Gdy metraż jest niewiele większy niż twój wiek, czyli jak mieszka się w warszawskich kawalerkach

Hasło "Jesteśmy wreszcie we własnym domu" wykrzykiwane z telewizorów w okresie rządów Tadeusza Mazowieckiego było mottem festiwalu "Warszawa w budowie" w 2016 roku. Wystawa unaoczniała mieszkaniowe problemy i tendencje Polaków na przestrzeni kilkunastu lat. Znalazło się na niej miejsce zarówno dla PRL-owskich meblościanek, jak i gadżetów z Ikei, które od kilku lat są numerem jeden w wielu przestrzeniach. Na ekranie wyświetlano znane seriale, które dla niektórych są podstawowym źródłem informacji, o tym jak mieszka się w Warszawie – na pewno minimalistycznie, bogato i z klasą. Można by pomyśleć: apartamentowce i wielkie mieszkania to słodka codzienność, a małe klitki to na pewno nie w stolicy.

Sprawdziliśmy jak bardzo mylne jest to wyobrażenie i jak współcześni ludzie przed 30. żyją na powierzchniach niewiele większych niż ich wiek.



Aleksandra, 24 lata

Na 27 metrach mieszka od pięciu lat, a od trzech z partnerem. Podczas meblowania priorytetem Aleksandry była kuchnia. Gotowanie to wspólna pasja pary, więc przez długi czas pełne wyposażenie stanowiła kuchnia i… dmuchany materac do spania.
Ola studiuje anglistykę i zarządzanie, a jej partner technologię żywności i zarządzanie. Oboje dorywczo pracują przy tłumaczeniach i konferencjach, by mieć czas na edukację. Ich marzeniem i planem na przyszłość jest otwarcie restauracji. Jednak nie tylko gotowanie ich łączy – interesują się kulturą japońską i koreańską, z czego wynika zamiłowanie do mangi i anime, lubią filmy i seriale (szczególnie te animowane), szeroko pojętą fantastyką i gry (zarówno komputerowe, jak i planszowe). Para również dużo podróżuje, jednak, jak przyznaje Ola, niewiele śladów po podróżach odnaleźć można w ich mieszkaniu - skupiają się na wspomnieniach, raczej przeżyciach niematerialnych, a nie bibelotach i tradycyjnych pamiątkach.

Dziewczyna zdecydowanie traktuje swoje mieszkanie jako wizytówkę i nie jest dla niej wyborem przejściowym. Zależy jej, by przestrzeń reprezentowała jej lokatorów, była komfortowa i użyteczna. Dlatego zwraca uwagę na detale i dodatki. Wyraźnie dostrzec można akcenty brytyjskie - szybę ze zdjęciem Tower Bridge w Londynie czy kubki z flagą Wielkiej Brytanii. Sama kuchnia zajmuje blisko połowę mieszkania - jest jasna i otwarta, a na ścianie wiszą na magnesach noże. Większość książek jest pochowanych w szafkach, ale kilka, w tym także mangi, jest wyeksponowanych na otwartych półkach. Ważnym elementem mieszkania jest również biurko z komputerem i dużym monitorem - przy takim rozwiązaniu telewizor jest zbędny.
Mała przestrzeń jest fajna, bo… szybko się ją sprząta. Jak ktoś nagle zapowiada się z wizytą, to wystarczy 30 minut, żeby je ogarnąć. Minimalistką nie mogę się nazwać, jednak małe mieszkanie w jakimś stopniu minimalizmu uczy. Trzeba szukać kompromisów, nie da się przechowywać tu wszystkiego, zostają tylko rzeczy, które są potrzebne. Przestrzeń jest spójna i przytulna, nie ma w niej miejsca na „przypadkowe” elementy. Ah, no i nie ma problemu z internetem – WiFi obejmuje całe mieszkanie.

Filip, 28 lat

- Mieszkam sam od roku . Dosłownie, rok temu tego samego dnia jak mnie o to pytasz, pakowałem swoją byłą dziewczynę i pomagałem jej wsadzić rzeczy do taksówki. – mówi Filip.
Mieszka na 28 metrach, od razu można jednak wyczuć, że nie traktuje swojego mieszkania personalnie. Gdy proszę o wskazanie, co najbardziej lubi w swojej twierdzy odpowiada, że chyba łóżko, na którym potrafi leżeć godzinami lub okno, przy którym stojąc popija kawę i pali papierosy. Filip jest, jak lubi żartować, z niepełnego wykształcenia ilustratorem-plakacistą. Rzucił studia w Krakowie i przeprowadził się do Warszawy, by realizować swój „słoiczy sen”, którym była praca w mediach. Obecnie jest art directorem.

Od kiedy Filip mieszka sam, dąży do tego, by w mieszkaniu było jak najmniej rzeczy. - Mam czarną podłogę, ponieważ bardzo fajnie komponuje się z szarą i białą ścianą. Co do estetyki mojego mieszkania jest ono raczej zaprzeczeniem tego, co robię w pracy. Kredens pod telewizor jest tragicznie pomalowany, a na podłodze w niektórych miejscach już są wydeptane ślady od stania przy oknie z fajką.
Dla Filipa mieszkanie jest przestrzenią, którą ma charakteryzować wygoda, cisza i spokój. Tym bardziej po całym dniu w zatłoczonym i gwarnym mieście. Jest jednocześnie przystanią do odpoczynku, jak i miejscem rodzenia się nowych pomysłów, które może wykorzystać w pracy. Nie traktuje jednak tego miejsca jako swoją wizytówkę czy przystanek na dłużej.

Mała przestrzeń jest fajna, bo... jest kompaktowa. W moich 28 metrach mam całe swoje życie na chwilę obecną. Mam tyle rzeczy, że zmieściłbym się do jednej torby, co nie stanowiłoby problemu gdybym chciał z dnia na dzień gdzieś wyjechać. Nie ma tu miejsca na bezsensowne elementy dekoracji albo sentymentalne duperele, które zagracałyby takie mieszkanie.

Marta, 24 lata

Marta mieszka na 28 metrach od 5 lat. Towarzyszy jej chłopak Adaś i od roku pies Lis. Podkreśla, że lubi wszystko to, co dobrała lub zmieniła sama. Takim przykładem jest kuchnia – jej ulubione miejsce. Poza tym bardzo lubi stół, który odziedziczyła po byłych lokatorach, ale również… rozwalającą się drewnianą podłogę.
Marta studiuje na piątym roku kulturoznawstwa, pracuje w kinie i dorywczo w tzw. kulturze lub mediach. Lubi robić zdjęcia, chodzić do lasu, oglądać filmy lub poczytać – wybiera pozycje z dziedziny marketingu lub teksty na studia. Poza tym poświęca czas na działanie w „Otwartych Klatkach” i sport (w różnym wydaniu). - To mieszkanie widziało kilka wcześniej lub później zakończonych niepowodzeniem projektów. „Joga rano” i takie tam, okazało się jednak, że nie jestem najlepsza w wypracowywaniu dobrych nawyków. Teraz próbuję boksu tajskiego w Academia Gorila, ale spuszczają tam taki wp***ol, że zaczęły dopadać mnie tajemnicze dolegliwości zmuszające do zostania w domu.

Poza przedmiotami Marty i jej chłopaka artysty (stąd cały regał materiałów do malowania), większą część mieszkania zajmują… zabawki Lisa: 8 zwiniętych razem skarpetek, dwie rękawiczki, sznurek oraz stylowa zabawka z TK-Maxx'a.

Lokatorka wskazuje, że raczej nie posiada przedmiotów, które są szczególnie duchowo nacechowane. - Jestem emocjonalnie przywiązana do komputera, aparatu i robota kuchennego, który robi różne fajne rzeczy. I do kapsułek piorących, dzięki czemu moje pranie ma wreszcie idealny zapach. Pewnie byłoby mi też przykro gdyby zniknęły niektóre książki, dysk z muzyką i zdjęciami sprzed lat. Zaczęłam od myśli, że do niczego nie jestem przywiązana, a teraz przychodzą mi do głowy jeszcze torby, buty, pościele itd. Po prostu chcę czuć się tu dobrze i zależy mi, żeby inni też czuli się dobrze. Póki co się udaje.
Mała przestrzeń jest fajna, bo… każdy jej kawałek jest oswojony i uczęszczany. Nie ma żadnych kątów, do których się nigdy nie zagląda. Zauważyłam to po adopcji Lisa – nie miał się gdzie schować lub odseparować, cały czas byliśmy razem i mógł nas obserwować. Poza tym gruntowne sprzątanie można zrobić w dwie godziny. Z drugiej jednak strony ciężko zrobić porządki w dwie minuty, bo nie ma gdzie wrzucić rzeczy na szybko – wszystko jest optymalnie poupychane.

Kacper, 27 lat

Przeprowadził się z Krakowa do Warszawy w 2011 roku, bo jak sam mówi, potrzebował zmiany. W obecnej lokalizacji mieszka od 1,5 roku. Od kilkunastu lat wybiera raczej mieszkanie w pojedynkę, bo ceni poczucie swobody. W dawnej stolicy Polski studiował historię, a w obecnej skończył socjologię. Pracuje w korporacji medialnej, gra na gitarze i śpiewa. Sam uogólnia, że „bawi się dźwiękiem” i to właśnie muzyka jest jego największą pasją.
Na gitarze basowej zaczął grać w wieku 14 lat, a później... Później było jak w klasycznym filmie o chłopięcych marzeniach: próby w garażach i zakładanie z kolegami kolejnych zespołów, z których ostatnim był "Take me to the Hospital".

Kacper przyznaje, że lubi gotować, jednak najczęściej nie ma na to czasu, dlatego stół w kuchni bez żalu odstąpił komputerowi montażowemu. Kąt pokoju przejął stojak z gitarami, a parapet piece gitarowe - w każdym zakątku znaleźć można mikrofony i sprzęty, których nazwać nie potrafi klasyczny zjadacz chleba. Pytam zatem, czy w mieszkaniu jest coś, co lubi szczególnie. Poza gitarami. - Łóżko, a raczej kanapa. Jest jedynym 100 procentowo moim meblem w tym mieszkaniu. Sam ją zdobyłem, przewiozłem od kolegi i własnoręcznie skręciłem.

Kacper za najważniejsze wartości swojej samotni uważa prywatność i spokój, chociaż przyznaje, że w najbliższej przyszłości planuje zmienić lokum na większe. Na tak niewielkiej powierzchni czuje się jednak swobodnie - docenia wolność i niezależność, jakie dają mu 30 metrów. - Wracam tu chętnie, bo to oznacza, że... skończyłem pracę i mogę odpocząć. Uwielbiam tę przestrzeń, bo jest dostosowana do mnie i nie muszę ciągle walczyć z kimś o jej podział. Lubię mieć zagracone mieszkanie, to mam. I to jest najfajniejsze.

Niby przestrzeń niewielka, można jednak z niej wyczytać dużo informacji o lokatorze. Ścianę przy łóżku zdobią zdjęcia dziadków w mundurach, w korytarzu znajdziemy ikonę, na półkach posążek Buddy, nóż Gurkhów z Nepalu, tybetański szal i kadzidełka. Poza tym plakaty: dreszczowca "Mieć i nie mieć" z 1944 roku oraz zapowiadający koncert zespołu Kacpra w Opolu. A pod sufitem flagi modlitewne z Indii.

Mała przestrzeń jest fajna, bo… jest całkowicie i niezaprzeczalnie twoja.

Życie na małej przestrzeni nie jest tragedią - i piszę to również z autopsji. Powszechnie uważa się, że młodzi ludzie są zakochanymi w rzeczach materialistami. Potrzebują modnych gadżetów, kupują każdy drobiazg z Ikei, stoją w kolejkach po najnowszy model butów czy iphona. Może to jednak nie do końca prawda? Mieszkańcy Warszawy, z którymi rozmawiałam bardziej niż najmodniejsze elementy z katalogów cenią sobie emocje i przeżycia, a mała przestrzeń stała się dla nich sposobem, by odpowiedzieć na pytanie "czego tak naprawdę potrzebuję w swoim życiu". Posiadanie nie jest najważniejsze, a rzeczy nie są już w centrum uwagi - chyba, że te, które niosą ze sobą historie lub odnoszą się do zainteresowań. W mieszkaniach nie ma już miejsca na regały z zastawami stołowymi, kryształami czy "przydasiami". Mała przestrzeń zmusza do wybrania tego, co dla lokatora liczy się najbardziej. I tego, co najczęściej jest po prostu funkcjonalne.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...