“Party” z polityką w tle, czyli to co lubimy najbardziej. Ta brytyjska komedia może być pierwszym hitem nowego roku

"Party" może zostać twoją nową ulubioną brytyjską komedią
"Party" może zostać twoją nową ulubioną brytyjską komedią Fot. materiały prasowe
Jeśli “Party” miałoby odnieść sukces w jednym tylko kraju poza Wielką Brytanią, z powodzeniem mogłaby to być Polska. Komedia, która na polskie ekrany wejdzie 5 stycznia, składa się z elementów, które mają szansę trafić w dziesiątkę naszego narodowego gustu.

Brytyjską satyrę kochamy miłością bezwarunkową co najmniej od od momentu, kiedy z głośników polskich telewizorów po raz pierwszy popłynął cyrkowy dżingiel czołówki “Benny Hilla”. Jest to uczucie bardzo demokratyczne - przejawia się nie tylko w tym, że wielu z nas potrafi bezbłędnie wcielić się w członków Ministerstwa Głupich Kroków. Humor w wydaniu mniej absurdalnym kochamy równie mocno: doskonale wiemy, co się stało z Rybką zwaną Wandą, oraz na ilu weselach i pogrzebach był Hugh Grant. Prawdopodobnie na “Party”, które wyprawiła uznana Sally Potter będziemy się więc bawić równie dobrze, zwłaszcza, że jej zaproszenie przyjęła śmietanka brytyjskich aktorów, z Cillianem Murphym (znanym z serialu "Peaky Blinders"), Kristin Scott-Thomas i Timothym Spallem na czele.
Brytyjska reżyserka dała się poznać szerszej widowni jeszcze na początku ubiegłego wieku, kiedy zekranizowała powieść Virginii Wolf pod tytułem “Orlando”. W filmie pod tym samym tytułem główną rolę zagrała, stojąca na progu sławy, Tilda Swinton. Film zdobył dwie nominacje do Oscara i zapewnił Swinton pozycję androgynicznej ikony - w “Orlando” gra bowiem postać elżbietańskiego szlachcica, a Potter otworzył drzwi do międzynarodowej kariery - filmowej i producenckiej.
Na przestrzeni swojej kariery, Potter żonglowała hollywoodzkim rozmachem i środkami wyrazu, typowymi dla kina artystycznego. “Człowiek, który płakał” to kostiumowy dramat z Johnnym Deppem, Christiną Ricci i Cate Blanchett. Z kolei “Tak” to już produkcja typowo konceptualna, w której kwestie napisane są pentametrem jambicznym (rodzaj poetyckiego metrum, charakterystyczny na przykład dla twórczości Shakespeare’a). Warto dodać, że ścieżkę dźwiękową do tego obrazu Potter skomponowała samodzielnie, bo zarówno muzyka, jak i taniec, również mieszczą się w zakresie jej artystycznych zainteresowań. W filmie “Lekcja tanga”, którego tytuł stanowi mniej więcej streszczenie fabuły, zagrała nawet główną rolę.
Jak przekonują krytycy, “Party”, podobnie jak poprzednie produkcje Potter, zachowuje znamiona kina autorskiego. Tym razem reżyserka postanowiła pobawić się gatunkami. Z jednej strony “Party” jest więc czarną komedią, przepełnioną typowo brytyjskim humorem, z drugiej - farsą na życie wyższych sfer, z trzeciej - społeczną satyrą na stereotypowych przedstawicieli brytyjskiego społeczeństwa. Jeśli dodamy do tego absurdalne i początkowo niewytłumaczalne zachowanie głównych bohaterów, polityczne tło oraz formę a’la Teatr Telewizji, otrzymamy zestaw szyty na miarę polskiej widowni.

Fabuła początkowo nie jest skomplikowana: Na przyjęciu wyprawionym z okazji otrzymania przez Janet (Kristin Scott-Thomas) ministerialnej teki, spotyka się grono przyjaciół: sarkastyczna April (Patricia Clarkson) i jej mąż Gottfried (Bruno Ganz),
zwolennik medycyny alternatywnej; para wyzwolonych lesbijek – Martha (Cherry Jones)
oraz Jinny (Emily Mortimer) oraz bankier Tom (Cillian Murphy). Mąż Janet, Bill (Timothy Spall), obecny jest natomiast tylko ciałem - kompletnie niezainteresowany całą sytuacją, sączy wino, od czasu do czasu puszczając ekscentryczną muzykę z płyty winylowej.
Jeśli jesteście ciekawi, o co pokłócą się bohaterowie (bo żę tak się stanie, możemy być właściwie pewni: polityczny kontekst praktycznie gwarantuje gigantyczną awanturę) oraz dlaczego BIll, zamiast udzielać się we wspominanej kłótni, woli słuchać płyt, musicie poczekać do 5 stycznia na oficjalną polską premierę “Party”.

Artykuł powstał we współpracy z Aurora Films.

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...