Testujemy pomadki i wybieramy najtrwalszą z nich. Zwycięzcy to najlepsze, co kiedykolwiek miałyśmy na ustach

Szukamy najtrwalszej pomadki wśród najlepszych. fot. natemat
Nie wiem jak wy, ale osobiście uważam, że do tego, jak się ubieramy i malujemy każda z nas musi dorosnąć. Jeśli jako nastolatki chowałyśmy się pod kilkoma warstwami pudru, z pewnością nadejdzie moment, w którym dostrzeżemy, że nie zawsze warto za wszelką cenę zamaskować każdy mankament cery. Jeśli zaś dotąd nie miałyśmy odwagi używać mocniejszych kolorów w makijażu, w końcu ochota na zakup czerwonej szminki nas przerośnie. I ja zaliczam się do tej drugiej grupy.

Od zawsze podobały mi się ładnie umalowane usta, a w oczy rzucały te kobiety, które wybierały wersję saute. Mimo to nie mogłam się przemóc – za każdym razem zakup kolorowej pomadki czy błyszczyka kończył się tym, że idąc po ulicy myślałam tylko o tym, że się wygłupiłam i każdy patrzy na mój źle dobrany makijaż. Dziś wiem, że to wina między innymi złej jakości produktów, na które trafiałam. Szminek, które się rozmazują, zostają na szklankach i sztućcach, brzydko „się zjadają”. Nie dają elementarnego poczucia bezpieczeństwa. Swego czasu uświadomiła mnie o tym blogosfera. Tak w moje ręce trafił pierwszy w życiu zadowalający kosmetyk – matowa pomadka w płynie marki Wibo Million Dollar Lips.



Na co dzień nie chcę jednak przywiązywać się do jednej formuły – matowej pomadki w płynie, tym bardziej, że Wibo ma w swej ofercie tylko 6 kolorów. Dlatego w poszukiwaniu idealnej pomadki codziennej testowałam również te kremowe. To oznacza, że test ten z definicji nie jest równą walką, dlatego i werdykt nie będzie jeden. Czego wymagam? Pomadki w płynie mają zastygać, kolor ma „wchodzić” w usta. Nie powinny się kleić, raczej dawać poczucie, że usta nie są niczym pokryte. Z kolei od pomadek kremowych nie wymagam, by były całkiem niewyczuwalne i zupełnie „nierozmazywalne”, jednak chcę, by ta jedyna w sztyfcie była bezpieczna i trwała – by trzymała się na swoim miejscu i dawała poczucie nawilżenia i komfortu. Wybór faworytów okazał się zadaniem ekstremalnie trudnym.

Wibo, Milion Dollar Lips

Test zaczynam od mojego wspominanego numeru jeden, czyli pierwszej matowej pomadki, której zaufałam na tyle, by z ostrym kolorem na ustach jeść przy ludziach potrawy, mówiąc eufemistycznie, mało dietetyczne. Konkretnie bigos, golonka, rosół. Okazją było wesele. Nie zawiodłam się. Tak jak umalowałam się w łazience przed imprezą, tak wyglądałam kilka godzin po jej rozpoczęciu. Jednak nie oznacza to, że Million Dollar Lips nie ma minusów. Ale po kolei.
Aplikacja, pigmentacja
Aplikator jest długi i precyzyjny, naprawdę wygodny. Pigmentacja godna podziwu. Pomadka jest gęsta i matowa już w swojej konsystencji – nie klei się, nie jest śliska. Dzięki temu łatwo się jej używa.

To, co czuję
Nie tworzy na ustach skorupy. Jeśli macie suche usta, może podkreślać ich fakturę, jednak nie wywołuje poczucia dyskomfortu. Dodatkowy plus to jej zapach – przyjemny, kosmetyczny. Pomadka nie ma jednak smaku.

Trwałość
Zastyga dosłownie chwilę i ani drgnie. Serio. Dopiero po kilku godzinach mówienia, jedzenia i picia zaczyna się ścierać. Dzieje się to jedynie na wewnętrznej stronie ust – dość mocno się odcina, jednak kolor na samych wargach pozostaje nietknięty. Łącznie z konturem. Nie zostawia najmniejszych śladów na ubraniach, skórze, brzegach szklanek czy widelcach - nawet chwilę po aplikacji. Jej minusem jest to, że po kilku godzinach bez poprawek zaczyna być odczuwalna na języku – jak drobniutki piasek na ustach. Po kilku poprawkach tworzą się też wyraźnie odczuwalne zgrubienia, które wizualnie dają efekt wysuszonych ust (o 3 nad ranem zdecydowanie polecam umalować się od nowa, choć demakijaż to nie lada wyzwanie). Wątpliwa jest ogólna trwałość kosmetyku. Po kilku miesiącach od otwarcia pomadka staje się gęstsza i trudniejsza w aplikacji.

Werdykt
To bardzo dobry produkt, zwłaszcza, że kosztuje ok. 10 zł. Jednak ze względu na wąską gamę kolorystyczną zdecydowanie nie dla każdego i nie na każdą okazję. Dla mnie większość odcieni jest za mocna, by używać pomadki Wibo na co dzień, lub po prostu mi nie do twarzy. Dlatego szukam dalej.

Essence, Vibrant Shock

… i przekornie nie chwytam się od razu pierwszego hitu internetu (o nim za chwilę), lecz za nowości od równie taniej i popularnej drogeryjnej marki, która ma na swoim koncie kilka wyjątkowo udanych produktów (essence zasłynęło z dobrych jakościowo kosmetyków do stylizacji brwi). Można więc uznać, że essence depcze Wibo po piętach, a Vibrant Shock to pomadka, którą śmiało z Million Dollar Lips można porównać. Ma mieć matowe wykończenie i gwarantować „no-wear-feel”. No cóż...
Aplikacja, pigmentacja
Aplikator jest długi, zgrabny i precyzyjny. Pomadka jest kremowa, jakby mokra i chłodna, a w dodatku pachnie owocową gumą do żucia. Używanie jej to prawdziwa przyjemność. Zwłaszcza, że doskonale kryje, nie tworzy skorupy, nie robi prześwitów, plam. Klasa.

To, co czuję
Gdy mija rytuał aplikacji, robi się mniej wesoło. Pomadka nigdy nie zasycha i nie staje się całuśnoodporna. Usta się kleją, są odczuwalnie obciążone i jakby suche. Nici z „no-wear-feel”.

Trwałość
Choć wygląda nieźle nawet po jedzeniu, nie daje poczucia bezpieczeństwa. Poza tym brudzi wszystko, czego dotkniemy ustami.

Werdykt
W moim odczuciu to pomadka „kościołowa”, bo nadaje się wyłącznie na okazję bez picia, jedzenia i mówienia. W innych okolicznościach, po godzinie zostaje po niej jedynie kontur ust.

Golden Rose, Longstay Liquid Matte Lipstick

Po dość gorzkim zawodzie związanym z pomadką essence, nie miałam ochoty na eksperymenty z nowościami, więc sięgnęłam po wspomniany hit internetu. Pomadka Longstay Liquid Matte Lipstick od Golden Rose na największym kosmetycznym forum ma ocenę 4,3 na 5 z ponad 360 recenzji. Celowo nie zwróciłam się w stronę jej odpowiednika w sztyfcie, który ma jeszcze wyższą ocenę wystawioną przez niemal 800 dziewczyn, ponieważ mnie zawiódł całkowicie. Velvet Matt w sztyfcie brzydko „się zjada” i wysusza moje usta, dlatego do wersji w płynie podeszłam z dużą ostrożnością.

Aplikacja, pigmentacja
Aplikator jak u wszystkich poprzedników – w porządku. Wygodny, precyzyjny, bezproblemowy. Konsystencja lekka, ale nie klejąca. Pigmentacja niewiarygodna – można zetrzeć z aplikatora wszystko, a i tak uzyskamy intensywny jednolity kolor. W bonusie cudny zapach lodów waniliowych.

To, co czuję
Pomadka tworzy automatycznie zastygającą przyjemną satynową powłokę, która ani odrobinę się nie klei i nie ślizga. W żaden sposób nie obciąża ust, wręcz przeciwnie – zostawia uczucie komfortu większego niż kiedy usta mamy „nagie”. Czuję się absolutnie bezpieczna i zadbana, usta wydają się pełniejsze.

Trwałość
Longstay Liquid Matte po tłustym obiedzie ani drgnęła. Nie starła się, nie zostawiła najmniejszego śladu na brzegu szklanki, widelcu czy policzku mojego męża. Pod względem trwałości jest tak dobra jak Wibo, ale efekt jaki daje jest lepszy – nie podkreśla faktury ust tak bardzo, nie tworzy zgrubień, nie czuć jej na języku. To ideał!

Werdykt
Zdecydowanie jest to matowa pomadka codzienna, której szukałam – wybór kolorów jest duży i choć jest wiele niebezpiecznych zimnych i ciemnych, to tych zachowawczych również. Od numeru 13 otwieram swoją kolekcję – będzie duża, bo pomadki Golden Rose kosztują niecałe 20 zł.

Eveline Cosmetics, Long Lasting Formula Velvet Matt

Będąc przekonaną, że nie znajdę nic lepszego wybrałam do zestawienia ostatnią pomadkę w płynie – nowość od Eveline Cosmetics. Też matowa, również w „tytule” obiecująca długotrwałość. Zachęcił mnie mocny kolor Chocolate Red i dobre doświadczenia z kolorowymi kosmetykami Eveline.
Aplikacja, pigmentacja
Pierwszy raz nie było łatwo. Choć aplikator niczym nie różni się od pozostałych opisywanych, konsystencja pomadki jest tak śliska i rzadka, że naprawdę trudno się nią precyzyjnie umalować. Co więcej, pigmentacja nie jest tak wysoka jak w przypadku wcześniej testowanych pomadek, więc jedno pociągnięcie nie wystarczy – trzeba domalowywać, poprawiać i uzupełniać. Kiedy już uda wam się zrobić równy makijaż, efekt jest powalający. Warto się pomęczyć z aplikacją również z innego powodu – to, jak pomadka od Eveline zachowuje się później jest w porównaniu z kiepskim początkiem naprawdę zaskakujące.

To, co czuję
Czuję, że po kilku poprawkach mam za dużo kosmetyku na ustach. Zresztą wszędzie zostawiam ciemne plamy, więc postanawiam pozbyć się kosmetyku z ust i „odbijam” usta na chusteczce tyle razy aż przestaję zostawiać ślady. I wiecie co? Boski efekt ciemnych, równych pełnych ust nie zniknął. Wręcz przeciwnie. Kolor ładnie zmatowiał, ale nie zblakł i stał się bardzo, ale to bardzo stabilny. Zupełnie nie czuję się umalowana. To pierwsza pomadka jakiej kiedykolwiek używałam, która naprawę dała mi efekt „no-wear-feel”. Przysięgam, że od razu zapomniałam, że jestem umalowana.

Trwałość
Jedno zdanie – idealna. Zero przetarć, zero plam, odrobinę jaśniejszy kolor wewnątrz ust. To wszystko.

Werdykt
Kupię jeszcze kilka wystrzałowych kolorów i następnym razem to w jednej z pomadek Eveline pójdę jeść wśród ludzi. Minus to brak kolorów codziennych – to szalona paleta dla odważnych.

Margaret Astor, Perfect Stay Fabolous

Na tym etapie próby odnalezienia idealnej pomadki codziennej poczułam ogromne nasycenie wersją pomadek w płynie. Znalazłam znacznie więcej niż szukałam – po teście mam w swojej kosmetyczce dobre produkty zarówno na okazje specjalne, jak i wielofunkcyjne. Jednak to, czego brakuje pomadkom tego typu to właściwości nawilżające i gwarancja poczucia nie tyle bezpieczeństwa podczas jedzenia, co pielęgnacji i komfortu. Wiedziałam, że czeka mnie nie lada zadanie, bo pomadek w sztyfcie nie lubię z prostego powodu – nigdy dotąd nie poznałam takiej, która daje kolor, nawilżenie i poczucie bezpieczeństwa. Dlatego tym razem zdałam się w stu procentach na rekomendacje zaufanych osób.
Aplikacja, pigmentacja
Niestety, mój pierwszy wybór potwierdził obawy i był kolejnym kiepskim doświadczeniem makijażowym. Polecona, cudownie czerwona pomadka Margaret Astor była tak miękka, że nie byłam w stanie się nią precyzyjnie umalować. Choć jest doskonale napigmentowana, jest przyjemnie wilgotna, to tak śliska i płynna, że po kilku gestach ręką wokół ust miałam na brodzie kilka czerwonych plam.

To, co czuję
Nie patrząc w lustro czuję, że mam dobrze odżywione usta. Zupełnie jakbym użyła pomadki ochronnej. Jednak całkowicie nie czuję się bezpieczna, widząc kolejne czerwone smugi na wszystkim, co dotyka moich ust.

Trwałość
Co ciekawe, mimo tysiąca śladów pozostawionych wszędzie kolor wciąż jest również na ustach. Mimo jedzenia, picia i oblizywania warg jaśniejsza jest tylko wewnętrzna ich strona. Nie wygląda to źle, zatem ostatecznie następnym razem nie będę bała się jej aż tak bardzo.

Werdykt
… bo pewnie ze względu na cudowny kolor i połysk jeszcze kiedyś po nią sięgnę. Dla jasności dodam, że nabyłam odcień 204 Favorite Berry.

NARS, Audacious Lipstick

Z oczywistych względów, szukam dalej i sięgam po najdroższą pomadkę, jaką polecono mi do testu, a mianowicie Audacious Lipstick od NARS. Zdaje się, że nie jest to produkt popularny – wpisując jej nazwę w wyszukiwarkę, w pierwszej dziesiątce nie trafiam na żadną recenzję. Nie mam więc uprzedzeń, ani też oczekiwań. Nie wiem o niej zupełnie nic.
Aplikacja, pigmentacja
Aplikacja to banał, bo pomadka to przeciwieństwo egzemplarza od Margaret Astor. Jest bardzo kremowa i gęsta, świetnie napigmentowana. Właściwie jednym ruchem robimy precyzyjny makijaż całych ust bez żadnych prześwitów. Nie odcina się, w kącikach estetycznie, stopniowo przechodzi w naturalny kolor ust. Ufam jej na tyle, że poprawki robię bez lusterka.

To, co czuję
Niestety ten egzemplarz ma „pomadkowy” zapach, za którym nie przepadam, jednak to mocno subiektywne odczucie. Czuję, że mam na ustach przyjemną, miękką warstwę kosmetyku, którego gdybym nie widziałam utożsamiłabym raczej ze szminką ochronną aniżeli kolorową. Za to ogromny plus, bo mimo upływu czasu ten komfort nie znika.

Trwałość
Naprawdę godna podziwu. Szczerze mówiąc, pierwszy raz w życiu jestem tak pozytywnie zaskoczona trwałością pomadki w sztyfcie. Nic nie spływa, nie rozmazuje się nawet podczas jedzenia, mimo że odciski na chusteczkach wykonane dla testu są mocno widoczne. Ładnie, jednolicie się ściera, na ustach nie widać prześwitów bez koloru.

Werdykt
Na cały dzień w pracy i dwa posiłki wystarczą dwie poprawki, a między nimi naprawdę nie musicie się martwić o to, jak wyglądacie. NARS zostaje ze mną!

MAC, Amplified Creme Lipstick Impasioned

Ostatnia w teście pomadka w sztyfcie MAC cieszy się świetną opinią. Jej ocena na największym kosmetycznym forum to 4,4 na 5 z ponad 200 recenzji. Mimo że występuje w aż siedmiu wariantach: matte, satin, amplified creme, frost, glaze, lustre oraz cremesheen, a gama kolorystyczna jest przeogromna, to produkt ten jest niezwykle równy. Można ufać trwałości i jakości każdej wersji i każdemu kolorowi. Fakt, to powinna być reguła dla każdej marki, lecz niestety taka równość jak w przypadku MAC to wyjątek.
Aplikacja, pigmentacjaPonieważ konsystencja tej pomadki to kompromis między miękką i wilgotną szminką Astor a gęstą NARS, jest zdecydowanie najprzyjemniejsza z nich trzech. Jest na tyle kremowa i zwarta, by się nie rozmazywać i na tyle śliska, by dawała poczucie nawilżenia. Fantastyczna pigmentacja – jedno pociągnięcie daje piękny kolor.

To, co czuję
Usta są miękkie i choć pomadka trochę ślizga się na wargach to nie powoduje to dyskomfortu.

Trwałość
To najważniejszy i najbardziej zaskakujący podpunkt opisu tej pomadki. Dlaczego? Pomadka MAC zostawia ślady na sztućcach i brzegach szklanek, jednak jeśli kilka razy odciśniecie usta na chusteczce, nie stracicie koloru nic a nic, a pomadka zacznie zachowywać się jak opisywana Eveline – efekt „no-wear-feel" i pełen komfort absolutnie stabilnego koloru. Naprawdę nigdy nie pomyślałabym, że pomadka w sztyfcie może nie zostawiać nawet najmniejszych śladów, nie mieć matowego wykończenia i trzymać się na ustach mimo wszystko.

Werdykt
Najlepsza pomadka w sztyfcie z jaką miałam do czynienia!

Podsumowanie

Ponieważ nie mogę nie docenić niekwestionowanych zalet niektórych testowanych produktów nie wybieram jednego lidera tego testu. Dlatego pierwsze miejsce przyznaję pomadkom MAC i Golden Rose. Obie są doskonałej jakości, są łatwe w użyciu, ich trwałość i pigmentacja na najwyższym poziomie. Drugie miejsce należy się pomadce NARS – jest odrobinę lepsza od ostatniego kosmetyku na podium – pomadki od Wibo. Wszystkie sprawdzą się w makijażu codziennym, jak i na wieczorne wyjście.

Wybierajcie swoich ulubieńców! Po teście w stu procentach bez poczucia makijażowej wpadki podziwiam kolorowe usta nie tylko u kobiet, które mijam na ulicy, ale również w lustrze.

Obserwuj Bliss na Instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...