Kpisz z ludzi, którzy wychodzą zimą na ulice z odsłoniętymi kostkami? Być może jesteś zaginionym ogniwem ewolucji!

Brak widocznej skarpety niekoniecznie oznacza jej brak zupełny... fot. Maciej Stanik
Przełom jesieni i zimy na polskim Facebooku naznaczają statusy ludzi, którzy pragną dać znać, że jeszcze żyją. Od „smażingu” w Sharm el-Szejk minęło już trochę czasu, a oni nie byli ostatnio „ze swoimi” (tudzież „z wariatami”) na mieście.

I wtedy spada pierwszy śnieg. Facebook zapełnia się oświadczeniami o treści: „śnieg”, czasem z materiałem dowodowym w postaci zdjęcia. Kamień spada z serca, a sól kamienna na drogi. Kilka tygodni później zazwyczaj nadchodzi śnieżyca i okazuje się, że gdzieś jest ślisko, a gdzie indziej nie da się przejechać. W mediach społecznościowych można napisać wreszcie „zima znowu zaskoczyła drogowców”. Jeśli wydawało się wam dotychczas, że opowiadany po wielokroć dowcip traci na wartości, warto nadmienić, że rzecz dzieje się w Polsce, kraju, gdzie w telewizji transmituje się krajowej produkcji kabarety, od których średnio inteligentna osoba w wieku przedemerytalnym pąsowieje z zażenowania.

Patron brechtu polskiego

Skoro były już były już dobre emocje, było „trochę humorku”, czas na wisienkę na torcie – komentowanie rodaków z którymi się nie identyfikujemy, a konkretniej – ich obnażonych jesienną porą kostek. Patronem tej zabawy online mógłby zostać zostać np. Filip Chajzer – ucieleśnienie wyobrażeń Januszy o „miłym, młodym człowieku”.



Zresztą śmieszek-homofob, złapał już pewne szlify w temacie. W maju ubrany w parodię stylizacji z pokazu dyplomowego w Central Saint Martins uciął sobie pogawędkę o modzie męskiej z zaproszoną do studia stylistką. Zaznaczył, że nie podoba mu się noszenie butów z niewidoczną skarpetą. Następnie serią nieartykułowanych dźwięków starał się przekazać kobiecie i widzom, że męskie stopy nie pachną bratkami (gdyby był to wywiad napisałabym „śmiech”, ale tu pasuje raczej „rechot samozadowolenia”).

Tymczasem, z braku wodzireja, wyśmiewania nagich kostek odbywają się w sferze półprywatnej naszych profili. Skąd jednak odkryte kostki wzięły się na ulicach i dlaczego budzą w sieci takie emocje? Nie wydaje się, żeby chodziło tu wyłącznie o zdrowy rozsądek. Inaczej krytykowalibyśmy z równą swadą porwane spodnie, 12-centymetrowe szpilki, swetry typu „zimne ramię” czy te wykonane z jakże niepraktycznego akrylu.

Szkiełko, oko i obnażona kostka

Sarkanie na podwinięte nogawki to XXI-wieczna, powierzchowna wersja konfliktu sarmaty z żoną modną czy klasyków z romantykami. Słowem pojawiającego się w każdej kulturze sporu młodych ze starymi. Młodzi niekoniecznie muszę być tu młodzi, a starzy – starzy. To konflikt dotyczący przestrzegania panujących w ramach danej społeczności zwyczajów. Dodatkowo upiorna nogawka kojarzy się z wyklętą przez zdroworozsądkowców modą. Moda, to coś, nad czym wyjątkowo łatwo odczuwać rodakom nie do końca dla nich samych jasną wyższość moralną. Tak samo, jak niektóre grupy społeczne odczuwają wyższość intelektualną nad dziewczynami noszącymi białe kozaczki, o czym ciekawie pisała jakiś czas temu Anna Dryjańska.

Ubrania powinny być w pierwszej kolejności „praktyczne”, w następnej „schludne”. Tyle że nawet, jeśli wydaje się nam, że do mody nam daleko, już sam fakt kupowania ubrań zmusza nas do zetknięcia się z nią. Może i pierwszy lepszy sweterek jest popłuczyną po kolekcji sprzed czterech lat przystosowaną do poślednich gustów, ale na pewno nie jest od mody zupełnie oderwany. Do tego moda nie musi być praktyczna, to produkt wyobrażeniowy, który pozwala regulować to, co myślimy o sobie i to, co chcemy, żeby myśleli o nas inni. Chcę być poważnym mężczyzną – wymieniam T-shirty na koszule. Jestem zbuntowaną nastolatką – zakładam ćwieki i robię irokeza.

Trudno precyzyjnie powiedzieć kiedy moda na nagie kostki się zaczęła, faktem jest, że media zauważyły je jakieś trzy lata temu – początkowo jedynie w kobiecym wydaniu. Hadley Freeman, dziennikarka „Guardiana” rozwodziła się w swoim felietonie dlaczego jej zdaniem nie wygląda to dobrze, podobne stanowisko zajął portal The Fashion Police. Co ciekawe, wówczas komentowane kostki były przede wszystkim kostkami kobiecymi, zdaje się, że panowie jeszcze ich nie obnażają.

Genesis online

Ta nie taka znowu nowa moda jest wynikiem dwóch trendów – z jednej strony powrotu do mody kilka lat temu spodni 7/8 – raczej długich, niż krótkich, ale odsłaniających kostki. Z drugiej zaś rozrostem (powiedzmy, że) subkultury sneakerheadów – ludzi uwielbiających sportowe buty, zwłaszcza limitowane, designerskie kolekcje popularnych marek (to właśnie oni koczowali dwa lata temu zimą pod sklepem czekając na premierę butów Kanye’go Westa).

Skoro to wokół butów obraca się cała stylizacja, trudno przykrywać je materiałem nogawki. Tak powstał tzw. pinroll – sposób podwijania nogawek spodni tak, żeby wyeksponować but i osiągnąć specyficzny krój nogawki (przypominające spodnie joggersy). Na inną możliwą genezę nagich męskich zwraca moją uwagę Michał Zaczyński, redaktor polskiej edycji magazynu „Esquire” od lat zajmujący się modą.

– Moda męska wciąż pozostaje wbrew pozorom dość formalna. Niewiele jest elementów, z którymi dorosły mężczyzna może poeksperymentować. Jednym z nich jest niezaprzeczalnie obuwie, a co za tym idzie także skarpety – czy właśnie ich brak. Myślę, że popularność gołych kostek wśród panów wynika z jednej strony z tego, że kolorowe skarpety trochę się już w modzie opatrzyły. Do tego gołe kostki mają w sobie coś młodzieżowego i to z rodzaju młodzieżowości odmładzającej, a nie ośmieszającej osoby w pewnym wieku. Z drugiej strony w ostatnich latach wiele ubrań, których noszenie było wcześniej zarezerwowane wyłącznie dla określonej pory roku przeszło do kategorii poza sezonowej. Rozmył się też podział na krawiectwo ciężkie i lekkie – męskie marynarki z kolekcji jesienno-zimowych często nie mają podszewek, co wcześniej było zarezerwowane tylko dla marynarek letnich. To też odpowiedź na zmieniający się tryb życia – coraz mniej przebywamy na dworze, temperatury w klimatyzowanych biurach są takie same przez cały rok, jeśli jeździmy samochodem i mamy w bloku parking podziemny, bywa, że na zewnątrz wychodzimy raz na kilka dni – komentuje Zaczyński.

Kalesony, podkoszulki

Chodzenie półnago zimową porą zawsze było domeną ludzi młodych – któż z nas nie ściągał z głowy czapki, gdy tylko miał pewność, że mama nie zobaczy z okna. Któż zawsze zmieniał buty na ocieplane, skoro mógł oszczędzić sobie czasu i zachodu wracając ze szkoły w trampkach. I ile to młodych kobiet, które wcale nie jeżdżą do pracy samochodami, wybiera trzymający fason płaszczyk „prawie wełniany”, zamiast człekokształtnej puchówki, której nawet desperackie przepasanie w talii nie uratuje dla świata elegancji. Zrozumiemy jeszcze intencje dziewczyny chwiejącej się na szczudłach szpilek i w rajstopach 20 DEN – chce się pokazać, chce się podobać (rzecz jasna seksualnie – mężczyznom). Natomiast to, że ktoś chce podobać się znajomym czy samemu sobie czy po prostu mieć świadomość, że wygląda „fajnie” nie mieści się przeciętnemu Januszowi w głowie. Bo co to niby znaczy „fajnie”.

– W Polsce do mody podchodzi się z niezrozumieniem połączonym z niechęcią. Osoby ubierające się zgodnie z trendami wciąż bardzo się wyróżniają. To paradoks, o tyle, że w modzie chodzi do pewnego stopnia o to, żeby ubierać się wedle pewnego wzorca. Wyśmiewanie nowych trendów wydaje mi się zawsze rodzajem samoobrony działającej na zasadzie – muszę to obśmiać, bo a nuż musiałbym się zastanowić nad tym jak sam wyglądam, czy aby dobrze. Zastanowić się nad swoim wizerunkiem. Nagie kostki może rzeczywiście są kuriozalne, kiedy na termometrze jest minusowa temperatura, ale nie wydaje mi się, żeby w Polsce rzeczywiście tak dużo osób ubierało się w ten sposób zimą, to raczej domena okresów przejściowych – komentuje Michał Zaczyński.

Czasem przeglądając Facebooka, czy nawet czytając komentarze w na:temat nachodzi mnie myśl, że zaginione ogniwo antropogenezy to nikt inny, jak polski dziad. Dziwny podgatunek człowieka, którym kierują dwa skrajne, choć szczęśliwie raczej deklaratywne uczucia – miłość i nienawiść. Nad Wisłą kochamy: bezdomne pieski, chore dzieci, papieża Polaka. Nienawidzimy: Żydów, lewaków, Muzułmanów, pedałów i feministek. Dziada polskiego charakteryzuje także spaczona logika spod znaku – „Wolę kotleta od Mahometa” (przy takim aksjomacie, to w sumie to i ja wolę kotlety) i pogarda dla wszystkiego co „modne”. Zacieram ręce czekając na tegoroczny wysyp komentarzy a propos.


Bliss – część lifestyle'owa na:temat jest też na Instagramie.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Moda
Trwa ładowanie komentarzy...