"Ego travel". Kolejny fetysz millenialsów – podróżują tak, żeby dobrze wyglądało na Instagramie

Millenialsi na podróże wybierają miejsca fotogeniczne. Takie, które będą dobrze prezentować się w mediach społecznościowych
Millenialsi na podróże wybierają miejsca fotogeniczne. Takie, które będą dobrze prezentować się w mediach społecznościowych Fot. Instagram/ wordsthroughtheeyes, rouse2136
Wydaje się, że w każdym tygodniu, a przynajmniej miesiącu, dowiadujemy się czegoś nowego o millenialsach. Ta, niemal mityczna już, grupa zdaje się być prowokatorem zmian w najróżniejszych dziedzinach życia - od seksu, przez dietę, po styl i rodzaj pracy. Teraz przyszedł czas również na podróże. Choć ten trend wydaje się dość absurdalny, millenialsi pokochali "ego travel".

Jak oodaje "Guardian", millenialsi wybierając się na wakacje (chociaż akurat to słowo to spore faux-pas, ale o tym później) niekoniecznie kierują się interesującą historią, zabytkami czy typowymi atrakcjami turystycznymi, ale tym, co dobrze wygląda… w social mediach. Tak, to brzmi absurdalnie, ale jest prawdziwe. Przynajmniej według jednego z najpopularniejszych operatorów wycieczek.

Co oznacza "ego travel"?
Kiedy usłyszy się o tym po raz pierwszy - brzmi komicznie. Ale jeśli się temu bliżej przyjrzeć, chyba rzeczywiście coś w tym jest. Jeżeli jesteś aktywnym użytkownikiem Facebooka i Instagrama, na pewno zauważyłeś, zwłaszcza jeżeli twoi znajomi to millenialsi urodzeni w latach 1980-2000, pewną prawidłowość.

Kanapki z Maca zostały zastąpione przez tosty z awokado, zielone koktajle wyparły kolorowe drinkim, a relacja z wyjazdu to wcale nie niekończąca się impreza, ale medytacja i joga. Tak, teraz rządzi zdrowy tryb życia, a jak się okazuje zdrowy tryb życia uprawia się najlepiej w fotogenicznych miejscach. I raczej jest to Azja lub Ameryka Południowa niż Pomorze i Mazury, choć nowoczesne polskie gospodarstwa i hotele butikowe również mogą się nadać. Liczy się spędzanie czasu w zgodzie z naturą. Skąd taka chęć do przekłamywania rzeczywistości? Czy to rzeczywiście znak naszych czasów?
– Tak naprawdę wszystko jest kwestią narzędzi, które zostały nam dane. Kiedyś również chwaliliśmy się podróżami, miejscami w których byliśmy czy tym, co robiliśmy, tylko w inny sposób - spotykaliśmy się ze znajomymi, pokazywaliśmy zdjęcia – mówi naTemat Paweł Wieczorek, medioznawca z Uniwersytetu SWPS. – Narzędzia, które są popularne teraz wykorzystują naturalną potrzebę ludzi do prezentowania się, angażują, są łatwo dostępne i działają szybko.


Jak wspomniałam wcześniej, słowo "wakacje" to dla zwolenników "ego travel" słowo zakazane. "Guardian" pisze, że millenialsi nie jeżdżą na wakacje, ale udają się w podróż. I to nie byle jaką, bo wgłąb siebie, o czym z pewnością dowiemy się ze zdjęcia opatrzonego "głębokim" cytatem. Kolejnymi istotnymi sprawami według brytyjskiego serwisu są zdjęcia ładnego jedzenia i zdrowych koktajli w równie ładnych knajpach, najlepiej roślinnych (towarzystwo ładnych ludzi dopełni ideału), spanie w "dzikich" miejscówkach i pozowanie na intelektualistę, z mądrą książką w dłoni. Aha, jeśli relaks i detoks od codzienności, to tylko na Bali.
"Ego travel” to narcystyczna chęć do budowania swojego JA we właściwy sposób. A w zasadzie w sposób, który wydaje się właściwy, bo do takiego przyzwyczaiły nas media społecznościowe. Wszystko musi być piękne, zdrowe, pełne duchowości i odpowiednio wykadrowane - w końcu nasza "osobista” podróż i przemiana musi zostać dobrze odebrana. Czy nowa technologia może doprowadzić do tego, że zaczniemy żyć całkowicie dla niej i pod nią kreować życie? Według Pawła Wieczorka - niekoniecznie.

– Nie sądzę, aby do tak skrajnej sytuacji mogło kiedykolwiek dojść. Jeżeli wszyscy coś robią, to zawsze znajdzie się też grupa, która będzie działać wbrew trendowi, można powiedzieć "hipstersko”, zacznie pokazywać, że fajne rzeczy są też w pobliżu - tłumaczy Paweł Wieczorek. – Ludzie zachłysnęli się dostępnymi możliwościami, ale nie sądzę, żeby tego typu trend przetrwał. Myślę, że już niedługo może zapanować nowa moda na to, aby właśnie takich działań unikać.

Demaskatorzy mediów społecznościowych
Już teraz w sieci pojawiają się eksperymenty przeprowadzane przez tych, którzy chcą udowodnić, jak bardzo media społecznościowe manipulują rzeczywistością i każą wierzyć w złudzenia. Przykładem może być projekt, który w 2014 roku przeprowadziła studentka z Holandii, Zilla van den Born, która wkręciła wszystkich swoich znajomych i rodzinę, że wyruszyła w podróż po Azji. Na swoim koncie zamieszczała zdjęcia z egzotycznego nurkowania, tajskiego hotelu czy buddyjskiej świątyni. W rzeczywistości nigdzie nie wyjechała, jednak udało jej się udowodnić to, co chciała - pokazała wszystkim jak łatwo zmanipulować rzeczywistość.
To nie jedyny taki przypadek, który możemy znaleźć w sieci. Może jednak nie ulegniemy całkowicie czarowi social mediów, a podróże do wnętrza siebie i życie w zgodzie ze sobą już niedługo odzyskają swoje prawdziwe znaczenie.
Trwa ładowanie komentarzy...