Oglądamy nową kolekcję ulubieńca gwiazd i zastanawiamy się, czy pokazy mody będą operą XXI wieku

W oczekiwaniu na wyjście na wybieg fot. Maciej Stanik
Tłumy kobiet ubranych, jak gdyby środowy wieczór zapadał nie nad Warszawą, a nad Cannes. Ta otoczka do nowej kolekcji Tomasza Olejniczaka pasowała jak ulał. I nie jest to zarzut. Przed pokazem kolekcji Piano Forte sprawdziliśmy, co dzieje się na backstage'u.

Twórca marki Tomaotomo jest już na rynku od paru dobrych lat i doskonale wie, dla kogo szyje. Jego klientki to nie alternatywne studentki, które z kieszonkowego odkładają na torby-worki ze srebrnym kółkiem ani zapracowane wielkomiejskie matki ceniące bezpretensjonalność Risk made in Warsaw. Kim więc jest kobieta Tomaotomo? To dobrze sytuowana bywalczyni, prawdziwa lwica salonowa. I choć komentujący z portali plotkarskich pewnie by się ze mną nie zgodzili, nie ma w tym nic złego.

„Szlachetne” buty?

Z jakiegoś powodu utarło się, że szlachetniej jest szyć dla nomadów XXI wieku czy wegańskich bobasów, niż zajmować się sukienkami koktajlowymi za średnią krajową. Tymczasem moda jest, i zawsze była, produktem wyobrażeniowym i odrobinę próżnym.
.
Tomasz Olejniczak od zawsze stawiał na celebrację klasycznej kobiecości. Atrakcyjne, ale nie wulgarne dziewczyny pewne swojej seksualności i chętnie eksponujące kształty. Drugim znakiem rozpoznawczym Olejniczaka są luksusowe materiały, na czele z koronkami. Przed każdym pokazem projektant jeździ po nie do Włoch.



Jakkolwiek można powiedzieć, że w kwestii form to marka dość zachowawcza, jeśli chodzi o tkaniny Tomek nie boi się eksperymentować. Być może dlatego, że świetnie zna swoje klientki. Użycie w jednej z poprzednich kolekcji jedwabnego żakardu we wzór z tancerkami, był na polskim rynku skokiem na głęboką wodę. Kolorowe, niegeometryczne printy nie są pierwszym wyborem kobiet po 30. Jednak kolekcja Tomka została przyjęta z zachwytem, a błyszczący bomber w baletnice stał się szybko bestsellerem.

Piano Forte

Najnowsza kolekcja to ukłon w stronę Francji. Nie tyle prawdziwej, co wyobrażonej. To pogłos Paryża z filmu „Piękność dnia”, pachnącego perfumami, wnętrza starych kamienic pełne sztukaterii i kryształowych żyrandoli, czy mit lat 20. nad Sekwaną. Mamy więc dużo chanelowskich czerni i bieli , które rozjaśnia jedynie błękit, jakżeby inaczej – paryski.

Pozornie klasyczne elementy garderoby roją się od koronek, ręcznie naszywanych koralików i piór. Zdobień pojawiających się często w kolekcjach haute couture. Kolejnym motywem przewodnim są wariacje na temat kołnierzyków. Na przykład ozdobne obramowania dekoltów przypominające starodawne, doczepiane kołnierzyki – u Olejniczaka przekornie i prowokacyjnie rozwiązane. To wbrew pozorom także bardzo francuski element, kojarzony najczęściej z francuskimi pensjonarkami, który do mody wszedł za sprawą skandalizującej na początku XX wieku książki – „Klaudyna w szkole”.
W Piano Forte dominują przedłużone marynarki o wypchanych ramionach, głębokie dekolty w kształcie litery „V” i poszerzone, choć proste rękawy. Dobrym pomysłem była współpraca z marką optyczną. Okulary na nosach modelek nadały kolekcji nowy kontekst, pokazując, że mimo ultrakobiecych detali część ubrań można z powodzeniem założyć do pracy. Choć nie zabrakło modnych elementów, to kolekcja raczej ponadczasowa niż zgodna z trendami, „ładne ubrania”, które będą zachwycały i za kilka lat.

Na pokazie nie mogło zabraknąć gwiazd, które szczególnie lubią Olejniczaka. Zresztą z wzajemnością – długoletnią przyjaciółką projektanta, a także jego muzą, jest Weronika Książkiewicz, na której cześć nazwał nawet jedną ze swoich kolekcji. Ta plejada ubranych jak na rozdanie Złotych Palm twarzy z okładek wyjątkowo pasowała do tego eleganckiego wieczoru. A to, nie jest pewnikiem – na pokazach mody awangardowej, gdzie przed pstrokatymi celebrytkami defilują modelki w konceptualnych sukmanach czuć komiczny dysonans.

Ubrania Tomaotomo wkłada się, żeby błyszczeć na galach, salonach i balach, więc oprawa pokazu, na którą składają się też zaproszeni goście, pasowała tu jak ulał. W zabytkowym budynku Reduty Banku Polskiego można się było poczuć jak w filmie kręconym na Lazurowym Wybrzeżu. Takim, w którym wszyscy są eleganccy i światowi, a słuchanie dźwięków pianina obstawionego białymi kwiatami to dla nich codzienność.

Nowe kuluary Warszawy

Gwiazda stołecznych estrad lat 30., Loda Halama, wspominała jak pierwszy raz wybrała się na premierę do Teatru Narodowego i ze zdziwieniem zauważyła, że inni widzowie chętniej rozglądają się na boki, niż oglądają spektakl. Po antrakcie sala opustoszała do połowy, ponieważ publiczność zajęła się rozmowami. Życie towarzyskie dawnej Warszawy toczyło się w teatralnych kuluarach.

Zdaje się, że dziś ich miejsce zajęły pokazy, na które chodzi się także, żeby się pokazać i poplotkować. Ten balans świetnie obrazują późniejsze publikacje, w których raczej znajdziemy zdjęcie znanej aktorki, niż kreacji, która otwierała pokaz. Projektanci znaleźli zresztą sposób na obejście tego problemu – na większości pokazów pojawiają się zaprzyjaźnione gwiazdy w elementach kolekcji, która zostanie zaprezentowana. W ten sposób projekty okrężną drogą trafiają jednak do mediów. Nie ma się zresztą co oburzać, ścianki to w końcu też przejaw życia społecznego.
Jeden z portali plotkarskich pod relacją z pokazu Tomaotomo umieścił sondę „Byłeś/aś na pokazie mody?”. Jeśli wierzyć odpowiedziom, na pokazie mody było przynajmniej raz aż 39% czytelników. Można by się zastanowić, czy za kilkanaście lat pokaz mody stanie się instytucją na miarę opery czy baletu. W tych czasach to zjawiska kulturowe, których można nie rozumieć, czy nie lubić, ale wypada zobaczyć choć raz. Może wkrótce pokazy mody także dołączą do tej listy, w końcu też są rodzajem przedstawienia.

Napisz do autorki: helena.lygas@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...