Święta w tropikach zamiast wigilii z rodziną? To, jak spędzamy Boże Narodzenie mówi o nas więcej niż byśmy chcieli

Święta na Dominikanie albo na Wyspach Kanaryjskich to coraz popularniejszy trend
Święta na Dominikanie albo na Wyspach Kanaryjskich to coraz popularniejszy trend Materiały prasowe / TUI
"Happy Holiday" zamiast "Merry Christmas" to już nie tylko objaw tolerancji dla wyznawców innych religii. Coraz więcej Polaków przerwę świąteczno-sylwestrową traktuje jak dodatkowy urlop i jeszcze przed Wigilią wyjeżdża. Popularne kierunki to Dominikana i Wyspy Kanaryjskie. Oswoiliśmy się z tym, trend "gwiazdka w tropikach" nas nie dziwi. Jednak gdy sami mamy odmówić obecności na kolacji wigilijnej w towarzystwie nielubianej rodziny, dostajemy gęsiej skórki.

Dlaczego tak boimy się wprowadzać zmiany w świąteczne tradycje? Czy ci, którzy wyjeżdżają to odważni, wybijający się na niepodległość czy może uciekający przed własnymi uczuciami? O tym, co mówi o nas sposób, w jaki spędzamy Święta rozmawiamy z psychoterapeutą Laboratorium Psychoedukacji, Mieczysławem Jaskulskim.

Znam pewną parę, bezdzietną, bez ślubu, która, choć nie unika spotkań z rodziną w ciągu roku, nigdy nie je z nią wigilii. W tym roku lecą do Peru, w zeszłe Święta byli na Dominikanie. Nie są w swych planach odosobnieni – trend spędzania Bożego Narodzenia pod palmami jest coraz silniejszy. Ma Pan jakiś pomysł dlaczego?

Może są niewierzący? Powodów może być wiele, ale w odniesieniu do ogółu z pewnością częściowo to znak czasu – jesteśmy coraz bardziej otwarci na nowe możliwości, coraz mniej przywiązani do tradycji. Z własnych obserwacji jednak wiem, że często powodem takich wyjazdów jest potrzeba ucieczki – nie chcą spędzać Świąt w rodziną, więc tłumaczą się wakacjami.


Kiepska wymówka. To w poprzedniej epoce dostawało się skierowanie na wczasy.

Dokładnie. Wycieczka to nasza decyzja i jeśli nie pracujemy w miejscu, w którym bardzo trudno o urlop, a Święta to nasza jedyna szansa na urwanie się z domu, będzie nam trudno ukryć, że chcemy się po prostu wywinąć od śpiewania kolęd i dzielenia się opłatkiem.

Można tego po prostu nie lubić.

Owszem, ale zanim kupimy bilet lotniczy, warto zastanowić się skąd w nas ta niechęć.

Bo to krępujące? Nudne?

A może bolesne? To, czym są dla nas Święta i jak je postrzegamy w dużej mierzy zależy od naszych doświadczeń. To oczywiste. Jednak wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że nad własnymi przekonaniami można pracować. Można je zmienić. Ułożyć od nowa. Ucieczka nic nie da. Zwłaszcza, że to nie tylko fizyczna rozłąka z rodziną, ale często również emocjonalna z samym sobą.

Co ma pan na myśli?

Osoby, które decydują się wyjechać na Święta w podróż z dala od rodziny, bo nie chcą z nią spędzać czasu i udawać, że wszystko jest w porządku, prawdopodobnie chcą zagłuszyć również samych siebie. Odwrócić swoją uwagę od własnych emocjonalnych potrzeb i braków. Dołożyć kolejną cegiełkę do obrazu idealnego siebie, który na własne potrzeby kreują. To te same osoby, które w mediach społecznościowych wciąż dzielą się swoim niezwykłym życiem. Próbują pokazać, że przeciętność ich nie dotyczy. Że wszystko czego dotykają zamienia się w złoto, a gdy wychylają się zza rogu eksplodują fajerwerki.

Czyli wyjeżdżają, bo nie chcą konfrontować się z tym, co czują?

Tak. I robią to nagminnie. Tyle że na co dzień chodzą na fitness, dużo pracują, mają dziesiątki zainteresowań. Nie chodzi oczywiście o to, by próżnować. Taka aktywność może być bardzo rozwijająca i satysfakcjonująca, dopóki nie zastępuje nam innych umiejętności.

Na przykład?

Na przykład bycia samemu. W ciszy, bez szumu, bez obowiązków. Albo tylko z najbliższą osobą. Bez planu i atrakcji. Umiejętność takiego wyciszenia, wsłuchania w siebie jest dziś luksusem. A to właśnie Święta najbardziej się z nią kojarzą, najbardziej jej potrzebujemy i dlatego w Święta jej brak najbardziej boli.

Więc musimy wymyślić coś ekstra...

Dokładnie tak. Podobnie sprawa ma się z ludźmi, którzy nie lubią Świąt za masę pracy w związku z przygotowaniami. To te same osoby, które na co dzień nie mają czasu, by pomyśleć o czymkolwiek poza obowiązkami. Tak naprawdę są w gonitwie przez cały rok, nie tylko w okresie świątecznym. Boże Narodzenie jest dość mocno obciążone obowiązkiem bycia szczerym, kochającym i wybaczającym. To niełatwe, jeśli nie jesteśmy tacy na co dzień. Wyjeżdżamy, by nie udawać, że wszystko gra lub nie musieć w ogóle o tym myśleć.

To pułapka.

Zgadza się. Nieszczerość wobec siebie samego nie doprowadzi nas do poczucia szczęścia i satysfakcji, wręcz przeciwnie.

Powodów, by nie lubić Świąt Bożego Narodzenia jest jednak więcej. Popularnym jest komercyjna otoczka, która zmusza nas do świętowania i odziera Święta z kameralności i duchowości.

Nie ma czegoś takiego jak przymus świętowania. Nie ma też jednego wzorca – że musi być choinka, stos prezentów, a idąc śladem reklam, również Coca-Cola. Można świętować po swojemu.

A zatem można też wyjechać.

Można, i to jest w porządku o ile nie wiąże się z lękiem przed bliskością. Można też nie reagować na komercyjną otoczkę, jeśli nas denerwuje.

Trudno to jednak ignorować – Boże Narodzenie wyskakuje z każdej gazety, wystawy sklepowej i strony internetowej od połowy listopada. A media kształtują nasze wyobrażenia, oczekiwania, zmieniają naszą kulturę...

Właśnie, i ten bunt przeciwko zmianom może być zwyczajnym odruchem z gatunku "kiedyś było inaczej". Na tej samej zasadzie wszystko w dzieciństwie smakowało nam bardziej. Można się za te zmiany obrazić na świat, a można też spróbować wskrzeszać ducha Świąt po swojemu lub je polubić. Bo tak czy inaczej, Święta się odbędą.

A co z uciekaniem przed rodziną? Powiedzmy, że jesteśmy wobec siebie szczerzy i przyznajemy otwarcie – nie znosimy tej obłudy dzielenia sią opłatkiem z ludźmi, których nie znamy. I równie mocno boli nas uczucie samotności przy pełnym stole... Czy w takim wypadku ucieczka nie jest uzasadniona?

To rzeczywiście trudne momenty i jeśli czujemy, że takie Święta nas pogrążą, być może warto się wyłamać z rodzinnej tradycji.

To trudne, kiedy nie ma się własnej rodziny, a ta, którą mamy ma wobec nas oczekiwania.

Trudne nie znaczy niemożliwe. Jeśli chcemy złapać oddech w czasie Świąt, można wprowadzić drobną zmianę w rodzinnej tradycji, nie trzeba od razu sprzeciwiać się wszystkiemu i wyjeżdżać. Można spotkać się w Wigilię z przyjaciółmi, a z rodziną dopiero w kolejne świąteczne dni. Poza tym żadna zmiana nie jest na stałe – za rok też będą Święta i może się okazać, że przeżyjemy je o wiele przyjemniej jeśli zaczniemy wprowadzać w swoją tradycję świąteczną coś, co wynika wyłącznie z naszych emocjonalnych potrzeb. Wszystko, co zrobimy, by Święta odczarować, nie o nich zapomnieć – to różnica, spowoduje, że za każdym kolejnym razem będzie nam łatwiej.

Niech metaforą tych zmian będzie ubieranie choinki. Osobiście mam wiele starych ozdób, które pokazuję mojej córce i opowiadam ich historie. Na naszej choice wiszą bombki, które pamiętam z dzieciństwa, z domu rodzinnego, wiszą ozdoby, które kupiłem wraz z żoną lata temu i te, które robimy z naszą córką. Ta choinka podoba się nam wszystkim, bo każdy z nas ma w nią swój osobisty wkład, bez względu na to czy bombki sprzed 40 lat pasują do nowych. Tak samo jest z tradycjami rodzinnymi – niech część naszych Świąt wypełnią "stare bombki", które nam się nie podobają i "nowe ozdoby", które wybraliśmy sami.

Brzmi rozsądnie, choć w praktyce kwestia "spędzania Świąt po swojemu" to tak naprawdę pytanie jak odmówić zaproszenia na wigilię, na której będą wszyscy...

Zwyczajnie. Asertywnie, czyli wprost, bez zbędnych tłumaczeń, ale uprzejmie.

To nas naraża.

Oczywiście. Ale widocznie zapominamy, że nie możemy brać odpowiedzialności za to jak druga strona reaguje. To świadczy o niej, nie o nas. Jeśli przytrzymuje nas poczucie obowiązku i nie chcemy nikogo ranić trzeba ocenić, co będzie dla nas bardziej szkodliwe – ciągłe ignorowanie własnych potrzeb czy chwilowe konflikty z rodziną. Odpowiedź nasuwa się sama. Ponadto, myślenie w kategoriach "muszę/powinienem" może być pójściem na łatwiznę, zrzucaniem na kogoś odpowiedzialności za własne nieszczęście. A to już poważny problem, komplikujący w życiu o wiele więcej niż dylemat jak spędzić Święta.

Co to znaczy?

Osoby, które wolą przerzucić winę za swoje cierpienie na kogoś będą swój nastrój uzależniać od innych, przez co nigdy nie będą szczęśliwe. Odbierają sobie władzę.

Dlaczego to robią?

Ze strachu przed porażką, że zawiodą samych siebie. Bo tak ich nauczono. Bo tak jest łatwiej. Powodów może być wiele. Najważniejsze jest by się sobie przyglądać i Święta to do tego doskonała okazja. Również zwyczaj łamania się opłatkiem i to, co w związku z nim czujemy może być dobrym materiałem badawczym naszych emocjonalnych potrzeb. Dla niektórych to tylko rytuał. Jednak ogólnie opłatek to symbol, który bezpośrednio kojarzy się z wybaczeniem – dla wielu to komunia, której udzielamy sobie nawzajem. To dlatego jest nam o wiele łatwiej zaśpiewać znielubionej ciotce "sto lat", aniżeli złamać się z nią opłatkiem i życzyć "dobrych Świąt". Sposobów na wybrnięcie z tej sytuacji jest wiele. Można się zachować jak na wigilii firmowej, czyli postawić na dyplomację. Najważniejsze jest jednak, by wiedzieć czemu się tak tego wszystkiego nie chce, nie lubi i pomyśleć jak to odmienić.

A co jeśli się nie da?

Jeśli nie da się naprawić relacji, zawsze można pozwolić sobie nie cierpienie. Nawet podczas Świąt. To na pewno o wiele zdrowsze, oczyszczające i progresywne niż uciekanie od przeżywania trudnych uczuć. Święta, nawet jeśli ich nie lubimy, mogą nas wiele o nas samych nauczyć. Obnażają to, co naprawdę czujemy. Na co dzień łatwiej udawać, że kryzysu nie ma. Z tego samego powodu wiele par nie chce brać ślubu.

Jak to?

Wyjazd na Święta i udawanie, że nie obchodzą nas konwenanse to ten sam schemat, co unikanie powiedzenia sobie "tak". Ceremonia, jak skromna by nie była, zmusza nas do deklaracji. Są kwiaty, jacyś goście, eleganckie ubrania. Choć dziś trendy wskazują, by pobierać się skromnie, a wystawne przyjęcia są często określane mianem "na pokaz", to moje doświadczenia jako psychoterapeuty oraz obserwacje jako człowieka pokazują, że ci, którzy chcą się pobrać "po cichu" tak naprawdę chcą umniejszyć rangę tych zaślubin. Nie tyle nie chcą się chwalić światu swoim uczuciem i pewnością wyboru. Oni nie chcą tego robić przed sobą. I podobnie jest ze Świętami – krytykujemy, wyjeżdżamy, marudzimy, że co to za Gwiazdka bez śniegu i bez klimatu, być może dlatego, że chcemy umniejszyć ich wartość we własnych oczach.

I robimy to wszystko, by nie poznać prawdy o swoich uczuciach?

Tak. A tym samym o sobie. Emocje to najlepsze drogowskazy. Kierujmy się nimi również w Święta.

Obserwuj Bliss na Instagramie.
Trwa ładowanie komentarzy...