Chodzą sami do kina i nie mają z tym problemu. Jak nauczyć się wychodzić na miasto "solo"?

Warto chodzić do kina czy teatru w pojedynkę
Warto chodzić do kina czy teatru w pojedynkę Fot. Agencja Gazeta/ Paweł Malecki
Jedni lubią chodzić solo do kina, teatru, czy na wystawę, drudzy nie wyobrażają sobie, że mogą pójść gdziekolwiek bez koleżanki, chłopaka, czy siostry. Czy życie rozrywkowe w pojedynkę to coś dziwnego? A może nie warto nad tym się zastanawiać, tylko korzystać z rozrywek, nawet jeśli nie mamy przy sobie paczki znajomych.

Jedno z warszawskich kin, późne popołudnie. Sala powoli się zapełnia. Na film jednego z popularnych i lubianych amerykańskich reżyserów przyszło sporo ludzi. Pary zakochanych, paczki przyjaciół, mama z córką, oraz kilku singli.

To obrazek już dość powszechny w polskich kinach. I przy okazji ważna informacja, dla tych, którzy boją się wychodzić solo z domu. Nikt na nikogo nie patrzy, nie ocenia. Jednak nie wszystkich to przekonuje.

Lęk przed wyjściem w pojedynkę
Ocen, czy głupich spojrzeń bałaby się Monika, która przyznała, że nie zdarza jej się wyjść samemu z domu. – Wydaje mi się, że wszyscy patrzyliby na mnie, jak na jakąś przegraną, zgorzkniałą osobę, która nie ma przyjaciół. Próbowałam raz wyjść sama do teatru. Ostatecznie nie poszłam, bo stwierdziłam, że będę się dziwnie czuć przez to, że ludzie będą się dziwnie gapić. Kino jest jednak mniej zobowiązujące, ale teatr moim zdaniem niekoniecznie – podkreśla.
Rzeczywiście jest się czego bać? Według amerykańskich naukowców, m.in. Rebeki Hamilton z McDonough School of Business ludzie rezygnują z rozrywek w pojedynkę właśnie dlatego, bo boją się, jak to zostanie odebrane; może zaczną podejrzewać, że są samotni, nie mają przyjaciół i że coś z nimi jest nie tak.

"Jeśli zaczniemy spędzać czas sami ze sobą, przekonamy w końcu nasze otoczenie, że nic w tym złego. Tylko tak można się pozbyć stereotypów na temat samotności" – mówiła w jednym z wywiadów Rebeka Hamilton.

Lęk przed wychodzeniem z domu w pojedynkę miała Natalia, która od 9 lat mieszka w Warszawie. Jednak to już przeszłość, bo jak sama twierdzi, pokonała swoje ograniczenia i zobaczyła, że wyjście solo do kina, czy na koncert to normalna sprawa.

– Gdy wyprowadzałam się z Poznania do Warszawy, było mi ciężko, bo zostawiałam małą paczkę przyjaciół, z którymi wszędzie wychodziłam. Byliśmy bardzo zżyci, jednak musiałam podjąć decyzję o wyjeździe, ze względu na dużo lepszą pracę w stolicy. W Warszawie początkowo nikogo nie znałam, jednak stwierdziłam, że zacznę wychodzić gdzieś sama, bo przecież nie mogę spędzać każdego popołudnia i wieczora w domu – mówi i dodaje:

– Początkowo było dziwnie, bo miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą. Teraz, mimo że mieszkam w Warszawie już 9 lat, w dalszym ciągu zdarza mi się wychodzić samej. Mam fajnych znajomych i nie jestem samotna, jednak lubię od czasu do czasu być sama ze sobą. Wziąć książkę do ulubionej knajpy i poczytać ją przy kubku kawy, pójść na wystawę do muzeum, czy na koncert.


Kaśka, mieszkanka Krakowa, przyznaje, że bardzo często sama chodzi do kina i na koncerty, bo jak twierdzi, ma specyficzny gust, który nie każdemu ze znajomych pasuje.

– Lubię kino niezależne. Z kolei muzyka, której słucham to mocne brzmienia. Moi przyjaciele, ani chłopak nie zawsze mają ochotę wyjść ze mną, bo muzyka i filmy, które ja wybieram, nie do końca trafiają w ich gusta. A ja, nie chcąc ich ciągnąć na siłę, wychodzę sama. Wcale nie czuję się dziwnie, po prostu jest inaczej, chociażby dlatego, że po seansie filmowym, czy koncercie nie mam z kim wymienić wrażeń. Ale nie jest koniec świata – opowiada.
Wyjścia w pojedynkę to nie tylko domena singli. Piotrek, który jest w stałym związku od 5 lat, przyznaje, że zarówno on, jak i jego dziewczyna, nie mają problemu z tym, żeby od czasu do czasu wyjść bez swojej drugiej połówki. – Uważam, że takie wychodzenie solo z domu, jest w związku potrzebne. Akurat, ja i moja dziewczyna mamy bardzo różny gust filmowy, więc na filmy do kina chodzimy solo. Zresztą, nie tylko kino wchodzi w grę. Często chodzę sam pojeździć na rowerze, albo poczytać książkę do knajpki na dzielnicy – mówi.

Już nie w związku, czyli solo w miasto po rozstaniu
Rozrywki w pojedynkę z pewnością są cięższe dla osób, które są świeżo po rozstaniu. Gdy kończy się związek, oczywiście wielkim wsparciem są przyjaciele, jednak nie zawsze przecież mają czas, żeby zaopiekować się świeżo upieczonym singlem. Wie coś na ten temat Ala, która kilka miesięcy temu rozstała się po 3 latach ze swoim partnerem.

– Gdy chłopak się wyprowadził z mieszkania, dostałam wielkie wsparcie od przyjaciół. Początkowo ciągali mnie wszędzie, a to na koncert, a to do kina. Później stwierdziłam, że każdy z ich ma swoje życie i nie mogę tego wykorzystywać tylko dlatego, że jestem po rozstaniu. Choć nie było łatwo, krok po kroku nauczyłam się znów sama mieszkać i spędzać czas sama ze sobą. Teraz potrafię pójść sama na wystawę, do kina, czy teatru. A kiedy wracają wspomnienia, pakuję torbę i idę "wyżyć się" na siłownię, lub na fitness – opowiada.

Samemu wszędzie?
Zapytałam moich rozmówców, czy w każde miejsce byliby w stanie pójść samemu. Natalia podkreśla, że są dwie miejscówki, w które nie odważyłaby się pójść solo. – Nigdy nie byłam i raczej nie pójdę sama do baru wieczorem. Wydaje mi się, że skojarzenia w tym przypadku byłyby jednoznaczne, czyli że przyszłam po przygodę, a nie po to, żeby napić się drinka. Kaśka z kolei nie poszłaby sama na imprezę.

– Nawet po kilku kieliszkach wina na odwagę w domu, nie poszłabym do klubu. Co innego koncert, a co innego taneczna impreza.
Mimo wszystko nie warto odmawiać sobie wychodzenia z domu, tylko dlatego, że idziemy gdzieś sami.

– Gdybym się tym przejmowała, nic bym nie zobaczyła. Ani ciekawego spektaklu, ani wystawy. W Warszawie tyle fajnych rzeczy się dzieje, że warto z tego korzystać. A to, ze ktoś się na nas dziwnie patrzy, odbywa się tylko w naszej głowie – podsumowuje Natalia.
Trwa ładowanie komentarzy...