Arm vagina – nowa obsesja w Stanach. Czy i w Polsce kobiety dadzą się zawstydzać zupełnie bez powodu?

Nóż społecznej dezaprobaty! kadr z filmu „Psychoza”
Okazuje się, że mimo fetowanych przez media społecznościowe trendów jak #bodypositivity (pogląd, że każde ciało jest dobre, niezależnie od rozmiaru i powinno być źródłem radości, a nie wstydu) czy #nofilter (pokazywanie zdjęć bez poprawiających wygląd filtrów i bez makijażu, promujące traktowanie make-up’u jako zabawy, a nie maski bez której wstyd się pokazać) lista rzeczy, których kobiety „powinny” się wstydzić nieustannie się wydłuża. A w bonusie staje się coraz bardziej kuriozalna.

Kilka lat temu pojawił się termin bingo wing (skrzydełko bingo), którym określano obwisłe ramiona kobiet z nadwagą. Człon „bingo” odnosił się do gestu w którym otyłe Amerykanki podnoszą rękę podczas bingo, gry stereotypowo kojarzonej ze starszymi osobami i prowincją. Do dziś pierwszą grafiką wyświetlaną przez wyszukiwarkę po wpisaniu rzeczonego hasła jest miesięczny plan treningowy, który rzekomo pozwoli na pozbycie się „skrzydełek”, natomiast pierwsza podpowiedź Google’a to, jakżeby inaczej, „operacja”.



Określenie muffin top (wierzch, nomen omen, babeczki) to z kolei nasze swojskie boczki wystające z przyciasnych spodni. Trzy lata temu określenie pojawiło się nawet w tytule komedii romantycznej, choć sądząc po fabule gatunek można by równie dobrze określić mianem patriarchalnej utopii. Otóż Suzanne, zawodowa zajmująca się wykładaniem na wydziale Gender Studies obrazu kobiet w popkulturze zostaje zostawiona przez męża w dniu swoich 40 urodzin dla młodszej kilkanaście lat kobiety. Co robi? Oczywiście usiłuje pozbyć się fałdek, a także idzie do chirurga i kupuje nakładki na piersi ze sterczącymi sutkami. Kolejnym chętnie zawstydzamy kobiecym elementem anatomicznym jest tzw. camel toe – odznaczające się przez legginsy wargi sromowe. Jakkolwiek w tym akurat przypadku do pewnego stopnia rozumiem, że oglądanie genitaliów obcych osób może budzić niesmak, trudno mi wyobrazić sobie, żeby ktokolwiek wyrażał niesmak w związku z widokiem obciśniętego ubraniem męskiego krocza.

Arm vagina
swoją kuriozalnością przebija jednak wszystkie wyżej wymienione części kobiecego ciała. Wbrew pozorom arm vagina to zmarszczka na skórze, która tworzy się, kiedy ramię styka się z ciałem. Jeśli właśnie zastanawiacie się czy również cierpicie na tę straszliwą przypadłość, ale akurat nie macie jak skonfrontować okolic pach z lustrem, podpowiem, że tak. To znaczy, o ile nie macie niedowagi.

„New York Post” zatytułował opublikowany kilka dni temu artykuł „Stop feeling bad about your arm vagina” („Przestań czuć się źle z powodu fałdek pod pachami"), tymczasem można by się zastanowić czy „stop” nie należałoby zastąpić tu wyrazem „start”. Słowem, czy to nie same media nakręcają spiralę wstydu pod płaszczykiem zapewnień, że nie ma się czym przejmować.

Termin arm vagina padł po raz pierwszy publicznie trzy lata temu na gali wręczenia nagród Gildii Aktorów Ekranowych. Dziennikarka, która zagadnęła Jennifer Lawrence na czerwonym dywanie pochwaliła jej suknię. Aktorka zamiast przyjąć komplement zaczęła tłumaczyć się, że być może nie powinna nosić ubrań bez ramion, bo pod pachami ma fałdy tłuszczu (na określenie ich użyła właśnie terminu „arm vagina”).

Określenie przeszło bez echa, aż do zeszłego tygodnia. Stylistka Rebecca Corbin-Murray pracująca między innymi z Emmą Watson, Lily James („Baby Driver”, „Kopciuszek”) czy Sophie Turner z „Gry o tron” powiedziała w wywiadzie dla magazynu „The Time”, że nie może się nadziwić jak wiele kobiet ma okropne kompleksy z powodu tej części ciała i nie chce odkrywać ramion. Chodzi o wyśrubowane hollywoodzkie standardy, czy raczej o to, że kobiety coraz częściej kwestionują swój wygląd. Faktem jest, że w ostatnich latach do gabinetów chirurgów plastycznych coraz częściej trafiają osoby cierpiące na dysmorfofobię.

Jeśli do mainstreamowych mediów (Guardian, Independent, wspomniany już New York Post) przebijają się takie dziwactwa jak arm vagina, strach pomyśleć co pójdzie na następny ogień. Otyłe kciuki? A może cupcake knee (nie pytajcie mnie co miałoby to oznaczać, bo nie mam pojęcia)? Zdaje się, że mimo wszystkich pozytywnych wydarzeń samoocena dojrzałych kobiet wciąż jest spychana do poziomu samooceny nastolatek w środku hormonalnych burzy i naporu.


Jesteśmy też na Instagramie!

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...