Wielu próbowało pobić Facebooka i Instagrama, ale oni robią to sensownie. Vero może z nimi wygrać banalnym rozwiązaniem

O aplikacji Vero w ostatnich dniach mówi się bardzo wiele. Czy Facebook i Instagram mają się czego bać?
O aplikacji Vero w ostatnich dniach mówi się bardzo wiele. Czy Facebook i Instagram mają się czego bać? Fot. Materiały Prasowe
Jeszcze rok czy dwa lata temu wydawało się to nieprawdopodobne, ale dziś rzadziej i mniej chętnie korzystamy z Facebooka i Instagrama, które coraz częściej pokazują nam reklamy, a nie istotne treści. Vero ma działać odwrotnie i tym ruchem chce powalczyć z dotychczasowymi gigantami. Czy w ogóle ma szanse?

Świat portali społecznościowych rzadko kiedy wpuszcza do gry nowego konkurenta – ludzie przyzwyczajeni do Facebooka, Instagrama i Snapchata niechętnie zakładają nowe konta w podobnych serwisach. Szansę na zmianę przynosi aplikacja Vero (z włoskiego "prawdziwy”), która wraca do korzeni mediów społecznościowych, mających przede wszystkim służyć podtrzymaniu relacji, a nie reklamie. Wczoraj na Instastories naliczyłam przynajmniej kilkanaście osób, które w relacjach informowały o założeniu profilu na Vero, więc może faktycznie coś w tym jest.
Facebook i Instagram denerwują ciągle zmieniającymi się algorytmami, które wyświetlają głównie reklamy i posty sponsorowane, przez co często umykają nam posty, na których zobaczeniu naprawdę by nam zależało. Pojawia się też kwestia braku chronologii, przez co zdjęcia sprzed kilka dni mieszają się z tymi sprzed kilku sekund i bez uważnego wczytywania się w opisy nie wiemy, co jest bardziej, a co mniej aktualne.

Te problemy ponoć nie istnieją w Vero, które – mimo iż powstało już rok temu – w ostatni weekend zanotowało rekordową ilość pobrań. Dlaczego? Pierwszy milion użytkowników będzie miał możliwość korzystania z aplikacji za darmo do końca życia. To w zasadzie dosyć przerażająca "obietnica", ale chyba zadziałała. Liczba userów wzrasta z dnia na dzień i jest już ich, na całym świecie, kilkaset tysięcy. Do miliona trochę brakuje, więc możecie odetchnąć z ulgą - kiedy dziś instalowałam Vero, wciąż było darmowe.

Dlaczego Vero może wygrać z Instagramem?

Vero nie wyświetla reklam, które ostatnio zalewają nawet feedy na Instagramie, w związku z czym nie jesteśmy przytłoczeni ogromną ilością, w większości nieistotnych, informacji. To plus w czasach, w których nie mamy całego dnia, żeby przewijać strony w poszukiwaniu tego, co naprawdę nas ciekawi.
Przyznam, że na początku ciężko mi było zrozumieć, jak znaleźć konkretne posty znajomych albo innych osób, które zaobserwowałam, ale wystarczyło kilka chwil, żeby wszystko stało się jasne. Zresztą - zrozumienie Snapchata, z którego korzystają dzieci w podstawówce, też zajęło mi chwilę, więc może niekoniecznie mogę być tutaj wyznacznikiem.

Vero, nawet dla użytkowników niechętnych nowościom, jest naprawdę proste w obsłudze. Po zalogowaniu się duży przycisk na dole ekranu zachęca do publikacji pierwszego wpisu, który może należeć do jednej z 6 kategorii. O ile opcja publikacji zdjęcia czy udostępnienia linku to raczej żadna nowość, to ciekawe są zakładki "książka” i "film”, które pozwalają na polecenie znajomym tytułów, które nas interesują.
Wszystkie nasze wybory grupują się w kolekcje, które – w zależności od naszej decyzji – są dostępne dla mniejszego lub większego grona znajomych (tak samo my możemy śledzić kolekcje naszych znajomych). Co ciekawe Vero pozwala na zakup rekomendowanych tytułów przez aplikację, co jest rozwiązaniem bardzo wygodnym.


Co jest słabe? Tempo. Vero faktycznie jest fajne - wtedy, kiedy działa. Czekanie na odświeżenie feedu albo znalezienie hasła w aplikacyjnej wyszukiwarce trwa jednak zbyt długo, a czasem nie działa wcale. Aplikacja nie do końca radzi sobie z nagłym wzrostem popularności. Kilkakrotnie musiałam przejść przez sam proces rejestracji zanim w końcu udało mi się otrzymać kod weryfikacyjny, dzięki któremu dostałam się "do środka".

Być może to tylko początki i problemy techniczne zostaną zniwelowane. Jeśli tak, wydaje się mieć duży potencjał wśród wszystkich zmęczonych Fejsem, Insta i Snapem, których formuła powoli się wyczerpuje. Okazuje się, że nawet pozycja dotychczasowych gigantów nie jest pewna, a aplikacja pozbawiona sponsorowanych treści prezentuje się między nimi wyjątkowo ciekawie.
Trwa ładowanie komentarzy...