Wystąpiła w "The Brain. Genialny umysł", wie wszystko o Oscarach. Teraz wskazuje, kto musi wygrać

Karolina Łachmacka o Oscarach wie absolutnie wszystko
Karolina Łachmacka o Oscarach wie absolutnie wszystko Fot. archiwum prywatne
Ona wie o historii Oscarów, nominowanych filmach i samej ceremonii rozdania nagród absolutnie wszystko. Udowodniła to w programie "The Brain. Genialny umysł", w którym zaprezentowała widzom rozległą filmową wiedzę. Tuż przez galą Karolina Łachmacka opowiedziała nam o swoich oscarowych faworytach i niezwykłej pasji.

Karolina Łachmacka z Białegostoku ma 29 lat i na co co dzień pracuje jako tłumacz języka angielskiego oraz copywriter. Jej wielką pasją jest kino oraz tematyka oscarowa.
Rozległą wiedzę Karoliny na temat historii Oscarów mogliśmy zobaczyć w programie "The Brain. Genialny umysł", w którym pokazała, że o najbardziej prestiżowym wydarzeniu filmowym wie wszystko.

Skąd u Ciebie tak wielkie zainteresowanie tematyką oscarową?


Moja pasja związana z Oscarami sięga czasów, kiedy byłam nastolatką, bo wtedy na szeroką skalę dostępny stał się Internet i można było sięgać do źródeł, do jakich dostęp wcześniej był po prostu niemożliwy. Ale pasja związana z filmami sięga dzieciństwa. W latach 90. polskiej telewizji nie było stać na nowe filmy, dlatego bardzo często emitowano obrazy stare, z lat 30., a nawet z ery kina niemego. Uwielbiałam "Perły z lamusa", prowadzone przez Tomasza Raczka i Zygmunta Kałużyńskiego. Zawsze podobały mi się filmy psychologiczne albo dramaty, szczególnie oparte na sztukach teatralnych, bo dotykały stosunków międzyludzkich. Oscary zaczęłam śledzić potem, bo w latach 30., 40., 50., czy 60. nagradzano często filmy, które były bliskie memu sercu. Szybko odkryłam, że wiąże się z nimi cała machina i historia, która żyje własnym życiem i kolekcjonowanie tej historii sprawia mi ogromną frajdę.
Filmy z których dekad najbardziej lubisz oglądać?

Najbardziej uwielbiam filmy z lat 30., 40. oraz 50. Jest to też okres, kiedy tzw. Kodeks Haysa hamował wiele produkcji i narzucał rozwiązania. Omijano je jednak bardzo często w mistrzowski sposób. Np. ograniczenia dotyczące długości pocałunku w "Osławionej” z 1946 toku Alfred Hitchcock zwalczył jakoby "rozkładając" pocałunek na części. Dzięki temu Cary Grant i Ingrid Bergman całują się dłużej, choć prawo zabraniało długich czułości. To były ograniczenia, które naprawdę z punktu widzenia dzisiejszego twórcy czy widza są niewiarygodne (np. zakaz pokazywania scen porodu). Kino z tamtych lat musiało przejść cenzurę i kreatywność pozwalała twórcom się obronić.

Pewnie masz dużo ulubionych filmów. Ale który jest najbliższy Twojemu sercu?



Moim ulubionym filmem jest "Przeminęło z wiatrem". I z góry zaznaczę, że wcale nie uważam go za najlepszy film, jaki widziałam. Trudno byłoby mi wskazać najlepszy. Nawet oceniając filmy każdy rozpatruję pod jego indywidualnym względem. A "Przeminęło z wiatrem" to naprawdę wspaniała, choć długa opowieść. Filmowa wersja jest okrojona, bo powieść Margaret Mitchell daje materiał na jeszcze dłuższy film, choć może trudno w to uwierzyć. Ale ten obraz to dla mnie wielki popis aktorski Vivien Leigh, dla mnie od lat aktorki ulubionej i niedoścignionej dla innych, a jednocześnie, pewnie ze względu na urodę, niedocenionej pomimo zdobycia dwóch Oscarów przy zaledwie dziewiętnastu tytułach w filmografii.
No właśnie, za chwilę kolejne rozdanie Oscarów. Czy po wielu latach oglądania wciąż Cię jeszcze fascynują?

Oscary oglądam, choć podchodzę do nich już z większą rezerwą. Wciąż mnie ciekawią, ale przez galę jest niejednokrotnie trudno przebrnąć. Wiele osób mówi, że się zdewaluowały. Coś w tym jest, ale to wciąż najważniejsze, być może zbyt okrzyczane, nagrody filmowe.

Zdradź nam swoich oscarowych faworytów. Za których aktorów i jakie filmy najbardziej trzymasz kciuki?

Mam swoje oscarowe marzenia co do laureatów, choć wiem, że się raczej nie spełnią. Jest to m.in. statuetka dla Saoirse Ronan, która z pewnością przegra z Frances McDormand albo ewentualnie z Sally Hawkins. To jest zaledwie 24-letnia aktorka, a to jej trzecia nominowana do Oscara rola. Trzymałam już kciuki przy "Brooklynie", ale wygrała Brie Larson (choć też zagrała w "Pokoju” naprawdę dobrą rolę). Innym typem jest Timothee Chalamet – jeden z najmłodszych nominowanych w tej kategorii, ale właśnie dlatego nawet nikt mu nie przyzna Oscara, a Gary Oldman wydaje się być pewniakiem. Bardzo kibicuję "Lady Bird” Grety Gerwig. To jej debiut reżyserski, a już nominowano ją do Oscara. Ale ten film nie będzie raczej dyktował warunków na tej gali. Jest zbyt kameralny. Na pewno dużo statuetek zgarnie "Kształt wody”, choć to zupełnie nie jest film z mojej bajki. Jak wspomniałam, kibicuję Saoirse Ronan i Timothee Chalametowi, ale nie mam nadziei na ich triumf.

Czy polski film "Twój Vincent" ma szansę otrzymać statuetkę?

"Twój Vincent” nie zdobędzie Oscara, a szkoda, bo jest to artystycznie piękny film. Mam do niego sentyment także dlatego, że Van Gogh to mój ulubiony malarz. To, jak powstał ten film, to wielka historia pracy wspaniałych artystów, która powinna zostać nagrodzona po prostu za ten efekt. Jest to nowatorski film, ale wygra "Coco”, bo takie są prawa Hollywood. Tam nie zawsze, niestety, wygrywa najlepszy, choć nie można też odmówić jakości tej produkcji.

No tak, czyli są specjalne zasady, którymi rządzą się oscarowe filmy


Obecnie sytuacja wygląda tak, że film musi mieć premierę w odpowiednim czasie. Musi ona trafić w tzw. sezon oscarowy. To nie gwarantuje oczywiście nominacji, ale jest pierwszym krokiem w kierunku osiągnięcia tego celu. A potem trwa tzw. wielka kampania – gwiazdy naprawdę muszą się napracować, tak jak i wszyscy ci, którzy za filmami stoją, a kogo nie widzimy na ekranie, by "wypromować” dany film czy kreację aktorską. Oczywiście są też różne sztuczki. W 2003 roku Catherine Zeta-Jones otrzymała Oscara za drugoplanową rolę w "Chicago”, ale przy Złotych Globach nie nominowano jej w kategorii drugiego planu, a musicalu i komedii. Zresztą Zeta-Jones jest rewelacyjna w roli Velmy Kelly, tylko ciekawe, na ile miałaby szanse w kategorii wiodącej?

Akademia lubi nagradzać transformacje związane z charakteryzacją, a w 2003 roku nagrodzono Nicole Kidman, która jako Virginia Woolf w "Godzinach” (2002) była nie do poznania. Podobnie było z Marion Cotillard jako Edith Piaf. Wówczas walczyła o Oscara z Julie Christie, która zagrała w dosyć kameralnym dramacie. I wygrała Cotillard. Ponadto mówi się, że podobnie było z Alicią Vikander i "Dziewczyną z portretu”. Jej rola jest z kolei w zasadzie pierwszoplanowa, ale większe szanse na Oscara miała w kategorii drugoplanowej. Dlatego twórcy tak ją zgłosili i to popłaciło, bo Vikander nagrodzono statuetką.

Jak myślisz, możemy spodziewać się na tegorocznej ceremonii mocnych akcentów, przemówień? Akcja #metoo oraz sprawa molestowania seksualnego w środowisku aktorskim odbiła się szerokim echem na całym świecie

Na pewno środowisko będzie chciało pokazać, że skończył się okres tolerancji wszelkiego rodzaju przemocy. Hollywood pragnie pokazać, że się samooczyszcza, że potrafi sobie poradzić z tą toczącą je chorobą. Akcenty będą, choć wątpię, czy będą adresowane bezpośrednio za pomocą nazwisk takich jak Spacey czy Weinstein. Wiadomo, że ich tam zabraknie, bo obaj dorobili się statusu persona non grata. Spodziewam się oczywiście samych czarnych sukien.

To dobrze, że ktoś chce walczyć ze złem, ale to środowisko jest pełne hipokryzji. Molestowanie było tam od zarania hollywoodzkich dziejów. Znam mnóstwo historii aktorek, które miały już swoją pozycję, ale komuś odmówiły i powiedziano im, że to koniec ich kariery. I tak istotnie się stawało. Pojęcie "kanapy castingowej" to nic nowego. Chcę zwrócić uwagę, że akcentem tej całej akcji jest na przykład to, że Casey Affleck nie wręczy Oscara najlepszej aktorce, jak to powinno być zgodnie z tradycją, skoro dostał nagrodę rok temu dla najlepszego aktora. Uważam, że gdyby to wszystko wybuchło rok temu, Affleck nie miałby szans na Oscara, choć jego rola w "Manchester by the Sea" zasługuje na wszystkie dostępne laury. James Franco w tym roku prawdopodobnie nie dostał nominacji właśnie z powodu oskarżeń o niewłaściwie zachowanie wobec kilku kobiet, a warto podkreślić, że nie były to oskarżenia tego kalibru, co wobec Harvey’a Weinsteina.
Czy jakaś gala z poprzednich szczególnie zapadła Ci w pamięć?

W pamięć zapadały mi gale sprzed wielu, wielu lat, bo były naprawdę ciekawe. Ale nie całe ich transmisje (bo wówczas była jedynie transmisja radiowa), lecz poszczególne wydarzenia. Na przykład Joan Crawford, która nie wierzyła, że nagrodzą ją za "Mildred Pierce", miała pozorować chorobę, by na gali się nie stawić. I przywieziono jej Oscara do domu. Ale były też osobiste wyznania, dopiero po latach. "Przeminęło z wiatrem" przyniosło nominacje drugoplanowe dwóm aktorkom – Hattie McDaniel i Olivii De Havilland. Wygrała McDaniel, będąc pierwszą w historii Afroamerykanką z Oscarem, choć na rozdaniu posadzono ją gdzieś w kącie jak obywatelkę trzeciej kategorii. Olivia De Havilland miała 23 lata i była to jej pierwsza nominacja. Bardzo liczyła na Oscara, zresztą jej rola to wielka kreacja. Ale wygrała McDaniel. I, jak wspominała de Havilland, dopiero w domu pozwoliła sobie na łzy. Miała pomyśleć, że "nie ma Boga”. Ale, jak się okazało, Bóg istnieje, bo po latach ta aktorka dostała aż dwie statuetki za swoje role. To są takie oscarowe historyjki, które poznajemy po latach, ale są bardzo ciekawe i mają ludzki wymiar. Chyba o wiele bardziej, niż te z dnia dzisiejszego.

Skoro mówisz o aktorkach – które Twoim zdaniem najlepiej prezentują się na Oscarach?

Zawsze podoba mi się to, jak na Oscarach wygląda Angelina Jolie. Ona jest nie tylko przepiękną kobietą, ale ma też klasę, taką wrodzoną. Jej dobór dodatków do sukni jest wyważony i gustowny. Poza tym uważam, że Emma Stone odbierając statuetkę za "La La Land” wyglądała jak gwiazda z dawnych lat, co oczywiście jest bliskie mojemu sercu, dlatego typuję też jej zeszłoroczną kreację.

Oscarowe kreacje były również obecne w programie "The Brain. Genialny umysł", w którym wzięłaś udział. Bezbłędnie odgadłaś, która aktorka spośród modelek w show Polsatu miała na sobie daną kreację i w jakim roku. Czy jakoś szczególnie przygotowywałaś się do programu?


Wiedziałam jedynie, że będzie to rozległy obszar wiedzy, dlatego starałam się przede wszystkim nie panikować. Obejrzałam sobie ponownie historyczne zdjęcia z gal i tak wyglądało moje przygotowanie. Co do części z wiedzą oscarową, nie czyniłam jako takich przygotowań. To jest coś, co mnie interesuje i podchodzę do tego w ten sposób, że jeżeli ktoś coś lubi, to po prostu łatwiej to zapamiętuje. Tak też jest w moim przypadku.

Przelewasz jakoś swoją filmową wiedzę, na przykład prowadząc bloga lub stronę internetową?


Co do blogów czy stron, prowadziłam kiedyś stronę poświęconą aktorkom klasycznym, czyli tym, które występowały w filmach z lat, które mnie najbardziej pasjonują. Napisałam kilkaset notek biograficznych i dobrze to wspominam, ale muszę to wszystko jakoś ogarnąć, bo w Internecie krąży to teraz bezwolnie. Ponadto mam konto na Filmwebie, popełniłam kilka zabawnych recenzji jako nastolatka na tym portalu. Ale niebawem startuję z własnym blogiem, których nie będzie takim typowym projektem, a raczej czymś osobistym.
Trwa ładowanie komentarzy...