Czy dojrzała i modna to oksymoron? Zastanawiamy się ze stylistą, Tomaszem Jacykowem, przeglądając jeden z poradników

Dyskusja na materiale poglądowym fot. Maciej Stanik
„Żyjemy w czasach, w których nic nie jest obciachem, a jednocześnie wszystko może nim być” – zaczyna naszą rozmowę o tym co wypada, a czego nie wypada nosić kobietom dojrzałym Tomek i przekonuje, że strojem nie da się nikogo odmłodzić. Dlaczego w Polsce tak niewiele kobiet wygląda dobrze na emeryturze? Czy ubranie ich to nisza na rynku o którą bój stoczą za kilka lat styliści i sieciówki?

Babcia opowiadała mi, że kiedyś na wsi kobietę od pewnego momentu życia interesował już tylko jeden strój – do trumny. Jedna z sąsiadek prosiła siostrę, która wyemigrowała jeszcze przed wojną do Stanów o przysyłanie w paczkach wyłącznie czarnych ubrań. Kiedy przychodziła do niej przesyłka, zlatywały się wszystkie starsze kobiety i z uznaniem kiwały głową nad kolejną wersją nieustannie poprawianej ostatniej kreacji.



Choć z dzisiejszej perspektywy historia wydaje się odrobinę drastyczna, wówczas nie była niczym niezwykłym. Społeczeństwo było głęboko wierzące, a do tego oswojone ze śmiercią. Zwyczaj czuwania w domu zmarłego przed pogrzebem był jeszcze powszechnie praktykowany. Nie istniały udogodnienia pozwalające na zachowanie wysokiej sprawności i komfortu do późnych lat.

– Jeszcze 30 lat temu takie rzeczy jak klej do protez, lubrykanty czy hormony, sprawiające, że i 65-letnia kobieta może nadal miesiączkować i w związku z tym wyglądać i czuć się młodziej nie były powszechnie znane. Te udogodnienia niezgodnie z rytmem natury, pomagają starszym ludziom godnie żyć. A jeśli mamy podstawowe potrzeby zapewnione, to zaczynamy myśleć i o tych wyższego rzędu, w tym także o modzie. Jeśli kobieta ma problemy z gryzieniem i nietrzymaniem moczu, to nie będzie rozmyślała przesadnie dużo nad krojem sukienki – mówi stylista, Tomasz Jacyków, który przyznaje, że przychodzi do niego coraz więcej kobiet po 60.

Talia za wszelką cenę

Do podjęcia tematu zainspirowała nas przysłana do redakcji książka „Dojrzała elegancja. Młoda i piękna w każdym wieku”, w której blogerka modowa, a od 7 lat także profesjonalna stylistka udziela porad kobietom dojrzałym. Ze zgrozą przerzucałam kolejne strony tej dziwacznej publikacji. Moja mama, lat 53, nie wyszłaby w żadnym z proponowanych przez Krystynę Bałakier zestawie na ulicę.

Prezentowane przez nią stylizacje to kwintesencja Polski weselno-komunijnej i bazarowej z jej jaskrawymi kolorkami, tandetnymi butami i biżuterią. Obowiązkowy obcasik i szarfa w talii, nawet za cenę uwydatnionego brzucha nie pierwszej płaskości. Zestawy kolorystyczne dla daltonistek, materiały kiepskiej jakości.

„Blind test” przeprowadzony na grupie kontrolnej 7 osób, którym pokazywałam trzy pary stylizacji wykonanych przez Krystynę Bałakier był jednoznaczny. Zestawy proponowane przez blogerkę jako „poprawne” dla danego typu sylwetki były przez pytane osoby wskazywane, i to po wnikliwym przyjrzeniu się, jako te mniej korzystne. Z gustem tak to już jakoś jest, że nie można się go do końca nauczyć z podręcznika, niezależnie od tego czy chcemy urządzić dom czy zostać samozwańczą stylistką.
Wiedza teoretyczna o maskowaniu mankamentów często nie przekładała się na praktykę. Co z tego, że długi naszyjnik wydłuża szyję i wysmukla sylwetkę, skoro, gryzie się z kształtem dekoltu czy marszczeniami na bluzce, a przez to wygląda o wiele gorzej, niż w teorii niekorzystny krótki naszyjnik. Niestety, miłość do mody w wielu przypadkach to uczucie bez wzajemności. Wnioskując po książce Krystyny Bałakier, do stylizowania innym predestynuje ją fakt, że jej mama była elegancką kobietą oraz to, że moda i doradzanie innym jest jej odkrytą po latach pasją.

Oczywiście prezentowane przez nią zarówno na blogu, jak i w książce „metamorfozy” są korzystne dla poddającym się im osób, ale daleko im do profesjonalnej pomocy stylisty. Jeśli ubiera się osobę, która na ostatnich zakupach była dekadę temu trudno nie osiągnąć widocznych efektów. Podobne przemiany byłaby w stanie wprowadzić średnio nawet zainteresowana modą, ale dbająca o strój córka czy koleżanka. Trochę jak w programie bardzo stylowej zresztą Mai Sablewskiej – była tragedia, został dramacik.

Bałwochwalcy klepsydr

Żyjemy trochę w paradygmacie figury „wychudzonej klepsydry” jako modelu do którego bezwzględnie powinnyśmy dążyć, tyle że dążąc do niego za wszelką cenę i wbrew naturalnym predyspozycjom osiąga się najczęściej efekt odwrotny do zamierzonego. Magda Gessler, wzór do naśladowania dla kobiet nieco większych, nie bawi się w sztuczne akcentowanie talii, której nie ma, żeby tylko z daleka proporcje wydawały się bardziej zbliżone do klepsydry (jak doradza Krystyna Bałakier).

Zresztą mało kto dobrze czuje się w stylizacjach a la „więc chodź i policz moje fałdy, te w żółtym i te w niebieskim”, które bronią się u tęższych osób najczęściej tylko na stojąco. Stąd takie bezwiedne gesty jak nieustanne podciąganie bluzek i sukienek, czy zakładanie dłoni na łokcie, żeby ukryć brzuch. Co z tego, że z 10 metrów może i będziemy przypominać sylwetkę okrzykniętą najponętniejszą, skoro będziemy czuć się jak zbyt mocno okręcona sznurkiem szynka. Zresztą moda od wielu lat szuka nowych, czasem zaskakujących proporcji ciała – przeskalowując linię ramion, rękawy i nogawki ubrań.

Bywa, że nawet kobiety, które dotychczas odnajdywały się znakomicie w doborze garderoby mają czasem mętlik w głowie, kiedy przekraczają pewien wiek lub/i rozmiar.

– Trafia do mnie coraz więcej klientek po 40. czy 50., najczęściej to są kobiety, które zawiódł stosowany dotychczas patent doboru garderoby. Czują się przytłoczone coraz mniej pasującą zawartością szafy, a z drugiej strony zagubione. Zmieniająca się figura wymaga często zbudowania stylu na nowo. Proszę sobie wyobrazić, że całe życie chodzi Pani w cygaretkach, szpilkach i dopasowanych koszulach, a potem nagle zaczyna Pani wyglądać okropnie w ulubionych zestawach, które dotychczas podkreślały i maskowały dokładnie to, co trzeba – mówi Jacyków.

– Mam jednak koleżanki i to nawet po 60., które bez wahania określiłbym mianem superlasek. Oczywiście to wszystko o czym mówimy to historia dużych miast, świadomych wartości wizerunku ludzi, którzy są przyzwyczajeni do dbania o swoją cerę i sylwetkę, ale granice niewątpliwie przesuwają się. Coraz więcej osób będzie się czuło młodziej mentalnie i fizycznie i będzie pragnęło stroić się niezależnie od metryki. Już teraz znam sporo kobiet, które po latach przestrzegania sztywnego zawodowego dress code’u odkrywają w sobie pasję do eksperymentowania – dodaje stylista.
– Nienawidzę takich zdań jak „nie wypada w tym wieku nosić lnianych spodni”. Rzeczy, których naprawdę nie wypada nosić jest niewiele, a i tak wszystko zależy od kontekstu, figury, stanu skóry i, nie oszukujmy się, także rozmiaru. Jeśli młoda, szczupła i wysoka dziewczyna założy workowaty zestaw starszej pani pt. za długa koszulka z krótkim rękawem i spódnica do połowy łydki, ale do szpilek i dużych okularów przeciwsłonecznych, to może to wyglądać świetnie i być dowodem kreatywności i świadomości stylistycznej – zżyma się Tomek, kiedy czytam mu kilka porad skierowanych do kobiet dojrzałych znalezionych w pismach kobiecych.

Otłuszczone odmładzanie

– Jako społeczeństwo obrastamy tłuszczem w zastraszającym tempie. Ludzie nie potrafią tego ogrywać i nie zdają sobie sprawy, że prezentowanie czterech fałd tłuszczu na plecach przeciętych białym stanikiem pod półprzezroczystą bluzką to już nawet nie brak klasy i stylu, ale do pewnego stopnia i kultury osobistej. Nie mówię oczywiście o małej nadwadze, tylko o tych wszystkich waleniach. Trochę a propos – popularne w Polsce białe, obcisłe spodnie, które uchodzą z jakiegoś powodu za eleganckie, to taki typ ubrania, w którym prawie nikt nie wygląda dobrze. Nawet rozmiar 38 może być w tym przypadku za duży. Z umiejętnością ubierania się jest trochę tak, że jeśli dziewczyna ma 20 lat i jest ciućmą, to z dużym prawdopodobieństwem ciućmą będzie i jako 50 latka, czego tu nauczać? Jak patrzę na okładkę przyniesionej przez Panią książki, to zastanawiam się co to ma właściwie być, gdzie ta kobieta się w ten sposób ubiera? Na audiencję u Królowej Angielskiej, czy przepraszam gdzie? – komentuje Tomasz Jacyków.

Ze stylu opartego głównie na chęci podobania się, niewiele zostaje po przekroczeniu sześćdziesiątki. Modą trzeba umieć się bawić, a jeśli nie nią, to przynajmniej tkaniną, wzorem i kolorem. Jeśli zapomnimy o tym pierwiastku zabawowym, rozumianym jako ucieczka od powagi, przy jednoczesnym strachu czy ktoś weźmie nasz strój zza „stosowny”, wcześniej czy później ktoś nazwie nas w autobusie „babcią”. To określenie o podobnej randze, co „towarzysz”. Oznacza, że w oczach przypadkowych ludzi przestało się być indywiduum i przeszło się do tako-samości.

– Co do odmładzania się strojem ja w to do końca nie wierzę. To zabrzmi jak banał, ale do pewnego stopnia wiek jest w głowie i to przekłada się na to, co na zewnątrz. Oczywiście nie twierdzę, że można być 16-letnią emerytką, ale jeśli nie mamy w głowie tych klapek, że coś wypada, a coś nie, żyjemy aktywnie, interesujemy się światem i spotykamy z ludźmi, to będzie to widoczne i w sposobie w jaki będziemy się starzeć i dobierać ubrania. A podręczniki stylu, które mówią co tak, a co nie, zamiast inspirować najlepiej omijać szerokim łukiem.
Nikt nie pomyśli o Korze, Helenie Norowicz czy o Krystynie Mazurównie per „babcia”, mimo że babciami są . Między innymi za sprawą stylu, mimo wieku, pozostają w pierwszej kolejności jednostkami. Nie zostały zdegradowane do poziomu funkcji sprawowanych w rodzinie. Sekret jest jeden – eksperyment na płaszczyźnie innej, niż upiększanie się i chęć żeby wyglądać olśniewająco, a nie młodo czy zgrabnie. Niezależnie od tego co dla kogo „olśniewająco” oznacza.

Zdjęcia Pani Jagi pochodzą z jej bloga Fashion50plus, którego serdecznie polecam wszystkim szukającym niebanalnych modowych inspiracji, niezależnie od wieku
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...