Mam 30 lat i kupiłem deskorolkę. Skateboarding przeżywa właśnie trzecią młodość

Piotr Dabov to jeden z najstarszych skejterów w Polsce
Piotr Dabov to jeden z najstarszych skejterów w Polsce Fot. Krzysztof Żabski
Z niektórych rzeczy nigdy się nie wyrasta i na niektóre nigdy nie jest się za starym. Tak jest z klockami Lego, komiksami czy graniem w nogę. Jedne rozrywki ewoluują np. klockami nie bawisz się, a obrazkowych historii nie czytasz już sam, lecz z synem. Drugie przeżywają regres: w piłkę nożną grasz tylko na konsoli, a mecz oglądasz z kumplami w TV. A jeszcze inne pozornie zarezerwowane dla młodzieży, są popularne wśród dorosłych jak pokoje zagadek czy paintball. Mamy też rzeczy, których za młodu nie miałeś okazji mieć lub robić. Tak było w moim przypadku z deskorolką, która wciąż się rozwija i jako hobby, i jako sport. Niektórzy niemal z niej nie schodzą jak np. 41-letni Piotr Dabov.

Piotr Dabov
Skejter

"Czy kogokolwiek dziwi widok pięćdziesięciolatka jadącego na rowerze? Chyba nie. Podobnie powinno być z deskorolką. To tylko kwestia podejścia kulturowego do tematu. U nas skateboarding rozpoczął się dopiero na początku lat 90-tych, a nawet u naszych południowych sąsiadów, w Czechach - wszystko świetnie działało już 10 lat wcześniej!"

Wyjątkowość skateboardingu polega na tym, że nie potrzebował czasu, by się przyjąć. – Deska była modna od kiedy się pojawiła – zapewnia Tomasz Dworczyk . To również "wiekowy" skejter. Ma niemal 30 lat i wciąż jeździ. Ma trochę inną historię niż ja, bo robi to od dawna, trochę też przypomina słynne opowieści o pracownikach korporacji, którzy rzucają wszystko i podróżują po świecie. On nigdy nie był typowym korpoludkiem i nie podróżuje ot tak sobie, ale z deską. Dorobił sobie na wyjazd i teraz zwiedza glob z deskorolką pod pachą. Był m. in. w Tajlandii, Malezji, Singapurze czy Kambodży. Bierze też udział w zawodach. Takich dojrzałych wyczynowców jest cała masa i grono stale się powiększa.

Kuala Lumpur Skate trip. Zostałem zaproszony do objechania miejscówek z Malezyjskim Magazynem Deskorolkowym i tak to wyszło.. że tylko to wyszło... Kac morderca nie miał serca... pożegnanie z KL

Opublikowany przez Tomasz Dworczyk na 20 sierpnia 2017
– Deska odbierana jest jako hobby, sport i wandalizm. Zależy od grupy wiekowej, a że w Polsce najwięcej jest ludzi starych, to jest uznawana za chuligaństwo i stratę czasu. Jednak ogólna opinia znacznie się poprawiła od czasów, kiedy zaczynałem w porównaniu do teraz. Ludzie w średnim wieku i młodzi się jarają. Coraz więcej rodzin przychodzi na skateparki popatrzeć o co w tym chodzi – mówi Dworczyk.



Być jak Tony Hawk
Deska to było od zawsze moje niespełnione marzenie z dzieciństwa, kiedy zasłuchiwałem się w kalifornijskim punku i śmigałem na wirtualnym decku w "Tony Hawk's Pro Skater 2". Gra wywoływała swego czasu ogromną modę na ten wyczynowy sport. Tak jak po Adamie Małyszu i grze "Deluxe Ski Jump" każdy chciał być skoczkiem narciarskim, a po filmie "Szybcy i Wściekli" i serii "Need for Speed" wszyscy się ścigali i tuningowali swoje auto.
Nie każdy mógł sobie jednak pozwolić na "odpicowanie bryki" czy trening w górach, a deskorolka była w zasięgu niemal wszystkich. Nie każdemu się to jednak udawało, bo deski nie kupimy ze zwykłego kieszonkowego. Barierą nie była tylko cena, ale i odpowiedni teren. Niby dla chcącego nic trudnego, ale w wielu miejscowościach nie było gdzie jeździć. Nawet dziś proste chodniki i ulice bez dziur nie są standardem, zwłaszcza w mniejszych miastach. Cała infrastruktura jednak zaczyna się poprawiać, a budżety obywatelskie mają tę zaletę, że pozwalają sfinansować "kaprysy" mieszkańców i skateparki wyrastają jak grzyby po deszczu. Kolejny boom na deskorolkę jeszcze przed nami – staje się przecież dyscypliną olimpijską. Sportowcy powalczą o medale już w 2020 roku w Tokio.
Sprzed komputera na deskę
Mój dobry kolega pochwalił się tym, że kupił sobie deskę. Marcin też się zbliżał do trzydziestki i postanowił zostać skejterem. Nie wiedział, jak to zrobić, więc zapytał o to byłego deskorolkarza "Jeśli czujesz się skejterem, to już nim jesteś" – taką usłyszał odpowiedź, ale zastanawiał się czy nie potrzebuje kupić deskorolki – "Możesz". Tak też zrobił, a ja pozazdrościłem mu i następnego dnia pojechałem do skateshopu. Za chwilę przecież traciłem trójkę z przodu (wieku, nie zębów), więc to był ostatni moment – teraz albo nigdy! Wybraliśmy się na skatepark i od razu chciałem wracać. Był okupowany przez nastolatków, w tym dziewczyny! Faktycznie poczułem się jak w czasach szkolnych wstydząc się, że coś mi nie wyjdzie i będę wyśmiany. Na szczęście obok "mebli" do popisowych numerów był prosty asfalt do jeżdżenia w kółko. Udało mi się nawet podskoczyć, co zostało udokumentowane poniżej.
"To jednak nie jest tak łatwe jak w Tonym Hawku" pomyślałem. Ucząc się jazdy na rowerze szło mi zdecydowanie lepiej, ale tutaj zwykłe balansowanie jest o wiele trudniejsze. Tricki to już wyższa szkoła jazdy! Nawet ten podstawowy: podskok specjalistycznie nazywanym "olliem" to dla mnie póki co abstrakcja.

– Im człowiek starszy, tym jest trudniej, ale jeśli mamy przygotowanie fizyczne to można próbować – mówi 26-letni skejter Mariusz Wójt. – Również im więcej mamy lat, tym bardziej boimy się upaść, przez co progres idzie wolniej, ale nie ma górnej granicy wiekowej – tłumaczy Wójt. Oj, wiem coś o tym. Po moim wielkim upadku na razie jeżdżę na swojej desce jak na longboardzie. Ma mniejsze kółka, więc nie jest tak wygodnie, a w kościach czuć każdą niedoskonałość podłoża.

Jeden z najstarszych skejterów w Polsce mówi jak jest
Rodzice i znajomi oczywiście pytali mnie, czy nie jestem na to za stary. Wtedy zawsze z tyłu głowy mam Piotra Dabova z Łodzi. Facet ma 41 lat i od 1991 roku niemal nie schodzi z deski. – Kocham skateboarding i nie zamierzam przestać – zapewnia "Bob Budowniczy" polskiej sceny deskorolkowej. Oprócz tego, że sam jeździ, prowadzi też sklep z ubraniami oraz akcesoriami i szkoli kolejnych adeptów tego wyjątkowego sportu.
Też zauważasz, że deska znów staje się modna? A może to ja się obudziłem z rękę w nocniku i trend wcale nie zmalał?

Kiedy ponad 25 lat temu zaczynałem jeździć, skejci byli traktowani jak banda dzikusów, odmieńców. Na początku lat dziewięćdziesiątych deskorolka była jednym z elementów "zachłyśnięcia się Zachodem", jednak nikt tego nie traktował poważnie. Bardziej jako przejściowa moda, czy też forma młodzieżowego buntu. Przez kolejne lata jazda na desce miała swoje górki i dołki jeżeli chodzi o popularność. Kolejna wielka fala popularności to zdecydowanie przełom wieku i gra "Tony Hawk's Pro Skater", w którą grał prawie każdy.
Obecnie skateboarding na stałe zadomowił się w świadomości społeczeństwa. Mamy już tak naprawdę drugie pokolenie skaterów w Polsce, gdzie rodzice mieli kontakt z deskorolką i rozumieją o co w tym wszystkim chodzi. Trwa kolejny boom na deskorolkę: od osób traktujących ją po prostu jako środek transportu, przez społeczności jeżdżące na skateparkach, jak również bardziej undergroundowe sceny deskorolki ulicznej, czy też grupy budujące nielegalnie rampy i bowle.

Nie trzeba się napocić, by zauważyć, że poprawiła się też infrastruktura. Zarówno jeśli chodzi o ulice, chodniki, ale i same skateparki. To już nie kilka rurek na krzyż, ale profesjonalne miejscówki. Może nie jest tak jak w Kalifornii, ale przynajmniej jest gdzie jeździć.

Paradoksalnie Euro 2012 bardzo pomogło skateboardingowi. Zazwyczaj było tak, że na kilkadziesiąt boisk "Orlików" budował się jeden skatepark obok. Często też oddolne inicjatywy lokalnej społeczności jeżdżących "wywalczyły" sobie park, albo któraś z gmin chciała się pochwalić i budowała taki obiekt. Obecnie w Polsce mamy około 200 miejsc do jazdy, z czego znakomita większość powstała w ostatnich dziesięciu latach. Skatepark, lepszy lub gorszy jest obecnie w praktycznie każdym mieście w Polsce.
Dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, ale czy w Polsce idzie z tego wyżyć? Skejterzy za granicą to przecież prawdziwe gwiazdy jeżdżące i zarabiające krocie, niektórzy stają się celebrytami jak właśnie Tony Hawk czy Bam Margera. Może to się zmieni, skoro staje się oficjalnym sportem.

W Polsce mamy właściwie dwa teamy, które prócz wsparcia sprzętowego dostają regularne środki na pokrycie kosztów wyjazdów. Do tego dochodzą coraz większe pule nagród finansowych, głównie podczas przystanków i finałów Mistrzostw Polski Polish Skate Federation. Od tego roku mamy też zgrupowania kadry. Finalnie można powiedzieć że mamy w kraju może kilkadziesiąt osób jeżdżących na deskorolce i utrzymujących się z niej.

Co myślisz o longboardach, fiszkach, hulajnogach itd. Ostatnio sporo ludzi używa ich jako środka transportu. I to nie tylko dzieci.

Plastikowa deska typu „fisz” wywodzi się od deskorolek do slalomu z końca lat siedemdziesiątych, można na niej właściwie tylko odpychać się i skręcać, ale na początek przygody z deską taka zabawka do przemieszczania jest jak najbardziej odpowiednia. Podobnie jest z longboardem, choć to nieco inna bajka.

Zawsze liczę że na 100 osób jeżdżących na takich deskach co najmniej 10 zacznie jeździć i robić triki. Jazda na hulajnodze jest łatwa, stąd wzrastająca popularność wśród dzieci i młodzieży. Właściwie po kilku godzinach można swobodnie poruszać się po całym skateparku, gdzie na dużo trudniejszej deskorolce zajmie to raczej tygodnie.
Wiemy już jak zacząć, ale czy jest jakaś górna granica w wieku? Z własnego doświadczenia wiem, że to trochę niebezpieczne.

Pamiętajmy że najstarsi aktywnie jeżdżący skejci w naszym kraju mają ponad czterdzieści lat i jest ich niewielu. Wystarczy, że pojedziemy za naszą zachodnią granicę, gdzie widok "panów" po czterdziestce jeżdżących na deskach specjalnie nikogo nie dziwi. Na swoich szkółkach mam uczniów w tym wieku, a stereotyp o wysokiej urazowości deskorolki to mit, wystarczy porównać sobie rodzaje kontuzji z tak popularną jazdą na nartach. Deskorolka jest po prostu trudna, z drugiej strony widowiskowa. Jednak, aby nauczyć się chociażby jeździć, skręcać, potrzebne jest kilka upadów, ale na obtarciach i lekkich stłuczeniach powinno się skończyć. Oczywiście jeśli nauka prowadzona jest pod opieką wykwalifikowanych instruktorów, ryzyko jakiejkolwiek kontuzji spada do minimum.

Uraz zdarzają się nawet najlepszym. Na Facebooku widziałem, że chodzisz w gipsie. Co ci się stało w nogę? Jak idzie gojenie? Czy rozpaczasz, że nie możesz jeździć?

Aktualnie złamałem kość strzałkową w nodze. Zważywszy na wiele lat bez poważniejszych kontuzji, musiało się to kiedyś stać. Nie rozpaczam za bardzo, bo obyło się bez śrubek i operacji, po prostu kości muszą się zrosnąć. Nauka jazdy na deskorolce to również moja praca, więc muszę doprowadzić się do stanu używalności jak najszybciej.
Na koniec o twojej szkółce. To też nowość, że jazdy na desce uczy profesjonalny instruktor

Od kilkunastu lat uczę jazdy na snowboardzie. Uczyłem jeździć również moje dzieci. Nigdy specjalnie nie miałem wielkiego talentu do jazdy, wszystko opłaciłem ciężką pracą przy nauce trików, było długo, trudno i niełatwo. To doświadczenie pozwoliło mi z łatwością "wychwytywać" błędy osób uczących się jeździć. Uczę jazdy na desce od prawie 10 lat, jednak wraz ze zdaniem państwowego egzaminu na instruktora deskorolki, oraz z rosnącą popularnością mojej "Super Skate Szkółki Piotra Dabov" szukam hali w Łodzi, inwestora z wizją, aby móc prowadzić zajęcia jeszcze bardziej profesjonalnie i być może "wychować" polskiego Tony'ego Hawka. Marzy mi się również stanowisko trenera Kadry Polski, czas pokaże. Trzymajcie kciuki i idźcie na deskę!
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...