Opakowanie elegantsze niż Chanel, a zawartość znacznie skuteczniejsza. Poznajcie młodą, polską markę kosmetyczną

Kosmetyki warszawskiej marki Lush Botanicals nie tylko świetnie działają, ale i będą stanowiły ozdobę każdej łazienki materiały promocyjne
Redakcyjnie odbywamy może i odrobinę powolną, ale za to konsekwentną krucjatę, ku naturalnej pielęgnacji. A jeśli przy okazji możemy wspomóc polskich producentów – tym lepiej. Poznajcie z nami markę, którą ostatnio testujemy – Lush Botanicals.

Ich produkty przekraczają definicję eko kosmetyków. Nie zawierają bowiem nawet konserwantów dopuszczanych w ramach certyfikatów ekologicznych. Z tego powodu po otwarciu przechowujemy je w lodówce, a na zużycie mamy zaledwie 10 tygodni (swoją drogą – jeśli na opakowaniu dowolnego kosmetyku widzicie symbol otwartego słoiczka z liczbą większą niż 3–4 oznaczającą zdatność do użycia po otwarciu – nie kupujcie, jest pełen chemii!).



Wyjątkowo eleganckie opakowania to nie tyle wynik ekstrawagancji projektanta, co nowoczesna technologia. Specjalne ciemnofioletowe szkło Miron Violet Glass nie przepuszcza żadnych promieni poza ultrafioletem, który zapobiega biodegradacji cząsteczek zawartych w kosmetykach.
Twórcy Lush Cosmetics nazywają swoje produkty pokarmem dla skóry. Biorąc pod lupę składy, trudno się nie zgodzić! W ofercie znajdziemy kremy do twarzy, dłoni, serum pod oczy czy płyn micelarny i tonik owocowy (85 zł za 100 ml). Lush Botanicals to wciąż marka niszowa, więc jeśli lubicie kosmetyczne nowinki, czas przełamać pierwsze lody. Nie da się ukryć, że nie są to produkty z najniższej półki cenowej (oscylują między 50, a 200 zł), jednak producent jest pewien, że do zakochania się wystarczy zaledwie kilka aplikacji – za 50 zł możecie zamówić 4 próbki dowolnych produktów i przekonać się na własnej skórze (i to dosłownie).

A tak między nami – zwariowałyśmy na punkcie kremu na noc Starlight, który nie tylko pięknie pachnie (drzewo sandałowe i cytrusy), ale też czyni cuda. Trudno się dziwić – mieszanka 8 rodzajów naturalnych olei, wielocząsteczkowego kwasu hialurowonego, witamin B5 i E i naturalnych ekstraktów (między innymi figa czy róża stulistna).


Ciężko podczas wizyty w popularnej drogerii dostać coś, co nie ma w składzie alkoholi czy parabenów. Jeszcze ciężej produkt, który nie zasili wielomiliardowego budżetu wielkich korporacji kosmetycznych. Takie marki jak Maybelline, Kerastase, Lanvin, Ralph Lauren czy The Body Shop mają wszak jednego właściciela, koncern L'Oreal i są tylko kilkoma z kilkudziesięciu brandów należących do francuskiego potentata.

Szczęśliwie rośnie liczba polskich marek kosmetycznych, które odwalają kawał dobrej roboty, oferując wyroby na bardzo wysokim poziomie. Testujmy i wspierajmy – kondycję swojej skóry, środowiska i ludzi, którzy mieszkają niedaleko nas, a w robione ręcznie kosmetyki wkładają serce.

Jeśli interesuje Cię naturalna pielęgnacja zobacz także artykuł o naszym detoksie kosmetykami naturalnymi

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...