projekcją. Ludzie zazwyczaj myślą, że mają znakomitą intuicję, tymczasem po prostu projektują na innych swoje emocje. To pole do dużego pomieszania. Projekcja jest mechanizmem obronnym. Każdy z nas ma pewnego rodzaju psychologiczne sposoby radzenia sobie z lękiem. Jeśli na przykład z różnych powodów złość wywołuje w nas sporo lęku, to nie będziemy dopuszczać tego uczucia do świadomości, co w następstwie spowoduje posłużenie się projekcją.

Proszę wyobrazić sobie teoretyczną sytuację, w której kobieta obawia się zdrady partnera. Wszystkie okoliczności, w których jej mężczyzna będzie dużo pracował i przez to późno wracał z pracy, będzie przypisywała intuicji „aha, on z pewnością kogoś ma”. Tymczasem on naprawdę pracuje, a to co jej wydaje się intuicją jest projekcją. Można też przypuszczać, że ta kobieta jest może niezadowolona ze związku i nieświadomie rozważa odejście i związanie się z innym mężczyzną, ale takie pragnienia budzą w niej zbyt dużo lęku i poczucia winy. Projektuje zatem swoją chęć związania się z kimś innym na partnera, a swoje przeczucia (oparte na projekcji) nazywa obronnie "intuicją". Nawiasem mówiąc, może równie dobrze gdzieś tam w głębi siebie trafnie rozpoznawać, że partner dużo pracuje nie tylko dlatego, że praca tego od niego wymaga, ale że jest także dobrym pretekstem by być poza domem.

Czy warto więc brać pod uwagę swoją intuicję, ufać jej?

Powiem przekornie, że poznawanie intuicyjne jest niezwykle ważne, ale musi być zrównoważone dyscypliną umysłową i wysiłkiem uwagi. Intuicja może być naszym bardzo dobrym sługą, ale jeżeli dajemy jej zbyt wiele władzy w naszym życiu, równie dobrze może poprowadzić nas na manowce.

Tomasz Kudelski. Psycholog, psychoanalityk, analityk grupowy. Superwizor psychoterapii indywidualnej i grupowej, psychoterapeuta szkoleniowy. Członek Polskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego, Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychoanalitycznej oraz Instytutu Analizy Grupowej „Rasztów”. Pracuje w prywatnym gabinecie w Warszawie.

Napisz do autorki: katarzyna.soltysik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...