Żyją w trójkącie, nie kochają swoich dzieci i nie zamieniłyby swojego życia na "normalne". Kim są młode macochy

Macochy wbrew stereotypom mogą być lepszymi mamami niż matki biologiczne.
Stereotyp macochy z baśni jest okrutny. Macocha jest metaforą niszczącej, krzywdzącej, złej kobiety, która z zazdrości jest w stanie stanąć między dzieckiem a ojcem. Już samo słowo "macocha" brzmi inaczej niż "ojczym". Bo to przecież ona z pewnością wtargnęła w jego życie, ona go uwiodła, odsunęła biologiczną matkę, ona rywalizuje z dziećmi i stawia je na ostatnim miejscu rodzinnej hierarchii. Tymczasem współczesne macochy to nie zdeterminowane do rozbijania rodziny kobiety, lecz często młode kochające dziewczyny, które przez to, że pragną dobrego związku, muszą nie tylko mierzyć się z przytoczonym stereotypem, ale również godzić się na życie na drugim planie i próbować pokochać obce dzieci.

Choć nie każda historia macochy jest psychologicznym dramatem, nie każda z nich jest alternatywą po tragicznej śmierci matki, czy bolesnym dla dzieci rozwodzie, absolutnie każda macocha musi stawić czoła mitycznej macosze z "Kopciuszka". - Między mną a moim pasierbem, Tomkiem, który niedawno poszedł do szkoły naprawdę od początku było dobrze – opowiada Milena. Dopiero w szkole, gdy przyznał się koledze, że ma "drugą mamę", dowiedział się, że "macocha" to ta zła. Co prawda na szczęście niczego to między nami nie zmieniło, ale przez tych kilka chwil, które zajęło mi tłumaczenie dlaczego o niektórych mamach zastępczych myśli się negatywnie, mały porównywał mnie do złego człowieka. Choć ze strony dorosłych ludzi nie spotykam się raczej z krytyką czy podejrzliwością, to wtedy poczułam się zagrożona. Wystraszyłam się, że coś stracę.

Rzeczywiście w społecznym przekonaniu stereotyp macochy ma bardzo silną pozycję.
Powszechnie wiadomo, że matka zastępcza może być dla dziecka o wiele lepszym rodzicem, niż matka biologiczna, a mimo to macochy dźwigają na swych barkach ciężar niesprawiedliwych oskarżeń oraz podejrzeń. Po pierwsze, że nie pokocha dzieci swojego partnera jak swoich, po drugie, że jest macochą z egoistycznej potrzeby wiązania się właśnie z tym mężczyzną, który kiedyś raz już wybrał matkę dla swoich dzieci. Co ciekawe, często podejrzenia te są prawdziwe, a i tak nie oznacza to, że mamy prawo do stygmatyzowania "oskarżonych" macoch.
mieczysław jaskulski
Laboratorium Psychoedukacji

Dla niektórych kobiet wchodzenie w związki z mężczyznami, którzy mają już swoje dzieci są wyjątkowo komfortowe. Instynkt macierzyński nie równa się bowiem chęci noszenia dziecka pod sercem przez 9 miesięcy, lecz potrzebie opieki nad młodym człowiekiem. Jeśli kobieta miewa lęki związane z ciążą czy okresem niemowlęctwa, opieka nad czyimś dzieckiem, często starszym, jest dla niej wygodnym wyborem.

A wygodnym nie znaczy krzywdzącym dla samych dzieci. - Tomek i ja żyjemy w jasnym układzie od początku i myślę, że to decyduje o naszych dobrych relacjach dziś – mówi Milena. Z jego tatą związałam się gdy mały miał 4 lata. Piotrek rozwiódł się ze swoją żoną, co nie oznaczało, że straci ona kontakt z synem. Ustalili między sobą, że Tomek będzie mieszkał z tatą, a mama będzie go zabierała do siebie co drugi tydzień. Zatem mały wiedział kto jest kim, nigdy mu się nie myliło, a ja nie startowałam nawet w konkursie o tytuł lepszej mamy, bo uważam, że byłoby to nie fair przede wszystkim wobec dziecka.

Ponadto, jak mówi psychoterapeuta Mieczysław Jaskulski, niektóre kobiety nieświadomie wybierają sobie na życie mężczyzn, którzy mają już dzieci, ponieważ szukają oparcia i bezpieczeństwa. Mężczyzna, który ma doświadczenie w roli ojca jest więc potencjalnie pewniejszym wyborem niż niedoświadczony singiel. Oczywiście instynkt ten nie powoduje, że kobiety będą podświadomie dążyć do rozbicia czyjegoś małżeństwa. Jednak w sytuacji, w której mają do wyboru singla z dzieckiem i kawalera bez dziecka, a same chcą się ustatkować, wybierają opcję numer jeden, nawet kosztem ryzyka, że będą musiały żyć w cieniu biologicznej matki dziecka.


Ja, czyli ta druga
- Była żona Piotra właściwie nie ma ze mną kontaktu. Wydaje mi się, że przez to, że aktywnie uczestniczy w życiu Tomka, zwyczajnie nie obawia się, że "coś namieszam". Natomiast Piotr spotyka się z nią często, zwłaszcza w towarzystwie małego – opowiada Milena. Dlatego nasze życie zależy od jej grafiku i jej decyzji. Czy mnie to wkurza? Tak, chociaż to rozumiem.

Macochy często oskarża się o próby poluźnienia relacji biologicznej matki z dzieckiem, zapominając, że stres, jaki wiąże się z ciągłym życiem w cieniu, może powodować dezorientację, depresję i złość.
mieczysław jaskulski
Laboratorium Psychoedukacji

Kobiety, które decydują się na życie u boku mężczyzny, który ma już dzieci, a ich biologiczna matka jest w ich życiu obecna, decydują się jednocześnie, że będą żyć na drugim planie. Niestety ten wybór nie zawsze jest świadomy i potrzeba ogromnej dojrzałości, by to udźwignąć. Obserwując, jak funkcjonują rodziny patchworkowe i jak współczesne kobiety radzą sobie w roli matek wnioskuję jednak, że ich nie doceniamy. Często te, które muszą zmierzyć się z byłą partnerką swojego mężczyzny i stają się opiekunkami ich dzieci zdają się o wiele lepiej rozumieć słowa przysięgi małżeńskiej, która brzmi: "świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny... itd".

Bo wchodzenie w taki układ nie jest beztroskim romansowaniem, o które często macochy są oskarżane, lecz braniem na swoje barki odpowiedzialnej roli. Na szczęście jako ludzie mamy tę przewagę, że potrafimy myśleć, obiektywnie oceniać co jest dobre, a co złe i decydować bez względu na to, co podpowiadają nam uczucia. I nawet jeśli emocje się w nas gotują, mamy szansę wybrnąć z klasą i postąpić uczciwie. - W funkcjonowaniu w rodzinie patchworkowej ta umiejętność jest szczególnie ważna, ponieważ nasze uczucia narażone są na ciężkie próby – dodaje Mieczysław Jaskulski.

- Nie jestem zazdrosna o to, że się z nią spotyka – mówi o swoim partnerze Milena. Bardziej o czas, jaki z nią spędza i o to, że w wielu ważnych dla niego kwestiach nie liczy się dla niego moje zdanie, tylko jej. Oczywiście często rozmawiamy o tym, co dla Tomka byłoby fajne, dobre, widzę w jego decyzjach swoje wpływy i cieszę się, że chociaż w ten sposób mogę brać udział w jego wychowaniu. Ale nie mam złudzeń – ona była pierwsza i jako matka jego dziecka, pierwsza pozostanie na zawsze.

Poczucie bycia na drugim planie nie dotyczy jednak wyłącznie obecności biologicznej matki w życiu macochy, ale również samych dzieci... - Sama staram się zwalczać swoją zazdrość, dlatego bardzo dziwię się kobietom, które poddają się instynktowi rywalizacji np. z własną córką! - mówi Milena. Mam znajomą, która w tym samym czasie, w którym ja zwierzałam się jej, że drażni mnie dzielenie się moim facetem z "tą pierwszą", ona utyskiwała, że jej mąż jest wpatrzony w ich nowo narodzoną córkę i tylko jej poświęca uwagę – opowiada.

Z czego zatem wynika zazdrość o dzieci?
mieczysław jaskulski
Laboratorium Psychoedukacji

Kobiety, które boją się mieć córkę, ponieważ wydaje im się, że to ona stanie się dla ich wybranka kobietą numer jeden, mają wysoki poziom narcyzmu. Chcą mieć dziecko nie po to, by się podzielić sobą, lecz po to, by mieć je dla siebie. Być może by się pocieszyć, nadać swojemu życiu sens i o ile miło to brzmi, to jednak jest to objaw egocentryzmu. Ponadto, przy okazji myślenia o sobie, kiedy decydujemy się na dziecko, wchodzimy na tory, które sugerują, że ten nowy człowiek musi mieć jakąś rolę. Tym samym dziewczynka, która ma odebrać własnej matce uwagę swojego ojca rodzi się z łatką dywersantki i niszczycielki. Nawet jeśli nic z tego nie zrozumie, to odczuje to z pewnością od pierwszych chwil swojego życia.

Nie muszę cię kochać
- Trudno jest wychowywać dzieci, które niemal każdą większą awanturę kończą zdaniem: "Nie muszę cię słuchać, nie jesteś moją mamą" – żali się Basia. Jej obecny mąż jest wdowcem, mama jego dzieci zmarła na białaczkę kilka lat temu, ich dzieci choć pogodziły się z tą stratą, nadal miewają problem z zaakceptowaniem swej macochy. - Ja podobnie jak koleżanka, nie startuję w konkursie na lepszą mamę, nasza sytuacja udowadnia, że jednak istnieją ludzie niezastąpieni – dodaje gorzko.

Basia i Wojtek są po ślubie od dwóch lat. Jej relacje z jego dziećmi na ogół układają się poprawnie, choć Basia nie ukrywa, że sama miała emocjonalny problem z wejściem w rolę macochy. - Nie potrafiłam ich pokochać, po prostu. Mam już swoje dziecko, synka, który ma dobrego tatę, mam kontakt z byłym partnerem. Jako matce wydawało mi się, że powinnam kochać wszystkie dzieci świata, miałam potworne wyrzuty sumienia, nie wiedziałam jak się zachować – opowiada.

Jak się okazuje, to zjawisko zupełnie naturalne i co ciekawe, aby być dobrą matką zastępczą wcale nie trzeba upragnionej miłości czuć.
mieczysław jaskulski
Laboratorium Psychoedukacji

Miłość do dziecka to nie jest uczucie uwarunkowane biologicznie. Matki miewają problemy z pokochaniem własnych dzieci tuż po ich narodzinach, więc można by pomyśleć "a co dopiero cudzych". Nie jest to jednak takie proste. Cudze dzieci można pokochać jak własne, ale też własnych można nie kochać, tak jak nie kocha się cudzych. Wszystko zależy od nas, od tego kim jesteśmy, jakie mamy potrzeby i doświadczenia. Nie zmusimy się do miłości, ale zdając sobie z tego sprawę możemy podjąć mądrą decyzję i to wcale nie oznacza, że to musi być decyzja odmowna wobec np. zamieszkania z dziećmi partnera. Układ macocha-ojciec-dzieci nie jest jedyny. Możemy wyłożyć karty na stół i powiedzieć – mówcie mi ciociu, albo po imieniu, umówić się z partnerem, że nie chcemy się póki co wtrącać w wychowanie dzieci. Zacząć od budowania przyjaźni i zaufania, i czekać na to uczucie. Jest naprawdę duża szansa, że ono przyjdzie.

Problem wychowawczy, z jakim przyszło się zmierzyć Basi był podwójny – nie tylko walczyła, by coś poczuć do cudzych dzieci, ale też od nowa układała sobie relację z własnym synem. - Mój syn widział moje starania wobec dzieci Wojtka i poczuł się odsunięty, niekochany, bał się, że mnie straci, więc zaczęła się rywalizacja. Panikowałam na każdy objaw konfliktu między nimi, naprawdę dosyć miałam kłótni z serii "kto jest czyj i do czego ma prawo" – opowiada Basia.

Tymczasem rywalizacja między rodzeństwem jest zjawiskiem zupełnie naturalnym i gdyby Basia nie spanikowała, lecz trzymała dystans byłoby jej o wiele łatwiej opanować narastający konflikt.
mieczysław jaskulski
Laboratorium Psychoedukacji

Rywalizacja między dziećmi jest normalna, nie ma w niej nic dziwnego czy niezdrowego. Bracia i siostry konkurują ze sobą nawet jeśli mają tych samych rodziców. Fakt, że dzieci wychowujące się w rodzinie mają na przykład różnych ojców, nie wpłynie znacząco na ich samopoczucie czy poziom rywalizacji jeśli wychowuje się ich tak samo i traktuje na równi.

Praktyka pokazuje, że rodziny patchworkowe nie ustępują tym tradycyjnym, a macochy bywają o wiele lepszymi matkami niż matki biologiczne. - Jeśli relacje między dziećmi, macochą i ojcem oparte są na zasadach jasnych dla wszystkich i sprawiedliwych, a głównymi wartościami, jakie przyświecają rodzinie to szczerość i zaufanie – miłość z czasem przyjdzie – zapewnia Mieczysław Jaskulski. Nie jest tajemnicą, że wiele dzieci cieplej wspomina macochy niż matki biologiczne, bo te drugie często żyją w przekonaniu, że wystarczy, że urodziły, a więź, miłość i zaufanie "zrobią się same". Za to te pierwsze wiedzą, że muszą o swoje dzieci walczyć. I robią to.

Napisz do autorki: ewa.bukowiecka-janik@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...