Czesław Mozil: Mieszkam w Warszawie, widzę zbyt dużo ludzi pędzących do pracy, która jest ich najlepszym przyjacielem

Czesław Mozil zagrał główną rolę w filmie o uwodzeniu. Obraz trafi do kin 21 października.
Czesław Mozil zagrał główną rolę w filmie o uwodzeniu. Obraz trafi do kin 21 października. Fot. Materiały promocyjne "Szkoła uwodzenia Czesława M.",
To miała być rozmowa o uwodzeniu. Chciałam iść za tytułem filmu, w którym główną rolę gra Czesław Mozil. Od lat funkcjonujący w plotkarskich mediach jako ekspert od podrywu. Musiałam go więc o to zapytać, a on odpowiedział. Potem razem już poszliśmy w zupełnie innym, zaskakującym kierunku.

Aleksander Dembski [reżyser filmu "Szkoła uwodzenia Czesława M." - przyp. red.] powiedział, że szuka awanturnika, pijaka i kobieciarza. I oto jesteś ty.

Tak mnie widział Aleksander wtedy. Nie wiem jak mnie widzi teraz, kiedy zakończyliśmy już wspólny projekt filmowy, ale logiczne, że trudno wyjść poza wizerunek medialny.

No właśnie. Męczyło cię, a może obrażało, że masz łatkę lekkoducha i kobieciarza?

Mówiłem prawdę, twierdząc,  że ciężko pracuję, ale lubię też czasami się zabawić. Śmieszne, że ludzie zapomnieli o pierwszej części tego zdania… [śmiech] Ludzie widzą cię takim, jakim chcą cię widzieć. W tym filmie zobaczą więc takiego Czesława Mozila, jakiego spodziewają się zobaczyć.
Nie mają racji?



Wstałem dzisiaj przed 6 rano, za chwilę jadę do Nowego Sącza zagrać wieczorny koncert. Jutro także wstają wcześnie, bo muszę wracać na 12:00 do Warszawy, a wieczorem gram kolejny koncert. Więc gdzieś tam jestem bardzo poukładany. Tylko nie zapominam o rozrywce po pracy. Po prostu.

Nie zaprzeczasz, że lubisz towarzystwo kobiet i vice versa.

Czy ja jestem pierwszym facetem w tym kraju, który lubi towarzystwo kobiet?

Ale to do ciebie odezwał się reżyser „Szkoły uwodzenia…”.

I cieszę się, że przez to jak mnie wtedy postrzegał, mogłem stać się bohaterem jego świetnego scenariusza.

Podkreślmy - scenariusza o uwodzeniu.

Scenariusz filmu nie dotyczy uwodzenia, chociaż tytuł przewrotnie to sugeruje. Ja sam nie potrafię uwodzić, ale mam znajomych, którzy są doskonałymi uwodzicielami i zawsze ich za to podziwiałem.
A co sądzisz o Polkach? Znają się na tym?

Powiem obiektywnie, bo nie chcę wchodzić w detale - Polki naprawdę są fantastycznymi uwodzicielkami.

Ty mówisz, że nie uwodzisz, ale na SMS-a Aleksandra, że chce „kogoś, kto zna się na kobietach i alkoholu”, odpisałeś: „Coś o tym wiem, spotkajmy się”.

Żartujesz?! Dostałem propozycję zagrania głównej roli w filmie pełnometrażowym i miałbym powiedzieć: nie?! Ja, któremu trudno jest usiedzieć w jednym miejscu? W dodatku uznałem, że skoro jako dziecko z powodzeniem grałem w jasełkach i stałem na scenie przeżywając przy tym ogromną frajdę, to nie mogę odmówić takiej propozycji. Nie mogę, bo moja chęć realizowania różnych projektów jest silniejsza niż cokolwiek.
Będziesz teraz aktorem pełną gębą?

Branża filmowa jest na pewno ciekawa, ale moja rola nie jest poważna. Po zakończeniu zdjęć mam jeszcze większy szacunek do fachu aktora i większą chęć powrotu do tworzenia muzyki. Florence Foster Jenkins powiedziała „Mogą sobie gadać, że nie umiem śpiewać. Ale nikt nie będzie mógł powiedzieć, że nie śpiewałam”. To świetnie pasuje do mojej przygody z filmem [śmiech].
Jeden z internetowych nagłówków, na jakie trafiłam szukając definicji uwodzenia, brzmiał, że nie jest ono ani skomplikowane ani specjalne trudne. Zgodzisz się  z tym?

Ja myślę, że to forma talentu: albo umiesz uwodzić, albo nie. Nie wierzę, że można uczyć się technik uwodzenia. Ja nie mam do tego talentu.

Chyba jesteś w tym myśleniu osamotniony. Szkół uwodzenia są dziesiątki, stron poświęconych mu jeszcze więcej.

Wierzę w coaching, wierzę, że ludzie mogą pokazać innym jak się zaprezentować. Sądzę jednocześnie, że w dzisiejszych czasach jest dużo samotności i dużo z nas chce jakoś polepszyć swój stan. Znaleźć kogoś, spotkać. Czasami może to być przytłaczające. A i samo uwodzenie - dla chwilowej satysfakcji - bywa samotnością.
Według ciebie mamy problem, żeby ją czymś wypełnić?

Jestem przekonany, że my coraz mniej potrafimy ze sobą komunikować. W Warszawie, gdzie mieszkam, widzę mnóstwo ludzi, którzy pędzą i są pewni, że praca jest ich najlepszym przyjacielem. Sam się na tym gubiłem… I nie wiem, kiedy nadchodzi ten moment, gdy pojmujemy, że to, co mamy w tej chwili po prostu już nie wystarcza, że chcemy dzielić z kimś życie. Poza tym presja społeczna jest tak ogromna i absolutna, że jak widzimy 40-letnią kobietę, która żyje sama i w dodatku mówi nam, że to jej świadomy wybór, myślimy: hmm, coś z nią nie tak. To bardzo smutne.

Dlaczego?

Dajemy się oprawiać w ramy dotyczące tego, czym ma być relacja i jak ma wyglądać. Sądzę, że dużo ludzi nie może sobie z tym poradzić i żyje w związku ze strachu przed samotnością, albo przed oceną otoczenia, byleby nie być samemu. Trzeba mieć odwagę, żeby żyć według własnych zasad, omijając projekcję rodziny, kolegów z pracy, etc.
Taka lekcja będzie płynąć z filmu „Szkoła uwodzenia Czesława M.”?

Też, ale nie tylko. Mam nadzieję, że każdy - w zależności kim jest - znajdzie w tej komedii coś dla siebie. A jeśli o mnie chodzi, to na pewno jestem ostatnim, który powinien i chce mówić komukolwiek, jak powinno się żyć.

Czesław Mozil - rocznik 1979, wokalista, kompozytor, akordeonista i osobowość telewizyjna. Lider polsko-duńskiego zespołu Czesław Śpiewa. Ostatnimi czasy - aktor. Rola w "Szkole uwodzenia Czesława M." jest jego pierwszą główną rolą w filmie. Debiut - epizod zaliczył w "Facecie (nie)potrzebnym od zaraz" Weroniki Migoń. Najmłodsza widownia pozna go po głosie - był bałwankiem Olafem w "Krainie Lodu", animowanej produkcji Disneya. Zabrzanin wychowany w Danii. Mieszka w Warszawie.

Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...