Szukają miłości na ekranie, czy się ośmieszają? Największe wpadki uczestników miłosnych show

Eugeniusz dał Lilianie kosza. Chyba sam nie do końca wiedział, po co przyszedł  do programu "Rolnik szuka żony"
Eugeniusz dał Lilianie kosza. Chyba sam nie do końca wiedział, po co przyszedł do programu "Rolnik szuka żony" Fot. Facebook/ Rolnik szuka żony
Miłości można szukać na wiele sposobów. Jednym z nich jest udział w telewizyjnych show, w których uczestnicy decydują się za pośrednictwem kamer poznać swoją drugą połówkę. W ostatnim czasie polskie stacje zafundowały nam kilka formatów o tematyce miłosnej. Jedni widzowie wierzą w takie programy i mocno kibicują przyszłym zakochanym, drudzy oglądają je "dla beki”. No ale jak tu się nie śmiać, gdy biorące w nich udział osoby robią z siebie czasem istne pośmiewisko. Wpadek w takich show pod dostatkiem!

Boom na szukanie miłości za pośrednictwem kamer pamięta lata 90. i słynny program "Randka w ciemno". Potem moda na tego typu show gdzieś zniknęła. Z wielkim hukiem powróciła kilka lat temu dzięki programowi TVP 1 „Rolnik szuka żony”, w którym to zapracowani rolnicy z całej Polski za pośrednictwem kamer chcieli znaleźć tę jedyną i ją poślubić. Kobiety na podstawie zaprezentowanych w telewizji sylwetek panów wysyłały do nich listy z wytłumaczeniem, dlaczego to właśnie one mogą być potencjalnymi kandydatkami na żony. Te, które spodobały się panom, zostały zaproszone na ich gospodarstwo, gdzie razem z innymi uczestniczkami mogły bardziej poznać potencjalnego kandydata na męża, a także sprawdzić, czy życie na wsi to ich żywioł.


"Miłość to jest na Titanicu"
Pierwsza i druga edycja "Rolnika” były frekwencyjnym hitem TVP i to właśnie w tych transzach mogliśmy zaobserwować najwięcej wpadek, głównie ze strony niezdecydowanych panów. Warto chociażby wspomnieć uczestnika pierwszego sezonu Stanisława i jego słynne ”złote myśli”. – Kobieta przyjmuje bardziej uszami. Mów komplementy, choć kłamiesz. Przecież to jest kłamstwo, a ona się cieszy. Takie jest spostrzeżenie Stanisława na temat komplementów. Trzeba przyznać, że dość oryginalne. Według Stanisława uczucia od pierwszego wejrzenia nie ma, a jest tylko na "Titanicu”, z kolei przyjaźń to"najwyższa forma uczuciowa". Takich słownych "kwiatków” 63-letniego rolnika z Kotliny Kłodzkiej było więcej. Ostatecznie próba spotkania miłości w telewizji skończyła się fiaskiem, a drwiny z mało lotnych wypowiedzi samotnego kawalera do dzisiaj krążą w internecie.

Z kolei w drugiej edycji hitowego show poznaliśmy szarmanckiego na pozór 78-letniego Eugeniusza, który najpierw był zauroczony uczestniczką Lilianą, by następnie dać jej kosza i stwierdzić, że "związek skomplikowałby mu życie”, a w ogóle to on myślał, że program "Rolnik szuka żony” będzie o … rolnictwie, a nie o szukaniu miłości. Nic dziwnego, że na Eugeniusza posypały się gromy, nie tylko ze strony damskiej części publiczności.



"Nie wiem, czy filet jest z morza"
Zabawnych, ale i żenujących wpadek uczestników programów o tematyce damsko-męskiej jest więcej. Po "Rolniku”, który dla TVP był kurą znoszącą złote jaja, inne stacje telewizyjne również zdecydowały się postawić w swoich ramówkach na miłosne formaty. TVN Style zdecydował się na starą zasadę "przez żołądek do serca”. W każdym odcinku główny bohater lub bohaterka dostaje specjalnie przygotowane dla niego menu. Spośród trzech, może wybrać tylko dwa. Bohaterowie show nic nie wiedzą o osobie, która przygotowała dla nich ucztę. Nie mają również pojęcia, jak wygląda. Pary poznają się podczas kolacji i wtedy bywa naprawdę zabawnie, ale też bardzo stresująco. Przekonała się o tym jedna z uczestniczek - Justyna, dla której randka przed kamerą była jej pierwszą w życiu. Od początku spotkania dziewczyna mocno się stresowała, jednak gdy kandydat na chłopaka, zadał jej proste pytanie, ta poległa:

Jakie jest twoje popisowe danie? 
– Bardzo lubię jeść ryby. 
– Jakie ryby preferujesz? - dopytywał.
– Filety - odpowiedziała Justyna.
– Ale jakie gatunki? - brnął dalej.
– Nie wiem. Preferuję fileta dlatego, że można go kupić w każdym sklepie. Jest tani i można go szybko przyrządzić. A jaki to jest filet? Nie umiem określić, czy to jest z oceanu, czy z jakieś tam innego morza, czy z Indii - próbowała odpowiedzieć na pytanie.


Jak nietrudno się domyślić, ten dialog szybko stał się hitem sieci. Choć oczywiście największa "beka” była z Justyny, znaleźli się również tacy, którzy stanęli w jej obronie, tłumacząc, że zjadł ją stres. Oberwało się za to stacji, która umieściła ten fragment programu na swoim fan page’u.
– To jest bardzo niefajne, że nabijacie się z dziewczyny na waszym publicznym wallu. Wstyd! pisali internauci. – Zrobiliście sobie beczkę śmiechu z zestresowanej dziewczyny - pisali inni. Stacja szybko zareagowała, tłumacząc, że z nikogo się nie wyśmiewa, a jedynie pokazuje fragment programu. Udostępnień i komentarzy na Facebooku była cała masa, a jak wiadomo stacji w tym wszystkim najbardziej o to chodziło. Z kolei Justyna chyba powinna mieć nauczkę, iż pierwsza randka raczej nie powinna odbywać się przed kamerą.

"Jestem grabarzem, więc potrzebuję uczucia"
Z kolei "Chłopaki do wzięcia” to telenowela dokumentalna, emitowana na antenie Polsat Play. Realia prowincjonalnej Polski, pełnej biedy, nudy i beznadziei spotykają się z marzeniami o znalezieniu tej jedynej. Młodzi mieszkańcy miasteczek i wsi z całej Polski poszukują partnerek na całe życie. Nie mają czym zaimponować dziewczynom, ale nie chcą być sami. W akcie desperacji zgłaszają się do biur matrymonialnych.

Ten program jest kopalnią wpadek i zabawnych tekstów. Panowie wystepujący przed kamerą często mają problem ze skleceniem poprawnego zdania. Nic dziwnego, że są wyśmiewani przez internautów. – Jestem grabarzem, więc potrzebuję uczucia - mówi jeden z uczestników, drugi natomiast dodaje: – Jak dziewczyna jest ładna, to każdemu się może podobać. Memy czy filmiki na Youtube z wypowiedziami kawalerów do wzięcia krążą po sieci i wywołują salwy śmiechu.

Miłosną historię w programie telewizyjnym ma również na swoim koncie jedna z sióstr Godlewskich, dziewczyn, które z końcem roku "podbiły” internet. Ich wątpliwy talent muzyczny oraz napompowane usta były w ostatnim czasie hitem numer jeden w sieci.

Niedawno jeden z serwisów internetowych przypomniał występ Małgorzaty Godlewskiej w show "Gry małżeńskie”. Polega on na tym, że kobieta spotyka się z trzema mężczyznami i musi odgadnąć, który z nich jest singlem. Poziom dialogów w tym dziwnym programie sięgnął dna... – Bardzo ciężko się patrzy w twoje oczy, bo widok przykuwa inna część ciała - powiedział jeden z kandydatów, wyraźnie zainteresowany ponętnym biustem Godlewskiej. Ta z kolei na potrzeby programu dała sobie wymasować nie tylko piersi, ale również nogi, pupę oraz stopy. – Lubisz ssać paluszki? - dopytywała Godlewska uczestnika programu.


Tak żenujące sytuacje w programach damsko-męskich to z pewnością z jednej strony ogromny zastrzyk oglądalności dla stacji, z drugiej zaś niesmak i wstyd dla uczestników na długie lata. Wszak internet nie zapomina! Może więc przyszli kandydaci miłosnych show powinni dwa razy zastanowić się, zanim zdecydują się szukać drugiej połówki przed kamerami.
Trwa ładowanie komentarzy...