7 sposobów jak zacząć być milszym dla osoby, którą kochasz. Wystarczy traktować ją jak gdyby była twoim...pracownikiem

„Bezsenność w Seattle” fot. kadr z filmu
Tytuł trochę szokuje, a trochę brzmi jak oksymoron. Bo przecież jak to – skoro kogoś kochamy, wydaje się oczywiste, że będziemy dla tej osoby najlepszą wersją siebie. I tak rzeczywiście jest, a przynajmniej na początku. Tyle że z czasem wszystko nieco się komplikuje…

Jesteś już ze swoim partnerem na tyle długo, że nie do końca pamiętasz już jak to właściwie było bez niego. Do waszej znajomości bardziej pasuje określenie „jak łyse konie” niż „intymna bliskość” – golisz przy nim pachy, a on, kiedy miał grypę żołądkową zwymiotował na twoje ukochane kapcie–króliki. Uznajecie się za stały element wystroju. Związek bierzecie zaś za coś pewnego i oczywistego.



Jeśli jednak w tę przewidywalną sielankę wkradnie się stres związany z pracą, a wy należycie do tej (większej) części społeczeństwa, która ze stresem radzi sobie, delikatnie mówiąc, średnio, macie jak amen w pacierzu, że osobą, która oberwie po głowie będzie nie kto inny, jak wasz partner. Wszystkie maski już przecież opadły, nie będziesz się więc uśmiechać, kiedy jesteś wściekła. Tyle że niektóre z hamulców i zachowań grzecznościowych, których używamy w kontakcie ze zwykłymi znajomymi, przydadzą się i w stałym związku. O ile chcemy, żeby był stały.

Czy wrzasnęłabyś wściekle do kolegi „Rusz się wreszcie i podaj mi cho***ną fasolę!”? Albo powiedziałabyś znajomej z parsknięciem „Wyglądasz w tym tragikomicznie”? A może powiedziałabyś koleżankom, że na ten przygłupi film, który wybrały to niech idą sobie do kina same? Wątpliwe. Tymczasem w związkach z długim stażem wymiany wymiany zdań, którym bliżej do papryczek chili niż cukru pudru są na porządku dziennym. Regularnie przekraczamy to, co jest społecznie akceptowalnym zachowaniem w relacjach z partnerem i to często nawet, jeśli uważamy się za osoby dobrze wychowane i delikatne.

Kiedy cały dzień uśmiechasz się krzywo, usiłując stłumić irytacje na szefa i niechęć do współpracowników musisz gdzieś wyrzucić nagromadzoną frustrację. Jeśli nie wyżyjesz się na kelnerce albo na morderczym treningu pokroju cross fitu bardzo prawdopodobne, że twoim buforem stanie się twój partner.

Psycholog z Zachodniej Karoliny, Andrew M. Carnes przestudiował związek między poziomem stresu w pracy, a zadowoleniem pary ze związku. Ponad sto par, w których obie osoby pracowały zawodowo podczas pogłębionego wywiadu opowiadały psychologom o tym czy i na ile są zadowolone ze związku, jak radzą sobie w sytuacjach stresowych, czy czują się przepracowane, jak udaje im się godzić życie rodzinne z zawodowym.

Następnie wszystkie badane osoby wypełniały test sprawdzający „zdolności polityczne”, czyli zespół cech ułatwiający łatwe wchodzenie w powierzchowne relacje społeczne. Chodziło między innymi o umiejętność współpracy, wywierania wpływu na otoczenie, sprawianie wrażenia, że jest się osobą szczerą i łatwość w odczytywaniu stanów emocjonalnych i intencji innych. Z badań Carnesa wynika, że wysoko rozwinięte zdolności polityczne przekładają się na mniejszą skłonność do przynoszenia stresu z miejsca pracy do domu, zwłaszcza w przypadku mężczyzn. Badacz wysnuł teorię, że z partnerem trzeba częściowo postępować tak, jak gdyby…był naszym pracownikiem.

Na podstawie badania Carnesa można wyodrębnić następujące porady skupiające się na zagadnieniu, które można określić ogólnie jako „jak być lepszym dla osoby, którą się kocha”

1) Pamiętaj, że partner jest wart twoich czasu i energii

Nawet jeśli w danym momencie nie masz ochoty lub/i czasu poświęcać mu/jej energii, pamiętaj, że to pierwsze przykazanie każdego związku. Jeśli żal ci któregoś z tych zasobów, to nie czytasz tego lifestyle’owego artykuliku, który powinieneś. Poszukaj pod „Czy powinienem być z osobą, z którą jestem?”

2) Szanuj granice

Nie usiłowałbyś wyciągnąć ze swojego współpracownika osobistych detali, jeśli sam nie chciałby się nimi z tobą podzielić. Nawet w związku druga osoba ma prawo, a przede wszystkim potrzebuje jakiegoś marginesu prywatności. Nie wchodź oknem tam, gdzie nie zostałeś zaproszony.

3) Bądź uprzejmy

Być może czujesz, że w związku możesz wreszcie być sobą, ale jeśli twoje bycie sobą zakłada rzucanie kur**mi i talerzami, to może skryj tę część siebie pod maską… grzeczności. Dobre wychowanie jest szerokim pojęciem – jeśli nie wylizałbyś talerza w firmowej jadalni, nie rób tego w towarzystwie swojej dziewczyny. Wcześniej czy później wytknie ci to w karczemnej awanturze.

4) „To działa w obie strony”

Słyszysz od tym od przedszkola, poprzez lekcje religii – traktuj innych tak, jak sam chciałbyś być traktowany. W przypadku związków ma to funkcję zawstydzającą. W długich związkach wiele osób traktuje partnera nie jako kogoś, kto jest z nami dobrowolnie, ale jako kogoś kto coś „musi”. Otóż nie, o ile nie jesteście związani świętym węzłem kredytu najczęściej nikt nic nie musi. Czy chciałbyś, żeby twój partner zwracał się do ciebie tonem lub słowami, którymi ty mówisz do niego w złości?

5) Nie zakładaj, że znasz uczucia drugiej osoby

Znacie się świetnie, jasne, ale nie jesteś, lub też jeszcze nie jesteś duchem świętym i wiesz wszystko. Żeby trafnie odczytywać ludzkie emocje, trzeba przede wszystkim być na nie otwartym – umieć obserwować, zamiast zakładać, że wiemy. Gdyby twój partner był twoim współpracownikiem, prędzej założyłbyś, że dzieje się z nim coś, o czym nie wiesz, a nie, że „wydziwia”.

6) Spójrz w lustro

Wszyscy znamy uroki spędzenia niedzieli w łóżku (łącznie z posiłkami, bez mycia włosów). Szczególnie kobiety z ulgą witają ten etap związku, na którym nie czują się już zobligowane do pobudki pół godziny wcześniej, żeby przeczesać włosy i powalczyć z workami pod oczami. Tyle że jeśli widzisz się ze swoim facetem nie w przelocie głównie w weekendy, dobrym pomysłem jest ubranie się i uczesanie. Przynajmniej od czasu do czasu. Nie poszłabyś do pracy bez makijażu ani też w podkoszulku drugiej świeżości

7) Nie baw się w jury

Możesz być sceptykiem w kwestii nowych planów swojego kochania, możesz uważać, że za dużo wydaje na ciuchy / gry na konsolę, albo nie trawić jego rodzeństwa. Ale jeśli zamienisz się w kogoś, kto wiecznie tylko krytykuje, niepostrzeżenie zamienisz się w osobę, której lepiej nie ufać, aż w końcu stracisz zaufanie. W pracy osoba, którą stale krytykujesz szybko zamieni się w twojego największego wroga.

Bliss – lifestyle'owa część na:temat jest też na Instagramie, obserwuj nas!


POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...