Co zwiastuje mgła? O czym świadczą chmury? Specjaliści IMGW podpowiadają jak samodzielnie przepowiadać pogodę

Co zwiastuje mgła? O czym świadczą chmury? Sami możemy przepowiadać pogodę! Prawo autorskie: shabbang / 123RF Zdjęcie Seryjne
Czy wiecie, że słój z wodą pełen pijawek lub piskorzy był przed wiekami... narzędziem do pomiarów meteorologicznych? Podobno spoczywające na dnie przepowiadały ładną pogodę, a wijące się na powierzchni – deszcz. Ludzie zamiast korzystać z aplikacji pogodowych lub (tu z dużą stratą dla poprawy nastroju) słuchać Wojciecha Manna odczytującego prognozę w radiowej Trójce, patrzyli na robaki i ryby. Ale czy przypadkiem nie wiedzieli więcej niż my dziś?

Daję prawą rękę, że przynajmniej raz zastanawialiście dla jakiej szerokości geograficznej wasz smartfon wyświetla prognozę pogody (bo na pewno nie dla waszej). Na ekranie 13 stopni i deszcz, za oknem 18 i słońce. Na ekranie spokojny ciepły wieczór, za oknem wichura. I tak dalej. W tym roku, będąc na wakacjach pod namiotem nad samym morzem, zawierzając mojej aplikacji, zawiodłam się na prognozach, tych na najbliższych 12 godzin tyle razy, że w połowie urlopu wiedziałam już, że metoda inna niż patrzenie w chmury i czytanie z kierunku wiatru nie ma tam racji bytu. Żałuję tylko, że nie zabrałam ze sobą słoja z pijawkami.

Przytoczony przykład przepowiadania pogody pochodzi z książki "Przepowiednie niestałych zmian powietrza" Wojciecha Jastrzębowskiego, który w XIX wieku zajmował się spisywaniem ludowej wiedzy meteorologicznej. Większość z przepowiedni nie została potwierdzona naukowo. Lecz nie wszystkie! Bo jak się okazuje baczny obserwator życia mrówek czy zachowania kretów zostanie ostrzeżony przed deszczem, a nawet powodzią. Nawet popularne przysłowie o jaskółkach ma w sobie wiele prawdy. Poza tym, czy nie fajniej byłoby tak po prostu spojrzeć w wieczorne niebo, wyczuć kierunek wiatru i wiedzieć czy nad ranem powinniśmy spodziewać się słońca czy niepogody? No właśnie. Dlatego o praktyczną wiedzę synoptyczną (potwierdzoną naukowo!), którą może posiąść każdy zapytaliśmy specjalistów z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Oto, co można "wyczytać z nieba".

Polska pogoda

- Polska jest krajem, w której zmienność pogody jest nieporównywalnie większa niż np. w Wielkiej Brytanii, więc robienie prognozy nawet z dnia na dzień jest u nas znacznie trudniejsze – mówi dr Małgorzata Kępińska-Kasprzak, fenolog Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Nie jest to oczywiście zdanie mające usprawiedliwiać nietrafione prognozy pogody, bo te opracowywane przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej na 48 najbliższych godzin sprawdzają się w 90. procentach, na kolejnych 5 dni w 80. proc. To dowód, że prognoza pogody nawet na najbliższą dobę jest dla meteorologów wyzwaniem.

Prognozę opracowują synoptycy. Zaczynają od analizy mapy synoptycznej Europy. W ramach międzynarodowej wymiany informacji bardzo szybko otrzymują wyniki obserwacji ze stacji synoptycznych z całej Europy. Wszystkie obserwacje wykonywane są w czasie uniwersalnym, a ciśnienie zredukowane do poziomu morza, aby wyniki były porównywalne. Analiza mapy polega na zaznaczeniu zjawisk pogodowych, wykreśleniu izobar, czyli linii jednakowego ciśnienia, oznaczenia ośrodków niżowych oraz centrów wyżowych, narysowaniu frontów atmosferycznych, oznaczeniu mas powietrza. Aby opracować prognozę pogody należy mieć także dane o ciśnieniu, temperaturze i prędkości oraz kierunku wiatru co najmniej do 15 km w górę. W tym celu dwa razy na dobę wysyłane są sondy, w Polsce takie pomiary wykonuje się na trzech stacjach.


Synoptyk korzysta także z modeli numerycznych, które przedstawiają jak będzie wyglądać sytuacja baryczna w przyszłości. Wyniki modeli uaktualniane są cztery razy na dobę. Po analizie wszystkich potrzebnych materiałów, może w końcu powstać prognoza pogody w formie kilku zdań odczytywanych w radiach, telewizjach i publikowanych w sieci.

- Najtrudniej jest przewidzieć burzę występującą punktowo z chmury Cumulonimbus. Czasowo i obszarowo wiemy gdzie jest, ostrzeżenia są wydawane o kierunkach przemieszczania się burzy, ale nie mamy pewności gdzie uderzy z największym nasileniem – tłumaczy Maria Waliniowska, synoptyk Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. - Szczególnie groźne burze związane są z chłodnym frontem atmosferycznym. Na styku upalnej, zwrotnikowej masy powietrza, napływającej z południa kontynentu i znacznie chłodniejszej polarno-morskiej, która napływa znad Atlantyku tworzą się linie szkwałowe, wzdłuż których z południa na północ przemieszczają się gwałtowne burze, z silnymi porywami wiatru oraz z silnymi i nawalnymi opadami deszczu, a także opadami gradu. Jeśli widzimy na niebie ciemną chmurę, z charakterystycznym u góry kowadłem, to jest zapowiedź zbliżającej się burzy. W naszych szerokościach chmura Cumulonimbus może sięgać nawet do 15 km – wyjaśnia synoptyk.
Jeśli burza zastanie was na łące, najbezpieczniej będzie ukucnąć na ziemi z pochyloną maksymalnie w dół głową, wypiętą do góry pupą i złączonymi stopami. - To naprawdę ogromna siła. Gdybyśmy mogli złapać moc wszystkich piorunów do pojemnika, myślę, że małe miasteczko mogłoby z niego czerpać nawet przez rok – mówi Maria Waliniowska.

Sporo mówi się jednak o tym, że mamy szczęście żyjąc w takim, a nie innym miejscu na świecie, gdyż wiele z groźnych zjawisk atmosferycznych nas po prostu nie dotyczy. - W Polsce nie występują huragany, co nie oznacza, że nie obcujemy z wiatrami, które mają taką samą siłę - komentuje Maria Waliniowska. - Huraganem określa się silne cyklony, niże tropikalne, które tworzą się nad wyjątkowo ciepłym Oceanem Atlantyckim, gdzie temperatura powierzchni wody przekracza 26 stopni Celsjusza, a w tym roku wynosiła nawet ok. 30 stopni. Ciepła woda paruje i unosi się wysoko w górę, formują się wysoko rozbudowane chmury burzowe Cumulonimbus – wyjaśnia synoptyk. Jak się okazuje, do Europy huragany znad Atlantyku docierają jako rozległe i głębokie niże, które w ostatnich latach nazywane były orkanami.

Trąba powietrzna pojawiła się w Polsce. Sprawdź szczegóły na TVN Meteo

Opublikowany przez Fakty TVN na 19 sierpnia 2017
- Na terenie naszego kraju możemy obserwować również trąby powietrzne, które często "chodzą" charakterystyczną trasą od Śląska przez południe Mazowsza aż na Podlasie. Mają one bardzo wąski zasięg – na tej samej ulicy po jednej stronie potrafią zrobić niemałe zamieszanie, a drugą stronę pozostawić nietkniętą – opowiada Maria Waliniowska.

Jak daleko jest burza?

Dlaczego najpierw widzimy piorun, a później słyszymy grzmot? To wynik różnicy między prędkością światła, a prędkością dźwięku. Dźwięk rozchodzi się w powietrzu z prędkością 330–350 metrów na sekundę (w zależności od wysokości, wilgotności powietrza i ciśnienia), podczas gdy światło osiąga prędkość około 300 tys. km na sekundę. Policz ile sekund dzieli oba zjawiska, a dowiesz się jak daleko od ciebie jest burza!

Aby oszacować odległość w kilometrach, otrzymaną liczbę sekund podziel przez 3. Jeśli usłyszałeś grzmot po trzech sekundach, oznacza to, że uderzenie miało miejsce kilometr od miejsca, w którym się znajdujesz. Jeśli po 6 sekundach, piorun uderzył 2 km dalej, itd. Aby obliczyć odległość uderzenia pioruna dokładniej, możesz również pomnożyć liczbę sekund dzielącą błysk od grzmotu przez 340 (340 m/s to w przybliżeniu prędkość dźwięku). Wówczas wynik otrzymasz w metrach. Dla przykładu: 3 sekundy razy 340 daje nam 1020 m. Ponieważ 1000 metrów to 1 kilometr, więc odległość burzy to 1 km i 20 metrów. Ten wynik jest bardziej dokładny, niż gdyby podzielić liczbę sekund przez 3 (jak w kroku poprzednim).

Co ciekawe, to, jaka pogoda panuje w miastach nie jest wynikiem wyłącznie działań Matki Natury, lecz bywa niejako jej reakcją – do nagłych zjawisk pogodowych dochodzi częściej na tak zwanych wyspach ciepła. - Na podstawie prowadzonej przez IMGW-PIB działalności możemy potwierdzić, że warunki termiczne w miastach są cieplejsze, niż poza obszarem zurbanizowanym w obszarach podmiejskich i wiejskich. Jest to związane z jednej strony z szybszym nagrzewaniem się zabudowy miejskiej, niż terenów zielonych, jak również z kumulowaniem się energii cieplnej wydatkowanej podczas różnorodnej aktywności człowieka (użytkowanie środków transportu i różnego typu urządzeń elektrycznych, ogrzewanie pomieszczeń w chłodnej porze roku itd.). Zjawisko to nosi nazwę wyspy ciepła i związane jest z dużymi aglomeracjami. [...] Zimą zjawisko wyspy ciepła łagodzi mroźną pogodę, ale jednocześnie może powodować, że będzie bardziej wilgotno i mglisto, niż poza miastem oraz niekorzystnie modyfikować poziom zanieczyszczenia powietrza. [...] W ciepłej porze roku zjawisko to z pewnością pogarsza komfort życia mieszkańców miast i w przypadku upalnej pogody (fale gorąca) dodatkowo zwiększa zachorowalność i umieralność (szczególnie na choroby układu krążenia) – mówi dla Dzień Dobry Białystok Anna Martynuska, biometeorolog Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

W praktyce oznacza to, że w mieście latem łatwiej o gwałtowną burzę i obfite ulewy (ciepłe powietrze unosi się do góry, gdzie spotyka się z chłodnym), upały po zachodzie słońca oraz o smog zimą.

Chmury, mgła i owady

Jednym z najprostszych do obserwacji pogody zjawiskiem jest mgła. Dlaczego? Bo ona nigdy się nie myli - jej pojawienie się zawsze zwiastuje zmianę pogody, jednak to jej zachowanie powie nam, co konkretnie się wydarzy. - Jeśli uniesie się wysoko, utworzy chmurę, więc możemy spodziewać się opadów. Jeśli zaś opadnie na dół, czeka nas ciepły, słoneczny dzień. Piękną pogodę zwiastuje również poranna rosa – mówi Maria Waliniowska.

Nieco bardziej skomplikowana jest obserwacja chmur. - Jeśli z zachodu na niebie pojawiają się chmury piętra wysokiego Cirrus i szybko przekształcają się w chmury warstwowe Cirrostratus, to jest zapowiedź, że zbliża się front ciepły, a więc będzie padać. Z kolei chmury Cirrus płynące powoli ze wschodu na zachód występują podczas pięknej, słonecznej pogody – mówi synoptyk.
Najpopularniejszą i chyba najbardziej lubianą chmurą jest puchaty Cumulus. Nic dziwnego, jak mówi synoptyk IMGW, to chmury pięknej pogody. "Życie" małego cumulusa trwa od 10 do 30 minut, bardzo szybko potrafią się też przekształcać. Piękne kuzynki Cumulusów bywają zdradliwe – Cumulonimbus to chmura, której powinniśmy się bać z definicji – zwiastuje szkwał. Poznacie ją po charakterystycznym kowadle od góry.
Z kolei niebo pokryte jednolitą biało-szarą warstwą nie zwiastuje fatalnej pogody. Choć te chmury nie są zbyt ciekawe, popada z nich ewentualnie słaby deszcz lub mżawka. Urocze Altocumulus świadczą o nadciąganiu frontu chłodnego, Stratocumulus (baranki z ciemnymi i szarymi elementami) oznaczają załamanie pogody, a Altostratus (Słońce widoczne jak przez matowe szkło) przynoszą deszcz i śnieg.
- W Instytucie prognozujemy pogodę za pomocą profesjonalnych narzędzi i metod, nieprofesjonalnie można przepowiadać pogodę obserwując zachowanie niektórych zwierząt – dodaje Maria Waliniowska. Jak wiadomo, przysłowie o jaskółkach i deszczu jest prawdziwe. Jest na nie naukowe wytłumaczenie. - Gdy zbliża się deszcz, zwiększa się wilgotność powietrza i zmienia się ciśnienie. Wówczas owady, którymi żywią się jaskółki latają nisko przy ziemi, ponieważ jest im zwyczajnie ciężej wzbić się wysoko. Z kolei mrówki potrafią przewidzieć nie tylko deszcz – wówczas zamykają wszystkie wejścia do mrowiska – ale nawet powódź! Z tej wiedzy korzystali Indianie – opowiada Maria Waliniowska. - Kiedy te małe owady przeczuwają zalanie ich terenu "umawiają się" i wszystkie razem opuszczają mrowisko, szukając dla siebie innego schronienia. Z kolei pająki wyczulone są na poprawę pogody. Zaczynają przędzenie pajęczyny w czasie deszczu, gdy już wiedzą, że opady niedługo się skończą. Właśnie dlatego babie lato nazywamy przedłużeniem lata – bo może ono istnieć wtedy gdy nie pada, jest ciepło, a w nocy temperatura nie spada poniżej 10 stopni – dodaje nasz ekspert.

Czytaj z ruchu roślin

Choć obserwacja roślin i zwierząt nie jest dla Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej narzędziem do prognozowania pogody, którą widzimy w serwisie pogodynka.pl, to część jego naukowej działalności na tym właśnie się skupia. Fenologia to nauka zajmująca się obserwacją pojawów u roślin i zwierząt, które wskazują nadejście poszczególnych fenologicznych pór roku. W praktyce oznacza to, że stwierdzenie "pierwszy dzień jesieni przypominał pełnię lata" jest prawdziwe, o ile mamy na myśli pierwszy dzień kalendarzowej jesieni. Bo fenologiczne daty pór roku zawsze odnoszą się do faktycznego stanu przyrody. - Instytut od wielu lat prowadzi obserwacje roślin wskaźnikowych – mówi dr Małgorzata Kępińska-Kasprzak, fenolog IMGW. - Obserwujemy specyficzne fazy ich rozwoju, czyli pojawianie się pąków, kwitnienie czy dojrzewanie owoców i na ich podstawie obliczamy datę nadejścia danej pory roku. Roślin wskaźnikowych jest bardzo dużo. Instytut obserwuje 10 wybranych i na podstawie początku danej fazy, czyli np. początku zakwitania leszczy określamy początek fenologicznej pory roku – dodaje nasz ekspert.
Fenologiczne pory roku związane są z rozwojem roślin dziko rosnących. - Kluczowe w naszych obserwacja jest to, że obserwujemy rośliny w ich naturalnych warunkach, w których człowiek nie przykłada ręki do rozwoju danej rośliny. Podlewane, nawożone i ocieplane rośliny nie mogą być wskaźnikami – wyjaśnia dr Kępińska-Kasprzak. Co ciekawe fenologicznych pór roku jest osiem. Pierwsze to zaranie wiosny. – Wyznacza się je na podstawie kwitnienia leszczyny i podbiału, a leszczyna potrafi zakwitnąć nawet na koniec stycznia, zatem zaranie wiosny przychodzi zazwyczaj bardzo wcześnie. "Wczesną wiosną" kwitnie czeremcha i mniszek lekarski. Zaś "pełnia wiosny" to kwitnące bzy i kasztanowce – opowiada nasz ekspert.

W tej chwili fenologicznie mamy wczesną jesień. - Wczesna jesień już nadeszła, jednak nie we wszystkich rejonach kraju. Datę jej nadejścia wyliczamy na podstawie dojrzewania owoców leszczyny i kasztanowca oraz kwitnienia dzikiego wrzosu. Kiedy orzechy zaczną dojrzewać, a wrzos będzie w pełni kwitnienia wyliczamy średnią z trzech dat kiedy poszczególne fazy u tych roślin się rozpoczęły. Następna będzie jesień, a jej początek wyznaczy żółknięcie i opadanie liści kasztanowca, lipy oraz brzozy – wyjaśnia dr Kępińska-Kasprzak.
Jednak jak się okazuje, obserwacja liści kasztanowca nie musi prowadzić do jednoznacznych wniosków. - Liście kasztanowca żółkną coraz częściej w sposób nienaturalny i zaburza nam to obserwacje. Zarażone są kasztanowcowiaczkiem, robakiem, przez którego drzew chorują, przedwcześnie brązowieją i usychają – dodaje dr Małgorzata Kępińska-Kasprzak. Co więcej, obserwacja nadejścia poszczególnych fenologicznych pór roku nie sugeruje daty nadejścia kolejnej pory roku, czyli jeśli wczesna jesień przychodzi szybciej niż zwykle, nie oznacza to że i jesień zastanie nas prędko. - Często mówi się np. "wcześnie w tym roku opadły liście, będzie wczesna zima. Albo szybko odleciały ptaki, czyli zima tuż-tuż. Tymczasem rośliny i zwierzęta nie przewidują, czy nie przeczuwają tego, co nadejdzie za kilka miesięcy, lecz reagują na to, co już się w pogodzie wydarzyło. Ich zachowanie może posłużyć nam za wyjaśnienie tego, co w klimacie działo się przez ostatnie tygodnie. Zatem z tego, kiedy odlatują lub wracają ptaki, czy kwitną kasztany absolutnie nie można wyrokować przyszłej pogody – wyjaśnia dr Małgorzata Kępińska-Kasprzak.

Jak się okazuje, jeśli ptaki przyleciały do nas wcześniej, to najprawdopodobniej wynika to z niesprzyjających warunków w Afryce. Może była susza albo brakło im pożywienia? - Ptaki nie muszą "wyczuć" z dystansu tysięcy kilometrów nadchodzącej w Polsce wiosny. Z kolei kiedy odlatują nie zawsze oznacza, że kończy się lato. Podobnie jest z roślinami. Ich zachowanie jest wynikiem pogody sprzed ostatnich tygodni – mówi dr Małgorzata Kępińska-Kasprzak. Jest w tej logice jednak wiele pocieszenia. Wszak to, że w tym roku lato skończyło się nieco szybciej niż zwykle, nie oznacza, że nie czekają nas ciepłe dni i że jesień będzie bardzo długa.
Ponadto, większość instytutów meteorologicznych w Europie nie zajmuje się prognozami długoterminowymi, a jeśli to robią, to wyłącznie na własny użytek wewnętrzny. - Z pewnością dość poważne prognozy wybiegające kilka miesięcy w przód przygotowują NOAA (National Oceanic and Atmospheric Administration) oraz brytyjski Met Office. Są to jednak bardzo kosztowne analizy wieloskładnikowe, które nie polegają na obserwacji bieżącej pogody, lecz prądów oceanicznych, układów cyklonów i tak dalej. Są to badania wymagające gigantycznej wiedzy, równie gigantycznego zespołu i ilości modeli, na których powstają prognozy długoterminowe – opowiada dr Małgorzata Kępińska-Kasprzak i dodaje z uśmiechem: - Z tego co wiem, obie te instytucje prognozują, że nadchodząca zima będzie u nas ciepła. Z kolei dla Ameryki Północnej prognozowana jest zima zimna i śnieżna.

Prognoza z ciała, czyli kim jest meteoropata

Wbrew powszechnym przekonaniom, że na nasze samopoczucie ma wpływ wyłącznie spadek lub wzrost ciśnienia atmosferycznego, okazuje się, że oddziałuje na nas cały zespół czynników pogodowych. Biomet, o którym słyszymy przy okazji każdej prognozy pogody w telewizji i który wpływa na nasze ogólne samopoczucie nie jest analizą wyłącznie tego, co się dzieje z ciśnieniem. - Określenie, że biomet jest korzystny, obojętny lub niekorzystny jest komentarzem do prognozy pogody, nie analizą stanu faktycznego pogody. Jeśli prognoza się nie sprawdzi, nie sprawdzi się również prognozowany biomet – mówi Anna Martynuska, biometeorolog z Instytutu Meteorologii i Gospodarki. - Komentarz ten opracowujemy analizując prognozę wielu czynników atmosferycznych, takich jak prędkość wiatru, temperatura i wilgotność powietrza, wielkość i rodzaj zachmurzenia, natężenie i rodzaj opadów i tak dalej. Należy podkreślić, że prognozę warunków biometeorologicznych opracowujemy dla mieszkańców danej szerokości geograficznej, których przodkowie również mieszkali na tych samych terenach. Zatem osoby z dalekich zakątków świata, którzy są np. w Polsce przejazdem, niekoniecznie będą czuć się tak, jak określa to aktualny biomet. Człowiek najlepiej funkcjonuje kiedy pogoda jest stabilna – wówczas organizm nie musi się wysilać, by dostosować się do zmian. Korzystny biomet to sytuacja, w której jest ciepło, ale nie gorąco, wiatr jest przyjemnie odczuwalny, ciśnienie – stabilne, a przez chmury przebija się sporo słońca – dodaje nasz ekspert.

Co ciekawe, na pogodę reagują wszyscy, choć niektórym może się wydawać, że pozostają na nią obojętni. To jednak niemożliwe. - Organizm człowieka przystosowany jest do środowiska naturalnego, w którym żyje. Kiedyś człowiek żył w lesie czy na sawannie i jego organizm ze zmianami pogody jest oswojony. Dziś, gdy spędzamy coraz więcej czasu w pomieszczeniach zamkniętych, brakuje nam ruchu na świeżym powietrzu, jesteśmy na zmiany pogodowe znacznie mniej odporni niż setki lat temu. Jednak mimo to, pogoda nie powinna sprawiać dotkliwych problemów osobom o zdrowych, dobrze funkcjonujących organizmach – wyjaśnia Anna Martynuska. Wniosek jest prosty – jeśli jesteś jedną z osób, którym zawsze zimno, szybko łapiesz infekcje i dopada cię wszechogarniająca senność "na zmianę ciśnienia", wybierz aktywność poza domem. - Tylko w takich okolicznościach nasz organizm ma okazję, by poćwiczyć adaptację do zmian pogody. Skuteczne leczenie klimatyczne to z kolei min. 3 tygodnie spędzone nad morzem lub w górach, w bezpośrednim kontakcie z naturą. Tymi metodami naprawdę można pozbyć się przykrych objawów wynikających ze zmian pogody – dodaje biometeorolog.

Mechanizmy adaptacyjne, uruchamiane w celu dostosowania funkcji organizmu do zmiany pogody, nie są w pełni wykształcone u małych dzieci, zaś u osób starszych mogą być już osłabione. To dlatego dzieci bywają marudne kiedy "coś wisi w powietrzu", a osoby starsze narzekają na łamanie w kościach, gdy "idzie deszcz". Również organizm kobiety jest na ogół bardziej wrażliwy na tego typu zmiany, niż organizm mężczyzny. - Jednak gwałtowne zmiany pogody najdotkliwiej będą odczuwać meteoropaci, do których należy wiele osób z przewlekłymi schorzeniami. Rodzaj nieprawidłowej reakcji organizmu na zmiany pogody zależy od tego, które systemy adaptacyjne organizmu szwankują, np. osoby z wrzodami żołądka będą jesienią cierpieć bardziej na ból żołądka i tak dalej – wyjaśnia Anna Martynuska. Poważnym, choć bagatelizowanym w społeczeństwie problemem okazuje się depresja sezonowa. - To choroba widniejąca oficjalnie w międzynarodowym indeksie chorób, która dopada w naszej szerokości geograficznej niektóre osoby jesienią i zimą. Jest to zaburzenie związane głównie z brakiem słońca, dlatego często leczy się ją naświetlaniem specjalnymi lampami – dodaje nasz ekspert.

Sama meteoropatia jednak nie jest chorobą. Według Anny Martynuski, to wskaźnik sprawności naszego organizmu. - Są osoby, które rodzą się z pewną nadwrażliwością, jednak nasza wrażliwość na pogodę zależy od tego w jakiej ogólnej kondycji jest nasz organizm. Dlatego zmiany pogody będziemy znosić gorzej, gdy jesteśmy zmęczeni i niewyspani lub np. po urazach, operacjach czy też kiedy cierpimy na jakieś przewlekłe schorzenie. Jeśli zaś bez wyraźnego powodu staliśmy się na pogodę wrażliwi, warto się przebadać, bo może to oznaczać, że coś niepokojącego dzieje się z naszym organizmem – radzi ekspert IMGW.

Zgodnie z Prawem Wodnym IMGW-PIB zobowiązany jest do opracowywania krótkoterminowych prognoz pogody dla Polski na najbliższe 2 dni oraz progoz średnioterminowych na kolejnych 5 dni. Ponadto IMGW wydaje ostrzeżenia o groźnych zjawiskach pogodowych z odpowiednio ustalonym wyprzedzeniem czasowym oraz komunikaty, które relacjonują jak przebiega ostrzeżenie, a także prognozę niebezpiecznych zjawisk na kolejne 3 dni. Wszystkie prognozy i ostrzeżenia można śledzić na stronie intertnetowej IMGW, a także na pasaku w telewizjach regionalnych. Na stronie IMGW na bieżąco można obserwować dane radarowe jak i wyładowania atmosferyczne. Jest również opracowywana prognoza burz na najbliższych 36 godzin.

Obserwuj Bliss na Instagramie.
Trwa ładowanie komentarzy...