Seksowna znaczy dojrzała, czyli dlaczego to pozornie zwyczajne kobiety działają na mężczyzn jak najsilniejszy magnes

Jennifer Aniston w filmie "Żona na niby" (2011) Fot. materiały prasowe
"Rycząca czterdziestka", "magiczna czterdziestka", "druga połowa"... O obchodzeniu 40. urodzin mówi się zazwyczaj jak o wydarzeniu przełomowym, zwłaszcza w przypadku kobiet. Zwykłyśmy myśleć, że to moment, w którym młodość odchodzi bezpowrotnie, a wraz z nią szansa na motyle w brzuchu i ekscytujące doznania erotyczne. Tymczasem w określeniu "magiczna czterdziestka" jest sporo prawdy nie dlatego, że w symboliczny sposób żegnamy się z czymkolwiek, lecz dlatego, że choć faktycznie mamy już cztery dekady życia za sobą, w istocie młodniejemy. I to nie ze względu na inwestycję w botoks. Stajemy się spokojniejsze, pewne siebie, otwarte na miłość, a w konsekwencji szalenie atrakcyjne.

Kobiety przed 30. i tuż po zazwyczaj nie dowierzają: jakim cudem po 40. cokolwiek miałoby zmienić się na lepsze? A już tym bardziej w kategorii "wygląd i seks"... Tymczasem z dojrzałości emocjonalnej, którą nie sposób docenić zanim się ją posiądzie, wynika znacznie więcej niż tylko mądrość życiowa. - Prawdziwe czucie siebie, bliskość z samą sobą, stan zadowolenia kobiety osiągają wraz z dojrzałością emocjonalną, a zatem z wiekiem o wiele łatwiej o swobodę nie tylko ducha, ale również ciała – mówi sex coach, Marta Niedźwiecka. - Kiedy jesteśmy młode jest nam bardzo łatwo wmówić, że mamy cycki niewłaściwego rozmiaru. Z kolei gdy jesteśmy starsze, mamy na koncie różne doświadczenia, wiemy co potrafimy, ile jesteśmy warte naprawdę, do czego jesteśmy zdolne również psychicznie – ile jesteśmy w stanie dać miłości, ile możemy znieść trudów. To wszystko kształtuje prawdziwe poczucie własnej wartości. Poczucie pogłębione, ukształtowane na tym, co naprawdę ważne, a nie na surowej ocenie tego, co widzimy w lustrze.



Niestety, współczesny przekaz mediów oraz normy społeczne nie pomagają kobietom wyjść ze stanu niewiary w swoją wartość. Ze wszystkich stron wmawia się nam, że coś powinnyśmy w sobie poprawić. Czy to na poziomie zawodowym, czy w roli żony, nie wspominając o wyglądzie. Według Marty Niedźwieckiej to właśnie jest przyczyną faktu, że kobiety relatywnie późno dochodzą do wewnętrznej spójności i apogeum atrakcyjności zarazem.

Atrakcyjna, czyli spójna
Każda z nas choć raz spotkała taką kobietę – wyprostowaną, spokojną, piękną w swojej pewności, dumną i kobiecą, choć na pierwszy rzut oka zupełnie niepozorną. Kobietę bez metryki nie przez skuteczny makijaż, lecz naturalność, która pasuje do niej tak bardzo, że lata przestają się liczyć. Ten błysk w oku lubimy nazywać "tym czymś", który dotąd jawił nam się jak dar od losu. Jednak to nie wrodzony magnes na mężczyzn działa w ten sposób.

I nie chodzi również o pewność siebie, choć atrakcyjność dostrzegalną w spojrzeniu należy identyfikować z poczuciem własnej wartości. Atrakcyjność nie jest tożsama z umiejętnością stawiania na swoim i przekonania o swojej racji. To naturalność w zachowaniu oraz umiejętność dbania o siebie na każdym polu. - Najbardziej atrakcyjną jest kobieta, która wie kim jest – nie udaje, że jest młodsza, albo starsza, nie udaje chłopczycy, wampa czy trzpiotki – komentuje Marta Niedźwiecka. - To jej wewnętrzne zintegrowanie robi tak ogromne wrażenie, nie starania o to, by się ludziom podobać. Z zewnątrz dostrzegamy to jako pełną autentyczność i charyzmę. Taka kobieta nie musi mieć na twarzy makijażu, a na sobie dobrych ubrań, jeśli zachowuje się swobodnie, jest sobą i czuje się z tym świetnie. Wówczas olśnieni patrzymy i stwierdzamy: "wow, to jest sexy!"
Magda, 38 lat

Im jestem starsza, tym czuję się atrakcyjniejsza. Czuję, że wyrosłam z kompleksów i dzięki temu mam wrażenie, że poprawiło się moje życie erotyczne z mężem. Odkąd nie zastanawiam się nad tym, jak wyglądam, mam więcej przyjemności nie tylko z seksu, ale i życia w ogóle. W wychodzeniu z kompleksów i ciągłych wymagań wobec swojego ciała bardzo pomogła mi ciąża i poród. Wydaje mi się to nieco dziwne, bo wiele kobiet skraży się, że po porodzie wstydzi się pokazać mężowi nago z powodu rozstępów czy zwisającego brzucha. A ja mam odwrotnie. Ciąża i poród pokazały mi do czego ciało służy, że jest ważne, ma o wiele ważniejsze role niż tylko ładnie wyglądać. Nie patrzę na nie tak krytycznie jak kiedyś i wstydzę się go mniej niż kiedyś, choć obiektywnie teraz wygląda gorzej.

Okazuje się, że dorastanie do pełnego poczucia kobiecości jest zmierzaniem do stanu, w którym to, co ludzie myślą na nasz temat jest dla nas znacznie mniej ważne niż to, co same o sobie myślimy. Według Marty Niedźwieckiej dorastanie do bycia kobietą bez kompleksów działa w szerokiej skali przeróżnych życiowych sytuacji, również podczas zbliżeń erotycznych. Zatem kobieta, która czuje się w pełni kobietą, czuje się atrakcyjna, będzie potrafiła czerpać przyjemność ze zbliżenia bez makijażu czy z niewydepilowanymi nogami. Tymczasem wielu młodym kobietom nie mieści się to w głowie. - Z przykrością obserwuję, że wiele kobiet, zwłaszcza młodych, uzależnia swoje samopoczucie i sposób myślenia o sobie od swojego wyglądu, dlatego nic, a nic nie dziwi mnie, że wiele z nich łączy poczucie dojrzewania do bycia kobietą bez kompleksów oraz dobrego seksu, z przymusem idealnego wyglądu – mówi Marta Niedźwiecka.

Seksowna, czyli dojrzała
Zbigniew Izdebski podczas IX Ogólnopolskiej Debaty o Zdrowiu Seksualnym na początku br. upublicznił wyniki raportu dotyczącego seksualności Polaków. Otóż, okazało się, że raptem 42 proc. z nas jest zadowolonych ze swojego życia erotycznego, większość to mężczyźni. Niepokojące zdają się wyniki pytania o seks bez przyjemności – aż 30 proc. kobiet współżyło mimo że nie miało na to ochoty. Według Marty Niedźwieckiej powszechnym problemem Polek jest zablokowanie możliwości cieszenia się seksem przez myślenie o tym, jak się w trakcie zbliżenia wygląda. - W łóżku autentyczność i poczucie kobiecości owocuje swobodą i możliwością przeżywania doznań, do których do tej pory nie miałyśmy dostępu. I to nie dlatego, że wstydziłyśmy się sięgać po kontrowersyjne techniki erotyczne, lecz dlatego, że np. myślenie podczas seksu o tym, jak się ułożyć, by dobrze wyglądać blokowało w nas możliwość skupienia się na bliskości z drugą osobą. - Wybieranie pozycji pod kątem tego, jak w niej wyglądamy, a nie przyjemności, jaka z niej płynie to bardzo częsty problem wśród kobiet – mówi Marta Niedźwiecka.

Zatem, kiedy w stu procentach akceptujemy i lubimy siebie, kończy się udawanie, a zaczyna autentyczność.Konieczność myślenia o tym, w jakiej pozycji nasze pośladki wyglądają najlepiej po prostu przestaje istnieć. - Kobieta, która zna swoją wartość naprawdę jest w łóżku z mężczyzną, a nie tylko jemu pozuje. Wszystko to składa się na fakt, że seks przestaje być wyłącznie doznaniem cielesnym, a zaczyna być emocjonalnym, co w konsekwencji wpływa na pogłębienie przeżyć cielesnych, i tak w kółko. To ciąg przyczynowo-skutkowy, w który warto inwestować – gwarantuję, że zapewnia wieczną młodość! - dodaje Marta Niedźwiecka.
ola, 41 lat

Jestem 5 lat po rozwodzie, przez pierwsze cztery lata z nikim się nie spotykałam, żyłam w celibacie. Rok temu wszystko się zmieniło. Poznałam faceta, w którym zakochałam sią jak nastolatka. Jest ode mnie 10 lat młodszy, ale mam wrażenie, że żadna metryka nas nie obowiązuje. Zachowujemy się jakbyśmy byli w liceum, a ja czuję się jak kiedyś. Motyle w brzuchu, ciarki... Czuję się piękna i młoda, a w łóżku nie poznaję samej siebie!

Z wyników raportu omówionego przez prof. Izdebskiego wyczytać można też dobrą i dość przełomową wiadomość. Według profesora zaciera się granica międzypokoleniowa w obyczajach seksualnych Polaków. 30- i 40-latkowie upodobnili się do 20-latków – są bardziej otwarci na nowe doznania i mniej skrępowani społecznym tabu. To z kolei skutkuje faktem, że zadowoleni z seksu są ci, którzy pierwszą młodość mają już za sobą, czyli między 30. a 49 rokiem życia. Zatem, czy to ostateczne potwierdzenie tezy, że prawdziwy seks zaczyna się po 40.? Wygląda na to, że efekt mentalnego odmłodzenia, zwiększonej atrakcyjności i poprawy jakości życia seksualnego to samo-nakręcająca się machina.

Spełniona, czyli świadoma siebie
Kilka lat temu Naomi Greenblatt, psychiatra specjalizująca się w zdrowiu psychicznym kobiet, przeprowadziła badania dowodzące, że duża aktywność seksualna wpływa na kobiecą urodę tak samo jak regularne ćwiczenia fizyczne oraz wizyty u kosmetyczki i dermatologa. Jej zdaniem „kobiety, które kochają się przynajmniej (!) cztery razy w tygodniu wyglądają średnio o 10 lat młodziej niż dowodziłaby to ich metryka”. Dowody są jednoznaczne. Chodzi o hormon DHEA, który wydziela się podczas seksu i pomaga w zachowaniu dobrego samopoczucia i młodego wyglądu.

Efekt odmłodnienia i lepszego samopoczucia pod wpływem regularnego i udanego współżycia jest zatem realny, a nawet uzasadniony naukowo. Seks wywołuje zespół reakcji fizjologicznych, które są bardzo korzystne dla kobiecej urody. Wydzielają się dwa rodzaje hormonów: endorfiny i serotonina oraz oksytocyna. Ten ostatni jest jedynym hormonem, który ma moc zwalczania kortyzolu, czyli hormonu stresu. To nasza jedyna, naturalna broń. Oksytocyna wydziela się podczas przytulania, głaskania, również podczas seksu, dlatego nazywa się ją hormonem bliskości i więzi. Pozostałe dwa hormony są wszystkim znane – wywołują poczucie przyjemności, satysfakcji i euforii. Wszystkie te substancje mają zatem cudowne działanie na nasz organizm, są nie do przecenienia. - Jednak nie warto traktować seksu jak metody anti-ageing – komentuje Marta Niedźwiecka.
Monika, 44 lata

Nie widzę powodów, by nie korzystać z życia tylko dlatego, że jest się po czterdziestce. Przez wiele lat rozpaczałam po rozpadzie mojego małżeństwa, a teraz jestem szczęśliwsza niż kiedykolwiek właśnie dzięki temu, że przestałam się przejmować, co ludzie powiedzą i mam kochanka, z którym nie łączy mnie nic poza łóżkiem. Sypiamy ze sobą niemal codziennie, jest nam razem cudownie i nie widzę powodów, by obiecywać sobie Bóg wie czego i myśleć o tym, co będzie. Robiłam tak przez całe życie i nie wyszło mi to na dobre. Teraz mam luz, czuję się świetnie, o wiele młodziej niż 10, 15 lat temu! Ponieważ dotąd nie miałam udanego życia erotycznego, teraz je doceniam. Dzięki "gimnastyce" i przyjemnościach co noc stałam się bardziej energiczna, zaczęłam chodzić na fitness, więcej się śmieję i mam wrażenie, że w ogóle o wiele lepiej wyglądam! Polecam tą metodę anti-ageing (śmiech)!

Nietrudno o wniosek, że wspomniany efekt odmłodnienia pod wpływem częstego współżycia jest chwilowy i znika wraz z kochankiem. - Traktowanie seksu jak fitnessu jest zgubne. Po pierwsze zastrzyk dobroczynnych hormonów działa jednorazowo, po drugie seks jest zbliżeniem maksymalnym, ostatecznym i jeśli przestanie być sposobem wyrażania uczuć, a zacznie gimnastyką, jak będziemy pokazywać miłość, kiedy już naprawdę się w kimś zakochamy? - pyta Marta Niedźwiecka. - Oczywiście są momenty w życiu, w których warto coś takiego przeżyć, ale jedynie po to, by dowiedzieć się o sobie czegoś nowego – dodaje.

Okazuje się, że wymagania, jakie stawiamy sobie nie tylko jako kochance, ale również żonie i kobiecie, mogą blokować możliwość przeżywania erotycznej przyjemności. - Często bywa tak, że staramy się za bardzo i przez to nam nie wychodzi – mówi Marta Niedźwiecka. - Jeśli przez lata miałyśmy niesatysfakcjonujący seks z mężem, a po 40. odnalazłyśmy spełnienie prawdopodobnie wiąże się to z wspomnianym już wyrastaniem z kompleksów i akceptowaniem siebie. Jeśli natomiast jesteśmy 40-letnimi rozwódkami i znajdujemy nowego partnera seksualnego, który wywraca do góry nogami nasze pojęcie o orgazmie, być może chodzi o to, że w poprzednim związku czułyśmy się za bardzo zobowiązane, zbyt wiele od siebie wymagałyśmy i to blokowało możliwość odczuwania przyjemności ze zbliżeń.

Podobnie dzieje się jeśli efekt mentalnego odmłodnienia następuje wraz ze świeżym uczuciem. Wówczas nowa energia, chęć do życia i pewność siebie przywraca nam miłość do drugiego człowieka. - To oczywiste i normalne, ponieważ uczucia, w tym pożądanie, wypływają z nas. Niedobrze dzieje się jeśli potrzebujemy powodów z zewnątrz do normalnego życia w zgodzie ze sobą – mówi Marta Niedźwiecka. - Łatwo jest się dobrze czuć, kiedy pod ręką mamy wpatrzonego w nas adoratora. Sztuką jest zatrzymać ten spokój i samopoczucie na dłużej, na trudniejsze czasy. Dlatego dla każdej kobiety ważniejsze jest, by zadbać o swoje poczucie atrakcyjności i kobiecości, kiedy nie patrzą na nas oczy zakochanego mężczyzny. Wystarczy uwierzyć, że nie musimy być idealne, że z wadami nam do twarzy, że to nasze niedoskonałości czynią nas wyjątkowymi, a przez to idealnymi, kompletnymi osobami. Mając na koncie niejeden związek i kilka dekad życia za sobą o wiele łatwiej jest zrozumieć tą zależność, a w konsekwencji znaleźć miłość i odkryć nową jakość erotycznego zbliżenia.

Rozmawiałam z Martą Niedźwiecką, pierwszą w Polsce certyfikowaną sex coach, pracującą z seksualnością i relacjami intymnymi. W 2016 wraz z Hanną Rydlewską wydała książkę „Slow Sex – uwolnij miłość”. Więcej o ekspertce na www.niedzwiecka.net
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...