Nie umiesz zliczyć ile razy widziałaś „Dirty Dancing”, a ile „Amelię”? Typujemy co oglądane w kółko filmy mówią o tobie

„Amelia” reż. Jean-Pierre Jeunet, 2001 kadr z filmu
Nawet jeśli nie przepadacie za wracaniem do obejrzanych już filmów czy seriali, z pewnością macie choć jeden tytuł, który nie jest w stanie was znudzić, mimo że widziałyście go już nie raz, a nawet nie trzy. Nie chodzi tu o oglądanego z nudów i „bo są święta” Kevina, ani filmy pod prasowanie, ale raczej tytuły, po które sięgamy intencjonalnie, mimo że mogłybyśmy w tym czasie obejrzeć coś nowego.

„Dirty Dancing” reż. Emile Ardolino, 1987

Nieśmiała Baby, zawsze trochę w cieniu ładniejszej siostry, wyjeżdża na wakacje z rodzicami. W hotelu poznaje Johna (Patrick Swayze), zatrudnionego jako instruktor tańca. To tak w gwoli tyle szybkiego, co zbędnego przypomnienia, bo popularność „Dirty Dancing” w Polsce można porównać chyba tylko z popularnością serialu „Niewolnica Izaura”. Za popularność serialu odpowiada z jednej strony świetna ścieżka dźwiękowa, z której każda właściwie piosenka stała się hitem (czasem, jak choćby „Stay” Maurice’a Williamsa, powtórnie po kilku dekadach), a także klimat Stanów lat 60., gdzie zaczyna królować rock&roll, a w powietrzu czuć już nadchodzącą rewolucję obyczajową.



Obejrzałam „Dirty Dancing” po latach kilka miesięcy temu i trochę z przerażeniem, a trochę z zachwytem odkryłam, że film jest jedną wielką metaforą odkrywania seksu. Przypominająca posturą dziecko Frances zostaje tu zestawiona z Penny (początkowo partnerką taneczną Johnny’ego) – dojrzałą sensualną kobietą, którą na początku filmu Baby w białych trampach i puchatym sweterku podziwia w ociekający seksem tańcu. Pod koniec filmu 17-latka radzi sobie równie dobrze na parkiecie (czy może raczej „na parkiecie”).
Jeśli wracasz do tego filmu: Mimo 35. na karku czasem wciąż czujesz się małą dziewczynką. Zwłaszcza w kontakcie z mężczyznami, którzy wpadli ci w oko, co pozornie kłóci się z twoim wybujałym temperamentem seksualnym. To ty jesteś dziewczyną opisywaną przez powiedzenie „cicha woda brzegi rwie”. Potrafisz zaskoczyć przyjaciół i znajomych, niezależnie od tego jak długo cię znają. A być może to stek lifestyle’owych bredni, a po prostu lubisz pogapić się bezwstydnie na atletyczne ciało Patricka Swayze’ego.

„Amelia” reż. Jean-Pierre Jeunet, 2001

W 2001 roku do kin wchodzi „Amelia”, a realizm magiczny z odrobinę zapomnianej tendencji artystycznej staje się ulubioną estetyką wielu młodych kobiet na całym świecie. Amelia to trochę taka europejska wersja ogranej na wszystkie strony przez popkulturę postaci dziwnej dziewczyny z amerykańskiego liceum (a raczej jego filmowej wersji). Oderwanej od rzeczywistości, dziwnie wyglądającej, pozbawionej bliskich osób. Na popularność filmu złożyła się też ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Yanna Tiersena i słoneczno-zielonkawe filtry użyte przez reżysera. Nie można zapominać o nieturystycznym Paryżu przemykającym w tle i ironicznym poczuciu humoru.

Jeśli wracasz do tego filmu: Jesteś nonkonformistką, co prawda głównie w teorii, ale jednak. Może nie poszłabyś na warszawską plażę nudystów, ani nie rzuciłabyś ciepłej posadki, żeby zza baru w Kuala Lumpur obserwować gatunek homo sapiens, ale masz dystans do świata, a przede wszystkim do siebie samej. Nigdy nie zdefiniowałabyś się w ten sposób, ale jesteś kobietą romantyczną. Jednak nie na uwielbieniu księżycowych nocy, czerwonych bukietów czy świec tu chodzi. Twój prywatny romantyzm niewiele ma wspólnego z miłością, chodzi raczej o zachwyt nad światem w jego idiotycznych niekiedy emanacjach. Romantycznie nastroić może cię widok tańczącego techno dresiarza, albo staruszka utleniona na lawendowy.

„Seks w wielkim mieście” reż. Darren Star, 1998 - 2004

Serial > który powstał na kanwie powieści > która powstała na kanwie felietonów > które powstały na kanwie obserwacji miejskiego życia singielek, nieźle namieszał w sposobie przedstawiania seksualności kobiet w filmach i serialach. Cztery przyjaciółki, którym bliżej do 40., niż do 30. wiodą życie nowojorskiej klasy średniej. Wykonują prestiżowe zawody, nie żałują sobie ani Cosmopolitana (ulubionego drinka), ani pieniędzy na markowe szpilki (serial wylansował markę Manolo Blahnik), ani kończących się przeważnie w sypialni randek.
Jeśli wracasz do tego serialu: Bardzo cenisz w życiu otaczające cię kobiety. Począwszy od wczesnej podstawówki nie zdarzył się jeszcze w twoim życiu okres, w którym stanowisko najlepszej przyjaciółki (takiej z którą rozmawia się codziennie i mówi niemal o wszystkim) nie byłoby obsadzone. Prawdopodobnie jesteś też typem kobiety miejskiej, która średnio wyobraża sobie przeprowadzkę do podmiejskiego domku czy (nie daj boże!) na wieś. Jeśli nie wychodzisz kilka razy w tygodniu – nieważne czy do kina, na wino czy na zwykły lunch, czujesz, że coś cię omija. Jesteś romantyczką, nie marzysz raczej o założeniu rodziny, ale o historii miłosnej jak z powieści – ty i on. W pięknej scenerii i pięknych strojach.

„Przeminęło z wiatrem” reż. G.Cukor, S.Wood, V.Fleming, 1939

Południe Stanów Zjednoczonych, środek wojny secesyjnej. Charakterny i przystojny było on, nie inna była ona. Jest tu złożona i zagmatwana historia miłosna, jest trochę jak w „Dumie i uprzedzeniu” czy tam „Lalce” (on chce, ona nie bardzo, a potem zamieniają się rolami). Więcej nie dopowiem, ponieważ przez spoiler tego typu nigdy nie miałam najmniejszej przyjemności z oglądania tego filmu, który należy do podtypu „jak to wszystko się skończy”.
Jeśli wracasz do tego filmu: Do mężczyzn masz stosunek ambiwalentny. Pragnienie dominacji walczy w tobie z pragnieniem bycia zdominowaną, trudno więc jest ci zdecydować się czy potrzebujesz faceta silnego i władczego czy może raczej opiekuńczego i uległego. Jesteś feministką, ale nigdy nie pozwoliłabyś sobie mignąć (i to nawet w spodniach 7/8) włosiem na niewydepilowanej kostce, przerażona, że ktoś mógłby uznać cię za nieatrakcyjną. Jesteś jednocześnie niedzisiejsza i szalenie nowoczesna, a ludzi zachodzą w głowę jak to właściwie możliwe.

„Harry Potter” 2001 - 2011

„Jeśli sądzisz, że w dobie komputerów sztuka czytania zanika, zwłaszcza wśród dzieci, to niezawodny znak, że jesteś mugolem” – głosił napis na obwolucie polskiego wydania serii książek autorstwa Joanne Kathleen Rowling. Podobnie, jeśli raz za razem wracasz do ekranizacji powieści, jest więcej niż pewne, że jesteś jeszcze przed trzydziestką. Każdy wiek w każdych czasach ma swoje prawa, a co za tym idzie – swoje kultowe hity. Do filmów o Harrym Potterze wracają głównie młode kobiety, na innych jednak zasadach, niż wracamy do świątecznej serii o Kevinie. To w tym przypadku nie tyle przypomnienie z dzieciństwa, co oderwanie się od rzeczywistości. Większość osób, które jako dzieci czy nastolatki zaczytywało się w książkach Rowling przyznaje, że dawały im wtedy wrażenie, że trafiają do alternatywnej rzeczywistości o wiele ciekawszej niż ich szkolna codzienność. Znam nawet kilka 27-latek, które potrafią spędzić weekend na grach terenowych i udawaniu, że oto są w Hogwarcie i uważają to za lepszy relaks, niż wizytę w spa.

Jeśli wracasz do tych filmów: Dopiero od niedawna i w zasadzie po raz pierwszy w życiu zdajesz sobie sprawę, że coś nieodwracalnie się skończyło. Nie do końca jeszcze wiesz czy cię to cieszy czy martwi, co nie przeszkadza ci utożsamiać się ze słowami innej (obok Harry’ego Pottera) idolki z dzieciństwa – Britney Spears, zawodzącej w najbrzydszych biodrówkach świata „I’m not a girl, not yet a woman”. Nie martw się, za kilka lat, przerzucisz się na oglądanie któregoś z powyższych, jak dorosła kobieta.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...