"Festiwal żenady" miał swoje perełki. 6 momentów, dla których warto było oglądać Opole 2018

Festiwal w Opolu przeistoczył się w tym roku w festiwal żenady i przez wiele osób tak jest odbierany. Nie można jednak zapominać, że kilka występów wypadło naprawdę fantastycznie.
Festiwal w Opolu przeistoczył się w tym roku w festiwal żenady i przez wiele osób tak jest odbierany. Nie można jednak zapominać, że kilka występów wypadło naprawdę fantastycznie. Fot. Screenshot ze strony festiwalopole.tvp.pl
Cofam wszystko, co pomyślałam o festiwalu w Opolu zanim w ogóle wystartował. Tak nie można, nie ocenia się książki po okładce, nie zaglądając nawet do środka. A fakty są takie, że było gorzej niż ktokolwiek zakładał. Festiwal słodkiej żenady napawa po weekendzie dumą dyrekcję z Woronicza. I ja się nie dziwię. Mamy tu wszystko: tłuste wyniki oglądalności, skandale obyczajowe doprawione takimi sucharami, że pieczywo w promieniu stu kilometrów dawno wyschło na wiór. Ale uwaga: jest też kilka perełek. To jak z recenzją bardzo złego filmu. Zawsze znajdzie się coś, co naprawdę trudno skrytykować. I dobrze.

”Błagam cię, włącz jedynkę” – takiego SMS-a dostałam w piątkowy wieczór. Włączyłam. To, co zobaczyłam, namaściło cały weekend. Przepasany biało-czerwonym szalikiem Krzysztof Krawczyk wesoło podryguje, śpiewając jednocześnie o Lewandowskim prosto z Polski. Całość zaintonowana jak piosenka dla dzieci. Ja pana Krzysztofa lubię i szanuję, ale o dziwo to nie on podbił serca widzów. O tych zresztą warto wspomnieć z pewną czułością - na gorąco z przejęciem relacjonowali swoje wrażenia związane z występami artystów. Na tej podstawie możemy teraz wytypować zwycięzców w poszczególnych kategoriach, które specjalnie na tę okazję tworzymy.

Ponadczasowa klasa

W tej kategorii bezapelacyjną zwyciężczynią została Alicja Majewska, która wykonała m.in. ”Wszystko może się stać” i ”Jeszcze się tam żagiel bieli”. Dla młodych była dużym zaskoczeniem, dla starszych - strzałem inspiracji. Piosenkarka wyszła do widowni krokiem, w którym czuć było pewność siebie, doświadczenie i miłość do sceny. Tak, niewidywana właściwie na imprezach showbiznesowych Majewska wyszła z jakiegoś medialnego niebytu prosto na scenę i bez zbędnego brokatu pokazała, jak to się robi. A że parę dni temu skończyła 70 lat, jej występ wzbudził szczery zachwyt. Media społecznościowe rozgrzały się do czerwoności. Alicja Majewska nie tylko zaśpiewała pięknie, ale też wyglądała tak jak większość z nas chciałaby w tym wieku wyglądać.
Drugą artystką, której obecność chwyciła za serca internautów była Stanisława Celińska. Jej piosenka z autorskim tekstem ”Cudem jest świat” do tego stopnia poruszyła widownię, że po występie odśpiewano dla aktorki ”Sto lat”. Ta nie kryła wzruszenia. ”No tego się nie spodziewałam. Artyście zawsze towarzyszy trema, żeby nie wiem ile lat był na scenie. To takie wzruszające: móc dać z siebie to, co człowiek sobie zaplanował, a tu wszystko przeszkadza - najbardziej własne lęki. Pamiętam, kiedy stanęłam na tej scenie w 1969 roku (to było prawie 50 lat temu), miałam to samo wzruszenie co w tej chwili. Bardzo mi pomagacie tym aplauzem, to jest cudowne” – powiedziała w podziękowaniu za gest widowni.

Największe zaskoczenie

Tu zdecydowanie trzeba wymienić Przemysława Babiarza. Na co dzień kojarzony jako dziennikarz sportowy ma przecież wykształcenie aktorskie, a to oznacza, że śpiew obcy mu nie jest. Czy to od razu sankcjonuje go jako potencjalną gwiazdę festiwalu? Niekoniecznie. A jednak udało mu się pozytywnie zaskoczyć widownię, zwłaszcza, że w jego wykonaniu pojawił się duży ładunek aktorstwa. Wbrew pozorom Babiarz może być jednym z większych wygranych tego festiwalu.Bardzo pozytywnym zaskoczeniem bez zaskoczenia jest występ świetnych dziewczyn z zespołu Tulia, które w tym roku dokonały niemożliwego, a na festiwalu w Opolu przypieczętowały ten fakt. Zespół skutecznie wydobywa z nicości polski folklor i uczy nas od nowa wrażliwości na ten rodzaj sztuki. To działa. Dziewczyny wygrały koncert Premier.

Festiwalowy ”szach mat”

Choć największą wygraną tego eventu jest Edyta Górniak. Powiedzieć, że jej gwiazda błyszczała na opolskim firmamencie, to powiedzieć zdecydowanie za mało. Jeśli ktoś zrobił na tym festiwalu ”szach mat”, to była to właśnie ona. W ”Co mi panie dasz” Górniak pokazała siłę charakteru i rockowego pazura, bez egzaltowanej maniery z pogranicza hymnu w Korei. Jeden z ukochanych kawałków Polaków nie przeszedł bolesnego przearanżowania, dostał nowego paliwa, a Edyta pokazała, że jak już wychodzi na scenę, to zawsze na sto procent. Moment, w którym wokalistka zrzuca buty i chodzi boso po scenie być może dla niektórych będzie nieco banalnym gestem, ale zdecydowanie jest czymś, na co przysłowiowa diwa raczej by się nie zdobyła.
Nie można tutaj pominąć jeszcze jednego zdarzenia, które prawdopodobnie stało się najmocniejszym medialnym ambasadorem Opola w tym roku. W niedzielę wieczorem media obiegła informacja o tym, że Edyta Górniak spoliczkowała Donatana, który pozwolił sobie na zbyt odważny gest. W sieci krąży już nagranie, na którym zarejestrowano moment, w którym Donatan kładzie rękę na pośladku gwiazdy, a ta - na oczach fotoreporterów - uderza go w twarz. Gwiazdy w mediach społecznościowych stanęły po stronie Górniak, podkreśla się jej zdecydowaną postawę i stawia za wzór kobietom, które znajdą się w podobnej sytuacji.

Oczywiście to nie są jedyni wokaliści, którzy wyszli bez szwanku z poligonu opolskiego. Wśród artystów, których chwalono, pojawili się m.in. Sławek Uniatowski w duecie z Andrzejem Krzywym czy Kortez. Kategorię ”po prostu zdolnych" jednak sobie odpuścimy, bo chcemy wierzyć, że sami zdolni zapraszani są do Opola.
Trwa ładowanie komentarzy...