Krytykowała Melanię Trump, teraz atakuje bogatych mężczyzn u władzy. Ta pisarka to guru feministek

Sofi Oksanen to wielokrotnie nagradzana pisarka, której książki były tłumaczone na ponad pięćdziesiąt języków.
Sofi Oksanen to wielokrotnie nagradzana pisarka, której książki były tłumaczone na ponad pięćdziesiąt języków. Fot. Facebook.com/sofioksanen
Fińska pisarka Sofi Oksanen wydała właśnie swoją trzecią książkę w Polsce. ”Norma” to kolejna powieść, która porusza mocne i współczesne tematy. Tym razem pisarka bierze pod lupę kwestię wynajmu surogatek z biednych krajów przez zamożnych ludzi ze świetnie prosperujących społeczeństw oraz handel włosami.

Patrząc na nią można pomyśleć, że właściwie nie ma prawa narzekać: żyje w Finlandii, kraju równości, wolnego słowa i szeroko roztaczanej opieki nad obywatelami. Ma w sobie jednak pewien niepokój i obawę, pewien rodzaj wrażliwości, który każe jej zwracać oczy w kierunku tych, którzy tej uwagi potrzebują. Będąc w połowie Finką, a w połowie Estonką daje sobie prawo do pisania o trudnej historii Estonii. I to jak - pod metaforą kobiecego ciała opisuje losy okupowanego kraju. Jeden z największych dzienników, wręczając jej tytuł Osobowości Roku w 2009 roku, nazwał ją nawet ”nieoficjalnym ambasadorem kulturalnym Estonii”. Co jeszcze warto o niej wiedzieć? Jest feministką i nie lubi cicho siedzieć. Najlepszym dowodem jest fakt, że zamieściła w gazecie otwarty list do Melanii Trump. I nie była to słodka walentynka.

W słynnym liście otwarcie skrytykowała pani Melanię Trump. Amerykańska pierwsza dama to chyba dobry przykład tego, jak można łatwo zaniedbać możliwości, które dostaje się do ręki. Co Melania Trump mogłaby pani zdaniem zrobić konstruktywnego?

Mój postulat był w formie eseju, więc nie spodziewałam się, że któregoś dnia przyjdzie do mnie list ze stemplem z Białego Domu, odnoszący się do tego, co napisałam. Melania Trump ma niebywałą władzę, będąc żoną prezydenta Stanów Zjednoczonych. Może z przemówieniami docierać do setek milionów kobiet na całym świecie. Ale nie robi tego. Nie rozumiem, dlaczego mając tak niesamowitą okazję do edukacji, uświadamiania równości, pokazywania możliwości Melania Trump decyduje się na pozostanie bierną.

Mamy XXI wiek, a prawa kobiet nadal są naruszane. Mam wrażenie, że pewne sprawy są dla nas zastane i tak oczywiste, że przestajemy zadawać sobie trud refleksji, chociażby takiej, co się dzieje dalej z surogatką, która spełniła swoją rolę albo skąd się biorą włosy, które kobiety sobie doczepiają.


Kiedy myślę o tym, co zadziało się w ostatnich stu latach, to widzę postęp. Jest progres. Jednak to powolne działanie, małymi krokami zbliżamy się do celu. Kobietom trzeba autorytetów wśród osób publicznych, czy to polityków, czy związanych z rozrywką. Tacy "ludzie-wzory” to jedna sprawa. Inna to głośno opowiedziane historie, z którymi można się utożsamiać. Człowiek buduje swoją tożsamość, czerpiąc inspiracje z otoczenia. Jeśli nie ma w nim historii, to jest się pozostawionym w pustce i błędnie zakłada się, że nie można czegoś zrobić, bo nikt wcześniej tego jeszcze się nie podejmował. Stąd według mnie ważne jest, żeby kobiety były i poetkami, i politykami, kimkolwiek chcą. W Finlandii niezwykle istotnym w kontekście praw kobiet ale i ich postrzegania jest fakt, że mieliśmy kobietę-prezydenta. Dzięki temu do każdego dziecka był w stanie dotrzeć ważny komunikat: kobieta może być – i jest – prezydentem.
Zarówno w przypadku handlu włosami, jak i w przypadku kwestii surogatek, podkreślała pani w książce szczególne znaczenie mężczyzn w tych działaniach. Kobiety nadal wpadają w pułapki wyzysku zastawione przez mężczyzn. Nie boi się pani oskarżeń, że to niesprawiedliwe ujęcie sprawy, bo nie tylko mężczyźni przyczyniają się do takiego stanu rzeczy?

Na spotkaniu z Rzecznikiem Praw Obywatelskich w Warszawie rozmawialiśmy o solidarności. W świecie Normy nie ma jej wiele między kobietami. Dodatkowo nie sądzę, żeby tak do końca chodziło o płeć. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że bardziej chodziłoby o odpowiedź na pytanie, kto ma pieniądze. A niestety najbogatsi ludzie tego świata to mężczyźni.

W przemyśle, związanym z włosami bardzo interesujący jest fakt, że zaangażowani w niego są fryzjerzy. To bardzo praktyczny zawód dla wielu kobiet w wielu krajach – szczególnie w tych, gdzie kobietom trudno jest założyć własny biznes, gdzie jest utrudniony dostęp do edukacji. Można np. robić włosy w domu i jednocześnie zajmować się dziećmi. Według mnie to zawód dający niezależność. Jednak im bardziej dochodowy biznes ktoś prowadzi, tym bardziej prawdopodobne jest, że dostanie ofertę nie do odrzucenia od jakiegoś międzynarodowego koncernu, globalnego giganta, na czele którego zazwyczaj stoi mężczyzna. Kobiety wykonują najcięższą pracę, a mężczyźni się na niej bogacą. Biznes związany z włosami jest szerokim pojęciem. Nie chodzi tylko o strzyżenie. Chodzi też np. o doczepy. W USA np. pierwszym milionerem, który nie był białym człowiekiem była kobieta. Stworzyła odżywkę do włosów kręconych i zołała przebić się przez bardzo męski, nieprzyjazny świat biznesu. Idea franczyzny jest również dziełem kobiety-fryzjerki.

W jednym z wywiadów powiedziała pani, że włosy są narzędziem społecznej kontroli. Co to oznacza?

W pewnym sensie ludzie zajmujący się fryzjerstwem są wpływowi – gwiazdy pojawiają się na scenach całego świata w różnych fryzurach, stosują doczepy, chcą wyglądać jak najlepiej. Niewiele osób zastanawia się, skąd się te doczepy biorą. Ten biznes jest bardzo dochodowy a co za tym idzie bardzo niesprawiedliwy. Często pojawia się wyzysk, podmiotowe traktowanie kobiet, sprzedających włosy, zmuszanie ich do ich sprzedania.
Tytułowa Norma przypominała mi Roszpunkę. Jej włosy są receptorami, intuicją, jej ukrytą mocą, która prowadzi ją przez życie. Są również jej przekleństwem (zupełnie jak u Roszpunki). Czy wierzy pani, że nasze włosy mają jakąś szczególną moc?

Roszpunka była moją inspiracją. Włosy w wielu krajach są poniekąd mitologiczne. W Biblii mają supermoce. W każdej kulturze są mity lub historie, odnoszące się do włosów. Szczególnie interesujące jest doświadczenie plemienia Nawaho. Jego członkowie byli świetnymi tropicielami. Tak świetnymi, że armia amerykańska podczas wojny w Wietnamie chciała skorzystać z ich umiejętności. Zanim wcielono ich do wojska zrobiono coś, co z jednej strony mogło zniszczyć ich tożsamość a z drugiej, bardziej mitologicznej, zabić umiejętność tropienia: obcięto im włosy. Wraz z włosami Nawahoo stracili instynkt. Nie ma żadnego naukowego dowodu, że zatracili instynkt wraz ze stratą włosów. Czy rzecz się ma w tożsamości i umiejętnościach z nią związanych? Możemy spekulować, ale wydaje mi się, że historia Nawahoo pokazuje, że włosy to nie tylko ozdoba.

Jak na pani książkę zareagowało społeczeństwo w Finlandii?

Niektórzy nie mieli pojęcia o tym, jak bardzo wykorzystuje się ludzi w przemyśle związanym z włosami czy płodnością. Książka przybliżyła te tematy społeczeństwu. Czytelnicy, którzy znali problem surogacji albo i nawet mieli dzięki temu dziecko, choć to nielegalne w Finlandii, cieszyli się, że podejmuje się tak trudne zagadnienia. Fakt, że surogacja jest nielegalna nie jest gwarantem, że ona nie istnieje. Jeśli ludzie czegoś potrzebują to znajdą sposób, żeby to zdobyć niezależnie od tego, czy prawo tego zabrania czy nie. W Szwecji poznałam kobiety, które są z różnych stron świata i które pamiętają, jak ścinano im włosy i potem je sprzedawano. Cieszyły się, że o tym problemie zaczyna się mówić. Z tym tematem wiąże się dużo kontrowersji, kobiety bywają wykorzystywane i traktowane niesprawiedliwe.

Jedna rzecz nie daje mi spokoju: dlaczego nie zdecydowała się pani na reportaż?


Interesuje mnie pisarska fikcja, ponieważ jestem pisarką. Choć rzeczywiście jeden z tematów z książki wykorzystałam do napisania sztuki teatralnej. Zostałam poproszona przez Narodowe Muzeum Austrii o napisanie sztuki i zdecydowałam, że jej tematem będzie coś, co zostało poruszone w "Normie”. Uważam, że fikcja literacka ma więcej mocy niż reportaż. Niestety, reportaże to gatunek świetny, ale dla innych. To nie mój świat.
Trwa ładowanie komentarzy...