Parę lat temu mieszkała w obozie dla uchodźców, dzisiaj podbija świat filmu i muzyki. To nazwisko trzeba znać

Mari Malek spędziła dzieciństwo w obozie dla uchodźców. Dzisiaj robi karierę jako modelka, aktorka i DJ-ka
Mari Malek spędziła dzieciństwo w obozie dla uchodźców. Dzisiaj robi karierę jako modelka, aktorka i DJ-ka Fot. materiały prasowe
Mari Malek dostała od losu szansę, którą postanowiła wykorzystać za wszelką cenę. Gdyby była zwykłą aktorką można by bez większego pudła założyć, że “szansa od losu” to drugie imię światowej sławy agenta, który w myśl hollywoodzko-romantycznego schematu wypatrzył ją pewnego dnia z ulicznego tłumu i dał angaż w, jak się szybko okazało, niezwykle kasowym filmie. Niestety, takie komedie romantyczne rzadko trafiają na ekrany kin w Sudanie Południowym, a szansą, którą wykorzystała Mari była ucieczka z ogarniętego wojną kraju. Sława przyszła znacznie później.

Dzisiaj Mari Malek jest pracuje jako modelka, DJ-ka i aktorka. Niedługo na polskie ekrany trafi jej pierwszy film - “Morderstwo w Hotelu Hilton”. W rozmowie z na:Temat opowiada o swojej karierze, działalności charytatywnej ale i o niełatwych początkach w USA.



Urodziłaś się w Sudanie Południowym, ale część dzieciństwa spędziłaś w Egipcie.

Urodziłam się w Wau w Sudanie Południowym, w czasie drugiej wojny domowej. Sytuacja w kraju była wtedy bardzo niebezpieczna, dlatego wraz z resztą rodziny musieliśmy uciekać. Egipt był naszą jedyną opcją głównie dlatego, że był najbliżej. Wyjechałam razem z mamą i dwoma siostrami. W Egipcie miałyśmy czekać, aż pojawi się możliwość wyjazdu dalej - do USA.
Jak wspominasz tamten okres?

Mama chciała nas za wszelką cenę chronić i dać nam szansę na dorastanie w najlepszych możliwych warunkach. Wierzyła, że zasługujemy na bezpieczne życie i edukację. Będąc w Egipcie staraliśmy się o azyl w USA. Po czterech latach oczekiwania - udało się. Dostaliśmy status uchodźców i mogliśmy wyjechać do Stanów.

Czy twoje wyobrażenia o tym kraju odpowiadały rzeczywistości?

Do Stanów trafiliśmy pod koniec lat 90. Ulokowano nas jednej z biedniejszych dzielnic Newark w stanie New Jersey. To była okolica, w której przemoc, narkotyki i prostytucja były na porządku dziennym. Były momenty, że czułam się bardziej niebezpiecznie, niż w Sudanie. Nie mogę więc powiedzieć, żeby moje oczekiwania odpowiadały rzeczywistości. To było dość ciężkie doświadczenie.

Pamiętasz najtrudniejszy moment po przeprowadzce do USA?

Najtrudniejszy był moment przejściowy, zaraz po przyjeździe, kiedy trzeba było przystosować się do nowego życia. Dookoła nie było nikogo, kto zmagałby się z podobnymi do mnie problemami. Ciężko było również zmagać się z dyskryminacją - na każdym kroku przypominano nam, że jesteśmy uchodźcami.

Jak wtedy rozumiałaś słowo “uchodźca” i co oznacza ono dla ciebie obecnie?

Szybko dowiedziałam się, że ten termin jest w USA nacechowane bardzo negatywnie. Jest to swoją drogą dość absurdalne, że uchodźcy są stygmatyzowani w kraju, który, na dobrą sprawę, został zbudowany właśnie na barkach uchodźców i imigrantów.

Dzisiaj słowo “uchodźca” wypowiadam z dumą - postrzegam je jako symbol człowieczeństwa. Bycie uchodźcą jest cool! Uchodźcy to ludzie, którzy walczą o lepsze życie - dla siebie i swoich rodzin. Żadni z nich kryminaliści - większość z nich ciężko pracuje, a w zamian oczekuje sprawiedliwego traktowania. Nikt nie zostaje uchodźcą z własnej woli, ale jest do tego zmuszony - przez wojnę, przemoc i inne niesprzyjające okoliczności.

Jak zaczęła się twoja kariera modelki i DJ-ki? Co zdecydowało o tym, że wybrałaś właśnie taką ścieżkę kariery?

Niemal od pierwszego dnia w Ameryce, ktoś zaczepiał mnie na ulicy i pytał, czy nie myślałam, żeby zostać modelką. Nie wiedziałam do końca, z czym miałoby się to wiązać, więc byłam nieco przerażona. Koniec końców zdecydowałam się zaryzykować i podążać za marzeniami. Oznajmiłam mamie, że jadę do Nowego Jorku sprawdzić, czy rzeczywiście mam jakieś szanse w modelingu.

Dzisiaj jestem już na dobre związana z przemysłem rozrywkowym. Będąc modelką odkryłam, że jestem też całkiem niezłą DJ-ką. Gram pod pseudonimem DJ Stiletto. W 2015 zaczęła się natomiast moja przygoda z filmem - dostałam angaż do “Morderstwa…”.

Na przestrzeni lat uświadomiłam sobie, że będąc częścią branży mogę zdziałać znacznie więcej, niż tylko dostarczać rozrywki. Obszary, w których się poruszam, stanowią świetne platformy do przekazywania mojego przesłania, do prezentowania inicjatyw, w które wierzę. Obecnie działam na rzecz złagodzenie skutków kryzysu imigracyjnego - szerzę świadomość odnośnie potrzeby edukacji i praw kobiet. Staram się wykorzystywać rozrywkę do wyższych celów. Nie chcę być tylko trybikiem w rozrywkowej “maszynie”.
Które ze swoich osiągnięć uważasz za najbardziej wartościowe?

Doceniam wszystko, co udało mi się do tej pory osiągnąć, ale największą dumę czuję, kiedy myślę o mojej organizacji Stand4Education. Wierzę, że powinnam odwdzięczyć się za to, co dostałam. Chcę być motorem zmian w społeczeństwie.

Jak reagują ludzie w twoim otoczeniu, kiedy dowiadują się, że pochodzisz z Sudanu Południowego?

Jeśli ktoś wie, gdzie leży mój kraj, zwykle posyła mi współczujące spojrzenie. Wiele osób nie ma jednak pojęcia o tym, że takie miejsce jak Sudan Południowy istnieje, a tym bardziej - o problemach, z jakimi się boryka.

Jakiego rodzaju są to problemy?

Sudan Południowy to najmłodszy kraj świata. Zyskaliśmy niepodległość 9 lipca 2011 roku. Zmagamy się, między innymi, z brakiem dostępu do edukacji, kryzysem uchodźczym i dyskryminacją kobiet, ale lista jest dużo dłuższa. Jesteśmy nie tylko młodym krajem, ale i młodym społeczeństwem. Ponad 50 proc. Sudańczyków Południowych to dzieci poniżej 18 roku życia. W kraju panuje plaga głodu. Nie uda nam się jej zwalczyć, jeśli nasze dzieci nie będą odpowiednio wyedukowane. Obecnie wkładam bardzo dużo wysiłku w to, aby nakłonić jak najwięcej osób do działania na rzecz Sudanu Południowego. Chcę stworzyć międzynarodowy ruch, który pomoże ocalić mój kraj.

Czym zajmuje się twoja fundacja - Stand4Education?

Skupiamy się na pomocy kobietom i dzieciom.Robimy co możemy, aby je chronić, żywić, i stworzyć bezpieczne warunki do wzrastania. Przeciętne dziecko z Sudanu Południowego ma bardzo ograniczone możliwości, jeśli chodzi o edukację. Zajęcia odbywają się na powietrzu, klasy są przepełnione, a nauczyciele często sami mają skończone nie więcej niż sześć klas podstawówki. Lepszych możliwości trzeba szukać za granicą, ale na to niewielu Sudańczyków Południowych może sobie pozwolić.

Mamy też gigantyczny problem z równością płci. Rola kobiety ogranicza się do bycia żoną, matką i opiekunką mężczyzny. Większość dziewczynek jest traktowana jako źródło dochodu - można je “odsprzedać” za mąż jak tylko skończą 12 lat. Rodzina otrzymuje w zamian pieniądze lub żywy inwentarz, a dziewczynka zwykle traci możliwość na jakąkolwiek formę edukacji. Jestem zdeterminowana, aby zrobić wszystko, aby poprawić ich sytuację.
Porozmawiajmy o twoim filmie. W “Morderstwie w Hotelu Hilton” grasz jedną z głównych ról. Co zaintrygowało cię w tej historii?

Film doskonale odzwierciedla to, co dzieje się obecnie w USA i w ogóle na świecie. Prezentuje i piętnuje problemy, z którymi spotykamy się w obecnej rzeczywistości, Mówi o ułomnościach systemu, o poszukiwaniu sprawiedliwości i dążeniu do wolności. Mocno przebija się w nim również wątek kryzysu imigracyjnego.

Grasz postać o imieniu Salwa. Kim ona jest?

Salwa to niepohamowana energia, siła, która chce być zauważona i usłyszana. Jest lustrzanym odbiciem świata, w którym żyjemy. Salwa obserwuje to, dzieje się wokół niej, doświadcza współczesności i przekłada tę historię na język własnych emocji. Salwa jest mi bardzo bliska. Jej los mnie wzruszył. Przypomniała mi wszystko to, przez co kiedyś sama przechodziłam i to, przez co przechodzą obecnie uchodźcy z Sudanu Południowego.

Jak przebiegała praca na planie?

“Morderstwo w Hotelu Hilton” to mój debiut aktorski. Okropnie się stresowałam, bo ze znanego mi świata modelingu zapuszczałam się w kompletnie nieznane mi rejony. Zdjęcia trwały dwa miesiące. Plan, zlokalizowany w Maroku, był niesamowicie autentyczny. Kręciliśmy w bardzo realistycznych, surowych przestrzeniach, które pomagały wydobyć esencję opowiadanej historii.

Które momenty były najtrudniejsze, a jakie najbardziej satysfakcjonujące?

Czerpałam radość z każdej minuty spędzonej na planie. W trakcie zdjęć nabrałam jeszcze większego respektu do zawodu aktora. Przekonałam się, że oddanie najprostszych, wydawałoby się, emocji jest tak naprawdę najtrudniejsze.

Rola Salwy wymagała ode mnie głębokiej introspekcji. Jej środkami wyrazu jest spojrzenie i język ciała. Opanowanie tych technik okazało się znacznie trudniejsze niż zapamiętywanie tekstu. Najcenniejszym dla mnie doświadczeniem było właśnie to, że mogłam tak wiele nauczyć się o sobie samej, zgłębić w swoich emocjach. Podróż do wnętrza własnego “ja” była sporą przygodą.
Historia twojego życia mogłaby z powodzeniem posłużyć za scenariusz filmu. Myślałaś, żeby taki film stworzyć?

Jeszcze do niedawna byłam bardzo ostrożna, jeśli chodzi o dzielenie się moimi prywatnymi doświadczeniami. Nie chciałam, żeby ludzie się nade mną użalali, czy traktowali jak ofiarę. Dzisiaj jednak zdaję sobie sprawę z siły storytellingu - wiem, że to właśnie osobiste opowieści pomagają jednoczyć ludzi. Postanowiłam więc dzielić swoimi doświadczeniami. Jeśli to, przez co przeszłam sprawi, że tym kobietom i dziewczynkom będzie łatwiej przebrnąć przez codzienność - jestem na to gotowa. Obecnie piszę książkę o swoim życiu, ale temat filmu również gdzieś tam z tyłu głowy mi się pojawił.

Poza tym, chcę promować historie innych kobiet z rejonu Sudanu Południowego i całej Afryki. Dzisiaj mamy masę możliwości, aby dzielić się wiedzą i doświadczeniami z resztą świata. A świat, jak nigdy wcześniej, tego właśnie potrzebuje. Każdemu z nas może przydarzyć się sytuacja, w której będzie potrzebował wsparcia. Świat będzie lepszy, jeśli będziemy o tym pamiętać.

Artykuł powstał we współpracy z dystrybutorem filmu "Morderstwo w hotelu Hilton" - Aurora Films.

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...