Najbrzydszy amant polskiego kina. Eryk Lubos po "Sztuce Kochania" to nowy bóg, nie tylko seksu

Eryk Lubos po "Sztuce Kochania" jest amantem, którego brakowało polskiemu kinu.
Eryk Lubos po "Sztuce Kochania" jest amantem, którego brakowało polskiemu kinu. Fot. Jarosław Sosiński / Watchout Production (mat. promocyjne)
To on nauczył "panią od seksu", czym powinien być seks. Nosił imię Jerzy, był łysy i nie zdobył tytułu mistera turnusu w Lubniewicach. W filmowej historii Michaliny Wisłockiej miał twarz i ciało Eryka Lubosa. Scen z nim nie jest za wiele, ale to one zostają w pamięci długo po seansie. Na pewno uwiódł nie tylko ekranową partnerkę.

Oblicza miłości
Umówmy się, Eryk Lubos nie jest przystojny w kategoriach męskiej urody "show-biznesowej". Ale ma wiele innych cech, które pozwalają mu robić karierę. To aktor charakterystyczny. Raz gra potwora Frankensteina (Teatr Syrena), raz mordercę liczącego się z opinią mamy ("Oficer"), raz umierającego boksera, który chce mieć dziecko ("Moja krew"). W 2016 r. zagrał mężczyznę, dzięki któremu Michalina Wisłocka pisała, że sufit na nią spada. Kiedy w "Sztuce Kochania" przyjeżdża po nią traktorem, nawet nie chce z nim rozmawiać. On z kolei wie, że ona będzie jego.
Jak powie w wywiadzie dla "Elle", o rolę ukochanego Miśki ubiegało się wielu pięknych aktorów. – Przygotowując się do zdjęć próbnych, przypomniał mi się "Niedokończony utwór na pianolę" Nikity Michałkowa. Tam amantem jest niski, gruby, uroczy facet, ogarnięty pasją miłości, który kocha kobiety, a one kochają jego. Potem spojrzałem na zdjęcie Jurka i zobaczyłem małego, łysego, niewyjściowego typa, na pewno nie amanta, ale mężczyznę z krwi i kości, który wyzwolił Wisłocką – mówi. Reżyserka Maria Sadowska postanowiła dać Lubosowi i jego wizji szansę.
Jurek Lubosa ma w sobie tyle samo bezczelności, co uroku. Więcej robi, niż mówi. Kiedy czegoś chce, wyciąga po to rękę. Sparzy się, ale wraca, próbuje do skutku. Denerwuje Michalinę graną przez Magdalenę Boczarską i jednocześnie ją pociąga. Zanim się poznali, była tylko z jednym mężczyzną, pierwszą miłością Stachem, który swoją przyjemność stawiał na pierwszym miejscu. Krzywdził ją, w łóżku był nieczuły i niedelikatny. Miśce seks kojarzył się z samymi przykrościami. Jurek rozszerzy jej pole widzenia. Mimo że ich relacja nie wyjdzie poza ramy romansu, diametralnie zmieni życie Wisłockiej. Dzięki krótkiemu, acz intensywnemu związkowi napisze "Sztukę Kochania".
Idol bez retuszu
– Mam twarz mordercy, ale wrażliwość dziecka, zaś moje serce chce się spalić z miłości. Byłbym świetnym amantem. Pokazałbym wszystkim jak trzeba zagrać Romea – powiedział "Dziennikowi Teatralnemu". Oznajmił ponadto, że jest kandydatem na antyidola – bo w kobietach budzi strach, a mężczyźni spinają się na jego widok. – W środowisku uważają mnie za nienormalnego, bo czasem jestem zbyt ekspresyjny w wyrażaniu emocji (...). I nikomu nie podlizuję się. Jestem outsiderem. Prawdziwi idole, to ci z "Baru" czy "Big Brothera". Miodzio. Pozdrówcie ich ode mnie! – dodał.
Urodzony w Tarnowskich Górach nie jest fanem ścianek i wynurzeń na stronach kolorowych magazynów. Nie mówi z kim jest, przyznaje tylko, że spotkał kobietę, której oddał serce. – Mimo że jest zima, ciemno za oknem, mam w sobie tyle endorfin, jakbym był na równiku, a dzień trwał 22 godziny – opisuje stan ducha dziennikarce "Elle". Jej mówi też, że z ukochaną podziwiał pełnię w wybudowanym przez siebie domu z bali. Jest rozwodnikiem. O powodach rozstania z żoną mówi pół żartem, pół serio. Ma 6-letnią córkę i 18-letniego syna. Ją wspiera w nauce judo, by "nie uległa pozornemu przekonaniu, że dziewczynki są słabsze", z nim ostatnio wspinał się na szczyt Lenina w Górach Ałajskich.



Mimo że Lubos nie unika tematów prywatnych, to stawia granice. Nie powie, jak nazywa się jego dziewczyna, czego się boi i co go boli najbardziej. Woli pracować. Pracy oddaje się całkowicie. Ma poczucie, że każda rola może być tą ostatnią i dlatego nie może odpuścić. Jerzemu ze "Sztuki Kochania" też się poświęcił. Z Sadowską spotkali się na planie po raz drugi. Wcześniej zaprosiła go do obsady "Dnia Kobiet".
Twardziel i uwodziciel
W "Oficerze" jest scena, w której Lubos jako podwładny "Granda" butnie odmawia złożenia zeznań. Policjanci (Andrzej Chyra i Borys Szyc) grożą mu, krzyczą na niego, ale on nie reaguje. I wtedy dzwoni telefon. Po drugiej stronie jest matka przestępcy, która nie wie, czym zajmuje się syn. Słyszy ją i nagle zmienia się w baranka. Oto doskonały przykład tego, że mamy przed sobą aktora przez duże A. Lubos wykorzystuje warunki fizyczne na swoją korzyść.
W "Sztuce Kochania" nie jest typowym facetem do zakochania, a uwodzi po mistrzowsku. Bohaterka ląduje w jego ramionach po pierwszej wspólnej jeździe, potem on taksuje ją wzrokiem przy każdej możliwej okazji. Stoi przy uchylonych drzwiach balkonowych, słuchając seksualnych porad i nawet się nie zaczerwieni, gdy Wisłocka poprosi go o prezerwatywę. Jurek w wykonaniu Lubosa nie jest subtelny, to facet z krwi i kości i skoro za cel postawił sobie uwieść lekarkę z Warszawy, to to zrobi. Lubosowi się wierzy i razem z nim przeżywa się huśtawkę emocji. I chce się jeszcze spotkać go w tych Lubniewicach, w tej rozpiętej koszuli, pijanego miłością.
42-latek powiedział kiedyś, że jeśli chce złamać wizerunek, może tego dokonać jedynie czyniąc dobro - szuka go w swoich postaciach. Wierzy, że ludzie są dobrzy i ich rolą, tu na Ziemi, jest kochać. – Bóg jest bardzo wysoko. Diabeł jest wszędzie. Śmierć i tak nas dopadnie. Czym możemy się zatem zajmować teraz? Miłością, która jest stanem łaski – uważa. Jak wiele okaże jej w serialu "Belle Epoque"? Gra w nim jedną z głównych ról, a pierwszy odcinek zapowiedziano na 15 lutego. O innych projektach z udziałem Lubosa jeszcze nie słychać. Może to dobry moment, by wrócić do tego, co było - filmów, seriali i teledysków czy iść na spektakl. Bo aktor z Tarnowskich Gór staje się teraz pierwszoligowym gwiazdorem. Amantem z twarzą mordercy i gołębim sercem. Czyli takim, jakiego w polskim kinie trzeba.

Fanpage aktora tu.

Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...