Bajki zdarzają się naprawdę. Ta dziewczyna stworzyła kosmetyki doceniane na świecie i wciąż mało znane w Polsce

Na zdjęciu Magda Beyer, założycielka kosmetycznej marki Fridge by yDe. Fot. Maciej Stanik
Istnieje pewna perska legenda wyjaśniająca, jak róża została królową kwiatów. Na początku królem był lotos - niezwykle piękny i mądry. Jednak kwiaty narzekały, że w nocy król jest zaspany, a nawet potrafi zamknąć szczelnie swój kielich i schować się pod wodą, nie chroniąc ich przed zagrożeniami. Wszechmogący sprawdził, jak jest naprawdę. I rzeczywiście, lotos nie czuwał w nocy. Bóg zrozumiał, że kwiaty słusznie prosiły go o nowego władcę i dał im jako królową nieskazitelnie piękną różę, uzbrojoną w kolce, które nie pozwalały jej zasnąć i pomagały zachować czujną uwagę przez cały czas. Kwiaty były zachwycone i od tej pory to róża jest królową kwiatów.

Współczesna bajka o róży dzieje się w Polsce. Zaczęła się od kupienia przez Magdę i Szymona Starzyńskiego Dworu, starego pocysterskiego folwarku. – To było jakieś czternaście lat temu, opowiada Magda. Pracowałam jeszcze wtedy w reklamie, którą uwielbiałam bo jest niezwykle kreatywna i dynamiczna. Idealna dla ludzi, którzy nie mają dzieci. A wtedy byłam w ciąży, więc po urodzeniu syna pomyślałam, że chciałabym coś w moim życiu zmienić.

I pewnie byłaby to historia jakich wiele, gdyby nie fakt, że Magda stworzyła pierwsze w stu procentach naturalne kosmetyki, znane i doceniane w całej Europie.
- To ciekawe, że na każdą historię składa się kilka różnych zdarzeń, sytuacji, które potem niespodziewanie splatają się w jedną całość, mówi Magda. – Rozglądaliśmy się za domem nad morzem, takim do którego można wyskoczyć na weekend. Te poszukiwania trwały ładną chwilę. Zdarzało nam się spędzić w samochodzie niejeden weekend w poszukiwaniu tego wymarzonego miejsca. Kiedyś trafiliśmy do małej wsi w okolicy Pucka, dziesięć kilometrów od morza, do pocysterskiego folwarku. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Przestrzeń, park i zabudowania folwarku zrobiły na nas ogromne wrażenie. Od razu wiedzieliśmy, że musi być nasz. Po czasie okazało się, że folwark ma również niezwykle ciekawą historię. Przez setki lat Cystersi hodowali tam zioła i uprawiali ogród warzywny. To było miejsce, w którym odpoczywali. Dzisiaj nazwalibyśmy je sanatorium, opowiada Magda.
- Tuż obok mieszkali nasi znajomi, którzy hodowali zioła i którzy namawiali nas na ich uprawę. W końcu folwark idealnie się do tego nadawał. Wpadliśmy na pomysł plantacji dzikiej róży. I tak obsadziliśmy nią pola wokół. - Studiując jej właściwości wpadłam w zachwyt. Prawdziwa bomba witamin! - opowiada Magda. - W naturalny sposób zaczęłam interesować się zastosowaniem róży w kosmetykach. Od tego był zaledwie krok od podróży na targi kosmetyczne. Kiedy zobaczyłam jak wygląda rynek, przyszedł mi do głowy pomysł na stworzenie czegoś, czego jeszcze nie było. Nie tylko w Polsce ale w ogóle na świecie. Dziesięć lat temu na rynku nie było kosmetyków w 100% naturalnych. Takich, które nie zawierają grama konserwantów. Bo nawet te naturalne je zawierały, choć były to konserwanty ekologiczne. Jednym z nich był na przykład alkohol. Jakkolwiek naturalny, trzeba sobie zdawać sprawę, że substancje odżywcze, które znajdują się w składzie kosmetyku nie są w stanie zadziałać, ponieważ alkohol je niszczy.
- Chciałam więc stworzyć markę ekstremalną, wspomina Magda. Mam twórczą naturę, dlatego praca włożona w budowanie czegoś od początku i kreowanie są dla mnie naturalne. Dostałam to chyba w genach, śmieje się. Zresztą to rodzina mnie ukształtowała, mówi. Ojciec jest żeglarzem, wilkiem morskim, człowiekiem małomównym ale z dużym poczuciem humoru. Mogę na nim polegać na 300%. Z domu wyniosłam samodzielność ale też dystans do siebie, w tym sensie, że nie cackam się ze sobą. Tato zawsze był konkretny, po prostu pewne rzeczy trzeba było zrobić. Pamiętam, jak zabierał mnie w rejsy. Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby powiedzieć że nie chcę, że się boję. Po prostu płynęłam i już. Podobnie było z nartami. Tato uznał, że muszę nauczyć się jeździć. Nieważne czy była śnieżyca, mgła, czy mróz. Zakładałam narty i szusowałam ze Śnieżki. Zamarzały mi łzy na policzkach, ale zaciskałam zęby i zjeżdżałam z tych gór. Mimo, że dla dziecka to wymagające doświadczenia, mnie ukształtowały.

Tę konsekwencję i siłę Magdy podziwia nie tylko jej mąż Szymon, ale również przyjaciele. – Magda jest szalenie twórcza, a przy tym uporządkowana i konsekwentna, opowiada Szymon. To bardzo rzadkie połączenie, mówi. Wystarczy spojrzeć na nasz dom czy Starzyński Dwór, by zobaczyć, że to jej ręka i jej pomysły je ukształtowały. Fridge zresztą jest takim miejscem, gdzie te wszystkie jej cechy ‘się spotykają’. Magda doskonale tę firmę zorganizowała. Oprócz świetnej atmosfery, Fridge ma rozbudowany dział R&D, który tworzy nieproste i wyjątkowe receptury kosmetyków. - Bardzo to w niej podziwiam, mówi Szymon. Sam od lat jestem menadżerem, ale Magda jest lepsza ode mnie. Wszystko tam chodzi jak w szwajcarskim zegarku.


To połączenie cech może zaskakiwać o tyle, że Magda jest typem wrażliwca, artystki. - Byłam dzieckiem, które żyło w swoim bardzo bogatym, rozbudowanym świecie, opowiada Magda. Jak wspomina moja mama, mogła mnie zostawić na trzy godziny w swoim pokoju, a ja przez ten czas wśród kartek i rysunków tworzyłam swoje przestrzenie, potrafiąc się tak bawić całymi godzinami. Miałam wtedy jakieś sześć lat. - Pamiętam swój stolik z kredkami i farbami, uśmiecha się Magda. Bardzo lubiłam oglądać i czytać bajki. Szczególnie te z ilustracjami Szancera. Do tej pory mam te, w których sama coś domalowywałam. Byłam dzieckiem, które potrafiło sobie bardzo dobrze zorganizować czas. Nigdy nie mówiłam ‘mamo nudzi mi się’. Interesowało mnie wymyślanie swoich światów. Rysowałam królewny z papieru, wycinałam, domalowywałam im ubranka. Tak tworzyłam całe historie. Zostało mi to do dzisiaj, bo Fridge jest właśnie takim światem. Bajkowym, czułym, niezwykle kobiecym i przyjaznym.
- Z domu wyniosłam też, że ludzie są ważni, że trzeba na nich patrzeć. Ważna jest dla mnie uczciwość i kreatywność, pewnie dlatego stworzyłam takie produkty, których sama chciałabym używać. Zresztą wydaje mi się, że kobiety, które tutaj przychodzą też to czują. Mamy klientki, które są z nami od samego początku. Na przykład pani Joanna z Zamościa, która kiedy do nas przyjeżdża, wita się z nami jak z domownikami. Nasz sklep nie wygląda jak sklep. Teraz siedzimy przy dużym stole, przy którym swobodnie rozmawiamy. Dziewczyny przynoszą koszyczek z testerami wprost z lodówki, pijemy herbatę. Więc ta wizyta nie jest zwyczajną wizytą. Klientki opowiadają nam o swoich problemach, również tych życiowych, które przekładają się na problemy z cerą, śmieje się Magda. Wymieniają się między sobą doświadczeniami. Tworzymy więc taką małą społeczność.

- Pierwsze kremy psuły się po dwóch tygodniach, wspomina Magda. Mówiłam sobie wtedy ‘to nic’ i dalej robiłam swoje. Grupa zdolnych chemików pasjonatów prowadziła testy, które trwały dwa lata. Udało nam się wypracować receptury, z których byliśmy bardzo zadowoleni,dodaje Magda. Wszystko testowałam na skórze własnej, swoich przyjaciółek i rodziny. Dla jednego z naszych kultowych kremów zrobiliśmy specjalistyczne testy działania na skórę. Panie z laboratorium, w którym je wykonywaliśmy, po zakończeniu badań powiedziały nam, że powinniśmy się chwalić wynikami na prawo i lewo, bo tak dobre nigdy im jak dotąd nie wyszły. Nasze receptury celowo mają bardzo ograniczoną liczbę składników. Kobiety nie koniecznie zdają sobie sprawę z tego, że jeżeli w kremie jest trzydzieści składników, to każdego z tych składników jest na tyle mało, że nie jest w stanie zadziałać. Więc ich rozbudowany skład jest zabiegiem czysto marketingowym. Dodatkowo wielka ilość składników to potencjalne alergie! Dużo zbiegów okoliczności sprawiło, że Fridge powstał. Ale wszystko tak naprawdę zaczęło się od naszej róży, która jest bombą witamin i głównym składnikiem naszych kremów.
- Tak to jakoś już jest, że kobiety zawsze szukają kremu idealnego, dodaje Magda. Ten, który wybiorą jest dobry na chwilę. Ale za moment jest już niewystarczający i chcą spróbować kolejnego. Nieustanna pogoń za młodością, nowościami i eliksirami, które nas odmłodzą to jest to, czego szukamy. I to chyba jedyny obszar życia, w którym trudno nam dotrzymać wierności temu jedynemu, śmieje się Magda. - Oczywiście, na początku miałam wątpliwości, bałam się, czy klientki będą chciały używać naszych kremów. W końcu trzymanie ich w lodówce jest uciążliwe. Poza tym, wtedy, te 10 lat temu, na polskich półkach dominowały marki francuskie, dr Eris, Ziaja i Tołpa. Więc skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie miałam wątpliwości. Odnosiłam wtedy wrażenie, że Polacy mają kompleksy i to co polskie, w ich mniemaniu nie może być dobre. Dopiero po paru latach, okazało się że my Polacy też jesteśmy zdolni.
Szymona, męża Magdy jej sukces zupełnie nie dziwi. – Magda ma to w genach. Jej babcia przed wojną była instruktorem szkolącym pilotów, dziadek dużym przedsiębiorcą. Z kolei ojciec Magdy jest jednym z najlepszych kapitanów jachtowych w Polsce, opowiada Szymon dodając przy tym, że Magda ma wiele cech stereotypowo uważanych za męskie. - Jest świetnym żeglarzem, choć nie lubi tego robić. Żartuję często, że jest idealna na sztorm, bo jej umiejętności pozwalają żeglować w najtrudniejszych warunkach. I to nie na mazurskich jeziorach, ale na otwartym morzu. Niestety rzadko daje się na żeglowanie namówić. Doskonale też jeździ na nartach. Uwielbiam na nią patrzeć, myślę sobie wtedy, że nie tylko świetnie jeździ, ale też pięknie wygląda, dodaje Szymon. - Doskonale prowadzi samochód. Zawsze jeździła sportowymi autami – najpierw Subaru WRX, potem Nissanem GTR, czyli najbardziej agresywnym samochodem jaki można mieć. Lubi wyraziste rzeczy, jest piekielnie inteligentna, ujmująca i ma fantastyczne poczucie humoru, dodaje Szymon.

Tę ostatnią cechę Magdy uwielbiają również jej przyjaciele, których Magda ma naprawdę wielu. Jednym z nich Marek. Wspomina ją jako śliczną dziewczynę z końskim ogonem i świetnego kompana z ogromnym poczuciem humoru. - Znajomi uwielbiali z nią być, wszyscy chcieli się z nią kumplować, mówi Marek. - Zresztą od czasów liceum to się nie zmieniło. Poza tym Magda to normalna dziewczyna, która na przekór swojej wyjątkowej i eterycznej urodzie jest życiową twardzielką. Pewnie dlatego jej sukcesy nigdy mnie nie dziwiły, dodaje Marek.
A te przyszły naprawdę wcześnie. Wystarczy wspomnieć, że Magda dostała się na oblegany kierunek malarstwa na ASP w Gdańsku. I to na pierwszym miejscu, gdzie na jedno przypadało kilkunastu kandydatów. – Po skończeniu kierunku, wciągnęła mnie reklama, która po części jest kreatywna, a po części użytkowa, mówi Magda. Kiedy ma się te dwadzieścia parę lat, nie ma się w sobie treści, które można przelać na płótno. One odkładają się w człowieku w miarę zbierania życiowych doświadczeń, emocji czy przeżyć. - Pewnie dlatego malarstwo wróciło do mnie dopiero teraz, dodaje po namyśle. - Pracownię mam w Starzyńskim Dworze. Maluję gigantyczne obrazy i to jeden z powodów, dla którego nie zaopatruję się w sklepie dla plastyków, ale w Castoramie, w której kupuję wiadra farby, folii czy agrowłókniny do ogrodów. Moje obrazy są warstwowe. Najpierw powstaje pierwsza, potem domalowuję, dorabiam kolejne. Potrafię nałożyć ich na siebie nawet kilkanaście. Oczywiście kiedyś nadchodzi kres ich nakładania, śmieje się Magda, dodając, że najlepszy moment życia ma właśnie teraz, mając 48 lat. - Wszystko się ładnie składa, mam swoją fridżową bajkę, wróciło malarstwo, mam dwójkę dzieci na które kiedyś nie byłam zupełnie gotowa. Teraz też malarstwo ma dla mnie większy sens. Elementy, które przewijały się przez całe życie, skleiły się współgrając ze sobą w jednej całości.
We współczesnym świecie, wbrew pozorom, nie jest trudno o bajkę. Ma ona nie tylko piękną bohaterkę ale też szczęśliwe zakończenie. Róża jest różą, róża jest różą, róża jest różą... - pisała mistrzyni modernizmu i przyjaciółka Picassa, awangardowa poetka Gertruda Stein. Tak naprawdę róża jest o wiele starsza od człowieka - i może dlatego tak wiele wie o tym, jak łączyć przeciwieństwa i być przy tym piękną i silną.

Materiał został przygotowany we współpracy z marką Fridge by Yde

Trwa ładowanie komentarzy...