Panie i panowie poznajcie... pijaną jogę. Zabawna alternatywa dla wszystkich, którzy się "nie spinają"

Eli Walker na pomysł pijanej jogi wpadła w ... barze
Eli Walker na pomysł pijanej jogi wpadła w ... barze Fot. Instagram Eli Walker
Każda kobieta lubi od czasu do czasu wybrać się na drinka, ale każda chce być też fit. A co jeśli udałoby się połączyć przyjemne z pożytecznym i stworzyć ćwiczenia, które pozwalają utrzymać formę, nie rezygnując z ukochanej lampki wina czy butelki piwa? Drunk yoga to hit ostatnich miesięcy. Czy trafia również do Polski?

Joga swój wielki moment miała już jakiś czas temu, ale wciąż jest jedną z aktywności fizycznych, na którą kobiety decydują się najczęściej. Aby nie było zbyt nudno, poza klasycznymi ćwiczeniami polegającymi na rozciąganiu i relaksacji, w sieci można przeczytać o coraz to nowszych i coraz to bardziej wymyślnych rozwiązaniach. Po bikram jodze (polegającej na ćwiczeniach w sali o podwyższonej temperaturze), sky jodze (składającej się z zestawu ćwiczeń wykonywanych na charakterystycznych szarfach) i beat jodze, którą od klasycznej odróżnia szybka, energetyczna muzyka i dynamiczne sekwencje, przyszedł czas na coś jeszcze bardziej szalonego. Nadchodzi era „drunk joga”.

Na czym polega pijana joga?

Drunk yoga, czyli pijana joga brzmi dosyć dziwnie – przecież zwykle nie łączymy ćwiczeń z alkoholem, który przy zachowaniu smukłej sylwetki nie jest do końca pomocny. Amerykańska joginka, Eli Walker, stworzyła „pijaną jogę”, aby zmienić postrzeganie tych ćwiczeń w społeczeństwie. Zwykle jogę kojarzymy przecież ze spokojem i relaksem, po którym raczej chce nam się spać niż bawić. Trenerka, łącząc jogę z piciem wina, udowadnia, że może być inaczej. Atmosfera luzu sprawia, że ludzie chętniej przychodzą na zajęcia i nie krępują się swoich braków, jeśli chodzi o rozciąganie czy ogólną kondycję fizyczną.
Eli Walker na pomysł wpadła w... barze! Żartobliwa rozmowa przerodziła się w pomysł na biznes, który szturmem zdobywa USA i powoli zyskuje popularność również w innych częściach globu. Nic w tym dziwnego – jeżeli możemy ćwiczyć i jednocześnie fajnie się bawić, to dlaczego by tego nie robić.

Nie lubisz wina? Ćwicz z piwem!

Jeśli pomysł ci się podoba, ale wino nie jest twoim ulubionym trunkiem, mamy dobrą wiadomość. W Niemczech powstała szkoła stosująca analogiczną metodę, ale rozluźniającym czynnikiem jest w niej nie wino, a... piwo. Tutaj techniki relaksacyjne i rozciąganie praktykujesz z butelką w dłoni. Zajęcia organizowane są w różnych punktach, m.in. w browarach, co dodatkowo nadaje ćwiczeniom niepowtarzalnego klimatu. Piwna joga zaczyna nieśmiało pojawiać się również w Polsce. Są to jednak pojedyncze eventy jak np. ten w Poznaniu, a nie zorganizowane ćwiczenia.



Choć wszystko brzmi pięknie, to jednak warto zwrócić uwagę, że "pijana joga" ma również ciemne strony i nie każdy podchodzi do niej z takim samym entuzjazmem.

–Joga, co do zasady, zakłada niekrzywdzenie. Alkohol natomiast odurza i sprawia, że uczucia, które mają wyzwolić w nas ćwiczenia są stłumione, przez co umyka nam jedno z głównych założeń jogi, jakim jest relaksacyjne wsłuchiwanie się w siebie – zauważa Grzegorz Nieścier, prowadzący warszawskie Joga Studio. I dodaje: – Sam alkohol jest przez joginów raczej niepożądany, tak samo zresztą jak inne używki, choćby kawa.
Wine Yoga i Beer Yoga to świetna alternatywa dla leniuchów, które od ćwiczenia wolą wino i film. Tutaj można połączyć przyjemność z treningiem, który doda nam energii na resztę dnia. Do pijanej jogi trzeba podchodzić jednak z dystansem i traktować ją bardziej jako formę rozrywki niż treningu. – Cała idea jest odrobinę niepoważna. Joga powinna być azylem, a alkohol zdecydowanie mu nie służy – podkreśla Grzegorz Nieścier. Drunk yoga może okazać się ciekawą alternatywą dla babskich spotkań w restauracji albo klasycznych domowych biforów. Energia z ćwiczeń i poalkoholowy luz mogą być zapowiedzią miłego wieczoru, ale z relaksacyjnym treningiem nie mają zbyt wiele wspólnego.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...