Wyśmiewasz się z kupujących skórzane portfele Macieja Zienia dostępne teraz w Biedronce? To świadczy tylko o tobie

Kolekcja galanterii skórzanej Macieja Zienia dla Biedronki jest dostępna w wybranych sklepach od 23 listopada. materiały promocyjne
Paprocki i Brzozowski dla Biedronki, Wittchen w Lidlu, Gosia Baczyńska dla Rossmanna, Loft37 czy Maciej Zień dla Biedronki. Przez ostatnie kilka lat kolaboracje rodzimych projektantów ze sklepami do których zdarza się zaglądać większości Polaków przestała dziwić.

Co po niektórych nie przestała jednak bawić. Wyśmiewani są już nie tylko ludzie uwiecznieni na nagraniach na YouTubie. Żeby stać się obiektem szydery nie trzeba już szarpać się o Crocsy czy tanie roboty kuchenne. Wystarczy najzwyczajniej w świecie mieć zamiar kupić w dyskoncie rzecz sygnowaną nazwiskiem projektanta. I choć dziewczyny wystające pod sklepem, żeby kupić ciuch z kolekcji Versace czy Isabelle Marant dla H&M również bawią internetową gawiedź, jest to szyderstwo zgoła innego rodzaju. W przypadku kpienia z fashionistek czy sneakerheadów chodzi o opozycję: dojrzały, rozsądny – młody, pstro w głowie, czyli spór stary jak świat.



Kpienie z ludzi zasadzających się na markowe rzeczy w przystępnych cenach to klasizm w czystej postaci. I to nawet nieszczególnie zakamuflowany. Podziały społeczne przebiegają na wielu poziomach, w tym na poziomie estetyki. Śmiejąc się ze „złego gustu”, wyśmiewamy w istocie brak zrozumienia dla określonych kanonów. A to może wynikać z niskiego statusu materialnego, ale też miejsca zamieszkania, braków w edukacji (czasem jedynie tej wizualnej, nie ogólnej). Ktoś, kto nie widziałeś nigdy na żywo architektury starożytnych Greków czy Rzymian, nie czuje niestosowności rzędu białych kolumn na ganku domu w sercu mazurskiej wsi. Ich kontekstem staje się ganek sąsiada, gdzie zostały zauważone, nie miejsce w historii architektury.
Jednak wyśmiewanie ludzi, którzy wstali o świcie, żeby dostać skórzany portfel jest znacznie perfidniejsze, niż śmianie się z noszących legginsy zamiast spodni „białych kozaczków”, czy wspomnianych kolumn. Z drobnymi wyjątkami, wszyscy pragniemy otaczać się rzeczami, które uważamy za ładne, stylowe czy porządne. Dla niektórych będzie chodziło jedynie o to, żeby wyglądać schludnie, mieć bluzki w ulubionym kolorze i przytulny salon. Inni uwielbiają przedmioty – od solniczek, przez skarpety, po ręczniki, nie tyle z chęci posiadania co raz to nowych rzeczy, co otaczania się formami, na które przyjemnie się patrzy.

Dla kogoś, kogo nie stać na skórzany, markowy portfel za 300 zł, akcje takie jak Maciej Zień projektujący dla Biedronki to jedna z niewielu okazji, żeby kupić coś ładnego i porządnego za kwotę, którą bez wyrzutu sumienia można na ten cel przeznaczyć. Może i trzeba w tym celu wstać wcześniej, albo przebiec sklep, ale czy naprawdę chęć, żeby mieć coś ładnego jest czymś godnym potępienia?

Na osobliwe pojęte "szanowanie się", polegające w tym przypadku na olaniu wyprzedaży z okazji Black Friday, czy projektantów w dyskontach, mogą pozwolić sobie osoby, którym to, czy wydadzą 100 czy 300 zł nie robi jakiejś kolosalnej różnicy.

Czy jesteśmy nacją chytrych bab z Radomia, które wsadzą komuś łokieć w nos, byleby oszczędzić?
A może mityczne skąpstwo jest łatwiej i przyjemniej wyśmiać, niż uświadomić sobie, że ktoś "walczy o torebkę Wittchena", bo inaczej nie mógłby jej sobie kupić. Trudno, żeby osoba, której zarobkom daleko od średniej krajowej myślała „ach, nie mam pieniędzy, kupię więc jakieś stare szmaty w lumpeksie”.
Żyjemy w czasach, w których ludziom uważającym się za kulturalnych nie wypada być mizoginami, rasistami czy homofobami. Dawanie upustu klasistowskim wyobrażeniom o beneficjentach 500+, które tak często można zobaczyć choćby w komentarzach na na:temat uchodzi za to płazem.

Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie chciał nigdy mieć czegoś, na co (w ujęciu zdroworozsądkowym) go nie stać. Może nie były to akurat klapki Crocsa, ale raczej torebka Prady, Mercedes czy designerkie krzesło. Idąc tropem klasowego szyderstwa, powinniśmy kpić także z osób decydujących się na używane iPhone’y czy stare BMW.

Szyderstwo jest w tym przypadku rytuałem wspólnoty – a że lwia część Polaków i Polek uważa się za klasę średnią, aspiracje tej grupy nie są przedmiotem drwiny. Biedę niewyrażoną wprost wyśmiać natomiast łatwo – w kapitalizmie to niemal synonim patologii. Widać to nawet w słownictwie – wolne związki są dla wielkomiejskich wykształciuchów. Jeśli mieszkasz w obskurnej komunalnej kawalerce z partnerem, to po prostu konkubinat. Singielka pracuje w korporacji, tymczasem samotna sklepowa w wieku rzeczonej singielki to już stara panna.

W świecie idealnym nowoczesna elita, czyli w Polsce wykształcona klasa średnia nie powinna zgadzać się na pogardę dla „ludu”, wszak noblesse oblige. Nie oszukujmy się – można się szanować na tyle, żeby nie spędzić 3 h w kolejce z okazji Black Friday, albo na tyle, żeby nie bić się o skórzane dodatki w dyskoncie tylko, jeśli cię na to stać. A tak swoją drogą – zastanawialiście się kiedyś, czy ci poważni panowie w garniturach latający klasą biznes uważają was na nieszanujących swojego czasu i wygody parweniuszy?
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...