Wszyscy to robią, nikt się nie przyznaje, czyli 6 rzeczy, których wstydzimy się na początku związku

Kiedy maski opadną, czyli wieczór w pidżamie i z wielką pizzą 123rf zdjęcie seryjne / Katarzyna Białasiewicz
Rozkwit miłości romantycznej wymaga odpowiedniej oprawy. Trudno nabudować szereg wzniosłych wyobrażeń wokół kobiety w poplamionym dresie, rechoczącej histerycznie do telefonu i obcinającej w łóżku paznokcie u nóg. Podobnie jak niełatwo rozkochać w sobie kobietę nie żałując sobie sosu czosnkowego i okrzyków „cwele” rzucanych w kierunku ekranu. Na takie smaczki trzeba sobie zasłużyć. Z perspektywy czasu krygowanie się na niebiańską istotę z początków związku wspomina się z rozrzewnieniem. Maski i maseczki z czasem opadają, a z piedestału najczęściej się jednak zstępuje, niż zostaje zrzuconym po obnażeniu. Pytamy mężczyzn i kobiety w różnym wieku, czego wstydzili się przed swoimi partnerami na początku związku.

I woke up like this

Nieświeży oddech jest w stanie zabić nawet największą namiętność. Zaś w kategorii nieświeżych oddechów bezspornie wygrywa on – poranny chuch. Nic więc dziwnego, że w pierwszych miesiącach wspólnego budzenia się wiele osób wymyka się ukradkiem do łazienki, żeby olśniewać oddechem sugerującym, że zjadło się pół poletka mięty pieprzowej i popiło wodą z Oceanu Arktycznego. – Zdaję sobie sprawę, jakie to nieprzyjemne, kiedy ktoś chucha ci w nos z rana, a na początku związku zawsze chce się być pociągającą. W moim obecnym związku przez pierwsze dwa miesiące wspólnego mieszkania zaraz po obudzeniu chodziłam umyć zęby. No, i czasem położyć odrobinę korektora pod oczy. Tego już oczywiście nie robię, ale nadal staram się umyć zęby jak najszybciej – mówi Agnieszka.

Pani z reklamy Calzedonii

Ostatnio mój kolega, nazwijmy go Szymon, opowiadał mi o nocy spędzonej z dziewczyną, z którą od jakiegoś czasu się umawia. Dodał, że jest skonfundowany i nie wie, czy jej na nim zależy, czy traktuje ich randki raczej rozrywkowo. Od razu wypaliłam z pytaniem o bieliznę, którą miała na sobie. Kolega wytrzeszczył oczy. Wyklarowałam, że nie chodzi mi o szczegóły, ale raczej o to czy bielizna była elegancka i (przede wszystkim) czy stanowiła komplet. Niezależnie od tego czy kobieta ma 5, 10 czy 15 biustonoszy, pierwsze prawo bieliźniarskie mówi, że majtek ma cztery, jeśli nie pięć razy tyle. W tej kolekcji niechybnie znajdują się też majtki w różowe kotki, majtki „na okres”, niezbyt efektowne cieliste bezszwowe i niewyróżniające się niczym bawełniane czarne. Jeśli więc kobieta rozbiera się i ma na sobie koronkowy komplet jak z witryny sklepu z bielizną, wiedz, że jej zamiary wobec ciebie są poważne.



Oczywiście zachodzi też prawdopodobieństwo, że maszyna losująca w postaci ręki wylosowała dziś z szuflady pasującą górę i dół. Albo że umawiacie się z pedantyczną estetką. Ale bądźmy optymistami. Początek związku to u kobiet zazwyczaj nowy komplet bielizny. Powinnyśmy nazywać stare biustonosze imionami byłych.

Hrabina

Problem o którym wspomniała większość kobiet. Jak tu zjeść przy nowym wybranku serca coś, co z dużym prawdopodobieństwem skończy nie tylko na twojej brodzie, ale i na ubraniu? Czy czar pryśnie, jeśli rzucę się łapczywie na kebab na grubym? Sposób jedzenia innych ludzi potrafi obrzydzać, lepiej więc dmuchać na zimne. Z drugiej strony dochodzi tu problem ze stereotypami żywieniowym. Jeśli kobieta i mężczyzna pójdą razem do restauracji, zamówią stek i sałatkę nie precyzując które danie jest dla kogo, z dużym prawdopodobieństwem kelner poda sałatkę kobiecie.

Dziewczyny, które są przyzwyczajone do racji żywieniowych raczej drwala niż wróbelka, przyznają, że w początkowej fazie związków nie zamawiają tyle, ile zjadłyby z koleżankami. – Lubię się od czasu do czasu za przeproszeniem nażreć – przystawka, danie główne i deser to dla mnie standard, ale kiedy umawiam z facetem, który nie jest żarłokiem przystopowuję z ilością, żeby nie uciekł – śmieje się Iza. –To w ogóle strasznie nieuczciwe, że mężczyznom wypada się objadać i wszyscy oceniają to pozytywnie. Kiedy facet patrzy jak się objadam mam wrażenie, że myśli rzeczy w stylu „ciekawe kiedy się roztyje”. Może i to jakaś moja paranoja, ale z drugiej strony pamiętam jak mój kolega doradzał wspólnemu znajomemu jak najszybciej poznać matkę narzeczonej, żeby sprawdzić czy „roztyje się po pięćdziesiątce”. I nie był to niesmaczny żart – podsumowuje.

Rajskie istoty nie defekują

Tabu jakim wciąż obłożone jest w kulturze zachodniej korzystanie z toalety, zwłaszcza przez kobiety, nie przestaje zadziwiać. Chodzimy toples po plaży i opowiadamy znajomym pikantne szczegóły z sypialni, ale perspektywa załatwiania się przy nowym chłopaku, i to nawet za zamkniętymi drzwiami toalety, bezwzględnie nas przeraża. – Pamiętam jak pojechałam z narzeczonym na pierwszy wspólny wyjazd i przez tydzień korzystałam z toalety piętro niżej, przy recepcji. Mam z tym problem i po 3 latach związku – odkręcam wodę w trakcie i rozpylam mniej lubiane perfumy, nienawidzę odświeżaczy – mówi Zuza. Okazuje się jednak, że to problem nie tylko dla kobiet. – Na studiach po raz pierwszy zamieszkałem z moją ówczesną dziewczyną. Niedaleko był McDonald, zawsze ze „grubszą” potrzebą szedłem po kawę. Problem zaczął się, kiedy rodzice mojej dziewczyny wymieniali ekspres i oddali nam stary. Zacząłem chodzić po cheeseburgery. Kiedy rozstaliśmy się kilka miesięcy później poczułem ulgę. Nie przepadam za cheeseburgerami – żartuje Tomek.

Skóra zdarta z bobasa

Żyjemy w czas, w których większość kobiet zdaje sobie świetnie sprawę z opresyjności standardów dbania o swoje ciało i z tego, jak wiele godzin poświęcamy doprowadzając je do „porządku”, podczas gdy lwia część mężczyzn nie marnuje nawet połowy tego czasu. Cóż jednak po tej świadomości, skoro wychowałyśmy się na obrazach wydepilowanych kobiet. Chwytamy więc za plastry, depilatory i maszynki. Tyle że golimy głównie partie, które mamy zamiar wystawiać na widok publiczny (niech pierwsza rzuci kamieniem ta, która nie zapuszczała zimą włosów na łydkach).

Co innego na początku związku. Zamieniamy się w Miss Brazylii, którym włoski nie rosną nawet na przedramionach. – Nie mogę golić bikini, bo kończę z zapaleniem mieszków włosowych, depilacja woskiem z kolei za bardzo mnie boli, więc pozbywam się włosów przy pomocy pęsety. Robota na 3 dni i ból karku w pakiecie. Szczęśliwie mam tego samego faceta od 6 lat, więc już się w to nie bawię – opowiada Ola i dodaje, żeby zmienić jej imię.

Pytanie za 100 punktów

Uważasz się za całkiem inteligentną (ok, wszyscy uważają się za całkiem inteligentnych), masz zainteresowania, byłaś niezłą uczennicą. Być może dlatego średnio przejmujesz się, że nie umiałabyś wskazać na mapie miast wojewódzkich i że w pośpiechu zdarza ci się napisać coś fonetycznie, ale niekoniecznie gramatycznie.

Jeśli jednak zaczynasz być ze świetnym facetem, który z wykształcenia jest geografem, a do tego gramatycznym nazistą-hobbystą, boleśnie zaczynasz odczuwać swoje braki i pluć sobie w brodę, że zwiewałaś z geografii w liceum. Kiwasz głową, kiedy on mówi o czymś, co nie jest dla ciebie oczywistością, jak gdybyś była w temacie. Co innego kiedy znacie się już świetnie i bezwstydnie pytasz „A kim w sumie jest ten Waszczykowski?”. Inny wstyd około-intelektualny to przyznanie się do naprawdę kretyńskich guilty pleasures. – Pamiętam jak oglądałam po kryjomu kolejne odcinki „Top model” ze względu na faceta, po pół roku bezwstydnie zaczynam dzień z TVN Style, najchętniej oglądam oczywiście najgłupsze programy – opowiada Martyna.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...