Czerwona szminka lepsza niż legendarna “mała czarna” ze złotym logo. I to nie tylko ze względu na kolor i trwałość

Czy czerwona naturalna szminka może być  równie dobra, co "klasyczna"? Sprawdziłyśmy
Czy czerwona naturalna szminka może być równie dobra, co "klasyczna"? Sprawdziłyśmy Fot. naTemat
Szminka w świecie kosmetyków jest Szwajcarią: w dyskusjach na temat naturalności, organiczności czy wegańskości pozostaje neutralna. Bo o ile kosmetyki pielęgnacyjne łatwo dobierać jedynie pod kątem składu, to sprawa z “kolorówką” jest dużo bardziej skomplikowana. Strażacka czerwień czy róż w odcieniu waty cukrowej z zasady przecież naturalnością nie grzeszą, bo nie takie jest ich zadanie. Mają być trwałe i wyraziste, kropka.

Po spełnieniu tych dwóch warunków, milcząco ignorujemy więc tablicę mendelejewa, ukrytą bezpiecznie pod nalepką z ekskluzywnym logo. Pytanie, czy rzeczywiście nadal musimy, czy tylko tak jest nam wygodniej?. Wybór naturalnych kolorowych kosmetyków staje się ostatnio coraz większy, a zielone, rustykalne loga całkiem wyraźnie zaznaczają się na półkach drogeryjnych sieciówek. Nawet ceny nie równają już do ekwiwalentu w płynnym złocie. Pozostaje jednak kluczowa kwestia: ich “kolorowej” jakości.

Jedną z “zielonych” marek, która ostatnio zyskała sieciówkową dostępność jest francuska Boho Green Make-Up. W jej ofercie znajdziecie szeroką gamę kolorowych kosmetyków: zaczynając od bazy, czyli podkładów w kompakcie, przez korektory i pudry i róże, przez mascary, eyelinery, kredki i cienie, na szminkach i lakierach do paznokci kończąc.
Paleta kolorystyczna Boho jest w pełni zgodna z nazwą, co nie znaczy, że jeśli latem zamiast w espadrylach po łące wolicie pląsać w szpilkach po asfalcie nie znajdziecie tu nic dla siebie. Oprócz klasyki, czyli beżowo-brązowych cieni czy szminek w różnych odcieniach czerwieni, znalazło się tu miejsce również na odważniejsze, choć nadal bliskie naturze barwy: intensywną purpurę czy słonecznie żółtą ochrę. Wśród eyelinerów znajdziecie natomiast niebieski, a wśród lakierów - intensywnie koralowy.

Wachlarz kolorów Boho ma jedną dziesiątą szerokości jego mniej eko-świadomych konkurentów, co przy mądrze skomponowanej palecie wcale nie musi być wadą. Szerokość zakres kolorystycznego jest wprost proporcjonalna do szybkości dokonywania wyboru - tę zależność zna każdy, kto regularnie spędza w drogerii kilka kwadransów, z pięcioma odcieniami fuksjowej szminki w ręku, próbując równie usilnie, co bezskutecznie, dopatrzyć się pomiędzy nimi znaczących różnić.


Wystawiając Boho na pierwszą próbę zdecydowałyśmy się na klasykę: czerwony lakier, czerwona szminka, czarna mascara i puder brązujący. Zanim jednak zaczęłyśmy sprawdzać, jak się noszą, nasze oczy przyciągnęły procenty.

Naturalne procenty
Każdy z kosmetyków Boho opatrzony jest informacją o tym, jaki procent jego składu złożony został z substancji naturalnych i organicznych. Jaka jest różnica pomiędzy tymi dwoma pojęciami? Głównie formalna: organiczne składniki pochodzą ze ściśle kontrolowanych upraw, posiadających niezbędne certyfikaty. Składniki naturalne to natomiast wszystkie te, które występują w naturze, jednak sposoby ich dostaw nie podlegają już tak rygorystycznym obostrzeniom. Czy są przez to gorszej jakości? Niekoniecznie. Pozyskanie zaświadczeń o “organiczności” kosztuje, więc wielu producentów rezygnuje z nich świadomie, nie obniżając przy tym standardów uprawy.

Tak naprawdę ważniejszym wyznacznikiem bezpieczeństwa danego kosmetyku dla skóry, jest to, czego w nim nie ma. Te prawdziwie naturalne będą wolne od wszelkich “kontrowersyjnych”dodatków, takich jak SLS. O tym, że tych trzech liter w recepturach Boho nie znajdziemy ma świadczyć certyfikat Cosme Bio. Jeśli na kosmetyku znajduje się ich stempel, oznacza to, że co najmniej 95 proc. składu stanowią elementy pozyskiwane z natury, a ich uprawa i dostawa odbywa się zgodnie z zasadami fair trade. Cosme Bio to również gwarancja, że dany kosmetyk nie był testowany na zwierzętach.

Jak więc przedstawiają się naturalne procenty jeśli chodzi o wybrane przez nas produkty?

Puder w kamieniu, tak zwana “terra cotta”, składa się w 99 proc. ze składników naturalnych, z czego 10 proc. stanowią “organiki”. Aktywnymi składnikami są tu skrobia kukurydziana oraz skwalen pochodzenia roślinnego. Mascara ma jeszcze wyższy współczynnik naturalności: 99,96 proc., z czego 5,5 stanowią substancje organiczne, wśród których znajdziemy na przykład wosk carnauba i ekstrakt z niebieskiego siemienia lnianego. Hitem jest jednak szminka, bo jej skład jest naturalny w 100 procentach, a organiczny - w 82 (znajdziemy w niej między innymi olejek rycynowy, wosk Candelilla, oliwę z oliwek, ekstrakt z Moreli czy olejek ze skórki grejpfruta)

Największym zaskoczeniem był dla nas fakt, że na naturalnych składnikach można również zbudować recepturę lakieru do paznokci. W tych od Boho stanowią one od 69 do 85,2 proc. składu, a przy tym nie zawierają siedmiu najpopularniejszych, ale i potencjalnie szkodliwych, substancji: toluenu, formaldehydu, ftalanu dibutylu, fenoplastów, parabenów, ksylenu i kamfory.

Kolejne zaskoczenie przyszło zaraz po otwarciu buteleczki i nałożeniu pierwszej warstwy lakieru, bo okazało się, że skład zubożony o wspomniane wcześniej sztuczne “wzmacniacze”, wcale nie oznacza gorszej jakości: lakier rozprowadzał się bardzo łatwo, wysychał może nie w mgnieniu oka, ale w czasie akceptowalnym dla większości lakierów, natomiast w przeciwieństwie do wielu manicure można było spokojnie zakończyć na jednej warstwie, bo kolor był bardzo intensywny.

Podobnie było w przypadku szminki: po nałożeniu nadawała ustom intensywnie czerwony odcień, a nie ja można by się spodziewać idąc ścieżką naturalnych stereotypów - delikatnie i pastelowo różowy. Naturalność szminki Boho można jednak odczuć - dosłownie, bo jej konsystencja przypomina raczej tą, którą charakteryzują się dobrej jakości pomadki ochronne: zwarta i łatwa w aplikacji, ale jednocześnie wyczuwalnie woskowa.

Mascara od Boho również trzyma poziom: bardzo łatwo rozczesuje się na rzęsach. Tusz należy do tych mniej gęstych, więc nie ma tendencji do zbijania się w grudki czy sklejania rzęs. Jest jednocześnie bardzo lekki, więc spokojnie można nakładać go warstwami, bez obaw, że zbyt szybko uzyskamy “efekt motyla (ze sklejonymi skrzydłami)”.
Bardzo przyjemnym finiszem na mecie testu naturalnego make-upu była Terra-cotta. Bardzo lekki puder brązujący płynnie wtapiał się w skórę, nadając jej delikatnie ciemniejszy odcień - zdecydowanie opcja dla propagatorek hasła: “Konturowanie tylko dla Kardashianek”, bo za pomocą terra-cotty od Boho drugiej twarzy sobie nie namalujecie, ale na pewno podkreślicie najlepsze kąty tej, którą macie.

Kosmetyki Boho zamówicie też na stronie oneorganic.eu.

Artykuł powstał we współpracy z marką BoHo Green

Trwa ładowanie komentarzy...