Ten podkład nie kosztuje fortuny i daje efekt jak ten z “półki wyżej”. Zobacz nasz test przed i po

Testowałyśmy nowość od Eveline. Czy przebił fluidy z "wyższej półki"?
Testowałyśmy nowość od Eveline. Czy przebił fluidy z "wyższej półki"? Fot. na:Temat
Dobór właściwego podkładu to ta lekcja w szkole makijażu, którą wiele z nas opuszcza regularnie mniej więcej do 25. roku życia. I mimo, że niektórym szczęściarom udaje się uciekać nawet do 30-stki, czas kiedy odrobina korektora albo krem BB przestają na co dzień wystarczać w końcu nadejdzie. A wtedy warto wiedzieć, że wspięcie się na palce i sięgnięcie na najwyższą, pod względem cenowym, półkę wcale nie oznacza sukcesu - ani nawet jego połowy. Idealny podkład często stoi w zasięgu wzroku - tak jak Liquid Control od Eveline, który miałyśmy okazję testować.

Dobór idealnego fluidu to na początku niezła łamigłówka, ale też odpowiedzialność, bo “druga skóra” to nie tylko slogan, jakim chętnie opatrują go producenci - to rzeczywistość, którą zna każda posiadaczka cery dalekiej od porcelanowej. - Podkładu używam codziennie więc najważniejszą dla mnie kwestią jest to, aby nie obciążał skóry. Nie znoszę uczucia “maski” - jeśli czuję, że mam coś na skórze, taki kosmetyk jest z góry skreślony - tłumaczy Magda, pierwsza z redakcyjnych testerek.
Druga, Milena, również stawia na mniej intensywne krycie: - Czuję się bezpieczniej używając podkładów "naturalnie" kryjących bo efekt a’la Kim Kardashian średnio mnie interesuje - zaznacza, a Ania - jako jedyna blondynka w panelu testującym dodaje, że największy problem ma z dopasowaniem koloru: - Mając bardzo jasną cerę podświadomie zawsze wybieram podkłady w odcieniu różu, a to jak się często okazuje, nie jest dobrym pomysłem. Dodatkowo, jestem bardzo przeczulona na punkcie zmian koloru już po aplikacji. Wiele podkładów utlenia się i dostarcza niespodziewanych atrakcji kolorystycznych - śmieje się Ania.
Pytane o to, jakie znaczenie ma dla nich cena produktu, wszystkie dziewczyny są dość zgodne: owszem, fajnie jest mieć produkt ze znanym logo, ale rozpoznawalny kształt butelki nie nie zawsze kryje fantastyczną zawartość. - Kiedyś przed ważnym wyjściem umówiłam się do makijażystki, która szczyciła się tym, że pracowała na kosmetykach marek “luksusowych”. Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie to, że po wyjściu od niej przez cały wieczór czułam się, jakby ktoś mi przykleił do twarzy brązowy płat silikonu. Nie wspominając już o tym, że kiedy wyszłam z salonu, moje dziecko zapytało: “A gdzie jest mama?” - śmieje się Magda.

Ania przyznaje, że testowała już produkt podobny do Liquid Control, ale znacznie droższy: - Za taką cenę liczyłam na cuda. No i się przeliczyłam, bo cudu nie było. Owszem, podkład był w porządku - podobnie jak ten, który miałam wcześniej, i który kosztował o dwie trzecie mniej - tłumaczy.
Nic więc dziwnego, że do testowania podkładu Eveline dziewczyny podeszły entuzjastycznie: - Cena jest zachęcająca. Granice 35 zł to właśnie te rejony, w których eksperymentuję. Na droższych fluidach sparzyłam się wystarczająca ilość razy. Teraz wolę kupić tańszy, sprawdzić i w zależności od efektu: wyrzucić i zapomnieć, albo ucieszyć się, że znalazłam perełkę i pobiec do drogerii po następne opakowanie - przekonuje Ania.

Co obiecuje producent?

Cytując etykietę: “Podkład dopasowujący się do skóry, wygładzający cerę, z efektem “high definition” oraz „baby face effect”. Wyjątkowo lekka formuła, którą aplikuje się pipetą, oferuje średnie krycie i utrzymuje się na skórze do 24 godzin. Twarz wygląda nieskazitelnie, a przy tym naturalnie. Podkładu nie czuć na skórze”.

Opakowanie: pierwsze wrażenie

Magda: - Na początku nie byłam pewna, czy pipeta sprawdzi się, kiedy będę musiała się rano umalować w ekspresowym tempie. Do tej pory używałam podkładów w tubce, więc musiałam trochę się przestawić.

Ania: Opakowanie mnie zaskoczyło, ale jak się nad tym zastanowić, to jest bardzo ekonomiczne. Podkład jest wodnisty, a pipetą można go nałożyć dokładnie tyle, ile potrzeba.

Milena: Bardzo eleganckie opakowanie - matowe szkło pasuje mi do wystroju łazienki (śmiech).

Kolor

Liquid Control jest dostępny w sześciu odcieniach. Milena i Magda testowały wariant nr 040 - Warm Beige, a Ania - 015 - Light Vanilla

Milena: Kolory pasuje, nie mam zastrzeżeń. Warto jednak zaznaczyć, że podkład lekko się utlenia. Po chwili staje się ciemniejszy, niż zaraz po aplikacji. W moim przypadku nie zrobiło to dużej różnicy, ale ktoś kto jest na takie zmiany bardziej wyczulony powinien przetestować przynajmniej dwa odcienie i sprawdzić, jak się zachowają.

Ania: Mój kolor jest trafiony w stu procentach - podkład rzeczywiście ma delikatny, waniliowy ton - nie wpada ani w róż, ani w pomarańcz, co dla mnie samo w sobie jest gigantyczną zaletą. W przeciwieństwie do Mileny wcale nie zauważyłam, żeby po zastygnięciu zmieniał kolor, ale może to właśnie kwestia odcienia.

Magda: Na początku wybrałam najciemniejszy kolor, czyli 040. Okazało się jednak, że tym razem koniec skali wcale nie jest dla mnie. Idealna okazała się “trzydziestka”, która ma fajny, oliwkowy odcień.

Aplikacja

Milena: Podkład wykonano na bazie wody, więc i konsystencję ma wodnistą. Wbrew pozorom jest gigantyczna zaleta bo rozprowadza się błyskawicznie. Aplikowałam go zwilżoną gąbeczką - praktycznie od razu stopił się ze skórą.

Ania: Myślałam, że będzie ciężko. Nie byłam przekonana do płynnej konsystencji. Okazało się jednak, że po nałożeniu kilku kropli na nadgarstek można spokojnie aplikować kosmetyk palcami. Nie używałam ani beauty blendera, ani pędzla - fluid genialnie się rozprowadza, a po zastygnięciu - nie “załamuje się” i nie podkreśla zmarszczek.

Magda: Mimo początkowych wątpliwości - nie było aż tak źle, choć do pipety nie jestem nadal przekonana. Z drugiej strony - konsystencja fluidu bardzo mi odpowiada. Jest płynny, ale niemal natychmiast po nałożeniu zmienia “stan skupienia” w lekko pudrowy. W kategorii makijażu ekspresowego - może spokojnie powalczyć o złoto. Za radą jednej z blogerek aplikowałam go pędzlem, co ponoć zmniejsza widoczność porów. W porównaniu z aplikacją palcami rzeczywiście widzę lekką różnicę.

Krycie

Milena: Podkład kryje bardzo dobrze już po nałożeniu jednej grubszej warstwy. Kiedy jednak zobaczyłam, jak szybko łączy się ze skórą, zaczęłam aplikować go dwa razy, ale przy użyciu mniejszej ilości kosmetyku. Takie stopniowe, kontrolowane krycie bardzo mi odpowiada.

Ania: Fluid nakładam zawsze cienką warstwą, bo więcej nie potrzebuję. Wymagam właściwie tylko lekkiego wyrównania kolorytu i Liquid Control to właśnie robi. Poza tym, nie “klei się”, tylko pozostawia taką jakby satynową, matującą warstewkę, co przy mojej suchej skórze jest efektem, którego szukam. Nie wiem, czy ma po nim “baby face”, ale skóra wygląda bardzo naturalnie.

Magda: Podkład fajnie kryje i bardzo skutecznie matuje. Nawet po całym dniu moja skóra praktycznie się nie świeciła.

Trwałość

Milena: Bardzo dobrze się nosi przez cały dzień - nie musiałam w ogóle poprawiać.

Ania: Wytrzymał cały dzień. Nie spłynął, nie starł się - piątka z plusem.

Magda: Maraton pod tytułem: “Cały dzień w pracy plus wieczorne wyjście” zniósł dzielnie - pomogłam mu tylko lekką warstwą pudru pod koniec dnia.

Liquid Control: tak czy nie?

Milena: Tak. Niesamowicie dobrze komponuje się z moją skórą i jest mega trwały. Testowałam go również w ekstremalnych warunkach - podczas ulewy, bez parasola. Przetrwał w stanie nienaruszonym.

Ania: Tak, uwielbiam - zwłaszcza kolor, który idealnie pasuje do mojej skóry. Wielki plus za lekką konsystencję.

Magda: Tak. Dobry podkład to taki, o którym przypominasz sobie tylko raz dziennie - rano przed lustrem. I ten właśnie taki jest.

Artykuł powstał we współpracy z Eveline.

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...