Na pewno masz jej opakowanie w swojej kuchni. Popularna przyprawa ma silne działanie narkotyczne

Pyszny smak potraw i lekki odlot? 123rf zdjęcie seryjne / Wuttichok Panichiwarapun
Znajomość chemii dla osób, które nie kontynuowały kształcenia w zbliżonych obszarach, po latach ogranicza się właściwie do kojarzenia skrótów z tablicy Mendelejewa i świadomości, że należy wlewać kwas do wody (wiedza w codziennym życiu niezbędna). Cóż dopiero mówić o właściwościach tak tajemniczych substancji jak mirystycyna czy fenyloetyloamina. Zdaje się jednak, że nawet ci, którzy z chemii zawsze mieli piątki, nie mają pojęcia, że w kuchennej szufladzie trzymają torebkę z psychoaktywnym proszkiem.

W starożytności gałkę muszkatołową znali właściwie tylko Persowie, którzy używali jej jako panaceum na wzdęcia. Kiedy trafiła do Europy zalecano zażywać jej szczyptę na kilka godzin przed miłosnymi uniesieniami, aby wspomóc potencję. Przestrzegano jednak przed większymi ilościami, ze względu na właściwości halucynogenne.



Malcolm X, amerykański aktywista walczący o prawa Afroamerykanów, wspominał, że kiedy siedział w więzieniu w Charleston wraz z innymi więźniami zabijał czas zażywając gałkę muszkatołową wymienianą za papierosy lub odkupowaną od kucharzy. Proszek rozpuszczali w szklance wody, wprowadzając się podobno w stany podobne do tych, uzyskiwanych po marihuanie, tyle że bardziej psychodeliczne. W końcu dyrektor więzienia, który obserwował od kilku miesięcy wzrost zużycia przyprawy wpadł gdzie kryje się sekret i całkowicie zakazał jej używania.

Innym sławnym miłośnikiem gałkowego haju był jazzman Charlie Parker, uznawany za ojca bebopu. Podobno zawsze nosił przy sobie torebkę przyprawy, którą dosypywał do każdej kawy czy coli (rozsądny wybór, zważywszy, że jej spożycie w dużej ilości znacząco obniża ciśnienie krwi i powoduje uczucie senności).
Jeśli wydaje się wam, że branie gałki muszkatołowej to po prostu dziwaczna ciekawostka z epoki, podobne do historii o dzieciach kwiatach zażywających osad ze zmiksowanej sałaty, grubo się mylicie. Na Hyperreal, działającym do ponad 20 lat polskim portalu poświęconym substancjom psychoaktywnym, użytkownicy przerzucają się poradami (mielić w młynku do kawy czy kupować w saszetkach? lepiej smakuje parzona z kawą czy zmieszana z jogurtem smakowym?). Wątek został założony dekadę temu, a najnowszy post liczy niewiele ponad dwa tygodnie. Jednak zanim zaczniecie eksperymentować w domowym zaciszu z tarciem orzechów i zamawiać w pubach grzańca na potrójnej gałce, warto poznać skutki uboczne.

Oprócz odrobinę być może szokującego dla osób, które niepomne istnienia czegoś takiego jak mirystycyna, sypały gałkę do beszamelu i zapiekanek ziemniaczanych, ta przyprawa używana w umiarkowanych ilościach ma dobroczynny wpływ na organizm.

Zapobiega zakrzepom, czyli zlepianiu się płytek krwi, używanie jej nie zaszkodzi więc na pewno palaczom i kobietom przyjmującym różne typy antykoncepcji hormonalnej. Do tego przeciwdziała wrzodom żołądka i jak większość przypraw korzennych wspomaga trawienie. Nawet średniowieczne zalecanie gałki kochankom znalazło swoje naukowe uzasadnienie. Przyprawa zawiera substancje, które polepszają ukrwienie narządów w obrębie miednicy małej, w tym także genitaliów.

Co ciekawe, mirystycyna, główny składnik gałki, jest używana do produkcji MDA, pochodnej fenyloetyloaminy wpływającej między innymi na funkcje seksualne, używanej niekiedy w leczeniu depresji. Mirystycyna, substancja halucynogenna zawarta w olejku gałki w dużych ilościach może powodować nawet raka wątroby. Do tego trzeba liczyć się z omdleniami, obniżonym nastrojem, nienaturalnie przekrwionymi gałkami (ocznymi) oraz omami wzrokowymi i słuchowymi utrzymującymi się nawet dobę. Do eksperymentów zatem raczej nie zachęcamy.

Obserwuj BLISS na Instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...