Bestiariusz korpoświatka, czyli 6 typów ludzkich, które wcześniej czy później napotkasz pracując w korporacji

Leonardo di Caprio jako Jordan Belford kadr z flmu „Wilk z Wall Street” (2013)
Polska jak długa i szeroka śmieciówką stoi, nic więc dziwnego, że ci, którzy po latach tułaczki dostali w końcu Multisport, Luxmed i fotel z nakładkami ortopedycznymi przymykają oko na dodatek w postaci pracy. I choć do uzupełniania Exela w wełnianym garniaku (po to są korporacje, żeby zbawić mężczyzn po 30. od polyestru) idzie przywyknąć, z dealowaniem z ludźmi bywa różnie.

Pożyczalski

Pamiętasz tego irytującego dzieciaka, który zawsze wyrastał obok, gdy otwierałeś na przerwie szeleszczącą przyjemnie paczkę Laysów? Zła wiadomość jest taka, że teraz ten dzieciak ma 35. lat i jest twoim kolegą z pracy. Niezależnie od tego czy na obiad wziąłeś smoothie na szpinaku i awokado czy smażonego kurczaka w panierce, w firmowej lodówce nic nie jest do końca bezpieczne.



Bezczelność z jaką lepka rączka wsuwała się do twoich czipsów nie rdzewieje – nie zdziw się, jeśli pewnego dnia znajdziesz w swoim pudełku z lunchem nadgryziony placek z jabłkami. Trudno zdecydować czy to fart, czy obelga.

Pożyczona może zostać zarówno parasolka w kolorze powder pink, jak i ciężki parasol o drewnianej rączce. Znikają gadżety tak potencjalnie nieinteresujące jak połowicznie wypisany flamaster, zalane kawą stickery i zmechacony szalik. Jeśli wydaje wam się, że czasy okradania zakładu pracy przetrwały tylko u Barei, mało jeszcze widzieliście. Wściekłe rzucanie się na to, co można mieć za darmo zdaje się czymś, co w Polsce wysysamy z mlekiem matki. Bratobójcza walka o crocsy czy tusz do rzęs za połowę ceny nikogo już szczególnie nie dziwi, ale firmowy skrytożerca potrafi napsuć krwi. Chociaż być może to po prostu pracownik marketingu. Tyle że nie tego za ścianą, tylko raczej food courtu w Galerii Mokotów.

Wielkomiejski sznyt

Gdyby trochę się nie wstydziła, krzyczałaby za każdym razem, kiedy dostrzega na horyzoncie pierwsze budynki Mordoru „Jesteśmy w Warszaaawie”. Podobnie euforyczne odczucia budzi w niej manicure w Nail City Spa, zakupy w Piotrze i Pawle oraz sojowe latte na wynos (chociaż to akurat coraz mniejszy). Do miasta stołecznego przyjechała po studiach w jednym z takich prominentnych ośrodków akademickich jak Opole, Częstochowa lub nawet Pułtusk czy Sieradz. Z jedną walizką, bez przyjaciół i znajomych, całkiem jak kiedyś Carrie Bradshaw do Nowego Jorku. Nie rozumie tego całego sarkania na korporacje, przecież to bajka ziszczająca się na jawie. Eleganckie stroje, designerskie biurka, sushi na lunch, Ewa Chodakowska nie z ekranu.

Wielkomiejski sznyt to dobra pracownica i uczynna koleżanka. Problem polega na tym, że kiedy już omówi wyprzedaże w Guessie, zdjęcia na Insta Baśki z HR-u i zabiegi na uda trochę nie wiadomo, o czym z nią gadać. Jeśli wielkomiejski sznyt nie znajdzie sobie prędko podobnych sobie kumpelek z którymi będzie mogła pić wieczorami prosecco i polecać stylistki rzęs, całkiem możliwe, że po kilku latach nurzania się w wielkomiejskich rozrywkach zamieni się w...

...Niespełnioną na polach

Choć kończyła SGH, w jej CV figurujące jako Warsaw School of Economics, żeby podobnie jak tytuły podrzędnych komedii romantycznych wywołać serię pozytywnych skojarzeń, tak naprawdę jest artystką. Pewnego dnia rzuci w cholerę tę robotę nielicującą z jej mentalną przynależnością do bohemy. Założy wtedy pracownię artystyczną będącą jednocześnie nowatorskim startupem.

Co do dziedziny sztuki, jeszcze nie zdecydowała. Zawsze myślała o malarstwie abstrakcyjnym (wszystkie koleżanki mówią, że BEZ-BŁĘ-DNIE dobiera kolory ubrań), ale z drugiej strony Demi Moore w „Uwierz w ducha” była taką seksowną garncarką... Tymczasowo nie ma wystarczająco dużych oszczędności. Może i gumki do włosów od Ani Kuczyńskiej nie są zaporowo drogie, ale kiedy dodać do tego długą listę produktów pierwszej potrzeby jak mosiężny brelok z Cloudmine i designerskie spinacze do papieru, odkładanie na launch brandu trochę trwa.

Niespełniona na polach ma w sobie ogromną potrzebę wyjątkowości. Tym większą, im bardziej czuje się nijaka. Mogłaby być całkiem szczęśliwą dziewczyną, gdyby zaakceptowała, że jej inklinacje artystyczne powinny ograniczać się do zestawu niebanalnych dodatków. W okolicach 40. zacznie najpewniej wydawać własnym sumptem tomiki poezji lub obdarowywać koleżanki z pracy filcową biżuterią hand made.

I choć wygodnictwo podlane pretensją może irytować, to niespełniona jest całkiem w porządku. Wjąwszy te chwile, gdy znów opowiada, że nie z jej świata jest ta cała korporacja i kto jak kto, ale ona nie jest trybikiem.

Superbohater-zdobywca

Być może na co dzień wciska beznadziejny produkt swojego beznadziejnego klienta beznadziejnym blogerom, ale poza 220% wzrostem sprzedaży podrobów kurzych ma jeszcze inne osiągnięcia. Takie które dobrze wyglądają na Facebooku, a bonusowo można nimi pomachać przed nosem koledze z ławki, któremu udało się dostać na medycynę.

Bicie rekordów w nurkowaniu głębinowym, odhaczanie kolejnych zdobytych szczytów – od Babiej Góry po Stok Kangri i półmaratony w europejskich stolicach. Oczywiście fajniej zdobywać jakieś górki i podduszać się w głębinach, niż tego nie robić, ale jeśli te osiągnięcia stają się protezą osobowości i punktem wyjściowym każdego small talku, nagle wszyscy zaczynają unikać „tego typa od maratonów”. Superbohater-zdobywca najczęściej całkiem lubi swoją ciepłą posadkę, ale zauważył, że korporacje nie mają medialnie najlepszego PR-u, a na coś trzeba wyrywać dziewczyny. Chwalenie się górą jest z kolei mniej ostentacyjne, niż chwalenie się BMW (nie, żeby nie miał, ale nauczyła go tego jego ostatnia dziewczyna).

Umęczona pod mokotowskim Piłatem

Poznajesz ją przy ekspresie. Wygląda niewinnie, robi podwójne espresso opowiadając, że od kilku dni nie jest w stanie się rozbudzić, „coś musi być z ciśnieniem” – rzuca. Potakujesz grzecznie i ze zdziwieniem odkrywasz, że inne osoby w kuchni, do których też była skierowana ta uwaga nie reagują. Słyszałeś o dziwnych stosunkach towarzyskich panujących w korporacjach, ale coś takiego... Tydzień później wiesz już, że dziewczyna od ciśnienia non stop zatruwa się w najbliższym bistro (co nie przeszkadza jej tam jeść), ma straszliwie przesuszoną skórę, non stop dostaje dodatkowe zadania, kiedy inni ewidentnie się obijają. Jeśli ktoś z biura miał stłuczkę i opowiada o jej skutkach szybko okaże się, że „to nic takiego”, umęczona, ona to dopiero miała stłuczkę. Nie do końca wiadomo, czy i ile umęczona pracuje. Nikt woli jej o to nie wypytywać, żeby nie okazało się nagle, że sam dostaje pieniądze za picie kawy, kiedy ona wypruwa sobie żyły. Niewybaczalnym błędem w tej relacji jest skomentowanie którejś z tych rewelacji hasłem „straszne”. Ten niewinny przymiotnik jest ulubionym określeniem umęczonej, jeśli wypowiesz tę magiczną formułę po trzykroć zostaniesz mianowany na zaszczytną pozycję BFF.

Wilk z Domaniewskiej

Nieślubne, acz złote dziecię Marka Zuckerberga i Billa Gatesa. Z zawodu szef, nawet jeśli tymczasowo jeszcze nie na kierowniczym stanowisku. Tacy jak on rodzą się, żeby zarabiać sto stów na godzinę i mieć sygnet z herbem rodu CEO. Jeśli jakiś nowy spróbuje zapytać co ma niby oznaczać ASAP i czy chodzi o tego rapera, ma minusa jak z Wołoskiej do alei Niepodległości. Wilk z Domaniewskiej wiedział, że zajdzie wysoko od najmłodszych lat, nie wątpił, nie zastanawiał się, tylko ciężko pracował.

Fan coachingu i crossfitu (polecanego przez coacha). Do tego skarbnica mądrości życiowych (choć oczywiście mających przełożenie na biznes, bo „ w życiu jak w biznesie”. Czerpie ze świata garściami, od Morfeusza z „Matrixa” nauczył się, że istnieje różnica między znajomością drogi a podążaniem nią, a z bloga Mateusza Grzesiaka, że za dwadzieścia lat bardziej będzie żałował tego, czego nie zrobił, niż tego, co zrobił. Dlatego co dnia odwiązuje liny, opuszcza bezpieczną przystań i stara się złapać w żagle pomyślne wiatry. Tak mocno zinternalizował, że jest kowalem własnego losu, że krach na rynku skończy się dla niego ciężkim załamaniem nerwowym. W najlepszym przypadku.

Polub BLISS na Instagramie

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...