4 typy toksycznych partnerów, których powinnaś unikać. Dlaczego łapiemy się na ich sztuczki?

4 typy toksycznych facetów, od których trzymaj się z daleka. Prawo autorskie: studiostoks / 123RF Zdjęcie Seryjne
"Jak się czuje kobieta w związku z dobrym facetem?" To jedno z najciekawszych i smutnych pytań, na które psychoterapeutka Katarzyna Miller odpowiada w swej nowej książce "Instrukcja obsługi faceta". Dlaczego smutnych? Bo kobieta, która je zadała zapewne liczyła na krótki przepis, 5 kluczowych cech, które zdefiniują jej związek jako zdrowy lub toksyczny, i wtedy będzie wiedziała co dalej robić. Tymczasem powodów, dla których wpadamy w ramiona nieodpowiednich mężczyzn jest wiele, a objawy toksyczności mogą być ukryte i zawiłe. Nie oznacza to jednak, że nie da się rozpoznać zagrożenia wcześniej i uciec gdzie pieprz rośnie. Bo tak właśnie (bez wahania) należy zrobić!

"Do dobrego, zdrowego związku potrzeba dwojga zdrowych ludzi z normalnych rodzin. Dzieje się to rzadko, więc nie łudźmy się, że mając kiepskie schematy miłości uda nam się stworzyć coś innego bez wysiłku i wiedzy", pisze Miller. Nie łudzimy się, dlatego chcemy znać odpowiedź. Bo niech pierwsza rzuci kamieniem ta, której pytanie zadane na początku tekstu nie zaintrygowało. Autorka pisze wprost: kobieta w dobrym związku jest bezpieczna, co nie oznacza, że szczęśliwa przez 24 godziny na dobę, może bez obaw wyrażać swoje emocje, robi co chce. Czuje się pewna siebie, a emocje i finanse (!), są między partnerami stabilne, wyrównane i niezależne. Nikt nikogo nie utrzymuje, nie wpada w skrajności. W skrócie brzmi rozsądnie, jednak wokół każdego z tych "wyznaczników zdrowia" można toczyć długie dyskusje. Wszak kobiety, które doświadczały przemocy w domu rodzinnym, dla których spokój to egzotyka, paradoksalnie będą czuć się bezpieczniej z tym, który przypomni jej doświadczenia z dzieciństwa. Bo gdzie wydaje się być łatwiej? Ano tam gdzie już kiedyś byliśmy... Poza tym kto by odróżnił toksyczny emocjonalny roller coaster od tego wywołanego temperamentem, czy hormonami? W początkowej fazie związku to prawdziwe wyzwanie.

W tej części książki Miller jest też sporo wskazówek praktycznych – co nieco o emocjach wokół seksu (w toksycznym związku wciąż czujemy się niedostatecznie dobre) oraz stwierdzenie, że kobieta w dobrym związku czuje się piękna w swoim ciele. Ogólne ujęcie tematu daje jako takie rozeznanie, jednak pojęcie toksycznego związku rozjaśnia dopiero typologia toksycznych partnerów, którego również dokonuje Miller. W końcu ocenianie chłodnym okiem czyichś zachowań bywa równie pomocne, co rozprawianie się z własnymi emocjami. Poza tym w pracy nad udanym życiem nie chodzi wyłącznie o to, by przyglądać się sobie i zastanawiać "gdzie popełniłyśmy błąd". Popełniają je również inni, ot co. Oto czym różnią się toksyczni faceci od normalnych, dobrych i niecieszących się tak dużym powodzeniem...

Maminsynek

W tym wypadku chodzi o maminsynka w klasycznym ujęciu, czyli mężczyznę, który nie tyle nie odciął pępowiny. On z niej czerpie ogromną ilość... wiedzy o kobietach. Maminsynek wie, co mówić by kobieta była "ugotowana". Manipulacje ćwiczył na matce od małego, więc wie, co kobiety chcą usłyszeć. "Klasyczny lowelas, taki fircyk w zalotach – działa głównie na uszy", mówi Katarzyna Miller w wywiadzie dla miesięcznika Sens. Wie, jak obiecywać, by mu wierzono. Potrafi rozmiękczyć kolana. Kiedy wracał późno, matka denerwowała się, więc ułaskawiał ją zdaniem "nie mogę patrzeć, gdy jest ci przykro". Serce topnieje, prawda?

Maminsynek nigdy nie stanie w obronie swojej dziewczyny czy partnerki w okolicznościach konfliktu z jego mamą. Czasem po prostu nie reaguje, gdy jego kobieta odbiera złośliwości ze strony przyszłej teściowej, w najgorszym wypadku bierze stronę matki, usprawiedliwiając jej zachowanie. Matka, jeśli wychowa syna na odważnego mężczyznę, ryzykuje, że ten kiedyś jej się sprzeciwi. Więc maminsynki to często tchórze, którzy będą potakiwać swojej żonie, a za jej plecami i tak zrobią po swojemu. Potem przyjdą, przeproszą, znów naobiecują, i tak w kółko.


Kto wchodzi w relację?
Kobiety z emocjonalnymi deficytami, łase na komplementy i nadskakiwanie z powodu braku uwagi poświęcanej im w dzieciństwie.

Narcyz

Kobieta jest mu potrzebna wyłącznie do podziwiania jego siły i mądrości. Kiedy tylko ona zaczyna zajmować się sobą, dostaje "po łapach". Najzwyczajniej, nikt nie jest dla niego ważny poza nim samym. Jest samotny, ponieważ całą swoją uwagę musi poświęcać tylko sobie. Jeśli ludzie wokół niego nie wykazują odpowiedniej atencji, zaczyna ich nienawidzić. Jego samopoczucie i poczucie własnej wartości w stu procentach zależy wyłącznie od tego, czy ujrzy zachwyt w oczach innych, czy nie. Narcyz każdy konflikt czy nawet sprzeciw traktuje osobiście, jak cios wymierzony z premedytacją, by go oczernić, pognębić. W ten sposób kieruje światło reflektora na siebie, swoje cierpienie i potrzeby. Te ostatnie można porównać do studni bez dna.

Kto wchodzi w relację?
Kobiety, które łapią się na każdy sposób podrywu. Jak mówi Miller, "byle je ktoś chciał. Byle im się wydawało, że je chce. I zrobią dużo, żeby nie zobaczyć, jak on je chce, za jaką cenę je chce – cenę, którą one zapłacą." Czyli również narcyzki. Paradoksalnie wpatrzeni w siebie, państwo narcyzowie, mają szansę być ze sobą szczęśliwi.

Psychopata i socjopata

Pierwszy typ od drugiego różni się właściwie tylko tym, że z psychopatią człowiek się rodzi, a socjopatię nabywa. Na tle innych ludzi oba te typy wyróżnia nieznajomość żadnych uczuć wyższych. Nic ich nie boli, więc nie przejmują się cierpieniem innych. Ludzi, w tym kobiety, zażywają jak leki na poszczególne dolegliwości. W zależności od tego, co akurat im dolega, uwodzą tak, by dostać to, czego chcą. Bo żyją w przekonaniu, że od każdego człowieka można dostać wszystko, jeśli odpowiednio się go zmanipuluje.

Zatem, jeśli jest taka potrzeba, psychopaci i socjopaci kupują kwiaty, sypią komplementami, otaczają czułością i uwagą. A potem odbierają to, w co zainwestowali. Według Katarzyny Miller, z narcyzem da się być, o ile nie niszczy on za bardzo, a my świadomie trzymamy go na dystans. Socjopaci i psychopaci na ten dystans nie pozwalają. "Psychopata cię zeżre. I powie jeszcze, że mało albo że byłaś żylasta", kwituje Miller.

Tego typu toksyczni partnerzy odcinają partnerkę od przyjaciół i rodziny. Robią to, by mieć nad nią kontrolę, a używają do tego nie siły czy bezpośrednich zakazów, lecz wyrafinowanej manipulacji. Z tego powodu w związku z psychopatą charakterystyczne jest też wieczne poczucie winy i przekonanie, że to z nami jest coś nie tak, a na pytanie "co konkretnie" nie jesteśmy w stanie znaleźć jasnej odpowiedzi popartej logicznym argumentem.

Kto wchodzi w relację?
Kobieta w związku z psychopatą próbuje być idealna, cały czas pokazuje się z dobrej strony, nie mówi, że czegoś nie zrobi czy nie ma na to ochoty, bo boi się jego reakcji. Bo ta reakcja jest dla niej okrutna i bolesna – największy cios to zniewaga z jego strony. Dlatego łatwym łupem dla psychopatów i socjopatów są kobiety niepewne siebie, które wciąż ważą swoją wartość, oceniają siebie bardzo krytycznie. "Ile znasz pięknych kobiet, które przy mężusiu ledwo nogami powłóczą?", pyta retorycznie Katarzyna Miller. Takie związki to typowe zjawisko wysysania energii z drugiej osoby, której po latach zostają tylko odruchy: wstać, uprać, kupić, ugotować, odwieźć dzieci, wyprasować.

Najgorsze jest jednak to, że kobiety w toksycznych związkach zrobią wiele, by ratować swoje iluzoryczne przekonanie o słuszności swoich wyborów i racjonalności tkwienia przy partnerze. Często wydaje im się, że ci, którzy patrzą z boku i mówią "marnujesz się", robią to z zazdrości. Typowo toksycznym zachowaniem jest wówczas sygnał od partnera wprost – "mógłbym mieć każdą, więc uważaj", a kobiecie wydaje się, że to święta prawda. Że świat leży u jego stóp, a ona złapała Boga za nogi... Takie myślenie bierze się wprost z wychowania na służebnice. Jeśli w dzieciństwie nikt nie zaszczepił w niej myślenia o sobie i dbania o własne potrzeby, jeśli co gorsza w domu obserwowała matkę, która była na usługi, porzucić te wzorce i znaleźć szczęście w dobrym związku będzie trudno, choć nie jest to niemożliwe. Świadomość swoich uczuć, potrzeb i ich źródeł to dojrzałość, którą można nabyć i która jest niezawodnym narzędziem do wyzwolenia się kajdan toksycznego związku.

"Dobry związek to taki, w którym czujesz się przeciętnie"

"Relacja toksyczna (...) to taka, która utrudnia rozwój, blokuje, unieszczęśliwia i w której ponosimy więcej kosztów niż zysków. Gdy cierpimy, ograniczamy się, związek działa destrukcyjnie, nie odczuwamy spełnienia i nie rozwijamy się możemy mówić o toksyczności", mówiła w jednym z naszych wywiadów psychoterapeutka Laboratorium Psychoedukacji, Anna Bersz. Oczywistym jest, że opisane typy mają cechy wspólne oraz że cechy kobiet, które wybierają maminsynków czy dają się uwieść socjopacie mogą się powtarzać. W rozpoznaniu toksycznego związku nie chodzi o to, by zdiagnozować typ, lecz rozpoznać cechy swoje lub swego partnera, uświadomić sobie, które jego zachowania wywołują w nas konkretne reakcje i dlaczego nie jest to dla nas dobre.
"Instrukcja obsługi faceta"
fragment książki

Facet to nie pies bernardyn, który, z baryłką alkoholu przyczepioną do obroży, ratuje zagubione, zamarznięte ofiary w szwajcarskich górach. Ta metafora wydaje się bardzo trafna – ofiary są zagubione i zamarznięte emocjonalnie. Łyk czegoś rozgrzewającego może je uratować nawet przed śmiercią. Ale żyć potem muszą już na własny ratunek. Nie żenią się z bernardynami, swymi ratownikami. Psy idą ratować następnych zagubionych.

Według Katarzyny Miller, jeśli facet dotąd nie obsypał cię różami z helikoptera i ta świadomość ci nie przeszkadza, prawdopodobnie wszystko jest z tobą w porządku. "Nie można czuć się wyjątkowo cały czas", mówi w magazynie Sens i potwierdza to psychoterapeuta Mieczysław Jaskulski: - Ci, którzy wciąż szukają ekstremalnych doznań, skrajnych emocji, nowych przygód, nie są w stanie naładować baterii przebywając z bliską osobą w prozaicznych sytuacjach, nie mają w sobie zgody na normalność. Kompleksy lub niska samoocena nie pozwalają im docenić tego, co mają, co osiągnęli. Z tych samych powodów mogą umniejszać osiągnięcia innych lub maniakalnie chwalić się w mediach społecznościowych egzotycznymi wakacjami i świetną zabawą co weekend – mówi nasz ekspert. Należy jednak pamiętać, że potrzeba poczucia wyjątkowości i atmosfery święta nie jest niczym złym, o ile możemy się nią zadowolić od czasu do czasu i nie jest to jedyny sposób, którym potrafimy się nakarmić.
Korzystałam z książki Katarzyny Miller pt. Instrukcja obsługi faceta" oraz wywiadu, którego autorka udzieliła miesięcznikowi Sens.

Obserwuj Bliss na Instagramie.
Trwa ładowanie komentarzy...