Black Friday w Rossmannie: „Czy jest perfum Kelwin Klajn?”, czyli luksusy po polskiemu

Rossmann organizuje kolejną promocję, tym razem przy zakupie dwóch flakonów perfum, jeden z nich dostajemy gratis. 123rf zdjęcie seryjne / kasto
Zaprawdę powiadam wam, święty jest ten, kto prowadzi fanpage Rossmanna Polska na Facebooku. Wczoraj opublikowano infografikę przedstawiającą zasady promocji przygotowanej przez sieć drogerii z okazji Black Friday. I choć font był duży i wyraźny, a słów zaledwie kilka, polskie internautki stanęły przed nie lada łamigłówką. Czy zdanie „Tylko w Klubie Rossmann” oznacza, że trzeba być w Klubie Rossmann, żeby skorzystać z promocji? I czy aby na pewno promocja obowiązuje wyłącznie w sklepie internetowym, skoro na plakacie znalazł się napis „tylko online!”? Na takie pytania święty PR-owiec odpowiada już z anielską cierpliwością niemal od doby.

Przeglądając komentarze klientek zaczęłam się zastanawiać jak to możliwe, że w Polsce obowiązkowa edukacja trwa 13 lat, a mimo to, po przesiedzeniu ponad dekady w szkolnej ławie, ludzie mają problem ze zrozumieniem trzech zdań na krzyż. A właściwie to nawet nie zdań, ale równoważników zdań, prostych jak budowa cepa.

Przebijając się przez ścianę komentarzy można dostrzec jednak nieco więcej, niż tylko powszechny brak umiejętności czytania ze zrozumieniem. Niektóre panie chwalą się nowymi nabytkami, powtarzając nazwy marek jak litanię albo zaklęcie. Co znamienne, nie pojawiają się tu nazwy perfum, ale marek właśnie. Zakupione zostały więc flakony Hugo Bossa czy Calvina Kleina, a nie XX, Orange czy Obsession. Nie byłabym zdziwiona, gdyby okazało się, że część osób nawet nie sprawdziło jak pachną perfumy, które właśnie kupili. Z pewnością luksusowo, skoro jest to Gucci.

Nastroje wśród klientek, które nie skorzystały z promocji czy też nie udało im się nabyć tego, co chciały są natomiast agresywno-bojowe. Raz po raz padają oskarżenia o oszustwo, hasełka takie jak „wstyd” czy „żenada” okraszone poważnymi groźbami – Ilona i Malwina nie będą już kupowały w sklepach sieci, skoro Armaniego nie ma „na promocji”. Ponieważ Rossmann absolutnie nie miał prawa wybrać produktów, które obejmie akcja.


Zdaje się, że na przestrzeni zaledwie 28 lat kapitalizmu całkiem sprawnie zinternalizowaliśmy sobie przykazanie „klient nasz pan”. Niektórzy panowie, czy też ,nie oszukujmy się – po prostu klienci kompletnie zatracili poczucie obciachu. „Żenadą” jest tu raczej podchodzenie do promki na perfumy z wysokiego, emocjonalnego C i zachowywanie się jak gdyby przewinieniem Rossmanna nie były braki w magazynach, ale raczej dyskryminacja rasowa i pranie brudnych pieniędzy.
Czarnopiątkową wisienką na torcie jest zaś „ten perfum”, zły brat bliźniak „tego pomarańcza”. To jedno z określeń, od których oczy wychodzą z orbit, kwiaty więdną, a takie jak jak mamroczą niecenzuralne wyrazy pod nosem. „Zamawiam jeden perfum czy wpisuje dwa do koszyka samo się zeruje?” pyta jedna z klientek na fanpage'u.

Jak już jesteśmy tacy jakby luksusowi, wypadałoby nie psiukać się tym całym perfumem. Perfumy bowiem mają to do siebie, że występują w liczbie mnogiej, nawet jeśli mowa o flakonie w liczbie jeden. To tzw. pluralia tantum – rzeczownik, który (podobnie jak nożyczki czy drzwi), nie posiada liczby pojedynczej. Profesor Mirosław Bańko w Poradni Języka Polskiego PWN wspomina co prawda, że w niektórych starych słownikach występuje forma „ta perfuma”. Trudno jednak przypuszczać, że w przedpotopowej Polsce „ta perfuma” była towarem na tyle rozpowszechnionym, że określenie to przejęliśmy od dziadów-pradziadów, zmieniając po drodze rodzaj. Bardziej prawdopodobna wydaje się hipoteza, że „ten perfum” to kalka z angielskiego „perfume”. Fonetycznie wyraz kończy się na „m”, czyli tak, jak rzeczowniki rodzaju męskiego w języku polskim.

Nie wszyscy komentujący są jednak wściekli. Agnieszka dla odmiany jest zadowolona – udało się jej kupić dokładnie to, co chciała. Ale to dlatego, że złożyła zamówienie zaraz po rozpoczęciu promocji. „Byłam przewidywalna” – podsumowuje. Przez moment miałam ochotę zapytać co to znaczy, podobnie jak klientka Rossmanna szukająca okruchów sensu w „Tylko online”.

Pamiętajcie, promocja na perfumy (a także, o czym nie wspomniałam powyżej, świąteczne zestawy kosmetyków) trwa tylko do 27 listopada. Wciąż jeszcze można zadać szereg głupich pytań oraz, w razie niepowodzenie w zakupach, zbojkotować sieć sklepów. Podejrzewam, że w siedzibie głównej Rossmanna w Burgwedel w Dolnej Saksonii już drżą.


Lifestyle na:temat jest też na Instagramie, czasem wrzucamy nawet perfumy.
Trwa ładowanie komentarzy...