Jest jak artysta, tylko że w... czyszczeniu butów. Pucybut Michał Cieślak to żywa legenda w Warszawie

Michał Cieślak pracuje w zawodzie pucybuta 14 lat Fot. Maciej Stanik
Na pewno każdy,  kto choć raz był w warszawskiej Galerii Mokotów, kojarzy tego pana. Michał Cieślak czyści buty warszawiaków i dba o nie już 14 lat. Jak sam przyznaje, lubi ludzi, ale też celowo buduje wokół sobie otoczkę zamkniętego. Nie używa telefonu komórkowego, uwielbia, gdy na dworze jest mróz, a po godzinach przesiaduje w barze na dworcu centralnym. Nam opowiedział co nieco o sobie i swojej pracy. Zdradził też, jak udaje mu się przekonać klientów, aby usiedli na jego "tronie”, mimo że wcale nie zamierzali skorzystać z usługi.

Przechodziłam koło jego stanowiska w Galerii Mokotów wiele razy, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy, aby oddać buty do czyszczenia, lub - co gorsze - usiąść na krześle na środku galerii handlowej i pozwolić, aby pucybut zajął się stanem mojego obuwia. Trochę dziwnie to brzmi, w końcu Michał Cieślak to fachowiec i o butach i ich pielęgnacji wie wszystko. A jednak. Uważałam publiczne czyszczenie butów za obciach. Przecież możemy sami je sobie wyczyścić. Na rynku jest tyle rozmaitych impregnatów i past, a instrukcję, jak ich używać, znajdziemy na opakowaniu.

Na Sycylii zawód pucybuta pożądany, w Polsce zapomniany
Zawód, który w Polsce nie jest popularny, w sycylijskim Palermo cieszy się ogromnym powodzeniem. Rok temu włoskie media podawały, że 70 osób w wieku od 21 do 61 lat ubiega się o posadę pucybuta na ulicach Palermo, w tym także kobiety. "Ten dawny, zapomniany już zawód to remedium na kryzys”- powiedział prezes stowarzyszenia rzemieślników Nunzio Reina, nawiązując do dużego bezrobocia na Sycylii.
Wróćmy do naszych realiów. Choć z usług pucybuta można skorzystać w wielu miastach Polski, w dalszym ciągu ta profesja jest nieco zakurzona i zapomniana. Na szczęście pozwala Michałowi Cieślakowi, pracującemu w warszawskiej Galerii Mokotów utrzymywać się z niej już 14 lat.  Aby oddać buty do pielęgnacji, lub je wyczyścić na miejscu, chętnych nie brakuje. Do stanowiska pracy Cieślaka przychodzą osoby w różnym wieku i statusie społecznym.
Wśród nich byłam też ja, ale wyczyszczenie butów było w tym przypadku tylko wymówką. Po prostu chciałam go poznać i zobaczyć, czy facet, który sprawia wrażenie totalnego dziwaka, rzeczywiście taki jest.

– Podejdzie no bliżej – zachęca pan Michał i ogląda moje trampki. Zagaduję go o pielęgnację butów zimą, a on mówi, że pokaże co i jak. No to siadam na krześle przypominającym tron, ale czuję się bardzo dziwnie. Ludzie na mnie patrzą, a ja, żeby uniknąć ich wzroku, wkręcam się w rozmowę z pucybutem. Myślałam, ze to ja będę go pytać o różne rzeczy, tymczasem jest odwrotnie. – Pani z Warszawy?  A co pani robi na co dzień? – dopytuje pan Michał. Opowiada różne anegdoty i śmieje się. Rozbraja mnie swoją szczerością.


– Reumatyzmu się Pani nabawi, po co tyle tych dziur – komentuje moje jeansy. Cieślak zabiera się za pielęgnację butów, a ja wychodzę z galerii handlowej w trampkach, które są w jeszcze lepszym stanie, niż gdy je kupowałam.
Bo pan Michał wkłada w swoją pracę całe serce. Chociaż jego wyuczony zawód, w którym pracował 15 lat, to elektryk, zmuszony był się przebranżowić. – Teraz świat jest otwarty, a kiedyś tak nie było. Zakłady pracy były likwidowane. Ciężko było dostać nową pracę w swoim zawodzie, to się człowiek musiał przebranżowić – opowiada.

On fachu pucybuta nauczył się w wojsku.
– Kiedyś z żołnierzami długo jechaliśmy na inną jednostkę pociągiem. A ze długo jechaliśmy, to postanowiłem, że im wszystkim wyczyszczę buty. Tak zaczął się mój początek w tym zawodzie. Galeria Mokotów potrzebowała pucybuta, a że ja już miałem przeszkolenie i wiedziałem co i jak, to mnie zatrudnili.

W warszawskiej galerii handlowej Cieślak pracuje już 14 lat. Miał kryzys po sześciu latach, gdy prawie nikt do niego nie przychodził, jednak udało mu się przetrwać. Swój zawód porównuje do profesji artysty. – Jako 17-letni chłopak lubiłem chodzić na różne wystawy, patrzeć na techniki, którymi posługują się malarze. Ja ten artyzm przenoszę na buty. Każdy but jest inny, a ja szybko muszę podjąć decyzję, jakich środków do niego użyć: czy kremów, olejków, past, a może tłuszczy. Mój zawód też związany jest z rozmową, lubię ludzi zagadywać – tłumaczy pan Michał.
Lubi być...zdobywany
Choć lubi ludzi, przyznaje, że celowo wytwarza wokół siebie otoczkę człowieka niedostępnego. – Bo ja proszę pani lubię być zdobywany, a nie tak traktowany jak maszynka do czyszczenia butów, że ktoś mi rzuci worek brudnych butów i tyle – zastrzega.

Przyznaje też, że nie do końca ma zaufanie do stałych klientów: – Nigdy nie mam pewności, że klient nie pójdzie gdzieś indziej, albo zrezygnuje z moich usług.

Telefonicznie nie można się z Cieślakiem umówić, bo nie używa telefonu komórkowego. Klienci po prostu podchodzą, nawet ci najbardziej znani jak Zbigniew Wodecki. – Miał piękne buty, które liczyły już dwadzieścia lat. Lubię takie ponadczasowe obuwie. To było miłe spotkanie, choć na głębsze tematy nie rozmawialiśmy. Tak sobie gadaliśmy, a to o butach, a to o pogodzie – zdradza pucybut.
Pan Michał może podrasować każdy rodzaj butów, choć czasem bywa przez klientów zaskakiwany. – Klient miał na nogach kowbojki ze skóry węża. Trochę się bałem ich dotykać, bo jakbym widział żywe zwierzę, ale co miałem zrobić – śmieje się Cieślak i dodaje: – Inny z kolei chciał, żebym naprawił buty od Prady. Były bardzo zniszczone. Mogłem wziąć za nie dużo pieniędzy, ale nie zrobiłem tego. Powiedziałem mu: "pan kupi inne buty".

Pytam pana Michała, ile osób w ciągu dnia odwiedza jego stoisko. – Czasem jest tak, że cały dzień mam robotę, ale bywa też tak, że nikt nie przychodzi do mnie – słyszę.

Wtedy Cieślak ma swoje sposoby na zwerbowanie klientów. Mimo, że ci wcale się do niego nie wybierali. – Mam stoisko niedaleko windy. Patrzę, jak klient już jedną nogą jest w tej widzie. Wtedy mu mówię: "oj, bucik się panu zakurzył, a na pierwszym piętrze specjalne wymagania. (wie pani, tam jest tak elegancko, dywany są). I wtedy mówię: Zapraszam do mnie, to wyczyścimy.

Gdy pytam o cennik obuwia oddawanego do czyszczenia, pan Michał odpowiada, że tajemnica. "Tajemnicą handlową" są też zarobki. – Ja nie mogę narzekać, bo całe życie miałem oszczędności – ucina


Na zamsz woda z octem
Więcej zapału pan Michał wykazuje przy opowiadaniu o pielęgnacji butów zimą. - Na chlapę trzeba ubrać najgorsze, najbardziej znoszone buty. Jak nosimy skórzane buty, to do czyszczenia polecam tłuszcze do butów. A na buty zamszowe, na których osiada sól, dobra będzie woda z octem. Na zamsz dobre są też impregnaty. Trzeba spryskać takim impregnatem buty z odległości dwudziestu centymetrów.

Na stoisku pucybuta rozmaitych past, olejków, impregnatów, czy tłuszczy pod dostatkiem. Cieślak dba o to, aby żadnego z produktów nie zabrakło. – Mam trzech hurtowników, choć oni czasem wszystkiego nie mają. Wtedy muszę biegać po innych sklepach i dokupywać z własnych pieniędzy – zdradza.

Spacery po Warszawie w największy mróz

Nie samą pracą człowiek żyje. Warszawski pucybut lubi czasem odpocząć od tłoku galerii handlowej, spacerując po stolicy. – Lubię spacerować w największy mróz. Wtedy sprawdzam, kto z moich znajomych przespaceruje się ze mną w mroźny wieczór – mówi. Przychodzi też na pierwszy peron dworca centralnego. Twierdzi, ze to jego "miejsce kontrastu".

Poza tym – książki. – Potrafię czytać cztery książki na raz. Teraz czytam o białoruskim teatrze w latach międzywojennych. Lubię specjalistyczne książki, wymagające. Odpoczywam wtedy od pracy.
Jeżeli ma wolne, co rzadko mu się zdarza, lubi też chodzić do teatru. – Jak będę miał pierwszą niedzielę wolną w marcu od 14 lat, to pójdę do takiego niezależnego teatru na ul. Magazynowej.

Dopytuję, czy do kina też chodzi. – Nie chodzę, ja fabułę wytwarzam własnym życiem – podkreśla. To, jak się ubiera (zawsze w koszuli i muszce) oraz w jaki sposób mówi, przywodzi na myśl jedno słowo: indywidualista.

Z tym określeniem Cieślak zgadza się w stu procentach. – Jestem indywidualistą. Jestem skoncentrowany na sobie, nie mam żony, ani dzieci. Nie mnie to pisane, ale nie narzekam i nie wpadam w panikę. Ja nie potrzebuję za dużo. Zasuwam jak mrówka, ale na pierwszą wolną niedzielę to ja się bardzo cieszę – kończy.
Trwa ładowanie komentarzy...