Inne gwiazdy niech się uczą. Frycz pokazała, że reklama nie musi być żenująca

Olga Frycz stara się nie przesadzić z liczbą reklam na swoim Instagramie. A gdy już reklamuje, to produkty, które są spójne z jej wizerunkiem.
Olga Frycz stara się nie przesadzić z liczbą reklam na swoim Instagramie. A gdy już reklamuje, to produkty, które są spójne z jej wizerunkiem. Fot. Instagram.com/tojafrycz
W czasach nachalnego reklamowania na Instagramie, które staje się obiektem żartów wśród internautów, nagle przychodzi aktorka, która robi to w najprostszy z możliwych sposób. I wychodzi świetnie!

Prezenty od marek to trudny temat dla polskich gwiazd. Z jednej strony chętnie je przyjmują, z drugiej - muszą to jakoś wiarygodnie przedstawić obserwatorom. Wiarygodnie, czyli tak, żeby nie spadła na nie niekontrolowana fala hejtu.

Sztuka to niebywała - lawirować w tym wszystkim w sposób, w którym wszyscy będą zadowoleni. Lekko nie jest, trzeba zadowolić aż trzy strony: gwiazdy, marki, które mają jasno sprecyzowane oczekiwania marketingowe i nie inwestują bez powodu oraz followersi, którzy szukają u swoich idoli ciekawych treści, a nie reklam.

Małgorzacie Rozenek dostaje się co chwila, a głównym powodem jest to, że reklam jest już za dużo i niektóre wydają się za bardzo odbiegać od wizerunku gwiazdy (jak np. słynna już sesja z kosiarką przy żywopłocie).

Internauci nie lubią, gdy obraża się ich inteligencję. Tak właśnie zostało odebrane lokowanie przez Paulinę Krupińską systemu płatności mobilnej, które zostało opatrzone pięknym zdjęciem i historią, która przytrafiła się zupełnie przypadkiem w dniu wylotu na wakacje. Całość miała sprawiać wrażenie autentycznej sytuacji, w której przy okazji modelka poleca tę formę zabezpieczenia się przed wypadkiem losowym. Niestety, internauci nie kupili takiej wersji zdarzeń, twierdząc, że albo coś jest spontaniczną sytuacją albo zaplanowaną reklamą.
W tym kontekście to, co zrobiła Olga Frycz, wydaje się przewrotnym paradoksem. Aktorka zamieściła na Instagramie post, w którym nie owijała w bawełnę i poinformowała swoich obserwatorów wprost: ”Zostałam ambasadorem marki Renault. W ramach mojej współpracy z firmą otrzymałam model Captur w wersji Initiale Paris”.
Obserwatorzy Olgi piszą, że bardzo podoba im się takie podejście do sprawy, bez mydlenia oczu i udawania. ”Prosto, na temat, bez ściemniania, że ja sama kupiłam, nic nie reklamuję. Brawo” – napisała jedna z obserwatorek. ”W końcu ktoś promuje coś dla normalnych przeciętnych ludzi, a nie luksusowe samochody droższe niż nasze mieszkania” – pisze inna obserwatorka.

”I takie podejście do tematu lubię. Normalnie prostu z mostu: jestem ambasadorką, dostałam sobie maszynę, będę jeździć dumnie, dziękuję. A nie niby dyskretny, a chamski aż po oczach wali prodakt plejsment, że niby przypadkiem na zdjęciach logo, kawałek opony, ja w bagażniku, ja na zderzaku” – pisze kolejna.
Trwa ładowanie komentarzy...