U nas nieodkryta, za granicą podbija teatralny świat. Poznajcie Martynę Majok

Martyna Majok otrzymała prestiżową nagrodę Pulitzera
Martyna Majok otrzymała prestiżową nagrodę Pulitzera Fot. Instagram/ Martyna Majok
Polaków robiących karierę za granicą i odnoszących sukcesy jest wielu. Przewijają się artyści z dziedziny filmu, designu czy mody. Z kolei teatr zdecydowanie jest w mniejszości w tym zestawieniu. Dlatego warto zapamiętać to nazwisko. Martyna Majok to dramatopisarka rozchwytywana w Stanach Zjednoczonych. Poznajcie ją.

Pochodzi ze Śląska, a dokładnie z Bytomia. Już jako pięciolatka wyjechała z mamą do Stanów Zjednoczonych. Dorastała w imigranckiej robotniczej dzielny w New Jersey, której mieszkańcy pochodzili z różnych krajów. Po latach temat imigrantów pojawił się w jej sztukach. 33-letnia Majok w swoich sztukach skupia się na ludziach, których poznała mieszkając w tamtejszej dzielnicy: samotnych matkach, robotnikach czy imigrantach. Jej sztuki inspirowane są też życiem matki, emigrantki z Polski, która wychowywała dziecko na obczyźnie.

Zachwyciła się teatrem będąc nastolatką
Teatrem Martyna zachwyciła się będąc nastolatką. Miała 17 lat, gdy po raz pierwszy odwiedziła teatr . Za wygraną w bilard wybrała się na musical "Kabaret" do legendarnego nowojorskiego Studia 54.
"Pewnej nocy wygrałam w bilard 45 dolarów i zdecydowałam się wydać je na coś, czego bym nigdy nie kupiła za zapracowane pieniądze. Wśród czasopism, które przyniosła mama, sprzątając u innych, znalazłam ulotkę 'Kabaretu'. Telewizyjny gwiazdor John Stamos był w obsadzie. Cokolwiek by to było, chciałam go zobaczyć. O spektaklach myślałem mniej więcej tyle, że jak kogoś nie stać na film, gra wszystko w jednym pokoju. Ewentualnie mogło chodzić o Szekspira, który napisał coś dawno temu. Wzięłam więc 45 dolarów i poszłam zobaczyć tę piękną, mroczną, zabawną historię, jaką jest 'Kabaret' w teatrze Studio 54" – opowiadała w jednym z wywiadów.

Od momentu zobaczenia spektaklu, zafascynowała się teatrem na dobre. W liceum pisała sporo opowiadań i scenariuszy teatralnych, co poniekąd związane było z jej sytuacją rodzinną. "To się zaczęło od mojej sytuacji w domu. Mężczyzna, z którym żyła moja matka, był agresywny. Wytrzymała z nim 12 lat. Kiedy wracałam ze szkoły, zamykałam się w sypialni. Musiałam być cicho, bo inaczej stawał się agresywny. Więc rysowałam, czytałam, dużo czytałam i pisałam" – zwierzała się w mediach.
Miłość Martyny do teatru przełożyła się na studia. Najpierw był uniwersytet w Chicago, gdzie próbowała swoich sił na zajęciach teatralnych jako aktorka. Szybko stwierdziła, ze kariera aktorska nie jest dla niej. Postanowiła zostać przy pisaniu dramatów, a w warsztacie pomogła jej Yale School of Drama, jedna z najbardziej prestiżowych szkół teatralnych w Stanach.


Janusz Głowacki w spódnicy
Pierwsze sukcesy zaczęły pojawiać kilka lat temu. Czarna komedia "Ironbound" nazwana została przez dziennik "Washington Post" nokautem na festiwalu Women’s Voices Theater Festival. Warto podkreślić, że sztuka Polki mieszkającej w USA zostanie wystawiona w 2019 roku przez warszawski Teatr Narodowy.

Do jej największych dzieł można zaliczyć m.in. dramat "Queens", który jest opowieścią o dwóch pokoleniach kobiet-emigrantek, pochodzących z różnych krajów i mieszkających razem w Queens. Choć sztuka wystawiana była w m.in. w Nowym Jorku czy Waszyngtonie, inny spektakl Mojak pobił na głowę pozostałe i został nagrodzony prestiżowym Pulitzerem.

Dramatopisarka z prestiżową nagrodą
Nagrodzona sztuka nosi tytuł "Cost of Living" i pokazuje historię dwóch par: bezrobotnego kierowcy ciężarówki i sparaliżowanej po wypadku żony oraz bogatego studenta z mózgowym porażeniem dziecięcym i jego opiekuna. "Sukces tej właśnie sztuki jest dla mnie szczególnie ważny. Teatry bały się tej inscenizacji, rzadko zdarza się, że dramat sceniczny wymaga od producentów, by obsadzili nie jednego, ale dwóch niepełnosprawnych aktorów. Jestem więc podekscytowana, bo mam nadzieję, że Pulitzer pozwoli przebić się tematowi do szerszej publiczności i stworzy więcej szans dla niepełnosprawnych wykonawców" – mówiła Martyna w rozmowie z "Vogue".
Sodówka nie uderzyła jej do głowy
Sukces i "american dream" nie zmienił Martyny. Po zdobytej nagrodzie odezwało się do niej co prawda więcej osób z propozycją współpracy, jednak 33-latka nie osiada na laurach i wciąż tworzy. Sztuka "Sanctuary city", którą niedawno napisała, będzie miała swoją premierę w maju w jednym z nowojorskich teatrów. Polsko-amerykańska artystka często bywa nazywana przez środowisko artystyczne "Januszem Głowackim w spódnicy", który w swoich dramatach również poruszał tematykę imigrancką.

Sukcesy teatralne nie przewróciły jej w głowie. Kiedy tylko może stara się odwiedzać rodzinny Śląsk i Bytom. Być może jej sztuka " Cost of Living" wystawiona zostanie w katowickim Teatrze Śląskim. Taki plan ma dyrektor Robert Talarczyk. "Historia Martyny to bajka. Nie wolno nam tego zaprzepaścić, mamy niewiarygodny sukces dziewczyny od nas " – mówił jakiś czas temu.
Trwa ładowanie komentarzy...