Chomik i 3-piętrowa klatka to dopiero początek. Zapytaliśmy czytelniczki o najgorsze Walentynki, jakie spędziły w życiu

Co kupić na Walentynki? Podpowiadamy, czego lepiej nie kupować
Co kupić na Walentynki? Podpowiadamy, czego lepiej nie kupować Fot. Pexels
Walentynki to wyzwanie pod wieloma względami. Nie tylko trzeba o nich pamiętać, ale i przygotować coś ekstra. I tutaj zaczynają się schody, bo łatwo przedobrzyć. Przepytaliśmy na Facebooku naszych czytelników i czytelniczki o ich najgorsze doświadczenie i prezenty z okazji Walentynek.

Walentynki to święto, które nie wszystkim się podoba, jednak szalenie miło jest przecież dostać upominek od bliskiej osoby. W ten dzień kwiaciarnie przeżywają oblężenie, a kina i restauracje pękają w szwach. Bo przecież kupienie kwiatów, pójście do kina czy na kolację to najprostszy i najbezpieczniejszy pomysł. Ci, którzy nie lubią tłoku, wybierają inne celebrowanie Walentynek. Gorzej bywa z walentynkowymi prezentami, które niekoniecznie mogą przypaść do gustu drugiej stronie.



Chomik zamiast pierścionka i kot na uczulenie
Patrycja wspomina, że ukochany wręczając jej prezent, zawiązał jej oczy. Upominkiem nie był jednak pierścionek zaręczynowy, którego się spodziewała. – Miałam zawiązane oczy i usłyszałam, że wszystko co jest na stole to jest moje ... Spodziewałam się pierścionka zaręczynowego oraz kluczy do nowego mieszkania. Dostałam chomika z wypasioną trzypiętrową klatką – opowiada. Zwierzaka na Walentynki dostała również Ania, która co prawda wspominała swojemu chłopakowi, że chciałaby mieć psa, bo choć woli koty, ma na nie uczulenie. Jej partner nie zarejestrował niestety tej cennej informacji. – Mój chłopak jest bardzo zapracowany na co dzień i mocno zakręcony. Mówiłam mu co prawda o mojej miłości do kotów, jednak wiedział, że nie mogę mieć żadnego kota w domu, bo mam alergię. Ale co tam, mówić jak do ściany. W walentynki pojawił się u nas w domu uroczy dachowiec, którego niestety musieliśmy oddać znajomym.
Monika z kolei dostała od chłopaka, z którym spotykała się zaledwie od trzech miesięcy złotą rybkę, bo ponoć przynosi szczęście. – Poczułam się jak jakiś totalny nieudacznik i pechowiec, skoro on wręczył mi na szczęście złotą rybkę. Rzeczywiście, wręczając komuś zwierzaka na prezent, nie tylko ten walentynkowy, warto upewnić się, czy osoba, której chcemy go podarować nie ma przypadkiem uczulenia i czy faktycznie chce i może mieć zwierzę w domu.

Nutella i karnet na siłownię
Popularnymi klapami prezentowymi są również słodycze, dla osób będących na diecie oraz karnety na fitness czy siłownię. – Mój mąż wie, że jestem na diecie i nie jem słodyczy, mimo to na Walentynki dostałam od niego wielki słoik Nutelli, którą dobrze wie, że uwielbiam. Ale póki co stoi w szafce, więc 1:0 dla mnie - wspomina Klaudia. Z kolei karnety na siłownię pojawiają się na liście prezentów, nie tylko tych walentynkowych, wśród obu płci. – Kupiłam kiedyś swojemu facetowi karnet na siłownię. Zrobił mi awanturę i wyskoczył, że dlaczego nie powiem mu prosto w twarz, że jest gruby, tylko bawię się w jakieś durne karnety na siłownię. Ostatecznie jednak docenił prezent i skorzystał z pakietu - pisze na jednym z forum Kasia.
Z kolei Karolina wspomina, jak dostała od narzeczonego karnet na zumbę. – Niby fajny prezent, ale trochę zrobiło mi się przykro, że narzeczony uważa, że powinnam schudnąć. W końcu pogadałam z nim na ten temat, a on wytłumaczył mi, że przecież mówiłam, że raz byłam i mi się podobało. Poza tym wie, że lubię tańczyć. Więc przymknęłam oko na ten prezent, a z zajęć zumby skorzystałam –czytamy.

Kolejna grupa nietrafionych podarków to bardzo tanie rzeczy z marketu, czekoladki, rajstopy, kosmetyki wątpliwej jakości, czy też film na DVD dodawany do kolorowej gazety. – Dawno temu taki prezent podarował mi chłopak, z którym kiedyś się spotykałam. No i nie mogło to być coś poważnego, skoro dostałam od niego film dodany do gazety. Pamiętam, że była to „Czekolada” z Johnnym Deppem, którą to już widziałam w kinie – zdradza Paulina. Z kolei niektórym paniom, tak jak Agacie, zdarzyło się podarować swojemu mężczyźnie zwykły dezodorant. – Teraz to wspominam ze śmiechem, ale kiedyś paliłam się ze wstydu. Chciałam na szybko coś kupić, więc pomyślałam o tym kosmetyku. Ale to był obciach – wspomina Agata.

Ambitniejszym pomysłem wydają się książki, oczywiście pod warunkiem, że wiemy, jakie gatunki i autorów preferują nasi partnerzy. No bo jak tu się cieszyć, gdy otwierając prezent widzimy mało lotne poradniki czy celebryckie wypociny. Można też natknąć się na "kreatywne tytuły", takie jak m.in. "Kup kwiaty kochance swojego męża”. Taką książę dostała Jolanta od swojego męża. Pewnie miało być zabawnie, ale czy tak wyszło?

Nietrafiona biżuteria i bielizna
Wydawać by się mogło, że biżuteria to bardzo dobry pomysł, jednak zdarza się, że kobiety dostają od swoich partnerów za małe lub za duże pierścionki, wisiorki w złym guście, czy też kolczyki, mimo że nie mają przekłutych uszu. – Dostałam od ukochanego bardzo ładne kolczyki. Problem w tym, że ja nigdy nie miałam przekłutych uszu i nie zamierzam tego robić. To się nazywa spostrzegawczość – pisze na jednym z forów Ela. Zdarza się, choć już coraz rzadziej, że panowie kupują swoim partnerkom bieliznę w niewłaściwym rozmiarze, czy pluszowe misie z serduszkiem – niby w sam raz na walentynki. Tyle, że taki prezent to raczej opcja dla kilkuletniego dziecka niż dziewczyny czy kobiety.
Dostając walentynkowy, obciachowy prezent wypadałoby jakoś go skomentować. Zawsze można obrócić go w żart, lub też po prostu podziękować. Można też znaleźć jego plusy lub po prostu go przemilczeć. Nietrafiony prezent nie powinien na pewno być powodem do kłótni. W końcu Walentynki są raz w roku, a najważniejsze to spędzić je z bliską nam osobą.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...