"Praca kierowcy nie uwłacza. Daje przekonanie, że jestem potrzebna". Oto kim są kobiety pracujące "za kółkiem"

Kobiety pracujące za kółkiem lubią swoją pracę za elastyczne godziny pracy
Kobiety pracujące za kółkiem lubią swoją pracę za elastyczne godziny pracy Fot. materiały prasowe
Choć miały kiedyś inne zawody, zdecydowały się je porzucić - z różnych względów. Pani Małgorzata, rencistka i wdowa oraz Magda, mama dorastającego syna, mimo że są w różnym wieku i mają inny bagaż doświadczeń, jeżdżą jako kierowcy przewozów osobowych. Panie zdecydowały się opowiedzieć nam o swoim życiu i pracy w tym jednak mimo wszystko męskim środowisku.

Choć widok kobiety kierowcy zarówno w środkach komunikacji miejskiej, jak i taksówki czy przewozach osobowych nie jest niczym nowym, to wciąż męski zawód. Kobiety stanowią około 5 proc. wszystkich kierowców korzystających z jednej z najpopularniejszych aplikacji w Polsce. Co ciekawe - panie na co dzień pracujące "za kółkiem", mają większą smykałkę do biznesu niż mężczyźni! Tak wynika z raportu "Driving Toward Equality" autorstwa firm International Finance Corporation (IFC) oraz Accenture do którego dane dostarczył Uber.

Dodatkowe środki finansowe zarobione "za kółkiem” przyczyniły się do tego, że 15 proc. kobiet prowadzących auto zajmuje się równolegle własnym biznesem. W przypadku mężczyzn ten odsetek sięga 12 proc. Z kolei w warszawskich tramwajach zatrudnionych jest 780 kobiet, a to ok. jedna piąta wszystkich pracowników.
Bohaterki naszego tekstu, Magda i pani Małgorzata są kierowcami przewozów osobowych. Obie cenią swoją pracę za elastyczność godzin i możliwość poznawania ciekawych osób. Mimo że traktują ją jako jedyne źródło utrzymania, zgodnie twierdzą, że płace są zbyt małe.


"Chciałam mieć bezstresowe zajęcie"
Magda - ładna, zadbana i energiczna blondynka na co dzień jest mamą dorastającego chłopca. Pracę kierowcy traktuje jak przygodę. Jak sama przyznaje, ta profesja jest mało stresująca w przeciwieństwie do jej poprzednich zajęć. – Miałam swoją firmę, jednak po kilkunastu latach upadła. Potem przez jakiś czas zajmowałam się współpracą z branżą marketingową w obszarze zdrowego stylu życia i całkiem fajnie to szło. Jednak po przeprowadzce do Warszawy to zajęcie umarło i przestało być moim źródłem dochodu. Mieszkałam wtedy sama z synem i chciałam, żeby dobrze poczuł się w nowym miejscu, dlatego wtedy nie pracowałam wcale. Po roku, gdy już syn zaaklimatyzował się w Warszawie, zaczęłam rozglądać się za nową pracą. Szukałam w swoim zawodzie. Skończyłam zarządzanie i marketing, ale nic nie mogłam znaleźć – opowiada nam Magda. Wreszcie na jednym z serwisów trafiła na ogłoszenie, które mimo że było lakoniczne, postanowiła na nie aplikować. – W ogłoszeniu było napisane, że oferują elastyczny czas pracy, a to mi bardzo odpowiadało – mówi.


Po wysłaniu CV, dostała maila z pytaniem, czy satysfakcjonowałaby ją praca kierowcy. – Tak sobie pomyślałam że tyle stresu ja się wtedy najadłam, prowadząc własną firmę. A praca jako kierowca jest w porządku, bo nie jest stresująca, a na robieniu kariery już mi jakoś specjalnie nie zależy – zdradza nam. Magda zdecydowała się na pracę w firmie zajmującej się przewozem osób.

Na początku jeździła samochodem udostępnionym przez firmę. Początkowo łączyła też pracę za kółkiem z zajęciem korepetytora języka angielskiego. Później doszła do wniosku, ze na dłuższą metę nie ma to sensu i zajęła się tylko i wyłącznie przewożeniem osób. Jej przygoda z jazdą trwa już dwa lata. Tak właśnie Magda traktuje swoje zajęcie: jak przygodę. A że lubi kontakt z ludźmi, praca za kierownicą bardzo jej odpowiada. – Ludzie bardzo miło reagują na kobietę za kierownicą. Nie tylko panowie, ale też panie, które mówią: 'nareszcie kobieta', albo 'ale miło z panią jechać'.

Pasażerowie bywają różni
Kobiety potrzebują porozmawiać, tak samo jak panowie, którzy zagadują Magdę, lub też często opowiadają o sobie i swojej pracy. Zdarzają się też pasażerowie milczący lub pod wpływem...narkotyków. – Raz wsiadł taki pan, który sam powiedział, że jest w złym stanie. Był pod wpływem narkotyków. Gdy wysiadał z samochodu, wypadły mu strzykawki – wspomina Magda. Na szczęście takich sytuacji nasza bohaterka ma bardzo niewiele. Magda lubi pracę za kierownicą, nie tylko ze względu na elastyczność godzin i kontakt z ludźmi. Od zawsze interesowała się samochodami i motoryzacją. Należy też do klubu miłośników włoskiej motoryzacji. Gdy pytam ją, czy sama lubi "wcisnąć gaz do dechy", odpowiada: – Na autostradzie już mi się nie chce tak mocno przydusić, jak kiedyś. Przez ostatnie dwa lata już taka rutyna weszła, rzadko kiedy chce mi się dodać gazu.

Magda w tygodniu jeździ średnio około dziesięciu godzin, natomiast w weekendy stara się być w pracy nieco dłużej. – Staram się tak w weekendy o 22.00 kończyć, żeby ludzi na imprezy porozwozić, ale już ich nie odwozić do domów – opowiada. Kiedy tylko może, spędza czas ze swoim dzieckiem. I choć syn Magdy jest coraz bardziej samodzielny, ona stara mu się wynagrodzić nieobecność. – W poniedziałki nie jeżdżę, więc ten dzień po południu spędzamy razem. Natomiast w weekendy później zaczynam pracę. Jestem z nim w sobotę od rana, a potem i tak idzie do kolegów, albo oni przychodzą do niego – dodaje.

Znalazła miłość w pracy

Magda wśród kolegów w pracy znalazła swoją miłość. Początkowo ona, jak i Krzysztof w ogóle nie wiedzieli, jak wyglądają i rozmawiali ze sobą przez firmowy komunikator.– Kiedyś on do mnie pisze tak: 'wiesz co, znamy się już dosyć długo i nigdy się nie widzieliśmy, tylko przez ten komunikator ciągle gadamy'. Jeździmy w zupełnie innych godzinach. Ja w ciągu dnia, on w nocy.  Ustaliliśmy, że jak ja będę kończyć swoją pracę, a on zaczynał, to jakoś  się złapiemy – zdradza. Któregoś dnia spotkali się, gdy Magda czekała na pasażera, ale nie przyszedł. – Krzysztof był blisko mnie, to podjechałam do niego. I tak to się zaczęło – śmieje się. Para zamieszkała niedawno razem. – Zobaczymy jak to będzie się układać – mówi z uśmiechem na twarzy Magda.
Miłość, przygoda, możliwość poznawania nowych ludzi, elastyczność godzin czy bezstresowe zajęcie to z pewnością plusy tej pracy. A minusy? – Minusem jest to, że aby zarobić tyle, ile się potrzebuje, nie wystarcza osiem godzin pracy, trzeba jeździć około dziesięć godzin dziennie. Koledzy, którzy jeżdżą nocami, zarabiają więcej. W nocy mnożniki są większe – tłumaczy kobieta.

Ona sama nocą nie jeździ, bo obawia się pijanych kierowców, a poza tym ciężko byłoby skoordynować nocną zmianę z trybem życia syna. Jednak póki co Magda nie planuje zmieniać pracy. Jak mówi, ceni sobie w niej również poczucie bezpieczeństwa. – Gdyby coś się stało, zawsze ktoś z kolegów może podjechać mi pomóc. Miałam kiedyś taką akcję z akumulatorem, że nie chciał mi odpalić. Akurat kolega, mieszkał niedaleko. Był wtedy w domu i przyjechał mi pomóc. Zresztą panowie pomagają nie tylko paniom, ale też pozostałym kolegom z firmy –
zdradza Magda.

Rencistka, wdowa, dla której powiernikiem jest samochód
Zupełnie inną historię ma pani Małgorzata. Rencistka i wdowa, która kiedyś zajmowała się nieruchomościami, a od dwóch lat jeździ jako kierowca. Gdy pierwszy raz się z nią skontaktowałam, pani Małgorzata poprosiła mnie o późniejszy telefon. – Proszę zadzwonić później, teraz muszę nacieszyć się synem – powiedziała. Bo dzieci są dla niej wszystkim i bardzo ją wspierają na co dzień.

Na szczęście udało nam się skomunikować, a pani Małgorzata w skrócie opowiedziała mi swoją historię. Praca jako kierowca w jej przypadku to pokłosie wszystkich ciężkich przejść w rodzinie, w tym śmierci męża. W latach 90. nasza bohaterka zajmowała się nieruchomościami. – W 1996 roku założyłam w tajemnicy przed rodziną biuro nieruchomości. Na tamte czasy mąż uważał, że kobieta powinna być w domu i nie pracować zawodowo. Moja natura absolutnie się z tym nie zgadzała i dlatego była to tajemnica, ale takie rzeczy szybko przestają być sekretem. Biuro Nieruchomości działało i pozwalało żyć na jakimś poziomie.

Kilka lat temu pani Małgorzata musiała zmierzyć się z ciężkimi chorobami, które dotknęły jej rodzinę. – W 2013 roku zachorowała teściowa. Ja jako osoba mająca czas i prowadząca samochód jakoś tak "samoistnie" stałam się opiekunką w dosłownym tego okropnego słowa znaczeniu. To trwało około roku. Pracowałam zawodowo, prowadziłam dom i jakoś to funkcjonowało. W czerwcu 2014 roku zapadł wyrok na męża. Rak płuc, kilka lub kilkanaście tygodni życia. Dopóki chodził, jakoś dawaliśmy radę. To piekło trwało do grudnia. Po śmierci teściowej została mi opieka nad mężem. Żyłam w tym obłędzie do lipca. Mąż odszedł trzymając mnie za rękę, a ja nie potrafiłam nawet płakać – opowiada pani Małgorzata.

Nauczyła się jeździć już jako kilkuletnia dziewczynka

W trakcie rodzinnych dramatów, przyjacielem pani Małgorzaty został samochód. – Przez cały ten czas "powiernikiem i przyjacielem" był mój samochód, czasami nawet z nim rozmawiałam. Pani Małgorzata jeździć autem nauczyła się już jako 9-letnia dziewczynka. – Prowadzę samochód od 9. roku życia. Uczył mnie mój tata, a ja pewnie po nim odziedziczyłam tę pasję. Przez całe moje życie miałam jakiś samochód i psa. Tak jest do dziś. Początkowo dostawałam od taty samochód na ściśle określony czas jako nagrodę. Radość z każdej chwili za kierownicą była wielka. Nauczyłam jeździć mojego męża i córkę – zdradza.

Kobieta po wszystkich tragicznych przejściach postanowiła przeprowadzić się pod Warszawę. Wtedy też stwierdziła, że swoją miłość do samochodów i prowadzenia auta przeleje na pracę.
– Po wszystkich tragicznych przejściach, mając czasem szalone pomysły postanowiłam zmienić mieszkanie. Przeprowadziliśmy się z synem do Rembertowa. No i się zaczęło. Widziałam jak mój synek wieczorami wraca coraz to innymi samochodami. Zapytałam, czy to znajomi go przywożą? Powiedział, że jest to firma zajmująca się przewozem osób. Znów zadziałała moja pasja. Sprawdziłam sobie w internecie, poszłam na spotkanie, załatwiłam formalności i z duszą na ramieniu weszłam do nowej rodziny – opowiada.

Początki nowej pracy nie były łatwe

Pani Małgorzata zaczynając pracę za kółkiem była mocno zestresowana. Później było już tylko lepiej. – Pasażerowie to w większości osoby młode, uśmiechnięte i bije z nich radość. A tego właśnie mi trzeba. Ludzie, którzy korzystają z przejazdów są bardzo życzliwi i wyrozumiali, każdy z nich zostawia mi kawałek siebie, a ja zwyczajnie kocham ludzi – mówi

Pasażerowie uwielbiają Małgorzatę i chwalą ją. – Na wszystkie pochwały na piśmie reaguję jak uczeń który dostaje szóstkę – śmieje się. Czym dla pani Małgorzaty jest praca kierowcy? – Praca jako kierowca w niczym nie uwłacza, a mnie daje radość, przekonanie, że zwyczajnie jestem jeszcze komuś potrzebna i bardzo cenię zainteresowanie firmy pracownikiem. Kiedy miałam dłuższą przerwę w jeżdżeniu ,dostawałam zapytania, czy aby wszystko dobrze i czy nie potrzebuję pomocy.

Jedyne co ją martwi, to fakt, że jest mniej kursów. – Jest mniej jazd, zarobki nie rzucają na kolana, a eksploatacja i zużycie samochodu ciągle rośnie – martwi się kobieta.
Trwa ładowanie komentarzy...