Przeznaczenie, deja vu, szósty zmysł, czyli 5 rodzajów zbiegów okoliczności, które dadzą się racjonalnie wytłumaczyć

Los bywa pokręcony Prawo autorskie: bmaudsley / 123RF Zdjęcie Seryjne
W drugiej połowie XX w. w Stanach 2 kobiety złożyły skargę z powodu nadania im identycznego numeru ubezpieczenia społecznego. W trakcie postępowania wyjaśniającego, okazało się, że obie noszą nazwisko Patricia Ann Campbell. Obie urodziły się 13 marca 1941 r., ich ojcowie obaj nosili imię Robert, obie poślubiły w 1959 r. wojskowych i wreszcie obie miały dzieci w wieku 21 i 19 lat. Fakty sugestywne dla wyobraźni, ale my dajemy szansę rozumowi i dla ciebie znajdujemy logiczne wytłumaczenie.

Słownikowa definicja zbiegu okoliczności, czyli koincydencji, zwykle brzmi "splot dwóch lub więcej wydarzeń w nieoczekiwany sposób nachodzących na siebie bez oczywistej przyczyny, którą można wyjaśnić". Już w ten sposób dostajemy sugestię, że wyjaśnienie JEST możliwe do znalezienia - tylko przyczyna nie zawsze jest oczywista.



Znany psycholog i badacz fenomenu zbiegów okoliczności, dr Bernard Beitman, uważa że wszystko jest kwestią indywidualnego sposobu postrzegania świata. Możemy chcieć wierzyć lub chcieć wątpić. Przykładać do rzeczy miarę subiektywną lub obiektywną. Widzieć swoje życie jako fragment czyjegoś planu albo jako przygodę w rzeczywistości rządzonej przez przypadek. Z duchowymi potrzebami się nie dyskutuje, więc nie ma sensu nikogo nawracać. Nauka jednak dowodzi, że zbieg okoliczności ma znaczenie tylko wtedy, kiedy to my mu je nadajemy. Oto 5 przykładów.

1 Palec boży
W książce "Gdy zdarza się niemożliwe" psychiatra Stanislav Grof opisał swój własny romans, którego paliwem był szereg niesamowitych zbiegów okoliczności. Dwóch jego przyjaciół zasugerowało mu, żeby zadzwonił do ich znajomej Joan, ponieważ uznali, że ci dwoje mają ze sobą wiele wspólnego. Po kilku miesiącach Grof się wreszcie zdecydował. Miał właśnie wygłosić referat na konferencji w Dallas i stwierdził, że w drodze powrotnej może zahaczyć o Miami, gdzie ona mieszkała.

Okazało się, że wybierała się na tę samą konferencję, co więcej - zbiegiem okoliczności - miała zarezerwowany pokój w tym samym hotelu, co on. Jeszcze zanim zdążyli się umówić, doszło do spotkania, mimo że nigdy wcześniej nie widzieli się na oczy. Nikt ich nawet sobie nie przedstawił. Po prostu spojrzeli na siebie przez całą długość pokoju i zwyczajnie się rozpoznali. Dr Grof nie potrzebował dowodów. Ten racjonalny w teorii naukowiec uznał, że to Bóg chce, aby byli razem i natychmiast trzeba spełnić Jego prośbę. Raz dwa stanęli przed ołtarzem, a jakby tego było mało, dzień ślubu uświetnił dosłowny znak z nieba - tęcza. Dużo czasu nie minęło, bo już następnego dnia obudził się z poczuciem, że coś jest bardzo nie tak.

Rozstali się w podobnym tempie, co związali. Doktorowi Grofovi pozostało z powrotem wejść w buty naukowca i z tej pozycji przyjrzeć się faktom. Doszedł do wniosku, że boska interwencja, jaką chciał widzieć w tej sytuacji, to zwykła suma bardzo racjonalnych czynników, które zakiełkowały na gruncie jego religijności, podlane endorfinami podnieconego faceta. Wystarczyło włączyć myślenie analityczne. Przecież przyjaciele mówili, że mają wiele wspólnego. Ona też była psychiatrą, a na tak ważnej w ich środowisku konferencji po prostu musiała się pojawić. W Dallas nie ma wcale tak dużo hoteli, a ponad 90% uczestników ulokowano w tym samym. No i zawsze podobały mu się szczupłe, długowłose kobiety. Gdy wśród prawie samych facetów zobaczył właśnie taki typ w miejscu, w którymi i tak mieli się spotkać... No cóż, rozum mówi sercu "a nie mówiłem, frajerze?", tylko szkoda, że już po ptakach.

2 Przeznaczenie
Nawet jeśli ludzie należą do wierzących, nie zawsze muszą utożsamiać to, czego nie pojmują, z boską interwencją. Jeśli w dodatku mają romantyczne usposobienie, a w dzieciństwie obejrzeli za dużo filmów, możliwe, że w nieoczywistych zdarzeniach zobaczą inną wielką siłę - przeznaczenie. Niedościgniony wzór w zakresie filozofii stosowanej, Paolo Coelho, pisze w swoim arcydziele "Alchemik", że "kiedy się czegoś pragnie, cały Wszechświat sprzysięga się, byśmy mogli spełnić nasze marzenie". Sądząc po nakładach, cała masa ludzi ślepo wierzy w tę gadkę. Nic, tylko wypatrywać jakiegokolwiek splotu zdarzeń (przepraszam, znaku) byle tylko móc wreszcie stanąć oko w oko z Przeznaczeniem.

Pewien amerykański nastolatek, który zawsze marzył o profesjonalnej grze w koszykówkę, w ciągu jednego wieczoru przekreślił nieźle zapowiadającą się przyszłość przez zbieg okoliczności, jaki uznał za przeznaczenie. Chłopak był fanem koszykówki jak miliony innych. Oglądał mecze w TV, przyglądał się przez siatkę rozgrywkom chłopaków z osiedla i lubił rzucać za 3 punkty do kosza przy podjeździe obok swojego domu. Normalny chłopak z przedmieść, bez śladu jakichkolwiek fizycznych predyspozycji do gry w cokolwiek. Tak się zdarzyło, że któregoś dnia pokazywali akurat "Biali nie potrafią skakać”, co kolejny raz przypomniało mu, jak bardzo marzy mu się inne życie.

Z głową napakowaną wyobrażeniami o swoim potencjale, wyszedł przed dom trochę porzucać. Przypadkiem zaliczył piękny i celny rzut akurat w momencie, kiedy obok przejeżdżali kolesie z dzielnicy. Pogwizdali na widok gładkiej wrzutki i zaproponowali, żeby dołączył do nich na boisku. Po powrocie był już tak zahipnotyzowany, że nawet nie było rozmowy. Chłopak w mig rzucił studia, po tym jak jeden zbieg okoliczności przekonał go, że jest następnym Michaelem Jordanem. Fanfary. Wszystko pięknie, ale „przeznaczenie” okazało się jednak tylko przypadkiem. Irving Kirsch, profesor psychologii z Uniwersytetu Harvarda, pisze że kiedy zaczniemy oczekiwać, że coś się wydarzy, nasze myśli i zachowania faktycznie przyczynią się do wystąpienia sprzyjających nam okoliczności. Jeśli nie brak nam fantazji, to uznamy to właśnie za przeznaczenie. Podświadomość chłopaka tak strasznie wołała o pomoc, że przypadek zrobił ukłon w jego stronę. I przy okazji zrujnował plan na życie. O żadnej karierze w NBA nie mogło być mowy. Coś, w czym zobaczył przeznaczenie, okazało się tylko dowodem na to, że jeśli nawet ono istnieje, to ma wobec nas raczej przewrotne poczucie humoru.

3 Proroczy sen
W odróżnieniu od poprzedników, proroczy sen jest zbiegiem okoliczności, któremu znaczenie nadajemy wtórnie do jego wystąpienia. Czasem nawet potrzebujemy całkiem sporo czasu, żeby powiązać ze sobą fakty i z opóźnionym zapłonem zacząć się zastanawiać, co wszechświat ma nam do powiedzenia. Istnieniu snów, które znajdują mniej lub bardziej wierne odzwierciedlenie w przyszłych zdarzeniach, nikt nie zaprzecza. Nie chodzi tu oczywiście o symbolikę sennika, zgodnie z którą jeśli we śnie wyplujemy własne zęby, to powoli możemy prasować czarną spódnicę na czyjś pogrzeb. Chodzi o wizję jakiegoś zdarzenia, w którym po czasie okazuje się, że to my gramy główną rolę. Czyli tak naprawdę o prozaiczny rachunek prawdopodobieństwa.

Jako bezduszny matematyczny wynalazek, cieszy się on w najlepszym wypadku reputacją zbędnego wymysłu do zajęcia czasu analitykom danych. Tymczasem teoria prawdopodobieństwa przysługuje się znacznie głębszym celom, które w dodatku dotyczą nas wszystkich. Jak pisze wspomniany dr Beitman, jej prawdziwym celem jest zrozumienie reguł rządzących przypadkiem, aby łatwiej nam było oszacować ryzyko, które czai się gdzieś w naszej przyszłości.
Jeśli chodzi o zjawisko proroczych snów, specjaliści od statystyki nie ulegają emocjom. Podkreślają, że w tym kraju każdego dnia sny zabierają ok. 76 milionów godzin (ok. 38 mln Polaków przy średnim założeniu 2 godzin śnienia). To nie przeznaczenie tylko zwykły kalkulator decyduje o tym, że niektóre z tych snów muszą napotkać swoją inscenizację w rzeczywistości. Z perspektywy naukowców, spełnione sny są raczej pewnego rodzaju wskazówką dla nas i to właśnie dlatego później nabierają realnych kształtów. To człowiek podświadomie chce, żeby się spełniły i nawet nie wie, że sam do tego doprowadza.

4 Deja vu
Wiele osób przyznaje, że nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego w miejscu odwiedzanym po raz pierwszy poczuły się tak, jakby dobrze je znały. Albo spotykają kogoś po raz pierwszy, a gada im się, jakby wcześniej beczkę soli popiły morzem wódki - oczywiście magia, zwana także deja vu. "Już widziane" najczęściej przekłada się na popularny mit o tajemniczym, poprzednim życiu i rodzi fantazje, co takiego się w nim porabiało. Zwłaszcza, gdy aktualne zostawia wiele do życzenia. I mądrze brzmi, i sugeruje, że nasze życie jest na jakimś tajemniczym poziomie ciekawsze niż w realiach. Tu niestety też kłania się rozczarowanie.

Badania, które przeprowadził Alan S. Brown, naukowiec z Uniwersytetu Columbia, dowiodły że 67% z nas doświadcza, lub choć raz doświadczyło deja vu. Statystyka to jedno, ale co mówi o tym zjawisku psychologia? Badania udowodniły, że wystarczy nawet jeden nieświadomie zaobserwowany element żeby wywołać deja vu. Zwykły zbieg okoliczności w postaci podobieństwa jakiegoś przedmiotu do tego, który pamiętamy z mieszkania babci. Nawet nie musimy go zauważyć. Wystarczy, że oczy zarejestrują ten obraz podświadomie. Tyle wystarczy, żeby na całą resztę dookoła przeniosło się podobne uczucie. Nagle znajome zaczynają się wydawać inne elementy i pojawia się deja vu.

Istnieją trzy elementy deja vu. Pierwszy to poczucie, że coś jest nam znane. Drugim elementem jest niemożność uświadomienia sobie, skąd to poczucie się wzięło. Trzecim jest konflikt między tymi dwoma elementami. Właśnie wtedy w ruch idzie nasza fantazja i przypisywanie temu zdarzeniu irracjonalnych właściwości oraz drugiego dna.

5 Szósty zmysł
Wychodzisz z domu, wiesz, że za chwilę będziesz przechodzić przez ulicę. Głowę masz zajętą swoim dzisiejszym rozkładem jazdy – wizytą w biurze rachunkowym, małych zakupach i odebraniu dzieci ze szkoły. Nagle nie wiesz czemu stajesz jak słup, bo coś w twojej głowie wrzeszczy „STÓJ”. Ułamek sekundy później nadjeżdża samochód, po czym wpada w poślizg i z hukiem przysuwa w sygnalizator, na którego miejscu byłbyś ty, a raczej to co by z ciebie zostało. Po krótkim szoku uświadamiasz sobie, że to twój szósty zmysł właśnie ocalił ci skórę. Szósty zmysł, czy jak kto woli przeczucie albo intuicja, o której wcześniej już pisaliśmy. Tak przyzwyczailiśmy się to uczucie nazywać. W końcu zawsze dodaje nam to parę punktów do ilorazu atrakcyjności. Niestety, nawet ten bastion wysokiej samooceny musi paść. To w rzeczywistości nic innego niż rezultat funkcjonowania świadomości i podświadomości na różnych poziomach czasowych.

To, co tak naprawdę wydarzyło się na ulicy to kwestia podświadomości, która działa zdecydowanie szybciej i dlatego usłyszała dźwięk zbliżającego się samochodu. Zarejestrowała też przejście dla pieszych i wiedziała, że planujesz przez nie przejść. Jak na swoje możliwości, podświadomość miała aż nadto czasu, żeby przeanalizować te informacje i wywnioskować, że jesteś na prostej drodze do ostrej kolizji. Ponieważ w świetle tak dynamicznych okoliczności przekazanie tej informacji do świadomości zabrałoby zbyt wiele czasu, najprostszym sposobem było rzucenie prostej żołnierskiej komendy, STÓJ! Zanim zdążysz w ogóle zastanowić się nad tym, jakim cudem katastrofa cię ominęła, twoja podświadomość będzie już dawno zajęta podsuwaniem ci setek kolejnych sugestii.

Statystyka skłania do myślenia, że zbiegi okoliczności można wytłumaczyć Prawem wielkich liczb, zgodnie z którym w dużych populacjach każde, nawet najdziwniejsze wydarzenie staje się prawdopodobne. Innymi słowy to podstawa do stwierdzenia, że zbiegi okoliczności to zdarzenia czysto przypadkowe. Dziwne, ale nie niewyobrażalne. Zapadają nam w pamięć tak mocno, bo są dla nas niespodziewaną odskocznią od rutyny. Jednak w znaki nie ma sensu wierzyć, bo nie można na nich polegać. W odróżnieniu od siebie samego.

napisz do autorki: karolina.ciesinska@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...