Sam nie pojedzie, ale pomoże prześcignąć tramwaj. E-bike to realna alternatywa dla transportu w mieście

Rowery elektryczne to  efektywna alternatywa dla transportu w mieście
Rowery elektryczne to efektywna alternatywa dla transportu w mieście Fot. materiały prasowe
Z górki na pazurki - żaden problem: człowiek się nie zasapie, ani nie zapoci nowego garnituru czy garsonki. Pod górkę, a nawet kilka kilometrów po płaskim - gorzej. Zanim jednak ostatecznie polegniesz na barykadach walki o szczuplejszą figurę i zdrowsze środowisko, wpisz w wyszukiwarkę słowo “pedelec”.

Pedelec to akronim słów “pedal electric cycle”, globalnie znany również jako e-bike, a lokalnie zwany rowerem elektrycznym lub hybrydowym, choć ta pierwsza nazwa nie jest do końca właściwa, sugeruje bowiem, że rower może jechać wyłącznie dzięki silnikowi elektrycznemu. Bliższe prawdy jest określenie "rower hybrydowy", czyli taki, który łączy dwa rodzaje napędów: pracę ludzkich mięśni oraz silnik elektryczny, który jedynie wspomaga rowerzystę. Błędne zatem jest myślenie wielu osób, że rower ze wspomaganiem jest dla osób leniwych, którym nie chce się pedałować – wręcz przeciwnie.
- E-bike polecam nie tylko w terenie górskim, ale nawet pofałdowanym. Jadąc na tradycyjnym rowerze niechybnie się spocimy,co jest normalne podczas wysiłku fizycznego, ale zakładając, że jedziemy do pracy - niezbyt pożądane. Dzięki temu, że e-bike nas w pewnym stopniu wyręcza, możemy spokojnie wsiąść na niego w garniturze - tłumaczy Daniel Dziemieszonek, twórca vloga SzajBajk.
- Należy pamiętać, że rower elektryczny w jeździe nas nie wyręcza, tylko wspomaga. Nasze mięśnie cały czas pracują, ale ta “pomoc” sprawia, że mogą jeździć na nim również osoby otyłe, mające problemy ze stawami, czy też starsze, czyli wszyscy ci, których kolana nie są do intensywnej jazdy na rowerze przyzwyczajone - tłumaczy specjalista.

Stała prędkość i asysta podczas “wspinaczek” to główne czynniki, które sprawiają, że rower hybrydowy to jedyna dwukołowa alternatywa, która poza tym, że nie przyczynia się do łamania kolejnych rekordów "zasmogowania" przestrzeni miejskiej, pozwala również przemieszczać się po ulicach ze stałą prędkością. Przepisy Unii Europejskiej dopuszczają wspomaganie elektryczne do 25 km/h, po osiągnięciu tej prędkości napęd się rozłącza, a wyższe prędkości można osiągnąć jedynie dzięki sile nóg.
Aby oszczędzać siły i środowisko, trzeba najpierw zainwestować. E-bike to, w wielu przypadkach wydatek porównywalny ze zwykłym rowerem, ale zdaniem jego zwolenników - zdecydowanie bardziej opłacalny. - To jest inwestycja podobna do założenia dobrej instalacji gazowej. Rower elektryczny jest dzisiaj chyba najbardziej ekonomicznym sposobem poruszania się po mieście - twierdzi Daniel Dziemieszonek.

Ceny rowerów hybrydowych dobrej jakości zaczynają się od 4 tys. Pytanie, czy to dużo czy mało, warto zadać Czechom. Podczas gdy u nas w roku 2016 sprzedało się 10 tys. “elektryków”, ze sklepów nad Wełtawą wyjechało ich 25 tys. To statystyki zaskakujące, biorąc pod uwagę, że ogólna sprzedaż rowerów w Polsce wyniosła 1,2 mln, a w Czechach - 300 tys. - Rynek czeski jest ewenementem - potwierdza Marek Rosłon, przedstawiciel Overfly Bike Polska . - producenta rowerów hybrydowych. - Może to kwestia ukształtowania terenu? Czeskie miasta są znacznie bardziej pagórkowate, niż nasze - zastanawia się. Inną teorię na ten temat ma wydawca magazynu “Electric Bike Action Magazine” - Ondřej Vysypal.
Ondřej Vysypal
Electric Bike Action Magazine

Rynek elektryków rozwija się w Czechach już od 2008 roku. Czesi z czasem przekonali się, że rower elektryczny może być wykorzystywany jako środek lokomocji, który jednocześnie świetnie sprawdza się w rekreacji i sporcie. Na niedawnych targach Bike Expo w Kielcach można było zauważyć, że Polska jest w stanie podobnym jak Czechy 3 lata temu – czeka ja w następnych kilku latach podobnie wielki boom w rozwoju elektryków. Czeski klient jest dziś bardzo dobrze zaznajomiony z dziedziną elektromobilności: orientuje się w rodzajach silników i baterii. Tym tez różni się od klienta polskiego, który tego typu wiedzy jeszcze nie posiada.

Vysypal dodaje, że popularność elektryków w Czechach cały czas rośnie - prognozy na kolejne lata mówią o podwojeniu rocznej sprzedaży i pozyskaniu 25 proc. rynku rowerowego. Co ciekawe, ilość przekłada się również na jakość: - Ludzie powoli przekonują się, że nie warto kupować tandety za 700 euro. Najpopularniejsza kategoria cenowa to dzisiaj 1500 euro. Popularność zyskują jednak również modele high-endowe, których ceny sięgają nawet 4-5 tys. euro - dodaje pasjonat e-bike’ów.
Wybierając swoją pierwszą hybrydę nie warto sugerować się jedynie ceną. Poza parametrami wyposażenia takimi jak w tradycyjnych rowerach, należy zwrócić uwagę na baterię, a zwłaszcza jej pojemność podawaną w Amperogodzinach (Ah). - Baterie w naszych rowerach są wykonane z ogniw Samsung i Panasonic. U konkurencji często używane są tańsze chińskie ogniwa, które charakteryzują się mniejszą sprawnością. Dodatkowo, w cenie przeciętnego modelu za 4 tysiące znajdziemy często baterie o małej pojemności 7 Ah albo 8,8 Ah. W rowerach Overfly mamy baterie o pojemności od 10,4 Ah przez 13 Ah do 16Ah. Od pojemności baterii zależy ile kilometrów jesteśmy w stanie przejechać na jednym ładowaniu - wyjaśnia Marek Rosłon.
Marek Rosłon
prezes Overfly Bike

Wszystkie nasze rowery mają elektroniczne wyświetlacze, na których widzimy prędkość, stopień naładowania baterii i przebyte kilometry. Wielu producentów w podstawowych wersjach proponuje tylko wyświetlacze LEDowe, gdzie poziom naładowania baterii sygnalizują kolorowe diody.

Prezes Overfly dodaje, że warto zwrócić uwagę również na “rekordowe” osiągi poszczególnych marek: - Popularnym chwytem marketingowym jest podawanie liczby możliwych do przejechanych kilometrów na podstawie prób testowych, a nie rzeczywistych. To podobna sytuacja do tej, jaką znamy z testów samochodów, gdzie zużycie paliwa podawane przez producenta bardzo różni się od tego, jakie zaobserwujemy podczas codziennego użytkowania - tłumaczy.
Istotną kwestią jest również rodzaj napędu. - W rowerach hybrydowych spotkamy się z trzema jego rodzajami: na przednie koło, na tylne koło, oraz napęd centralny - tłumaczy Marek Rosłon.
MAREK ROSŁON
prezes Overfly Bike Polska

Napęd w przednim kole jest najtańszym rozwiązaniem, ale nie najlepszym. Rowerzysta ma wrażenie, że rower go ciągnie, rozwiązanie może być również niebezpieczne, szczególnie przy szybkich ciasnych zakrętach (kierowane koło wyciąga nas poza tor jazdy). Napęd w tylnym kole jest rozwiązaniem optymalnym ze względu na cenę oraz otrzymywane parametry trakcyjne. Napęd „pcha” rower przez co kierujący czuje się bezpiecznie i nie ma uślizgów przy podjazdach pod górę. Napęd centralny jest najbardziej zaawansowanym technologicznie rozwiązaniem, ale również droższym od pozostałych. Dużym plusem są stosowane w nim czujniki torque sensor (czujnik nacisku), które bardzo dobrze sprawdzają się podczas jazdy w górskim terenie. Zaletą jest również centralne rozłożenie masy roweru. Napęd centralny posiada zaledwie 10 proc. sprzedawanych w Polsce rowerów.

Przedstawiciel Overfly Bike podkreśla jednak, że najlepsza z punktu widzenia rowerzysty opcja może być również dostępna w przystępnej cenie: - Te, które znajdują się w naszej ofercie są bardzo atrakcyjne cenowo co wynika z zastosowania silników opracowanych przez inżynierów Overfly - zapewnia Marek Rosłon.

W perspektywie zbliżającej się zimy, rowery elektryczne mają jeszcze jedną zaletę: skrócony czas ekspozycji na mróz podczas jazdy: - Na elektrycznym rowerze przejeździłem w zeszłym roku 280 dni. Oczywiście, trzeba pamiętać o odpowiednim ubiorze - mieć na sobie coś, co ochroni nas przed wiatrem i ciepłe obuwie. W mieście, w którym ulice będą w miarę dobrze posypane, taki rower spokojnie sobie poradzi - zapewnia Daniel Dziemieszonek.

Artykuł powstał we współpracy z Overfly Bike.

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...