Poszłam do tarocistki, żeby z okazji Andrzejek wyśmiać naiwnych klientów wróżek, a skończyłam z własną talią kart

Wieża to jedna z 21 kart należących do grupy tzw. wielkich arkanów. fot. Maciej Stanik
Człowiek naszych czasów jest wychowany na doktrynalnym racjonalizmie. Odrzucamy wszystko, czego nie wyjaśniono naukowo. Tymczasem dla większości z nas nauka jest taką samą czarną magią, jak astrologia. Sami sprawdzić nie potrafimy, więc pozostaje nam opieranie się na cudzych słowach. Zawsze bawiły mnie czerwone sznurki na nadgarstkach niemowląt, podobnie jak odpukiwanie w niemalowane drewno, czy dość niestosowny zwyczaj wieszanie na ścianie portretu Żyda (mającego rzekomo zapewnić bogactwo domownikom). Nie inaczej było z pomysłem, żebym odwiedziła tarocistkę.

Spodziewałam się nawiedzonej pani w powłóczystych szatach, która będzie usiłowała uskuteczniać na mnie wybiegi psychologiczne nie najwyższych lotów. W mojej wizji miałam rozgryźć je w mig, a następnie złośliwie opisać. Stało się jednak inaczej. Z magicznego entourage’u Iza dysponowała tylko Lolą i Filipem – burymi dachowcami.



Po wizycie, zamiast zastanowić się nad tym, co od niej usłyszałam, usiłowałam wymyślić możliwie najwięcej „logicznych” wyjaśnień tego, że postawiony przez nią tarot zaskakująco trafnie opisał moją sytuację zawodową i osobistą.

Zdarza mi się pisać na tematy około-psychologiczne, a co za tym (a raczej przed tym) idzie, czytać na ten temat, więc bez większych problemów znalazłam wyjaśnienia dla tego „niezwykłego przypadku”. Założyłam, że wybiórczo przyjęłam informacje – dopasowałam do siebie to, co dało się dopasować, a resztę zmarginalizowałam. Pomyślałam też, że Iza wie, że przychodzę do niej jako dziennikarka, zna jedną z moich koleżanek z pracy (o której zresztą zdawała się mówić wróżba), a że nieopatrznie wspomniałam o chłopaku, mogła mówić o związku, a nie np. o „szukaniu miłości”. Nie wyjaśniało to jednak, jakim cudem precyzyjnie opisała mojego tatę, który ostatnio rzeczywiście zaprzątał moje myśli i skąd wiedziała, że na dniach mam zmienić pracę.

ABC manipulacji

Poczytałam trochę o technikach stosowanych przez wszelkiej maści wróżki, które sprawiają, że wychodząc z takiego seansu mamy wrażenie, że oto dotknęliśmy absolutu, a karty/runy/cyfry (wstaw dowolne) „wiedzą”, co nas czeka. Pierwszą jest schlebianie, które sprawia, że klient wraca, żeby podbudować wątłe (lub wiecznie głodne) ego. Kolejna metoda polega na wypowiadaniu zdań wieloznacznych, lub takich, z którymi większość ludzi bez problemu może się utożsamić (któż z nas nie ma się za osobę „ponadprzeciętnie inteligentną” lub „czasem ekstrawertyka, a czasem introwertyka”?). Inną techniką jest sondowanie – osoba wróżąca bacznie obserwuje reakcje klienta i drąży wątki, które spotykają się ze szczególnym zainteresowaniem lub entuzjazmem. Dzięki temu klient wychodzi z sesji zadowolony, z poczuciem dobrze wydanych pieniędzy i przekonaniem, że usłyszał coś niezwykle wartościowego.

Tyle tylko, że Iza do żadnej z powyższych sztuczek się nie uciekała. Dodatkowo pilnowałam się, żeby nie okazywać emocji, ani nie wykazywać zainteresowania żadnym z poruszanych wątków. Kiedy zagadnęłam Izę o tego typu sztuczki powiedziała, że dobry tarocista nie musi się do nich uciekać, bo tym, co sprawia, że ludzie wracają jest stopień w jakim sprawdzają się jego słowa. Co ciekawe, z jej doświadczenia wynika, że wbrew pozorom wolimy słuchać ostrzeżeń i złych rzeczy na swój temat.

Odwyk od tarota

W kwestii „sztuczek” zastanowiło mnie jeszcze jedno – czy od tarota można się uzależnić, czy też raczej – zostać uzależnionym. Okazuje się, że jak najbardziej. – Z jednej strony chodzi tu na pewno o to, że wiele osób trafia do wróżki po raz pierwszy z ciekawości, z racjonalno-sceptycznym nastawieniem. Potem niespodziewanie okazuje się, że wróżba się sprawdziła, więc chcesz wiedzieć więcej i „sprawdzać” coraz częściej. Oczywiście w tym przypadku jest jak z każdym innym uzależnieniem – trzeba mieć do niego predyspozycje psychiczne. Większość profesjonalnych wróżek, podobnie jak w każdym innym zawodzie, ma określony kodeks etyczny. Przykładowo nie powinno się wróżyć na osobę inną niż klient – a bardzo często zdarzają się prośby o sprawdzenie np. co tam u byłego partnera. Ja staram się też nie przyjmować jednej osoby częściej, niż raz na pół roku. Osoba wróżąca nie może przejmować odpowiedzialności za decyzje życiowe klienta, a tak dzieje się, jeśli ktoś przychodzi za często – mówi Iza.

Tarot powstał jako dworska gra towarzyska, najstarsza zachowana talia pochodzi z XV wieku. To karty stworzone dla dworów włoskiej szlachty, stąd jej nazwa – talia Viscontich-Sforzów (nazwiska wielkich włoskich rodów szlacheckich). Prawdopodobnie karty służyły do gry towarzyskiej polegającej na opowiadaniu krótkich historii łączących się z wylosowaną kartą – to tłumaczyłoby sugestywne obrazki, które miały działać na wyobraźnię opowiadających. Przez lata talie zmieniały wygląd i liczbę kart, jednak do wróżenia zaczęły być wykorzystywane dopiero w XVIII wieku. Wiek później tarot zaliczył krótki mariaż z Kabałą, natomiast w XX – z psychoanalizą jungowską. Tarota uwielbiali też hipisi. Dziś sposób jego stawiania zależy w znacznym stopniu od wróżącego – niektórzy posługują się jedynie Wielkimi Arkanami, inni wszystkimi 78 kartami. Według jednych tarocistów karta odwrócona przyjmuje przeciwne znaczenie, według innych, w tym Izy, nie ma to żadnego znaczenia. Można wróżyć z trzech, siedmiu czy dziesięciu kart, ale są też układy wykorzystujące całą talię.
Jeśli chodzi o korzyści psychologiczne, chodzenie do wróżki może dawać złudne, choć uspokajające wrażenie panowania nad rzeczywistością, na którą mamy wszak ograniczony wpływ. Można spekulować nawet, że pozwala utrzymać zdrowie psychiczne osobom o dużym poziomie lęku. Pytam Izę do czego właściwie może przydać się postawienie tarota osobie, która jest względnie zadowolona z życia, układa się jej zawodowo i prywatnie. – To po prostu inny rodzaj informacji, kolejna zmienna, którą możemy brać pod uwagę. Uważam, że lepiej znać tych zmiennych więcej, niż mniej. Do tarocistek przychodzi mnóstwo ludzi biznesu czy wysoko postawionych osób z korporacji. To nie są najczęściej ludzie w sekrecie interesujący się ezoteryką, ale raczej osoby, które chcą dysponować wszystkimi dostępnymi danymi – opowiada.

Iza wróżeniem zainteresowała się na studiach – jej koleżanki z polonistyki stawiały tarota. Była to raczej niewinna rozrywka na babskie wieczory, niż chęć poznania przyszłości. – Bawiłam się trochę we wróżenie, ale zainteresowałam się tym poważniej, kiedy miałam problemy osobiste. To często działa w ten sposób – trudno zrozumieć ci coś, co cię spotyka, więc szukasz trochę odpowiedzi, a trochę na pewno też pocieszenia w kartach czy astrologii. Kiedy na domiar zaczynasz zauważać, że to nie tak, że we wróżbach „coś jest”, ale raczej, że one naprawdę się sprawdzają, trudno się tym nie zainteresować. Większość moich klientów nieźle orientuje się w znaczeniu poszczególnych kart, tarocista jest dla nich po prostu sprawniejszym, bardziej doświadczonym interpretatorem – mówi Iza.

Nacja wróżbiarzy

Ufanie wróżbom i horoskopom nie jest w Polsce wcale zjawiskiem marginalnym. Według OBOP-u do wiary w tego typu przepowiednie przyznaje się aż 60 proc. ankietowanych (a biorąc pod uwagę, że wróżbiarstwo nie ma najlepszego PR-u, należy założyć, że takich osób jest więcej). Na wschodzie kraju wciąż bardzo popularne są wizyty u szeptuch.

Profesja „wróżbita” figuruje w oficjalnym rejestrze zawodów, Państwo Polskie od poznawania przyszłości pobiera więc VAT. Zgodnie z urzędową definicją wróżbita to osoba, która „wykorzystuje wrodzone uzdolnienia do działania w obszarze zjawisk nadprzyrodzonych”. Pytam Izę jak to jest z tymi wrodzonymi uzdolnieniami. – Jak w każdym zawodzie można mówić o jakiegoś rodzaju predyspozycjach, ale nie jest to żadna „magiczna moc”. Ważna jest umiejętność skupienia, uważność. W przypadku astrologii to czysta matematyka, po prostu trzeba znać metodologię. Tarot, cóż…Dla mnie te karty mają charakter medytacyjny, służą ekstremalnemu wyostrzeniu intuicji, zwróceniu się „do wewnątrz”, kontakt z podświadomością.

Uczeń Freuda

Na silny związek tarota z podświadomością zwrócił uwagę już Carl Gustav Jung. W wykładzie wygłoszonym w 1933 roku zwracał uwagę na symboliczny wymiar tarota, z którego jego zdaniem miały wywodzić się zwykłe karty (w tarocie, podobnie jak kartach do gry istnieje podział na cztery znaki, a także przypisanych do tych znaków króla i królową). Zdaniem Junga, obrazy pojawiające się na kartach, zwłaszcza tzw. wielkich arkanach (22 karty z wyobrażeniami m.in. kapłanki, starca, słońca, wieży czy papieża) silnie oddziaływują na ludzką psychikę. Posługują się językiem archetypicznych symboli, wieloznacznych, a jednak powszechnie rozumianych.

Arkana Wielkie bywają interpretowane jako zbiór postaci i sytuacji, jakich doświadczają ludzie w wędrówce przez życie. Celem tej drogi miało być rzekomo oświecenie duszy mądrością. Na taką interpretację może wskazywać również fakt, że pierwszą kartą arkan wielkich jest Głupiec, a ostatnią – Świat.
Jung nie tylko uznawał, że karty wchodzą w rodzaj dialogu z ludzką podświadomością, ale i tłumaczył sposób w jaki tarot pozwala na przewidywanie przyszłości. Jego zdaniem tarot wyostrza intuicję i potęguje nie do końca uświadomione na codzień możliwości analityczne ludzkiego umysłu. Wnikliwe obserwowanie przyszłości i teraźniejszość i tego, jak z siebie wynikają pozwala przewidzieć, co przyniesie przyszłość. Tarot służy więc do wyciągnięcia na światło dzienne tego, z czego na jakimś, najczęściej nieświadomym poziomie, zdajemy sobie sprawę. W wykładzie dotyczącym związku tarota z psychiką powiedział też, że zainteresowanie rodzaju ludzkiego wróżeniam nie jest niczym innym, jak chęcią połączenia się ze zbiorową podświadomością. Dotarcie do tego, co nieuświadomione zapewnia bowiem zrozumienie siebie, innych ludzi i otaczającego świata.

Tarot fascynuje mnie najbardziej właśnie w tej jungowskiej, archetypicznej interpretacji. W kartach takich jak kanoniczna talia Rider-Waite z 1910 roku można dostrzec mnóstwo symboli – niektóre są oczywiste, innych nie widzi się od razu. Do tego, umiejętność postawienia tarota przydaje się podczas spotkań towarzyskich czy nudnej domówki. A wizyta u tarocisty jest na pewno ekscytującą rozrywką. Wszyscy przecież kochamy słuchać o sobie. Mnie postawiona wróżba nastroiła refleksyjnie. Myśląc o tym, na co wskazały karty, spojrzałam na pewne sprawy od zupełnie nowej strony. Wydaje mi się, że tarot może w sposób szczególny służyć osobom do szpiku racjonalnym i chętnie deklarującym, że nie wierzą w „takie rzeczy”. Ich wróżba nie jest w stanie przestraszyć, czy zawrócić z obranej drogi, ale skłania do analizy własnych wyborów i związanych z nimi emocji.

IZABELA PODLASKA
Jako profesjonalna astrolog pracuje od 1998 roku, rok później z przyjaciółką, Miłosławą Krogulską założyła Warszawską Szkołę Astrologii. Jest też współzałożycielką Polskiego Stowarzyszenia Astrologicznego. Pełni funkcję redaktor naczelnej kwartalnika „Astrologia Profesjonalna”, współwydawczynią kwartalnika „Tarocista”, pisze do tygodnika „Gwiazdy mówią”, a także redaguje portale Czary.pl i Astroportal.pl. Prowadzi kursy tarota i astrologii profesjonalnej.

Strona internetowa Izy
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...