Nosiła ubrania z fałszywymi metkami, kochała pieniądze, była niezłą dziennikarką. 5 nieznanych faktów o "Jackie"

Natalie Portman w roli Jackie Kennedy. fot. mat. prasowe
Cały świat zna ją głównie z kilkunastu klatek filmu nakręconego amatorsko podczas zamachu na jej męża, Johna F. Kennedy'ego 22 listopada 1963 roku. On patrzy w kierunku wiwatującego tłumu, ona siedzi bokiem, zwrócona w jego stronę. Kiedy pada śmiertelny strzał, głowa prezydenta odchyla się gwałtownie do tyłu, a Jackie, wchodząc na tylną część auta, wykonuje ruch, jakby próbowała coś złapać. Godzinę później aresztowany zostaje sprawca, a Jackie postanawia nie zmieniać kostiumu, by pokazać Amerykanom krew ich prezydenta.

Kolejne dni wypełnione są przygotowaniami do pogrzebu. Ludzie mają zapamiętać Johna Kennedy'ego jako najsilniejszego przywódcę, a sama ceremonia ma budzić podziw, szacunek i wielką rozpacz. Jednak Jackie nie była wyłącznie żoną swojego męża. Choć w świadomości Amerykanów zapisała się jako idealna żona, kochająca matka oraz ikona mody, opublikowany po jej śmierci wywiad-rzeka, który przeprowadził z nią Arthur M. Schlesinger jr. kilka miesięcy po zamachu na prezydenta, odsłania inną twarz Jackie.
Była Pierwsza Dama była kobietą, która strzegła swej prywatności jak lwica. Była mistrzynią stwarzania pozorów. W zwiastunie filmu, w którym główną rolę zagrała Natalie Portman, padają z jej ust słowa: "Wierzę, że postaci, o których czytamy stają się prawdziwsze od ludzi wokół nas. Przywykłam do tego, że między tym, w co wierzą ludzie, a tym, jaka jest prawda, jest wielka różnica. (...) Straciłam rozeznanie, co było prawdą, a co przedstawieniem." Dlatego prawda o Jackie ma wiele odcieni. Oto kilka z nich.
Miłość do pieniędzy
Jaqueline Bouvier urodziła się w 1929 roku. Była córką maklera Johna Vernou Bouviera III oraz Janet Lee Bouvier. Wychowywana na typową pannę z dobrego domu od początku godziła się ze swoim losem. Cel był taki, by wżenić się w jeszcze zamożniejszą rodzinę, urodzić dziedzica fortuny i dzięki temu zapewnić sobie dobrobyt i spokój do końca życia. Jackie zrozumiała, że to jej przeznaczenie, gdy rodzice rozeszli się z powodu kłopotów finansowych jej ojca. Matka Jackie nie zamierzała obniżać poziomu życia, więc znalazła sobie bogatszego męża. Jednak Jackie wraz z siostrami widywały się z ojcem – na czas wizyt zamieniały ogromną rezydencję Merrywood w Wirginii lub piękną Hammersmith Farm w Newport na dwupokojowe mieszkanie przy jednej z nowojorskich ulic. Różnica w standardzie była wielka i utwierdziła przyszłą Pierwszą Damę, że bogaty mąż to jedyne słuszne wyjście.



Jackie najpierw zaręczyła się z maklerem Johnem Hustedem, jednak uczucie nie trwało długo. W 1952 roku, w wieku 23 lat poznała kongresmana Johna Kennedy'ego. Tego samego roku Kennedy został senatorem, a rok później oświadczył się... przez telefon, kiedy jego wybranka wyjechała do Londynu. Jednak były prezydent USA nie był jej ostatnim mężem – w 1968 roku, 5 lat po śmierci Kennedy'ego, Jackie wyszła za 28 lat starszego greckiego milionera, potentata stoczniowego Arystotelesa Onassisa.
Jak pisze Maja Staniszewska w artykule "Azjatyckie żony w Białym Domu", opublikowanym w lutowym wydaniu "Wysokich Obcasów Extra", Jackie i Arystoteles podpisali intercyzę, która zapewniła jej 3 mln dolarów dla każdego dziecka oraz 200 tys. dolarów za każdy rok w przypadku rozwodu lub śmierci obecnego męża. Ich małżeństwo niemal od razu zaczęło się rozpadać, dlatego Onassis nakłonił grecki rząd do zmiany prawa, dzięki któremu Jackie nie dostałaby należnej jednej czwartej jego majątku. Po śmierci milionera w 1975 roku, podwójna wdowa otrzymała 26 mln dolarów, czyli 20 procent tego, co mogłaby mieć, gdyby nie wymuszona przez Arystotelesa zmiana prawa.

Wszyscy mężczyźni to kobieciarze
Niektórzy twierdzą, że gdyby Jaqueline Kennedy Onassis żyła, byłaby dziś gwiazdą portali plotkarskich. Od początku przyciągała uwagę swoją urodą i inteligencją, ale też wprowadzała w konsternację szczerą potrzebą bycia w centrum zainteresowań. Do perfekcji opanowała sztukę stwarzania pozorów, co przydało jej się w kreowaniu wizerunku idealnej prezydenckiej pary. W trakcie prezydentury Johna Kennedy'ego Biały Dom nie tylko zamienił się w centrum sztuki i kultury, ale był również tłem dla rozgrywającej się na oczach całej Ameryki wzruszającej historii kochającej się rodziny. To był najszczęśliwszy okres jej życia – mówiła o tym otwarcie. Jednak po latach okazało się, że małżeństwu pary prezydenckiej daleko było do ideału.
Jak wynika z rozmowy Jackie z Schlesingerem, była Pierwsza Dama nie pytała o kochanki, bo i tak wiedziała, że istnieją. Nie przeszkadzało jej to. W jej przekonaniu zdrada była naturalnym elementem każdego małżeństwa. Jak pisze Longin Pastusiak w "Paniach Białego Domu", wszystkich mężczyzn uznawała za kobieciarzy, którzy i tak wracają do swoich żon. W jej przypadku było dokładnie tak samo. Nie zareagowała również wtedy gdy jej drugi mąż, po miesiącu od ich ślubu, stanął nagi w drzwiach swojej byłej – Marii Callas – i zażądał (bezskutecznie), by ta go przyjęła. Jackie po prostu potrafiła zorganizować sobie zastępcze męskie towarzystwo.

Kobieta się do tego nie nadaje
Ta wiktoriańska definicja małżeństwa nie była jedynie wynikiem wychowania czy chęci wygodnego ustawienia się w damsko-męskiej relacji. Wywiad-rzeka, którego Jackie udzieliła Schlesingerowi odsłonił jej konserwatywne poglądy, co zszokowało jej córkę Carolyn oraz wnuczki. Była Pierwsza Dama uważała, że kobiety nie powinny zajmować się polityką, gdyż się do tego nie nadają, a swoje opinie powinny czerpać z mądrości swoich mężów. "Jego poglądy były dla mnie wyznacznikiem" – mówiła Schlesingerowi. "Nie wyobrażałam sobie, jak mogłabym nie zagłosować na kogoś, kogo popierał mój mąż".

Maja Staniszewska, autorka artykułu "Azjatycka żona w Białym Domu", wskazuje również na uprzedzenia Jackie do kobiet, które... nie padały do stóp jej męża. Zdaniem Jackie prezydent USA patrzył na kobiety w sposób naturalny, czyli "przez pryzmat relacji między kobietą a mężczyzną, w której mężczyzna będzie przywódcą, a kobieta jego żoną i będzie podziwiać go jako mężczyznę". Te, które mu nie ulegały według niej bały się seksu, były biedne, zgorzkniałe, przetrącone, wściekłe albo jadowite. Brak podziwu dla JFK był dla Jackie powodem do przypuszczeń, że kobiety te nienawidzą mężczyzn lub są lesbijkami.
Ikona mody z fałszywą metką i ciętym językiem
Publikacja wywiadu-rzeki obnażyła również fakt, że była Pierwsza Dama lubiła krytycznie oceniać ludzi (nawet postacie legendarne i wybitne), a swoje odczucia opisywała nie przebierając w słowach. Martin Luther King, noblista i zacięty obrońca praw czarnoskórych był według niej dziwkarzem i "strasznym, fałszywym człowiekiem". Na pogrzeb JFK podobno przyszedł pijany. Charles de Gaulle był w jej opinii "złośliwcem" i "egomaniakiem", a Indira Gandhi "zawziętą, nachalną i straszną kobietą". W tej samej rozmowie Jackie drwiła z Churchilla, który na stare lata podczas spotkania z jej mężem "był w stanie wydusić z siebie już tylko gu-gu". Zdradziła również, co sam John sądził o wiceprezydencie Lyndonie Johnsonie. Podobno JFK często pytał, żonę czy wyobraża sobie, co by się stało z krajem, gdyby Lyndon został jego przywódcą.

Tak jak nieliczni wiedzieli, że Jackie potrafiła w ten sposób formułować opinie, tak i niewiele osób wtajemniczonych było w to, jak powstał jej ceniony na całym świecie modowy wizerunek. Na początku Jackie inspirowała się wyborami swojej siostry, Lee. Czasem wykorzystywała ją jako stylistkę. Natomiast sam "Jackie Look" stworzył projektant Oleg Cassini.
JFK wymagał od żony, by nosiła wyłącznie ubrania amerykańskich marek. Co najciekawsze, Jackie się nie sprzeciwiła, jednak tak kochała francuską modę, że znalazła rozwiązanie – zlecała szycie kopii strojów od Chanel nowojorskiemu butikowi. Do identycznych projektów wykonanych z identycznych materiałów doszywano amerykańską metkę i było to całkowicie legalne, ponieważ odbywało się za to za zgodą autorów oryginału.

Utalentowana dziennikarka, kochająca matka
Oceniając Jackie na podstawie kontrowersji wokół książki Schlesingera, wiedzy o jej dzieciństwie oraz drugim małżeństwie można poczuć chęć przyklejenia jej łatki surowej snobki, której zależy wyłącznie na pieniądzach i nienagannym wizerunku. Jednak była żona JFK była ciepłą, rodzinną kobietą, która bardzo kochała swoje dzieci. Jackie poroniła pierwszą ciążę i bardzo to przeżyła. Potem urodziła Johnowi Kennedy'emu córkę Caroline i syna Johna jr. Ich czwarte dziecko zmarło po niespełna 40 godzinach życia w sierpniu, w roku, w którym zastrzelono prezydenta USA.

Jackie dbała o prywatność swoją i swoich dzieci, jak potrafiła najlepiej. Kamery wpuszczała dopiero wtedy, gdy show było przygotowane perfekcyjnie. Poza tym nie chciała, by "czuli się jak zwierzęta w zoo". Sama nie zdradzała męża, co potwierdził w rozmowie z "Polska The Times" jej ochroniarz, Clint Hill. Opowiedział on również, że po śmierci męża czasem płakała, lecz w obecności dzieci starała się nie okazywać rozpaczy.

Ponadto Jackie, choć poglądy opierała o stanowisko swojego męża, była inteligentna, wykształcona i obyta w różnych dziedzinach sztuki. Potrafiła świetnie pisać, co wykorzystywała właściwie przez całe swoje życie. Zaczęło się od eseju pt. "Ludzie, których chciałabym znać", który zwyciężył w konkursie "Vogue'a" (opisała w nim m.in. Oscara Wilde'a), a skończyło na czteroletniej współpracy z Michaelem Jacksonem przy jego autobiografii "Moonwalk". W międzyczasie obroniła dyplom z literatury francuskiej na George Washington University w Waszyngtonie, była fotoreporterką rubryki towarzyskiej w "The Washington Times-Herald" i 15 lat spędziła na redagowaniu książek o sztuce i historii.
Zmarła na raka w wieku 64 lat, 19 maja 1994. Jej historię już od 3 lutego zobaczymy na srebrnym ekranie.

Napisz do autorki: ewa.bukowiecka-janik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...