Polska barbie pokazała swoj usta, o których (nie)marzą kobiety. 4 mity na temat tego zabiegu, które wydają się prawdą

Temat powiększania ust powrócił za sprawą występu "polskiej Barbie" w "Dzień dobry TVN"
Temat powiększania ust powrócił za sprawą występu "polskiej Barbie" w "Dzień dobry TVN" Fot. profil Anella_an_ / Instagram
Mity mają w sobie coś z plotki. Powtarzane z ust do ust, zaczynają żyć swoim życiem by po jakimś czasie urosnąć do miana kompletnej bzdury uchodzącej za prawdę. Czasem niespodziewanie wychodzą jak trup z szafy i elektryzują publiczność od prawej do lewej strony. Tak stało się wczoraj, kiedy internet zelektryzował występ w DDTVN słynnej polskiej Barbie, niejakiej Anelli. Największe, skądinąd całkiem zrozumiałe, negatywne emocje w wyglądzie instagramowej celebrytki wzbudziły jej nienaturalnie wielkie usta.

W latach dziewięćdziesiątych emocjonowano się powiększonym kobiecym biustem, wytykając te z kobiet, które przesadziły z rozmiarem nowych piersi. Pikanterii sprawie dodawał fakt, że najczęściej można je było oglądać wśród gwiazdeczek Playboya. Dziś powiększenie biustu wydaje się sprawą nie budzącą większych emocji. Kobiety rozmawiają o tym całkiem swobodnie pomiędzy zrobieniem kawy w firmowej kuchni a wymianą niezobowiązujących uwag pomiędzy jednym a drugim kęsem obiadu. Z pewnością przysłużyły się temu wszelkiego rodzaju programy popularyzujące chirurgię plastyczną. To dzięki nim wiadomo, że mały biust (podobnie jak za duży nos) mogą być poważnym kompleksem prowadzącym nawet do depresji.



Podobnie jak kiedyś piersi, dzisiaj emocje budzą ostrzyknięte usta. Wystawione na widok publiczny, są jedną z tych części ciała, które w oczy rzucają się jako pierwsze. Pełne wargi kojarzone są ze zmysłowością i seksapilem, wąskie ze złośliwością i zaciętością. Ich wypełnienie należy obecnie do najczęściej wykonywanych zabiegów medycyny estetycznej, podobnie jak podawanie toksyny botulinowej. Wydawać by się mogło, że w erze kiedy medycyna estetyczna jest tak powszechna, mity na jej temat już dawno straciły swoją moc. Tymczasem gorące emocje wokół Anelli, a dokładnie jej ust obnażyły wciąż dobrze trzymającą się niewiedzę.
To nie estetyka, to choroba
Jak pisała Helena Łygas w BLISS, dziś dyskusje wokół zabiegów ze sfery moralnej przeszły do estetyki. Dla wielbicielek urody Kylie Jenner, która stała się dla młodego pokolenia wzorem kobiecego piękna, fakt, że była wielokrotnie operowana nie ma znaczenia. Liczy się to, jak wygląda. Tu i teraz. Rozróżnienie na piękno naturalne i sztuczne zaczyna się rozmywać, a jedynym co budzi emocje to skala ingerencji.

- W Polsce jeszcze nie nauczyliśmy się racjonalnego podejścia do medycyny estetycznej. Wygląd człowieka stanowi pewną całość, której poszczególne elementy powinny ze sobą korespondować. Zabieg powinien sprawiać, że świetnie wygląda się jak na swój wiek, lub koryguje cechę będącą przyczyną kompleksów. Natomiast odmłodzenie się z dnia na dzień o 20 lat częściej wygląda raczej groteskowo, niż pięknie – mówi Elżbieta Radzikowska, ordynator Oddziału Chirurgii Plastycznej szpitala MSW w Warszawie. Ale nie tylko o przesadne odmłodzenie chodzi. Równie groteskowo wyglądają te części naszego ciała i twarzy, które zostały powiększone nieproporcjonalnie w stosunku do pozostałych. – Elementów twarz nie można dopasowywać w dowolny sposób, gdyby połączyć fragmenty twarzy różnych pięknych kobiet w całość, finalny efekt prawdopodobnie nie byłby zachwycający, czy nawet zadowalający, to tak nie działa – mówi Radzikowska.

Dlatego nadmierne i wielokrotnie poprawianie urody zostało sklasyfikowane jako rodzaj hipochondrii i jest określane mianem lęku przed brzydotą. Polega na obsesyjnym skupianiu się na prawdziwym lub częściowo wyimaginowanym defekcie własnej urody, czemu towarzyszą stany lękowe, a często także depresja. Jak mówi nam dr Elżbieta Radzikowska, cierpiący na to zaburzenie nie zachowują się najczęściej irracjonalnie, czy histerycznie. Można ich rozpoznać dopiero, kiedy wracają na kolejną operację z rzędu, niezadowoleni ze znakomitych efektów zabiegu lub wyszukują inne domniemane defekty. - Jest grupa osób, które mimo wielu wykonanych zabiegów, usiłują nakłonić lekarzy do wykonania kolejnych. Większość chirurgów odmawia, takie osoby są świetnie znane w środowisku, ponieważ w pewnym momencie zaczynają chodzić od gabinetu do gabinetu – mówi Radzikowska.
Na Boga, ust nie powiększa się botoksem
Jak można dowiedzieć się z lektury forów internetowych, a nawet od koleżanek, które trudno podejrzewać o niewiedzę, usta powiększa się botoksem. Cóż, z pewnością wiedza o medycynie estetycznej nie jest tą, bez której nasza erudycja będzie kuleć, warto wiedzieć jednak co nieco, zwłaszcza jeśli taki zabieg planujemy. Toksyna botulinowa jest bakteryjną egzotoksyną, która wstrzyknięta w mięsień uniemożliwia jego kurczenie się. Zabieg z użyciem toksyny stosuje się w profilaktyce przeciwstarzeniowej skóry, ograniczając w ten sposób ekspresyjną mimikę twarzy. Jej zła sława ma swoje źródło dokładnie tam, gdzie miały ją operacje powiększające biust w latach dziewięćdziesiątych, czyli w braku umiaru zarówno lekarzy i pacjentek w jej stosowaniu. Efektem są wyprasowane czoła celebrytek, które uśmiech mogą wyrazić jedynie słowami. Toksynę botulinową stosuje się również w medycynie lecząc nieprawidłowe napięcia mięśniowe, np. zeza czy tiki nerwowe. Ale na Boga, nie wypełnia się nią ust.

- Podanie toksyny botulinowej w usta mogłoby spowodować ich dysfunkcję, np. opadanie kącika ust. Trudno mi nawet wyobrazić sobie tego efekty, ponieważ toksyny botulinowej po prostu nie stosuje się do wypełnień – mówi nam Joanna Jeziorska, właścicielka Macadamia City Spa.
Zrobione usta widać na kilometr
Tylko źle ‘zrobione’ lub powiększone usta wydać na kilometr. Jak mówi nam Joanna Jeziorska, źle wypełnione usta to takie, które zaburzają proporcje pomiędzy poszczególnymi elementami twarzy, a więc nadmiernie powiększone, dodając jednocześnie, że dobrze wypełnione usta wydobywają to, co jest w nich najładniejsze, na przykład łuk kupidyna. Dobry lekarz specjalista, który pracuje na sprawdzonych preparatach, potrafi wypełnić je tak, że nawet dla wprawnego oka, będą wyglądać naturalnie. Kluczowe wydaje się jednak dopasowanie ilości preparatu do fizjologicznych możliwości danego obszaru, mówi Jeziorska, dodając, że stąd głównie innymi bierze się zła sława tego zabiegu.
To nie boli
Powiększanie ust boli. To fakt. Zdarza się, że lekarze stosują znieczulenie stomatologiczne jednak nie jest to metoda rekomendowana. – Po podaniu znieczulenia stomatologicznego mamy zaburzenie czucia, więc wargi nie układają się naturalny dla nich sposób. Podanie wypełniacza przy tak znieczulonych ustach może w efekcie prowadzić do nieprawidłowej korekty – mówi Joanna Jeziorska z Macadamia City Spa.

Powszechnym sposobem jest natomiast znieczulenie ich kremem znieczulającym. Zabieg modelowania ust nie wymaga specjalnych przygotowań, ale mimo iż jest jednym z zabiegów, które kliniki medycyny estetycznej polecają jako zabiegi lunchowe, zdecydowanie odradzamy taki pomysł. Usta po zabiegu mają tendencję by puchnąć, a efekt bywa dość groteskowy, dlatego na zabieg najlepiej umówić się wieczorem lub przed weekendem.

Ile to kosztuje
Koszt powiększenia ust w zależności od gabinetu i użytego preparatu kształtuje się pomiędzy 800 a 1500 zł. Jednak całkiem nieźle ma się estetyczne podziemie, gdzie usta można wypełnić już za 250 zł. Tajemnicą poliszynela w Warszawie jest pewna pani, która przyjmuje w gabinecie we własnym domu. W poczekalni można spotkać gwiazdy znane z małego ekranu. Na powiększanie ust w tym miejscu przeznaczyć trzeba około 600 zł.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...