Dlaczego Japonki się nie starzeją? Bo nigdy nie robią tego, co ty codziennie. Odkrywamy sekrety japońskiej urody

Fot. Maciej Stanik
– Nooo, w pani wieku to już trzeba się za siebie wziąć – usłyszałam jakiś czas temu u kosmetyczki. – Zdecydowanie nie ma już pani 20 lat, hehe – stwierdziła kobieta, mrugając porozumiewawczo znad gigantycznego szkła powiększającego. Później było jeszcze gorzej: dowiedziałam się, że na mojej twarzy widać już nie pierwsze, ale kolejne zmarszczki; że w skali jędrności moja skóra może konkurować najwyżej z balonikiem odnalezionym za kanapą miesiąc po urodzinach i że jeśli lubię pieseczki, powinnam sprawić sobie basseta, bo w porównaniu z nim moje opadające powieki i wory pod oczami nie będą tak bardzo razić. No chyba że „wezmę się za siebie”, czytaj naciągnę tu, wstrzyknę tam i oczywiście wykupię całą paletę kosmetyków odpowiednich do „mojego wieku”, co niemalże uczyniłam. Przed przelaniem połowy pensji na konto producenta kremów uchroniła mnie perspektywa rozmowy z Dominiką Szczechowicz.

Artystka z wykształcenia, która kilkanaście poprzednich lat przepracowała na korporacyjnych dyrektorskich stanowiskach, od jakiegoś czasu odkrywa przed Polkami i Polakami sekrety Japonii – również te związane ze stylem życia i dbaniem o urodę. Zanim zaczniecie zżymać się na patos tego stwierdzenia, przyznajcie lepiej, ile razy zastanawialiście się, jak to jest że „one wszystkie” mają idealną cerę, lśniące włosy i drobne figury? Geny – pada odpowiedź, zwykle w akompaniamencie smutnego westchnienia. Na moje i wasze szczęście, nie jest to do końca prawda. Bo to trochę tak, jakby Amerykanów tłumaczyć genetyką z otyłości. – Japonki po prostu od dziecka uczy się dbania o siebie. Piękno utożsamia się tam ze zdrowiem, a nie, tak jak u nas, z poprawianiem natury – tłumaczy Dominika. Brzmi… pięknie, ale jak to wygląda w praktyce?



Japonka w polskiej drogerii? Odnalazłaby się
Na prowadzonych przez siebie warsztatach Dominika przekonuje, że podstawową różnicą pomiędzy Polkami a Japonkami jest to, że te drugie zamiast poprawiać, przykrywać i korygować – pielęgnują. Od dzieciństwa uczy się je, jak oczyszczać twarz i dbać o ciało. W efekcie, kilkadziesiąt lat później ich skóra nadal jest w idealnym stanie. My z kolei o pielęgnacji przypominamy sobie zwykle w momencie, kiedy coś nam zaczyna zwisać czy opadać. Wtedy w amoku biegniemy do kosmetyczki i żądamy natychmiastowych efektów. Aby przekonać się, jak kończą się tego typu interwencje, wystarczy otworzyć pierwszy lepszy magazyn plotkarski.
– Kosmetyczka Azjatki jest z reguły o jedną piątą mniejsza niż przeciętnej białej kobiety – przekonuje Dominika. Na japońskiej toaletce nie znajdziemy całej palety kolorowych kosmetyków, fluidów czy, broń Boże, pudrów. Kobiety z kraju kwitnącej wiśni wiedzą, że prawdziwie piękna twarz, to taka, której nie trzeba... upiększać. Wie również, że niezależnie od tego, jak zmęczona by była, rano i wieczorem musi odbyć pielęgnacyjny „rytuał”.
– Dla nich jest to tak naturalne, jak mycie zębów. Każda Japonka ma więc trzy albo cztery kosmetyki do oczyszczania twarzy. Zaczyna od preparatów tłustych, olejowych – pierwsza rzecz, do której my w ogóle nie jesteśmy przyzwyczajone. Raz w tygodniu stosują specjalne maski na płatach bawełnianych. Do tego jeden dobry krem. Tu nie trzeba nie wiadomo jak kombinować – krem ma odżywiać i nawilżać. Bardzo ważny element w kosmetyczce to również peeling enzymatyczny, stosowany raz na tydzień. Japonkom nigdy nie przyjdzie do głowy samodzielne aplikowanie na twarz niczego bardziej inwazyjnego – od tego są profesjonalne gabinety kosmetyczne – tłumaczy Dominika.

Na spotkanie Dominika przyniosła zakupione w Japonii kosmetyki, których sama używa, ale zaznacza, że aby stosować japoński rytuał, wcale nie trzeba bukować biletu do Tokio i wykupić połowy asortymentu tamtejszej drogerii. – W Polsce są już dostępne niektóre japońskie produkty, ale pielęgnować skórę można też kosmetykami dostępnymi w kraju. To bardziej kwestia odpowiedniej techniki i typu produktów, a nie marki – przekonuje Dominika.
Przyzwyczaić się do codziennego oczyszczania twarzy – mogę. Pytanie tylko, czy w moim „podeszłym” wieku zmiana wieczornej i porannej rutyny ma jeszcze jakiś sens. Czy moja skóra, przez lata maltretowana alkoholowymi tonikami i gruboziarnistymi peelingami, choćby w niewielkim stopniu zacznie kiedyś przypominać chińską porcelanę? – Zdecydowanie – zapewnia Dominika. – Pierwsze zmiany widać już po dwóch tygodniach. Oczywiście jeśli do pielęgnacji podejdziemy holistycznie – zaznacza, co w tym przypadku oznacza również zmianę diety i regularne ćwiczenia. Ale znów – dieta w pojęciu Japonek ma niewiele wspólnego z zachodnim głodzeniem się, a ćwiczenia – z zarzynaniem się na stepperze w rytm pokrzykiwań Ewy Chodakowskiej.
Mniej, wolniej, smaczniej
– Na warsztatach tłumaczę, że Japonki nie mają problemu z wagą, bo stosują znaną nam wszystkim zasadę MŻ – śmieje się Dominika. Jasne, to wszyscy wiedzą. Ale jednocześnie trudno mi uwierzyć, że to, co na talerzach nie ma znaczenia, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że na tych japońskich codziennie ląduje przede wszystkim ryż, a w misce, o zgrozo, makaron.

– Ta cała gorączka na temat wycinania z diety węglowodanów w ogóle się tam nie przyjęła. Jak zresztą większość zachodnich trendów. Japonki wiedzą, że równie istotne jest to, co jedzą i jak jedzą. Ryżu, na przykład, nigdy nie utopią w sosie – tłumaczy Dominika i dodaje, że nemesis każdego turysty, który trafia do japońskiej knajpy, czyli pałeczki, mają inną funkcję niż tylko zrujnować nam obiad. Pałeczkami je się wolniej, nabiera mniejsze porcje. Dzięki temu szybciej osiągamy uczucie pełności – proste i genialne.
Inny trik: brak koszy na śmieci na ulicach. – Japończycy nie jedzą w biegu. Nie spotkasz tam nikogo z papierowym kubkiem kawy w ręku ani nie zobaczysz, jak na przystanku wcina bułę z McDonalda. Je się w domach, restauracjach albo w parkach, gdzie wyznaczone są miejsca do pikników – przekonuje Dominika.
Parki to również miejsca, gdzie Japonki ćwiczą, ale na swój własny sposób. – One po prostu dużo chodzą. W miastach nie ma możliwości poruszania się autem – jest zbyt tłoczno. Wszyscy korzystają z transportu miejskiego lub jeżdżą na rowerach. Japończycy dużo przebywają na świeżym powietrzu – wiedzą, że to im służy. No i ćwiczą w łóżku – śmieje się Dominika, a widząc moje wytrzeszczone szeroko oczy precyzuje: – Bez podtekstów. Praktykują specjalne ćwiczenia, które wykonuje się właśnie w pozycji leżącej, takie bardziej zaawansowane poranne przeciąganie.
Ten ostatni argument był kluczowy (no, może poza możliwością jedzenia ryżu bez poczucia winy). Do Japonii może jeszcze się nie przeprowadzę, ale na warsztaty z „japońskości” – zapiszę z pewnością. Jeśli też planujecie do następnych wakacji mieć cerę i figurę cesarzowej – zajrzyjcie na bloga Dominiki i zarezerwujcie termin na startuppr.pl.

Szczegółowe opisy spotkań można znaleźć również na stronie startuppr.pl. Dominika prowadzi trzy rodzaje warsztatów: „Ciało i umysł”, „Jak Japonki dbają o urodę?” oraz „Dlaczego Japonki nie tyją i nie starzeją się?”.

Projekt startuppr.pl jest częścią publicrelations.pl serwisu o komunikacji stworzonego przez Jerzego Ciszewskiego, który był jednym z pierwszych twórców rynku profesjonalnych usług public relations w Polsce.

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...