Para 30-latków zaryzykowała i wyjechała w podróż życia. Agnieszka: "Zrobilibyśmy to jeszcze raz"

Agnieszka Strzałkowska i Rafał Jarzombkowski zaryzykowali i wyjechali w podróż życia. Decyzja nie była łatwa, ale jej nie żałują
Agnieszka Strzałkowska i Rafał Jarzombkowski zaryzykowali i wyjechali w podróż życia. Decyzja nie była łatwa, ale jej nie żałują Fot. Blisko Travel
Ile razy myślałeś o tym, żeby rzucić pracę i ruszyć w niesamowitą podróż? Do Stanów, Australii albo nawet dookoła świata? Oni się na to zdecydowali i teraz, zamiast siedzieć w biurze, zwiedzają najodleglejsze zakątki świata. To odważna decyzja, ale jej skutki zapamiętają do końca życia.

Agnieszkę Strzałkowską i Rafała Jarzombkowskiego połączyła pasja do podróży. Po dwóch latach związku i pierwszych wspólnych wyjazdach zdecydowali się zrealizować swoje największe marzenie i ruszyć w podróż dookoła świata. Wyjechali w lutym i od tego czasu możemy obserwować ich przygody na Instagramie.

Skąd pomysł na tak odważną podróż?

Rafał Jarzombkowski: Na jednej z pierwszych randek zadaliśmy sobie pytanie, jakie są nasze największe marzenia i czego brakuje nam w życiu. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że są nimi podróże. Z czasem zaczęliśmy dużo wyjeżdżać i poznawać razem Polskę i Europę. Na pierwszy dalszy wyjazd wybraliśmy zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych oraz Kanadę.

Ten wyjazd zaspokoił wiele, ale też nakręcił na kolejne destynacje. Zawsze ciągnęło nas w stronę Japonii i Australii. Aga nie była nigdy wcześniej w Azji. Dużą inspiracją dla nas byli również przyjaciele, którzy odbyli podobną podróż w 2013 roku.

Agnieszka Strzałkowska:
Mając apetyt na dalsze eksplorowanie świata, zaczęliśmy obserwować na Instagramie backpackersów z całego świata, poznawać historie ciekawych ludzi, czytać artykuły i oglądać zdjęcia na blogach podróżniczych.


Zaczęliśmy organizować środki, a przy pomocy rodziny i przyjaciół sprawnie załatwiliśmy wszelkie sprawy formalne związane z codziennym życiem. Tak naprawdę ciężko było nam uwierzyć w cały ten plan, dopóki pewnej zimowej nocy nie kupiliśmy biletów lotniczych do Bangkoku w jedną stronę. Super uczucie!
Trudno było podjąć decyzję odnośnie zrezygnowania z pracy?

R.J.: Jestem fotografem freelancerem, co daje mi pełną swobodę odnośnie tego gdzie, jak i kiedy pracuję. Do momentu wyjazdu, jako Blisko Studio zajmowałem się fotografią produktową i eventową, rozwijałem własną działalność fotograficzną. Po powrocie zamierzam do tego powrócić ze zdwojoną siłą.

Nie mam większych obaw przed powrotem, ponieważ do tej pory dostaję maile z pytaniami odnośnie dostępności terminów realizacji zdjęć – mam również kilku stałych klientów, więc dzięki temu powrót do pracy zawodowej nie spędza mi snu z powiek .

A.S.
Dla mnie ta decyzja była trudniejsza, w szczególności że bardzo lubię swoją pracę. Byłam PR managerem dużej platformy sprzedażowej i obwiałam się, że będę musiała zdecydować się na szukanie nowej pracy po powrocie, jednak udało mi się ustalić korzystne rozwiązanie z moimi przełożonymi.

Zarówno moi szefowie, jak koleżanki oraz koledzy z pracy bardzo pozytywnie zareagowali na informację o moich podróżniczych planach. Z takim wsparciem dużo łatwiej przyszło mi podjęcie dalszych kroków.

Rok to bardzo długo. Jak przygotowaliście się do takiej podróży?

R.J.: Na samym początku wypisaliśmy wstępną listę krajów, które chcemy odwiedzić. Dzięki temu mogliśmy oszacować przybliżone koszta i długość pobytu w każdym z nich. Policzyliśmy ile będą nas kosztować bilety lotnicze, wizy, noclegi, transport, wyżywienie oraz wszelkie atrakcje.

A.S.: Z listą państw, które pragniemy odwiedzić udaliśmy się na konsultacje medyczne do Szpitala Zakaźnego, by w odpowiednim terminie załatwić szczepienia. A nie jest to kwestia jednorazowej wizyty! Pełną ochronę organizmu daje dopiero kilka dawek szczepień, przyjmowanych w odpowiednich odstępach czasu. Nam całość zajęła ok. dwóch miesięcy.
A kolejne kroki?

R.J.: Dochodzi do tego także pełny przegląd dentystyczny oraz wizyta u internisty wraz z kontrolnymi badaniami krwi. Dużo czasu zajął nam również wybór właściwego dla nas ubezpieczenia podróży.

Kolejny etap, najbardziej lubiany przez Agnieszkę, to zakupy – skompletowanie niezbędnych w podróży rzeczy – wygodne plecaki, lekkie i małe śpiwory, odpowiednia odzież i obuwie, apteczki wraz z lekami, zabezpieczenie sprzętu fotograficznego.

A.S.: Po raz pierwszy mieliśmy przyjemność pakować się na tak długi wyjazd i to na dodatek w plecaki, które mają zastąpić nam przez najbliższy rok namiastkę domu, więc znalazły tam swoje miejsce także latarki, sznurki, narzędzia i inne rzeczy, o których zdecydowanie nie myśli się podczas wyjazdu typu all inclusive.

Dalsza część jest już bardziej przyziemna – wymiana gotówki na odpowiednią walutę, pożegnanie bliskich i kurs na lotnisko na wariackich papierach.

Wszystko zaplanowaliście co do dnia, czy zdarza wam się jednak działać spontanicznie?

R.J.: Jeszcze będąc w Polsce zaplanowaliśmy pierwsze 3 miesiące podróży. Dalsza część była już bardziej spontaniczna, w dużym stopniu uzależniona od cen biletów lotniczych i pogody.

A.S.: Dla przykładu: w ogóle nie planowaliśmy odwiedzać Malezji, a dosłownie kilka godzin temu byliśmy jeszcze na lotnisku w Kuala Lumpur, kończąc tym samym 3 tygodniowe zwiedzanie tego państwa.
W trasie jesteście już niemal pół roku. Co dotychczas widzieliście?

A.S.: Naszą podróż zaczęliśmy pod koniec lutego od Tajlandii, w której byliśmy blisko miesiąc. To bardzo popularny kierunek wśród ludzi którzy wyruszają w dłuższą wyprawę. Tajlandia ma do zaoferowania doskonałą bazę noclegową, wygodny transport i rewelacyjne doznania kulinarne.

Do tego dochodzi cała rozpiętość atrakcji: od duchowej i mistycznej północy, przez najstarsze na świecie tropikalne lasy w centrum kraju, aż po rajskie i imprezowe wyspy na południu. Zdecydowanie najlepiej wspominamy kąpiele błotne ze słoniami.

R.J.: Następnie udaliśmy się, do polecanej przez braci Agnieszki, mniej popularnej Birmy, która okazała się perełką fotograficzną tego wyjazdu. Cały nasz pobyt tam był jedną wielką przygodą, czas zatrzymał się tam w połowie XX wieku, a podróżowanie w tym kraju jest, delikatnie mówiąc, niestandardowe.

To tutaj wstawaliśmy o 5 rano, by podziwiać wschody słońca pośród setek pagód w Baganie, o świcie lataliśmy balonem, korzystaliśmy z taksówek wodnych, konnych oraz takich, gdzie siłą zaprzęgową były bawoły.
Odwiedziliśmy manufaktury rzemieślnicze i wioski rybackie na jeziorze Inle Lake, prowadziliśmy wielogodzinne dyskusje z mnichami w monasterium w Mandalay. Tutaj również powstało najwięcej wspólnych zdjęć z lokalną ludnością, która traktowała nas jak celebrytów.

Po Birmie udaliśmy się do Angkor w Kambodży, największego kompleksu świątyń w Azji południowo-wschodniej. Następnie zwiedziliśmy północ Wietnamu. Naszą bazą wypadową była stolica kraju, Hanoi.

Stamtąd łatwo było dotrzeć do najatrakcyjniejszych punktów regionu, takich jak pola ryżowe w okolicach Sapa, gdzie mieliśmy przyjemność spędzić kilka dni mieszkając u lokalnej społeczności, wpisaną w dziedzictwo Unesco zatokę Halong Bay, malownicze wzgórza Ninh Binh czy starożytne miasto Hội An.
Później trochę zmieniliście klimat...

R.J.: Tak, Wietnam stanowił doskonały wstęp do uporządkowanej i zupełnie odmiennej od całej Azji, Japonii. Na temat Kraju Kwitnącej Wiśni moglibyśmy rozmawiać godzinami, tak bardzo urzekła nas jego wyjątkowość. Dlatego dodamy jedynie, że do tej pory jest to miejsce, do którego najszybciej chcielibyśmy wrócić i które podobało nam się najbardziej.

Japonia wydaje się być niemal idealna, to kraj, w którym kultura i historia naturalnie przenikają się z technologią i świadomością rozwoju. Poszanowanie tradycji widoczne jest na każdym kroku, co nie przeszkadza być Japończykom w czołówce najnowocześniejszych państw na świecie.Przeciwieństwem do uporządkowanej Japonii były tropikalne Filipiny.

Tam odpoczęliście?

Tak, tam nikt się nie spieszy, to natura dyktuje rytm dnia. Poszukując pocztówkowego widoku, udaliśmy się na największą wyspę Filipin, czyli Palawan. Po kilku miesiącach intensywnego zwiedzania, trekkingów oraz ciągłego pokonywania kolejnych kilometrów, zatrzymaliśmy się w raju na 3 tygodnie.

Najpiękniejsze plaże z mięciutkim, białym piaskiem, kokosy spadające z nieba, krystalicznie czysta woda i niesamowity podwodny świat na wyciągnięcie ręki – takie właśnie są Filipiny.
Kontynuacją idylli okazuje się być Indonezja, gdzie na cały miesiąc osiedliśmy w pięknej willi na wyspie Bali, pośród cudownej przyrody i niezwykle życzliwych ludzi.
Co potem?

A.S.: Niedługo planujemy wybrać się na dłużej do Australii i Nowej Zelandii. Poza Japonią, są to kraje, których najbardziej nie możemy się doczekać. Zamierzamy podróżować po nich w nieco inny sposób, korzystając z vana, który na jakiś czas stanie się naszym nowym domem.

Co dalej? Zobaczymy, co czas pokaże, ale chcemy trzymać się początkowo założonego planu, więc teoretycznie będzie to Ameryka Południowa.

Wszystko brzmi ekscytująco, ale też bardzo intensywnie i wymaga chyba sporo odwagi. Warto było?

A.S.: W tak długiej podróży najtrudniejsze jest samo podjęcie decyzji o wyruszeniu. Wszystko, co dzieje się później, jest w naszym odczuciu najlepszym, co może człowieka spotkać w życiu. Gdybyśmy mogli cofnąć czas, z pewnością podjęlibyśmy tę decyzję raz jeszcze, tym razem już bez żadnych wątpliwości.

R.J.: Spotkaliśmy na swojej drodze wspaniałych, bardzo pomocnych ludzi. Z wieloma z nich utrzymujemy kontakt do tej pory. Poznaliśmy różne kręgi kulturowe, inne tradycje i wierzenia. Wszystko to otworzyło nas bardziej na drugiego człowieka i pozwoliło mocniej docenić to, co mamy na co dzień. Jesteśmy bogatsi o doświadczenia które nas spotkały.

A.S.: Podobno podróżując człowiek przeżywa życie podwójnie. Jest w tym wiele prawdy. Jedyne co od czasu do czasu doskwiera, to tęsknota za domem. To jednak niewygórowana cena za wszelkie nowe przygody i doświadczenia.
Trwa ładowanie komentarzy...